Gość: jawo
IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl
09.01.03, 14:48
Na razie póki jest mróz jest to średnio uciążliwe: śnieg w butach, którego
niewytrzepane resztki zmieniają się w wodę. Gdyby przyszła odwilż, przyszłoby
nam skakać do mokro-śnieżnej breji. Po ostatnich opadach śniegu pługi
odśnieżające chodniki zepchnęły śnieg na skraj pomiędzy chodnikiem a jezdnią.
To samo na wysokości przystanków autobusowych. Kto chce więc wsiąść do
autobusu, musi skakać w kilkudziesięciocentymetrową zaspę. Co prawda niedługo
po opadach będące na wyposażeniu MPGK "ostrówki" odgarnęły śnieg na
przystankach, ale w przeważającej większości tylko na połowie (lub jeszcze
mniej) długości zatoki. I tu jest właśnie problem.
Bo jeśli przyjedzie na przystanek więcej niż jeden autobus, pasażerowie
drugiego, (i następnych) zatrzymującego/zatrzymujących się za nim nadal
skazani są na skakanie w zaspy. Czy to rzeczywiście aż taki duży problem
zgarnąć śnieg, zamiast na połowie, na całej długości zatoki?
Czy Redakcja mogłaby zająć się tą sprawą?