Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: Ed Policjanci na SŁUZBIE KOŚCIOŁA IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.07.05, 22:37
      Kościelni policjanci świętują i się modlą.

      Nominacje na wyższe stopnie, odznaczenia państwowe i resortowe dostali wczoraj
      funkcjonariusze z naszego regionu. Okazją było święto policji. Wieczorem w
      Katedrze mszę świętą w intencji policjantów i ich rodzin odprawił biskup Jan Tyrawa.
      (mc)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2840753.html
    • Gość: Ed Aresztowanie księdza od św. Jana Bosko IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 10:17
      Trybuna pisze o aresztowaniu księdza Ryszarda M., byłego prezesa salezjańskiej
      Fundacji Pomocy dla Młodzieży św. Jana Bosko. Został on wczoraj aresztowany na
      trzy miesiące decyzją wrocławskiego sądu. Nie pomogły poręczenia osobiste i
      majątkowe. Prokuratura zarzuca zakonnikowi wyłudzenie z banków, przy pomocy
      sfałszowanych dokumentów, astronomicznej wręcz kwoty 133 mln zł. Ale - pisze
      dziennik - to nie wszystko. Jak dowiedziała się "TRYBUNA", policjanci z Wydziału
      Przestępczości Gospodarczej Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu są w
      stanie udowodnić, że oprócz banków ksiądz oszukał także wiele prywatnych osób.
      Ufając duchownemu brały one kredyty na swoje nazwisko, ale pieniądze
      przekazywały księdzu. Kredyty wynosiły od 300 do 400 tysięcy złotych. W sumie
      ksiądz Ryszard M. winny jest ludziom około 12 milionów złotych. Właśnie tą
      ogromną skalą przestępstw sąd uzasadniał swoją decyzję o osadzeniu księdza w
      areszcie. Kodeks karny przewiduje za czyny, których on się dopuścił, nawet 10
      lat więzienia. Dziennik przypomina, że do aresztu trafili także współpracownicy
      prezesa fundacji - były dyrektor legnickiego oddziału Kredyt Banku Tadeusz H.
      oraz dwaj biznesmeni - krakowski makler giełdowy Ryszard Cz. i Mirosław M z
      Lubina. . Niektóre wątki związane z działalnością Ryszarda Cz. policjanci
      łączyli z bossami pruszkowskiej grupy mafijnej - czytamy w Trybunie.
      IAR/Trybuna/łut/trela
      informacje.zeszyt.pl/?newsID=167125
    • Gość: Ed Ksiądz Warga w sądzie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 10:20
      Była pracownica parafii pod wezwaniem św. Wawrzyńca pozwała proboszcza ks.
      Józefa Wargę przed Sąd Pracy w Słupcy.

      Kobieta przepracowała w parafii ponad jedenaście lat. 7 maja bieżącego roku
      odeszła na emeryturę. Jednak ks. Józef Warga nie wypłacił jej należnej odprawy
      emerytalnej. Jak udało nam się dowiedzieć, była pracownica najpierw pisemnie
      wezwała proboszcza do przekazania pieniędzy. Ksiądz w ogóle nie odpowiedział.
      Później kobieta miała osobiście prosić o wypłacenie odprawy, lecz ks. Warga nie
      chciał z nią rozmawiać.

      W tej sytuacji pozostało jedynie wkroczyć na drogę sądową. Była pracownica
      pozwała parafię św. Wawrzyńca do Sądu Pracy w Słupcy, domagając się wypłaty
      odprawy emerytalnej w wysokości niemal 820 zł. Ksiądz Józef Warga zareagował
      zanim doszło do pierwszej rozprawy. - Dnia 21 czerwca 2005 roku - po otrzymaniu
      informacji, że powódka uzyskała prawo do świadczeń emerytalnych, co jest jedynie
      podstawą do żądanej odprawy - parafia przekazem pocztowym przesłała powódce
      należność - napisał ks. Warga do słupeckiego sądu. - W tej sytuacji roszczenie
      powódki zostało w pełni zaspokojone, wobec czego postępowanie, jako
      bezprzedmiotowe należy umorzyć - dodaje proboszcz.

      Trudno uwierzyć, że ksiądz dopiero 21 czerwca dowiedział się, iż jego pracownica
      już od półtora miesiąca jest na emeryturze. Zwłaszcza, że wcześniej dopominała
      się od niego odprawy emerytalnej. Najważniejsze jednak, iż pieniądze wreszcie
      zostały wypłacone.

      Do słupeckiego sądu nie dotarło jednak potwierdzenie od powódki, że rzeczywiście
      otrzymała odprawę. W tej sytuacji sędzia zarządził posiedzenie wyjaśniające,
      które miało odbyć się w poprzednim tygodniu. W sądzie jednak nie pojawili się
      ani proboszcz, ani też jego była pracownica. - Sąd postanawia zobowiązać powódkę
      do podania w terminie siedmiu dni, czy w związku z twierdzeniem pozwanego
      zawartym w odpowiedzi na pozew, iż wypłacił jej odprawę emerytalną, cofa pozew i
      wnosi o umorzenie postępowania - zadecydował sędzia.

      Była pracownica parafii pod wezwaniem św. Wawrzyńca nie chce komentować całej
      sprawy. - Otrzymałam już odprawę, więc nie chcę się wypowiadać - tłumaczy
      kobieta. - Oczywiście wycofam sprawę z sądu - dodaje.

      O problemie nie chce też rozmawiać proboszcz parafii. - Myślę, że w tej sprawie
      kompetentny jest sąd. Nie będę się więc wypowiadał. To są sprawy ściśle tajne i
      osobiste - stwierdził ks. Józef Warga.

      (Paweł Miłosz)
      slupca.com.pl/index2.php?tekst=true&id=15930
    • Gość: Ed Ksiądz Rydzyk wielkim oszustem jest IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 10:26
      ... Zdumiewa jednak w tym filmie taka właściwie bezradność - bezradność
      wszystkich urzędów finansowych, celnych, bezradność zakonu. Przecież to wszystko
      nie dzieje się gdzieś potajemnie. W sumie, mimo całej tajemniczości ojca
      Rydzyka, on nie ukrywa, co z tymi pieniędzmi robi. Swoje dzieło rozbudowuje na
      oczach wszystkich i, że tak powiem, tym się nawet chlubi. ...
      www.radiozet.pl/rozmowy.htm,3357
    • Gość: Ed Nie wydaje wam sie ze kosciól kat. jest nazistowsk IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 10:57
      lpr_rasta napisał:

      Ja tam do kosciola za czesto sie nie wybieram, kiedys to nawet czesto bywalem
      bo do mszy na bebnach gralem. Ale od jakiegos czasu tak sporadycznie.
      Ostatnio bylem jak kumplowi z zagranicy pokazywalem katedre w Swidnicy. I
      akurat czekalismy na koniec mszy i slyszelismy co tam mowili. Takie to hmm...
      narodowo-socjalistyczne bylo, czyli nazistowskie. Przeciwko cudzozioemcom
      mowili, i kazali na nastepna msze sztandary narodowe przyniesc. Ja nie wiem
      co ci cudzoziemcy im zrobili, ja tam sie raczej nigdy nie nacialem, a
      podrozowalem bardzo wiele. Fakt, raz mi zginal telefon, ale nie jestem pewien
      czy sam nie zgubilem. A bardzo fajnych cudzoziemcow spotkalem bardzo wielu, i
      mam wielu dobrych kumpli z zagranica, z ktorymi dobrze sie rozumiem nawet jak
      nie zawsze kumam co mowia.

