Gość: piessek
IP: *.mtnet.com.pl
20.02.03, 09:10
W dzisiejszej "Gazecie Wyborczej - Rzeszów" opisane jest WYDARZENIE (sic!),
które polegało na tym, iż pewna pani przbywająca w szpitalu, nie otrzymała
na obiad jajka do żurku i z tego powodu uruchomiła "Gorącą linię", aby
zaprotestować przeciw tak niecnym praktykom w tym szpitalu dokonywanym.
Niejednokrotnie czytałem i słuchałem ostrych nieraz wypowiedzi dotyczących
jakości i ilości posiłków serwowanych w polskich szpitalach i jestem tym
mocno zniesmaczony. Miałem okazję leżec w jednej z lepszych amerykańskich
klinik jak równiez w jednej z lepszych polskich klinik (kardiologicznych) i
zapewniam, że ilość i smak posiłków tam serwowanych jest, mówiąc oględnie,
niesatysfakcjonująca. Wynika to po pierwsze z zaleceń dietetyków, po drugie
z faktu, iż chory spala o wiele mniej kalorii niz człowiek aktywny. Akrat
żółtko jajka jest bombą cholesterolową i pani tej, brak jednej bomby, na
pewno nie zaszkodził. Mało tego, spotkałem się wielokrotnie z sytuacją, że
chory będący na szpitalnej diecie (np.1200 kalorii), był, przez troskliwa
rodzinkę, dokarmiany i to dokarmiany jadłem, o którym w najmniejszym stopniu
nie można powiedzieć, że było dietetyczne. Myślę, że w szpitalach powinny
powstać zapisy regulaminowe mówiace co wolno a czego nie wolno przynosić
chorym do jedzenia. Sadzę, że powinno być dookreślone, co można a co jest
absolutnie zabronione w "dziedzinie" dokarmiania chorych. Ja, wracając raz
jeszcze do pobytu w klinice amerykańskiej, chcę dodać, że wiele
posiłków "przepadło" mi tam, ponieważ intensywność badań i zabiegów nie
pozwalała na moją obecność w czasie posiłków w pokoju szpitalnym.
Przeżyłem. Sześciodniwy pobyt kosztował mojego ubezpieczyciela 35 tysiecy
dolarów...
Roman.