      I tez tak znajoma Szkotka, co pojechala nad morze i poszla tam do kosciola,
      to tez mowila ze strasznym nazistowskim jadem na cudzoziemcow ksiadz zional.
      A w ogóle to kiedys mi sie franciszkanie podobali (to na franciszkanskich
      mszach gralem), ale potem czytalem w necie ze franciszkanie przed wojna to
      gazete antysemicka wydawali i wzywali do zsylki Zydow na Madagaskar. Ja tam
      nie wiem, co ci zydzi im zrobili, i w ogole co oni takiego zlego robia. Znam
      dwoch zydow, nie z polski, i oni nawet w ogóle nie sa wierzacy. Po prostu sa
      zwyklymi gnojkami z izraela, i sluchaja podobnej muzy jak ja.

      A najbardziej nie podoba mi sie ojciec rydzyk i jego radio. Jak sobie
      wlaczycie strone radia maryja (www.radiomaryja.pl/ ) to tam sami
      biskupi sie wypowiadaja, w ogole widac ze to radio ma ogromne poparcie wsrod
      kleru. A to radio propaguje nazizm, czyli narodowy socjalizm. Ojciec Rydzyk
      przeciez wszystko wie. Potepia ludzi inaczej myslacych niz on, i nawoluje do
      nienawisci wobec nich. Do nienawisci wobec ludzi z innych krajow. Ogolnie do
      nienawisci wobec wszystkich ktorzy nie mysla tak jak on, krynica maryjnej
      prawdy. Na tej stronie ( www.radiomaryja.pl.eu.org/ ) pisze ze to
      tradio ma: najwyższy wśród mediów o tym zasięgu (2-3 % udziału w rynku
      słuchaczy) stopień nasycenia czarną propagandą, fałszywkami,
      jednostronnością, ksenofobią, paranoicznym podejściem do rzeczywistości.
      Pisze tez ze radio ma wiele cech sekty zgromadzonej wokół nieomylnego guru.

      To przeciez Ojciec Rydzyk stworzyl w Polsce nazistowski ruch spoleczny,
      ktorego czlonkow laczy nienawisc wobec ludzi z innych krajow, strasznie
      skrajny antysemityzm (szukaj zyda) i szukanie masonow, oraz propagowanie
      narodowego socjalizmu. Mnie sie to bardzo nie podoba. I widze ze innym tez,
      bo jak czytam komiksy w gazetach, to w niektorych ksieza sa czarnymi
      bohaterami. A w ogole to wiekszosc mlodych ludzi ma juz wyrobiona opinei o
      tej instytucji i raczej obawia sie jakiejs moherowej rewolucji, ktora
      skonczylaby sie pewnie kolejna wojna. Oczywiscie, jej autorem duchowym bylby
      pewno polski kosciol katolicki, ostatnimi czasy za tak bardzo pokojowy, he he.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=26836893
    • Gość: Ed Jak Liga Polskich Rodzin protestowała w BWA IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 15:19
      Jak Liga Polskich Rodzin protestowała przeciwko wystawie w BWA Awangarda

      Protestujących było trzech, mniej niż dziennikarzy. Na dodatek efekt akcji
      okazał się mizerny. Viola Kuś, autorka wystawy "Przysposobienie do życia w
      rodzinie", może spać spokojnie

      Od kilku dni w galerii BWA Awangarda przy ul. Wita Stwosza prezentowana jest
      wystawa "Przysposobienie do życia w rodzinie" Violi Kuś. Wystawa - choć
      skandalizująca, bo jest prokreacyjnym instruktażem - nie wzbudza większego
      zainteresowania publiczności. Wrocławscy działacze Ligi Polskich Rodzin
      postanowili to zmienić i żeby swój plan wcielić w życie, zapowiedzieli akcję
      protestacyjną.

      Jako że LPR bojkotuje "Gazetę Wyborczą", nie wiedzieliśmy, co konkretnie
      zaplanowali działacze Ligi. Wczoraj w samo południe udaliśmy się do BWA
      Awangarda. Zadymy, jak się okazało, nie było. Wręcz przeciwnie, LPR-owcy,
      protestując przeciwko niemoralnej ich zdaniem wystawie, zdają się wyznawać
      zasadę love and peace.

      Oto trzech elegancko ubranych młodych ludzi - Rafał Orszak, radny Jarosław
      Czarnecki i członek zarządu województwa Rafał Borutko - życzliwie uśmiechało się
      do czworga dziennikarzy (nie licząc fotoreporterów i operatorów kamer). Chętnie
      rozmawiali ze wszystkimi z wyjątkiem dziennikarza "Gazety". - Przepraszam, ale
      pana musimy zbojkotować - uprzejmie wyjaśnił Rafał Borutko, który na pocieszenie
      dał mi ulotkę.

      „Dowodem na to, że sztuka w swej formie nie zawsze jest czysta i może nieść
      negatywne przesłanie nawet w pięknej oprawie, jest aktualnie otwarta we
      Wrocławiu (...) erotyczna wystawa skierowana do dorosłych i dzieci (sic!), która
      media nazwały »prokreacyjnym instruktażem «. Wystawa ta w sposób techniczny, bez
      emocji i kontekstu pokazuje aspekt seksualności nieadekwatny do rozwoju potrzeb
      dzieci Ostrzegamy przed tą wystawą”.

      Żeby przypieczętować swój protest, LPR-owcy przykleili na szklanych drzwiach
      niewielką naklejkę z napisem "Sztuka nieprzyjazna dzieciom". Długo się efektem
      swojej aktywności publicznej nie nacieszyli, bo kiedy udzielali ostatnich
      wywiadów, z budynku wyszedł Paweł Jarodzki, kurator wystawy, i naklejkę po
      prostu odkleił. LPR-owcy zapasowych akurat nie mieli pod ręką.

      (ado)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2841011.html
    • Gość: Ed RELIKWIE W KOŚCIOŁACH KATOLICKICH IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 15:27
      1) Szczątków krzyża, na którym umarł Chrystus, doliczono się grubo ponad tysiąc,
      w tym jeden z nicg znajduje się od niedawna w Klebarku Wielkio pod Olsztynem.

      2) Około 150 kościołów wciąż twierdzi, że jest w posiadaniu przynajmniej jednego
      ciernia z korony, która mogła mieć ich najwyżej 40. Korona cierniowa, bez
      jednego ciernia, znajduje się w katedrze Notre Dame w Paryżu i pokazywana jest w
      Wielki Piątek.

      3) Krople krwi Chrystusa znajdują się m.in. w bazylice św. Marka w Wenecji, w
      bazylice św. Krwi w Brugii (Belgia) oraz w rzymskich kościołach: Santa Croce,
      Santa Maria Maggiore i San Giovanni in Laterano.

      4) Niezwykłe bogata jest kolekcja gwoździ, którymi ciało Chrystusa miało być
      przybite do krzyża. Ponad trzydzieści kościołów, w różnych miejscowościach
      twierdzi, że posiada co najmniej jeden „oryginalny” gwóźdź. Po jednym mają:
      kościół na Lateranie, św. Krzyża w Rzymie, św. Marka w Wenecji i katedra w
      Mediolanie. W Krakowie, w Kaplicy Zygmuntowskiej jest jeden cały gwóźdź, a po
      połówce mają: kaplica św. Kosmy i Damiana oraz kościół Świętej Trójcy.

      5) Jeszcze do niedawna sporym wzięciem cieszył się kult świętego napletka.
      Posiadaniem tego „autentycznego” chwaliło się aż trzynaście świątyń, m.in.
      Santiago de Compostela w Hiszpanii i bazylika św. Jana na Lateranie w Rzymie.

      6) W całej Europie bardzo rozpowszechnione są kryształowe fiolki z mlekiem,
      którym Matka Boska karmiła małego Jezuska. Ich posiadaniem szczyci się wiele
      miast we Włoszech, Francji i Hiszpanii. Kosmyk włosów Dziewicy Maryi znajduje
      się w katedrze w Reims we Francji oraz w bazylice św. Marka w Wenecji. Święta
      tunika, czyli fragment szaty, którą miała nosić Matka Boska podczas narodzin
      Jezusa, obecnie przechowywana jest w katedrze w Chartres, we Francji oraz na
      Lateranie. Pieluszka, w którą po narodzeniu został zawinięty Jezus, znajduje się
      w kościele św. Dionizego w Paryżu. Strzępy tuniki z wełny (własnoręcznie utkanej
      przez Matkę Boską), w którą Jezus był ubrany w drodze na kalwarię, można oglądać
      w Trewirze w Niemczech. Pięć fragmentów drewna ze żłóbka , w którym leżał mały
      Jezusek, jest co roku wystawianych na widok publiczny, z okazji świąt Bożego
      Narodzenia w Santa Maria Maggiore w Rzymie.

      7) Część stołu z Ostatniej Wieczerzy znalazła schronienie w rzymskiej bazylice
      św. Jana na Lateranie, a kawałek stołu z wesela w Kanie Galilejskiej, jakimś
      cudem zachował się w kościele św. Franciszka w Asyżu. Fragmenty obrusa z
      Ostatniej Wieczerzy są w Lizbonie, w kościele św. Rocha oraz w kościele św.
      Andrzeja w Krakowie - absurd absurdowi nierówny…

      8) W Hiszpanii do dziś przechowywane jest pióro, które spadło ze skrzydła
      archanioła Gabriela podczas zwiastowania.

      9) Katedra w Magdeburgu posiada drabinę, na której kogut piał, kiedy Piotr
      zaparł się Chrystusa.

      10) W Santiago de Compostela, przy grobie św. Jakuba Apostoła, jest ogon osła,
      na którym Chrystus wjeżdżał do Jeruzalem.

      11) Na Lateranie przechowywana jest złota urna, pełna manny, zebranej na pustyni.

      12) Dwa odciski stóp, pozostawione ponoć przez Jezusa w bazaltowym kamieniu z
      Via Appia, znajdują się w kaplicy bazyliki św. Wawrzyńca za Murami w Rzymie.

      13) Matka Boska, z kolei, ślad swojej stopy zostawiła w skale, w miejscowości
      Bardo Śląskie, w Polsce.

      14) Kościół św. Krzyża Jerozolimskiego w Rzymie ma mały palec niewiernego
      Tomasza, którym ów niedowiarek dotknął ran Chrystusa.

      15) Relikwie wcale nie musza być skromnych rozmiarów. Mogą być całkiem okazałe.
      Dwie największe to:
      - święty domek (bazylika Santuario della Santa Casa) w Loreto
      i święte schody w bazylice św. Jana na Lateranie.
      Domek Loretański miał być, według legendy, mieszkaniem Matki Boskiej,
      przeniesionym w 1295 roku z Nazaretu, przez czterech aniołów.
      Scala Sancta, czyli dzwudziestoośmiostopniowe marmurowe schody, po których szedł
      Chrystus na spotkanie z Piłatem, w sposób nie mniej cudowny, zostały
      przywiezione z Jerozolimy.

      Uzupełnianie tych ciekawostek służących narzędziowo KOŚCIOLOWI KATOLICKIEMU Sp.
      z o.o. do powiększania zasobów swego "ubóstwa" mile widziana.
    • Gość: Ed Re: Kolejny skandal w kościele IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.05, 15:31
      Niedawno arcybiskup Christodoulos przeprosił Greków (na zdj.) za skandal, jaki
      wybuchł w Greckim Kościele Prawosławnym i obiecał oczyszczenie atmosfery.
      Tymczasem prasa ujawnia kolejne, bulwersujące fakty z afery o podłożu
      korupcyjnym i seksualnym. Avriani, jeden z greckich dzienników opublikował
      fotografie 91-letniego biskupa, który w stroju Adama doświadcza rozkoszy z młodą
      kobietą. Sprawę bada komisja kościelna. Niektórzy duchowni oskarżani są również
      o stosunki homoseksualne, a także o przekupstwo i szmugiel dzieł sztuki.

      W minionym tygodniu zaczęto głośno mówić o tym, że władyka Teoklita, metropolita
      Tesalii w środkowej Grecji został aresztowany przez policję w nocnym klubie,
      ponieważ był podejrzewany o handel narkotykami. Arcybiskupowi miał towarzyszyć
      o. Serafim Koulousousas, były asystent abp. Christodoulosa. Sam Koulousousas
      popadł konflikt z biskupem ze względu na afery seksualne z udziałem mężczyzn. W
      zeszłym tygodniu Koulousousas ogłosił, że chce opuścić Kościół i udać się na
      emigrację do Paryża, gdzie zostanie… kreatorem mody.

      W greckim skandalu padły już personalne decyzje, ale wielu uważa, że to dopiero
      początek trzęsienia ziemi. Już 4. lutego br. Święty Synod Greckiej Cerkwi
      Prawosławnej postanowił zawiesić biskupa Pantelejmona z Diecezji Attyka.
      Eparchia (diecezja) ta uznawana jest za najbogatszą w prawosławnej Grecji.
      Hierarcha oskarżany jest o zawłaszczenie prawie 4,5 mln euro na ubezpieczenie
      emerytalne. Gdy naciskano na Pantelejmona ws. ewentualnego ustąpienia z urzędu
      ten miał powiedzieć, że jeśli otworzy usta, to wielu pociągnie ze sobą do grobu.
      Doniesienia prasowe spowodowały katastrofalny spadek zaufania prawosławnych
      Greków do ich Kościoła.

      Od zarzutów łamania prawa nie jest też wolny sam arcybiskup Aten Christodoulos,
      znany z ciągłych konfliktów z Ekumenicznym Patriarchatem Konstantynopola.
      Zarzuca mu się bliskie kontakty z handlarzem narkotyków oraz manipulacje przy
      wyborze greckiego patriarchy Jerozolimy w 2001 roku. To wszystko przypomina
      potop, który trafi samego arcybiskupa – powiedział abp Chryzostomos, uznawany za
      liberalnego hierarchę Greckiej Cerkwi.
      Grecy, którzy masowo domagają się jak najszybszego rozdziału Cerkwi od Państwa,
      dziwią się, że ich Kościół przez tyle lat nie podjął próby położenia kresu
      skandalom, które trwają od lat.
      (Dariusz Bruncz)
      www.ekumenizm.pl/content/article/20050222123658466.htm
    • edico DRAŃSTWO MORALNOŚCI KOŚCIELNEJ 28.07.05, 15:52
      Od największego skandalu seksualnego w ostatnich latach historii polskiego
      Kościoła minął już ponad rok. Sprawa abp Juliusza Paetza zniknęła z czołówek
      gazet, przestali się nią zajmować dziennikarze, a i przeciętny katolik w Polsce
      uznał, że to, o czym już nie słychać już nie istnieje. Czy rzeczywiście sprawa
      wygląda tak prosto?

      Wiele wskazuje na to, że niestety nie. Sprawa abp Paetza nigdy nie została
      zamknięta. Nikt, nigdy nie stwierdził, czy zarzuty, które publicznie postawiono
      metropolicie poznańskiemu, są prawdziwe czy nie. Przeniesiono tylko biskupa na
      emeryturę, pozostawiając go w miejscu, w którym (jeśli oskarżenia są prawdziwe)
      krzywdził on setki osób. Po kilku miesiącach zakazano mu wprawdzie (po
      skandalach związanych z faktem, że kilku kleryków nie zgodziło się przyjąć z
      jego rąk święceń kapłańskich, a kilku innych nie zgodziło się składać na jego
      ręce przysięgi posłuszeństwa) sprawowania posługi w archidiecezji poznańskiej,
      ale to także nie oznacza jeszcze uznania winy, a jedynie próbę uniknięcia
      większego zgorszenia.

      Milczenie oznacza przyzwolenie

      W imię (słusznej – ale czy dobrze wykonywanej) intencji zaleczenia podziałów
      zrodzonych przez skandal w Poznaniu, nowy metropolita abp Stanisław Gądecki w
      zasadzie przestał wypowiadać się publicznie na temat sprawy abp. Paetza. Jednak
      trudno jest uleczyć cokolwiek, gdy sprawca całego zamieszania pozostaje w
      sąsiedztwie katedry – w pięknie odremontowanej wilii z ogromnym ogrodem – nie
      przyznając się do winy. Liczni wierni nadal są zdezorientowani i nadal nie
      wiedzą, komu wierzyć. Nikt, niestety nie sięgnął tu, jak się zdaje, do starej
      prawdy Ewangelii, że tylko prawda może uleczyć i wyzwolić katolików z niewoli
      wielkiego skandalu. Udawanie, że go nie było, albo zacieranie jego śladów przez
      zmiany nazw instytucji katolickich w Poznaniu – nic nie zmieni, przeciwnie
      spowoduje, że rany zamiast się zasklepiać – zaczną gnić.

      Niestety, choć to bardzo bolesne, wydaje się, że postawa nowego arcybiskupa
      wynika z generalnej postawy Episkopatu wobec skandalu „w cieniu katedry” oraz
      wobec wszelkich innych skandali. Biskupi od wielu lat reagują na wszelkie
      problemy w myśl zasady, jeśli czegoś nie ma w mediach – to nic z tym nie trzeba
      robić. Gdy się pojawi – należy zaś odczekać pewien czas, zasymulować kilka zmian
      – i czekać aż temat zniknie z radia i telewizji. Metodę tę można określić – nie
      tyle ujawnianiem prawdy, ile zamiataniem prawdy pod dywan. Ma to opłakane
      skutki, gdy hierarchowie tolerują zło, sądząc, że zło, o którym nikt nie wie –
      nie powoduje zgorszenia.

      Tak było w przypadku skandalu poznańskiego. Jak już przed rokiem informowała
      „Gazeta Wyborcza” plotki o próbach wykorzystywania kleryków pojawiły się już
      wtedy, gdy Paetz był ordynariuszem diecezji łomżyńskiej (a zdaniem wielu
      dziennikarzy mających związki z Watykanem jeszcze wcześniej, gdy ks. Paetz
      pracował w Stolicy Apostolskiej. Ich zdaniem to właśnie za zakazane kontakty
      świetnie zapowiadający się duchowny miał być przeniesiony do maleńkiej jednak
      diecezji łomżyńskiej). W Łomży miała być wtedy nawet jakaś watykańska komisja,
      ale nikt nie poznał wyników jej prac. Wiadomo natomiast, że bp Paetz nie został
      wówczas zdymisjonowany, ale trafił do Poznania.

      „Gazeta Wyborcza” powoływała się także na dokumenty zamieszczone w kanadyjskim
      czasopiśmie „Reflex”. „Wynika z nich, że na początku lat 90. starał się o azyl w
      Kanadzie były kleryk z Polski. Argumentował, że w 1986 roku był jako student
      seminarium molestowany przez swego biskupa. Wszystkie nazwiska w artykule
      zostały wykropkowane, ale liczba kropek odpowiada liczbie liter nazwiska
      „Juliusz Paetz”, a kropki w nazwie miejscowości, gdzie mieściło się seminarium,
      pasują do słowa „Łomża”, gdzie Juliusz Paetz był wtedy biskupem. Ponadto
      dokument mówi o biskupie, że pracował on wcześniej jako prałat antykamery w
      Watykanie, który przygotowywał prywatne audiencje u kolejnych papieży - Pawła
      VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II. Jedyną osobą, która była szefem antykamery u
      tych trzech papieży, jest abp Paetz” – napisała „GW”.

      Mimo to wydaje się, że nikt nie zrobił nic, aby sprawę załatwić. Większość
      mówiła wtedy, że nie chciano martwić Ojca Świętego. Pokazuje to głębie
      degrengolady w polskim Kościele, w którym dobre samopoczucie papieża jest
      ważniejsze niż dobro setek ludzi – krzywdzonych przez purpurata. I niestety
      wszyscy Ci, którzy wiedzieli o tym (jeśli - wiedzieli), a nie działali, nie
      informowali o tym Watykanu i papieża osobiście mają tę sprawę na sumieniu. Być
      może dlatego zapadła wokół niej taka cisza.

      Zbrodnia bez kary

      Jeśli wierzyć w doniesienia prasowe – to często ta odpowiedzialność nie dotyczy
      tylko delikatnej warstwy sumienia, ale przekłada się na bardziej prawne
      konsekwencje. Na długo przed wybuchem skandalu o molestowaniu kleryków przez
      arcybiskupa wiedzieli z listu kilku poznańskich duchownych: bp Stanisław Dziwisz
      (sekretarz papieski), kard. Joseph Ratzinger (prefekt Kongregacji Nauki Wiary),
      wywodzący się z Poznania kardynał Zenon Grocholewski (prefekt Kongregacji
      Wychowania Katolickiego) i sekretarz stanu kardynał Angelo Sodano.

      Ten ostatni poinformował o liście nuncjusza apostolskiego w Polsce abp Józefa
      Kowalczyka. Nuncjusz zażądał pisemnych oświadczeń molestowanych. Trafiły one do
      niego już w maju 2001 r. Nic z tego jednak nie wynikło. Co więcej wydaje się, że
      nikt nie poinformował nawet o tym Jana Pawła II (chyba, że przyjąć, że papież
      świetnie udawał zaskoczonego, gdy o sprawie znacznie później informowała go
      „osoba z Krakowa"). Żadna z tych osób – które mówiąc wprost kryły oskarżonego –
      nie poniosła najmniejszych konsekwencji.

      Podobną sytuację można zaobserwować w Polsce. 10 września 2001 roku powstał
      kolejny list do polskich biskupów-delegatów Episkopatu Polski na sesję synodu w
      Rzymie poświęconą biskupiej posłudze: „Prosimy o podniesienie podczas obrad
      kwestii możliwości obrony Kościoła lokalnego przed niemoralnymi, błędnymi lub
      szkodliwymi działaniami miejscowego biskupa. Ośmielamy się o to prosić w związku
      z sytuacją, której od pewnego czasu doświadczamy w archidiecezji poznańskiej.
      Chodzi o działania Księdza Arcybiskupa Juliusza Paetza, które przez osoby
      bezpośrednio nimi dotknięte (w tym przez kleryków arcybiskupiego seminarium w
      Poznaniu) odbierane są jako homoseksualne” – cytuje – list podpisany przez
      dziekana Wydziału Teologicznego UAM ks. prof. Tomasza Węcławskiego, rektora
      seminarium ks. Tadeusza Karkosza, redaktora naczelnego tygodnika „Przewodnik
      Katolicki” ks. Jacka Stępczaka, proboszcza ks. Marcina Węcławskiego i prezesa
      Ogólnopolskiego Porozumienia Ruchów Obrony Życia Pawła Wosickiego – „Gazeta
      Wyborcza”. List otrzymali arcybiskupi Tadeusz Gocłowski, Józef Michalik, Henryk
      Muszyński i biskup Antoni Dydycz. Nie poruszyli oni jednak tematu podczas obrad.
      Nie poinformowali o tym nikogo. I co? I nic! Nikt nawet nie prosił biskupów o
      wyjaśnienie ich milczenia. Nikt nie próbował wyjaśnić, dlaczego wiedząc o tak
      strasznych podejrzeniach – nie chcieli jej oni przekazać dalej, dlaczego nie
      chcieli jej wyjaśnienia.

      To jednak nie wszystko. Kopię tzw. „listu pięciu” otrzymał nuncjusz w Polsce,
      który przekazał ją... oskarżonemu. „Ten udziela proboszczowi Węcławskiemu nagany
      kanonicznej. Ks. Węcławski odwołuje się, ale kara zostaje podtrzymana przez
      kardynała Darisa Castrillona Hoyosa, prefekta watykańskiej Kongregacji
      Duchowieństwa” – relacjonuje sprawę „GW”. Co to oznacza? Mówiąc najkrócej to, że
      ksiądz za odwołanie się do swoich przełożonych w Watykanie w słusznej sprawie –
      zostaje ukarany. Do kogo więc miał się odwołać odważny duchowny – to pytanie
    • edico Odbielanie czarnej legendy o Piusie XII 29.07.05, 02:44
      Historyk jezuicki: \"czarna legenda\" Piusa XII dziełem sowieckim

      Utrzymującą się do dziś "czarną legendę " Piusa XII jako rzekomego przyjaciela
      hitlerowskich Niemiec i sojusznika faszystowskich reżimów totalitarnych,
      zapoczątkowała przed 60 laty propaganda sowiecka. Przypomniał o tym na łamach
      dwutygodnika włoskich jezuitów "La Civilt? Cattolica " o. Giovanni Sale w
      artykule zatytułowanym: "Pius XII a zakończenie drugiej wojny światowej ".

      Jezuicki historyk omawia papieskie przemówienie z 2 czerwca 1945 roku i reakcje
      na nie. W dniu swego patrona, św. Eugeniusza, Pius XII co roku wygłaszał
      przemówienie imieninowe do kardynałów, transmitowane przez Radio Watykańskie. W
      niecały miesiąc po zakończeniu wojny poświęcił je temu właśnie historycznemu
      wydarzeniu. Podkreślił, że Kościół zdecydowanie potępił ideologię nazizmu i
      prześladowania katolików przez reżim hitlerowski.

      W pięć dni później Radio Moskwa w komentarzu do papieskiego przemówienia
      stwierdziło, że Watykan nie przestawał popierać Hitlera i Mussoliniego. Milczał
      wobec niemieckiej machiny śmierci, dymów krematoriów, bombardowań cywilnej
      ludności Londynu i wprowadzania w życie hitlerowskiej doktryny eksterminacji.
      Podobne oskarżenia Piusa XII, że pomagał faszystowskim przywódcom w utrzymaniu
      władzy, zaczęły się też pojawiać w lewicowej prasie na Zachodzie.

      W imieninowym przemówieniu z 1945 roku Papież przypomniał, że jego poprzednik
      Pius XI wyraźnie potępił hitleryzm w encyklice "Mit brennender Sorge " z 1937 r.
      Zresztą w jej redagowaniu kardynał Eugenio Pacelli - przyszły papież, a wówczas
      sekretarz stanu - miał czynny udział. Pius XII przytoczył przykłady
      hitlerowskich prześladowań Kościoła - także w okupowanej Polsce. Mówiąc o
      męczeństwie duchownych w obozie koncentracyjnym w Dachau podkreślił, że
      najliczniejsi wśród nich byli Polacy. Wspominając więzionych tam księży
      niemieckich nie pominął pastorów protestanckich.

      W czerwcowym przemówieniu Pius XII nie wspomniał wprost zagłady Żydów. Nawiązał
      do niej w pewnym stopniu, gdy mówił o stosowanych przez hitlerowców
      "wyrafinowanych naukowych metodach mordowania osób często niewinnych ". W pięć
      miesięcy później Papież omówił szerzej ten temat, przyjmując 29 października
      1945 roku delegację Żydów. Przybyli oni, by mu podziękować za pomoc, której w
      latach wojny udzielił im Kościół. W przemówieniu do nich - również urzędowo
      opublikowanym w "Acta Apostolicae Sedis " - Pius XII raz jeszcze odrzucił rasizm
      i opowiedział się za zasadami braterstwa.

      Pius XII, czyli Eugenio Pacelli, kierował Kościołem w latach 1939-58. Wcześniej
      przez wiele lat był sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, a jeszcze wcześniej
      - nuncjuszem apostolskim w Niemczech. Z tego okresu wyniósł głęboką sympatię do
      tego kraju i zamieszkującego go narodu. Tymczasem już na samym początku swego
      pontyfikatu musiał stawić czoła wojnie rozpętanej właśnie przez Niemcy. Była to
      jego osobista tragedia, która jednak nie powstrzymywała go od otwartego
      krytykowania Hitlera i jego rządu.

      (KATOLICKA AGENCJA INFORMACYJNA)
      serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64835,2840769.html
    • edico Ona winna a nie KSIUNDZ :o)) 29.07.05, 16:49
      Gdańsk: wydawnictwo "Stella Maris" zostanie zamknięte?

      Archidiecezjalne wydawnictwo "Stella Maris" w Gdańsku prawdopodobnie zostanie
      zamknięte. Zwolniona zostanie większość załogi - pracę straci nawet
      kilkadziesiąt osób. To wynik dzisiejszej licytacji maszyn należących do wydawnictwa.

      Kupców znalazło 22 z 31 wystawionych pod młotek sprzętów. Nie było natomiast
      chętnych na sprzęt należący do gdańskiej redakcji Radia "Plus", a także meble z
      gdańskiej kurii metropolitalnej. Trzy licytacje majątku należącego do
      archidiecezji gdańskiej związane są z tzw. aferą "Stella Maris".

      Punktualnie o godz. 9.00 Artur Zieliński, komornik z Inowrocławia, odwiedził
      siedzibę gdańskiego oddziału Radia "Plus". Licytacja została jednak odwołana,
      gdyż w redakcji nie zjawił się żaden kupiec. Pod młotek wystawione były m.in.
      radiowe konsolety, mikrofony, komputery, drukarki i meble - w większości sprzęt,
      który jest używany w rozgłośni już od ponad 10 lat.

      Dwie godziny później licytacja została zwołana w siedzibie wydawnictwa "Stella
      Maris". Pod młotek poszły maszyny. To już kolejna licytacja w wydawnictwie.
      Wcześniej nabywców znalazły inne sprzęty. Komornikowi udało się sprzedać 22 z 31
      wystawionych przedmiotów. Dla wydawnictwa jest to właściwie równoznaczne z
      zakończeniem działalności. Na bruk będzie musiało trafić kilkadziesiąt osób. W
      firmie ma szansę pozostać kilkunastu pracowników.

      - Tak nie musiało być - skomentował sytuację abp Tadeusz Gocłowski. - Przez trzy
      lata negocjowaliśmy z wierzycielami, żeby nie doszło do najgorszego.

      Zapytany o powody licytacji metropolita gdański powiedział, że "do takiej
      sytuacji doprowadziło wielu ludzi, którzy postępowali źle. Mówię nie tylko o
      jednym kapłanie. Chodzi również o niefrasobliwość i nieodpowiedzialność banków,
      które nigdy nie pytały biskupa o kondycję finansową archidiecezji, a mimo to
      udzielały kredytów".

      Z kolei o godz. 14.00 komornik podjechał pod kurię metropolitalną. Czekał na
      niego tłum dziennikarzy i trzech mężczyzn. Jak się okazało byli to jedyni
      potencjalni kupcy na meble i inne zabytkowe przedmioty z siedziby arcybiskupa
      gdańskiego. Po obejrzeniu sprzętów (dziennikarzy nie wpuszczono do budynku)
      zrezygnowali oni z przystąpienia do licytacji. "Zawyżone ceny" - rzucił jeden z
      nich.

      Komornik Artur Zieliński przyznał, że mężczyźni interesowali się meblami w Sali
      Gotyckiej i obrazem Mariana Mokwy. Ostatecznie nie przystąpili do licytacji.

      Na pytanie o stosunek do losu pracowników wydawnictwa "Stella Maris" Zieliński
      przyznał, że sytuacja "wywiera na nim wrażenie", ale była do przewidzenia, kiedy
      maszyny zostały zajęte.

      Komornik przyznał, że kwota jaką udało się zebrać podczas licytacji w "Stelli
      Maris" (około 2,5 mln złotych) jest znacząca. Kolejne licytacje zależą od
      stanowiska wierzycieli.

      Afera "Stella Maris" związana jest z działalnością szefów wydawnictwa. Zaciągali
      oni kredyty, a także dopuścili się prania brudnych pieniędzy. W sumie
      wierzytelności wydawnictwa określa się nawet na 100 mln złotych.

      Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku objęła aktami oskarżenia w tej sprawie już
      kilka osób, m.in. byłego barona SLD na Pomorzu, a także kapelana metropolity
      gdańskiego. Ten ostatni zgodził się na współpracę ze śledczymi. Sąd w zamian
      przystał na propozycję oskarżonego i pozwolił mu dobrowolnie poddać się karze.

      Ks. Zbigniew B. został skazany na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu
      na pięć lat. Pozostałe procesy cały czas się toczą. Z nieoficjalnych informacji
      wynika, że prokuratorzy mogą skierować do sądu kolejny akt oskarżenia.

      KATOLICKA AGENCJA INFORMACYJNA
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53621,2818535.html
    • Gość: Ed Użyję ambony jako pręgierza IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.07.05, 15:11
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2847244.html
      Jeżeli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czym są bądź do czego służą lub mogą
      służyć ambony w kościołach, to tutaj ma wręcz podręcznikowy przykład.
      • Gość: pe Re: Użyję ambony jako pręgierza IP: *.netilia.pl / 83.17.115.* 30.07.05, 15:20
        Ed, a przeczytałeś dokładnie, tyle bandytyzmu wokoło, to co? ludzie nie mają
        prawa się bronić? czy tak sądzisz? jesli do obrony ma być wykorzystana ambona
        to ja uwazam że warto, skoro prawo tym ludziom nie pomaga...
        • edico Re: Użyję ambony jako pręgierza 30.07.05, 16:14
          Ambona też została wykorzystana do tworzenia takich organizacji, jak Mlodzież
          Wszechpolska. Z ambony wspierano także Hitlera. Z ambony uzasadniano św. inkwizycję.
          Czy amboniarzom nie pomerdało się czasem ich powołanie z zazwłaszczanymi funkcjami?
        • Gość: Ed Re: Użyję ambony jako pręgierza IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.07.05, 16:33
          Tą policje trzeba z czegoś finansować i to jest chyba oczywiste. Przy tak
          postepującym tempie wzrostu obciążania finansów państwa przez kler i jego agendy
          jest to rzecz nie unikniona, co zresztą ma miejsce w notorycznym obniżaniu
          standardów funkcji państwa w tym kraju zaczynając od służby zdrowia, przez
          oświatę, policję itd. łącznie z kwestią bezpieczeństwa obywateli.

          Osobiście sądzę, że gdyby pieniądze skierowane na finansowanie katechetów
          skierowane zostały na powiększenie etatów w policji, byłby znacznie większy
          pożytek z tego.

          Powiedz mi, co społeczeństwo zyskalo z przejęcia oświaty religijnej na własny
          garnuszek poza zwiększeniem ilości przestępstw. A przecież miało być tak dobrze
          i za darmo po włączeniu się Kościoła w budowę 3RP.

          Jak wszystkiw słowa płynące z Kościoła w to samo się obróciły. Skorzystał tylko
          sam Kościół zyskując tyle, ile nie udało mu się zyskać w całym 1000-leciu.

          Porządki koscielne znamy z historii i niech lepiej funkcjonariusze tej opcji
          zweryfikują własne posłannictwo stosownie do głoszonych hasełek eliminując ze
          swego kanonicznego Paetzowania czy współudziału w ludobójstwie (Ruanda, Chile...)
    • andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 30.07.05, 15:53
      ed ! czy byleś już w dzierzgoniu ? jeżeli nie to nie zapomnij o aparacie z
      lampą.to tak na wszelki wypadek przypominam.
      • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.07.05, 16:19
        Ze względu na niezależną ode mnie zmiane planów jeszcze w Dzierzgoniu nie byłem.
        Pamietam o tym przedsięwzięciu a zdjęcie prześlę Ci na priva.

        pzdr
    • Gość: Ed Będą dotacje dla uczelni kościelnych IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.07.05, 18:05
      To było najbardziej owocne spotkanie od wielu lat - powiedział nam bp Pieronek,
      komentując ostatnie spotkanie Komisji Konkordatowej. Wkrótce kilka uczelni
      kościelnych otrzyma dotacje. Rząd nie poprze też proponowanej przez Senat ustawy
      o likwidacji funduszu kościelnego

      Komisja Konkordatowa powstała po ratyfikowaniu umowy ze Stolicą Apostolską w
      1998 r. Jest nową formą kontaktu Kościoła z rządem. Roztrzyga problemy
      powstające w stosunkach Kościóła z państwem.

      Na spotkaniu, które odbyło się w czwartek w Warszawie, strona rządowa
      -przewodniczył jej minister spraw zagranicznych Adam Daniel Rotfeld - zapoznała
      się ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej na temat likwidacji funduszu kościelnego.

      Przypomnijmy, że w sierpniu 2004 r. senatorowie SLD-UP zgłosili do rządowej
      ustawy zdrowotnej poprawkę zakładającą, że składka na ubezpieczenia zdrowotne
      dla duchownych nie będzie opłacana jak dotychczas z funduszu kościelnego, lecz
      będą ją płacić sami księża. W dalszej perspektywie senatorowie proponowali
      likwidację całego funduszu. O przedstawienie stanowiska Stolicy Apostolskiej w
      tej sprawie poprosił wtedy Włodzimierz Cimoszewicz, ówczesny szef MSZ i
      przewodniczący rządowej Komisji Konkordatowej. Watykan uznał projekt
      jednostronnego zniesienia funduszu za pozbawiony logiki. - Stolica Apostolska
      wskazuje na to, że o funduszu nie może decydować jedna strona. Istnieje zapis w
      konkordacie, że stosunki państwo-kościół powinny być opracowywane przez
      specjalną komisję rządowo-kościelną. Wystarczy więcej pracować a nie zajmować
      się absurdalnymi pomysłami znoszenia funduszu kościelnego i te stosunki psuć -
      mówi bp Pieronek, przewodniczący strony kościelnej Komisji.

      Tempo działalności zespołów powołanych w ramach komisji pozostawia bowiem wiele
      do życzenia. - Po wstępnych pracach studyjnych nastał okres stagnacji. W ciągu
      ostatnich czterech lat odbyły się trzy spotkania. To znaczy, że albo ta komisja
      nie ma nic do roboty, albo brakuje dobrej woli, żeby się tym zająć - uznaje bp
      Pieronek.

      Strona rządowa widzi to inaczej. - Prace komisji toczą się bardzo dobrze,
      działają dwa zespoły eksperckie, szereg kwestii udało się już zakończyć - uważa
      Agata Błaszczyk, referent ds. Stolicy Apostolskiej przy Departamencie Europy MSZ.

      Czy teraz nastąpi przełom? Podczas obrad strona rządowa podtrzymała wcześniejsze
      zapewnienia, że nie sprzyja pomysłowi Senatu. - Nie jest to projekt rządowy i
      nie ma poparcia rządu. Na spotkaniu uznano sprawę za zamkniętą - twierdzi Błaszczyk.

      Pomyślnie rozstrzygnięto też kwestię dotacji dla kościelnych uczelni. Strony
      ustaliły, że Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu, Papieski Wydział
      Teologiczny w Warszawie oraz Wyższa Szkoła Filozoficzno-Pedagogiczna Ignatianum
      w Krakowie będą dotowane w sposób analogiczny do krakowskiej Papieskiej Akademii
      Teologicznej. Rząd zobowiązał się do przygotowania projektu w tej sprawie.

      Komisja ustaliła również tryb, w jakim trybunały kościelne mogą uzyskiwać dostęp
      do dokumentacji medycznej w sprawie osób zabiegających o unieważnienie
      małżeństwa, np. z powodu zatajonej choroby psychicznej współmałżonka. Dotychczas
      było to niemożliwe, w związku z ustawą o ochronie danych. Komisja opracuje
      niebawem instrukcję dla sądów kościelnych.

      (Katarzyna Wiśniewska)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2848060.html
      Funduszu jeszcze nie zlikwidowano a juz zabezpieczono finansowanie uczelni
      katolickich.
      Typowe dla katoloandu rządzonego przez kruchtowych.
      • edico Łajdactwo KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO Sp z o.o. 30.07.05, 18:19
        Finansowanie oświaty w tym uczelni państwowych nie pozwalają na porządne
        prowadzenie zajęć, a państwo radośnie dofinansowuje pasożytujące uczelnie kościelne.
        Wprost genialne i godne sfory parlamentarnej! Polsce najbardziej potrzebni sa
        teolodzy, egzorcyzmeni itp. - przeciez wyroby przemyslowe kupi sie za granica,
        nieprawdaż??? ;((
    • Gość: Ed Ziemia zbyt święra dla zmarłego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.07.05, 06:03
      Proboszcz parafii w Świątkach oświadczył, że nie zgodzi się na grób recydywisty
      na swoim cmentarzu.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2847563.html
    • Gość: Ed Ziemia zbyt święta dla zmarłego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.07.05, 06:05
      Proboszcz parafii w Świątkach oświadczył, że nie zgodzi się na grób recydywisty
      na swoim cmentarzu.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2847563.html
    • Gość: Ed ZOMOLE znowu na drogach IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.07.05, 11:13
      www.aiw.cad.pl/zomo1.jpg
    • Gość: Ed Biedne Radio Maryja IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.08.05, 01:46
      Ofiary spadły o połowę. To nie może długo trwać, bo się poddamy - alarmuje
      dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk

      Informacje o złej kondycji finansowej swojej stacji redemptorysta podał w
      czwartek w nocy podczas spotkania na żywo ze słuchaczami toruńskiej rozgłośni. -
      Słuchaczy są miliony, a ofiarodawców tysiące - ubolewał.

      Kłopoty - według dyrektora Radia - wynikają z rosnących kosztów nadawania
      programu i sprzętu oraz coraz mniejszych wpłat od słuchaczy. - Z Niemiec, z
      Zachodu przyszło na nasze konto tylko coś ponad 30 tys. euro za 2004 rok -
      oznajmił duchowny.

      Mimo to nie wstrzymano prac przy budowie centrum Polonia in Tertio Millennio w
      Toruniu przy Porcie Drzewnym. O. Rydzyk oznajmił, że rozpoczęło się meblowanie
      kampusa akademickiego. - W pierwszym akademiku jest już kładziona wykładzina w
      pokojach. Przyjechały firmy, które proponują swoje meble - relacjonował
      redemptorysta. - Dzisiaj pani architekt wnętrz pokazała materiały. Szukają jak
      najtańszych, żeby piękne zasłony i firanki też tam były. Każde piętro ma inny
      kolor. Ludzie są zachwyceni. Mówią: takich akademików nie ma. To jest XXI wiek.

      Kampus to trzy budynki - łącznie ponad 15 tys. m kw. Koszt budowy ponad 40 mln zł.

      Jesienią ub.r. o Rydzyk ujawnił, że roczny koszt funkcjonowania Radia Maryja i
      telewizji Trwam to 24 mln zł.
      (Jacek Hołub)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2849017.html
      PS. Stocznie Gdańską Rydzyk już prywatyzował traktując tę całą akcje jako wkład
      na rozbudowę swego imperium. Może czas teraz na Stocznię Szczecińską?
    • Gość: Ed Apostoł Kim wyrzucony z Łagiewnik - (konkurent) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.08.05, 02:01
      Joanny Kim z Seulu jest w Krakowie od tygodnia. Mówi o sobie że jest posłańcem
      bożym, apostołem, i pomimo, że nie jest członkiem żadnego zakonu, uważa się za
      mnicha. Urodził w katolickiej rodzinie w Seulu. Od szesnastu lat podróżuje
      rowerem z przesłaniem pokoju. Odwiedza wszystkie sanktuaria na świecie.

      Był w Gwadelupie w Meksyku (gdzie zamienił się zegarkiem Seiko, na zegarek z
      Matką Boską i Jezusem miłosiernym na tarczy), francuskim Lourdes, Fatimie. Do
      Polski przybył, żeby uczcić papieża Jana Pawła II. Podoba mu się u nas, ponieważ
      uważa, że mamy wyjątkowo dużo "świętych miejsc". Podróżuje rowerem, polegając
      wyłącznie na dobroci ludzkiej; obcy dają mu jedzenie i nocleg. Do Polski przybył
      z Buenos Aires przez Berlin. Do tej pory spędził miesiąc na Jasnej Górze, w
      Częstochowie kupił też rower. Poprzedni zostawił w Buenos, przewożenie go byłoby
      zbyt drogie. W najbliższą sobotę ma zamiar wyruszyć do Wadowic. Jest to kolejne
      święte miejsce dla Kima. Później chce odwiedzić Słowację, Węgry Słowenię.

      Kiedy przyjechał do Krakowa, spotkała go niemiła historia. - U bram sanktuarium
      w Łagiewnikach poprosiłem jak zwykle o jakikolwiek nocleg za darmo. Najpierw
      zostałem przegoniony przez dozorcę, a potem także przez jego przełożoną siostrę
      zakonną - żali się Kim - Trzymała nos zadarty jak Kleopatra, nie obchodziło ją,
      że nie mam się gdzie podziać. - Usiadł przy krawężniku, zaczął płakać i modlić
      się o pomoc. Pomoc nadeszła w postaci pani Halinki ze sklepiku naprzeciw
      sanktuarium. Pani Halinka dała mu jeść i zapłaciła za dwa dni noclegu u
      znajomych. Kim jest załamany zachowaniem zakonnicy. - Nie dość, że sam jestem
      mnichem, więc choćby z tego względu mogłaby pomóc, a poza tym ona chyba bardziej
      myśli o pieniądzach niż o Bogu, skoro tak się zachowuje. Mówi, że nigdy w Polsce
      jeszcze go to nie spotkało w świętych miejscach.
      (pil)
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,61085,2849448.html
      PS. A kto będąc monopolistą tolerował by konkurencję? :))
    • edico Glemp znowu o homosiach 01.08.05, 12:11
      Prymas Polski kardynał Józef Glemp uważa, że kraje które zalegalizowały związki
      homoseksualne przeżywają zmierzch cywilizacji. Projekt zalegalizowania związków
      homoseksualnych i zrównania ich z prawami rodziny złożyła w Sejmie w imieniu
      grupy posłów SLD i Uni Pracy senator Maria Szyszkowska. Odnosząc się do tego
      projektu prymas Glemp powiedział, że w Polsce nie ma tendencji do legalizowania
      - jak to określił "takich nienaturalnych związków". Jego zdaniem, w Polsce gdzie
      poszanowanie praw natury jest nadal znacznie większe niż w innych państwach
      Europy politycy nie poprą projektu tej ustawy. Prymas podkreślił, że
      propagowanie idei partnerstwa jednopłciowego nieuchronnie zmierza w kierunku
      zagubienia się ludzkości". Dodał, że nie widzi żadnych racji dla wniesienia
      takiego projektu ustawy, tym bardziej, że w Polsce i tak mamy już niemal zerowy
      przyrost demograficzny.
      informacje.zeszyt.pl/?newsID=777386
      PS. Z tego wniosek, że nielegalne związki jemu odpowiadają, ponieważ jest to
      naturalne i wcale nie zmierza "w kierunku zagubienia się ludzkości" :o))
      Czy w tych dywagacjach chodzi o coś więcej niż pieniądze? Chyba nie.
      Zalegalizowanie związków homoseksualnych zwiększyło by wewnętrzny nacisk na
      zlikwidowanie paranoicznego celibatu w Kościele katolickim a to bylo by
      katastrofą finansową dla tej instytucji.
    • Gość: Ed Zbrodniarz sponsorem o. Rydzyka? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.08.05, 17:40
      IPN odnalazł dokumenty, z których wynika, że podczas okupacji, w 1943 r., Jan
      (Janusz) Kobylański denuncjował Żydów. Może to być podstawa do ekstradycji
      Kobylańskiego. Zbrodnie ludobójstwa nie podlegają przedawnieniu.

      Prof. Witold Kulesza z IPN poinformował wczoraj, że w dokumentach "zachowały się
      relacje świadków, które w sposób niebudzący wątpliwości wskazują, że Janusz
      Kobylański zadenuncjował rodzinę żydowską, od której uzyskał obietnicę
      zapłacenia złotymi monetami za sfałszowane przez niego dokumenty, które miały
      umożliwić przeżycie w Warszawie żydowskim małżonkom Szenkerów". Jan Kobylański z
      Urugwaju posługuje się czasem imieniem Janusz, choć na dokumentach mających
      świadczyć o jego pobycie w Auschwitz przerobił je na Jan (patrz fotokopie).

      Na stronie internetowej USOPAŁ, organizacji polonijnej kierowanej przez
      Kobylańskiego, znaleźliśmy wczoraj "odpowiedź oszczercom" na zarzuty, które po
      raz pierwszy postawił w sobotę Jerzy Morawski z "Rzeczpospolitej": "Historia o
      szmalcowniku Januszu Kobylańskim nijak ma się do rzeczywistości. Pan Jan
      Kobylański bowiem nie tylko że nie zmieniał swego nazwiska, ale imienia także
      nie, a podczas okupacji w ogóle nie mieszkał pod wskazanym adresem w Warszawie.
      Większość lat okupacyjnych spędził u swego wujka w Dębicy, który był inżynierem
      w zakładach Stomilu i nazywał się Dobrzogojski".

      W raporcie dla ministra sprawiedliwości IPN uzasadni teraz, że jeśli ktoś
      denuncjował Żydów, wiedząc, że oznacza to wydanie ich na śmierć, to brał udział
      w ludobójstwie.

      - Na podstawie raportu końcowego IPN minister sprawiedliwości będzie mógł wydać
      wniosek o ekstradycję Janusza (Jana) Kobylańskiego - powiedział Kulesza.

      Według ministra sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa przy takich dowodach brak umowy
      ekstradycyjnej z Urugwajem nie będzie przeszkodą w wydaniu Kobylańskiego.

      Wydając Żydów, Kobylański prawdopodobnie współdziałał ze swoim ojcem Stanisławem
      Kobylańskim, który podczas wojny wykonywał zawód adwokata na podstawie
      legitymacji wydanej przez władze okupacyjne. Stanisław Kobylański zmarł w 1967 roku.

      Kobylański syn był poszukiwany po wojnie, prokuratura prowadziła w jego sprawie
      postępowanie dość gwałtownie przerwane w 1955 r. Prokurator miasta stołecznego
      Warszawy zalecił - zważywszy na zaginięcie akt z 1948 r. i niemożność ich
      odnalezienia - uznanie sprawy za "załatwioną w inny sposób" i zarządził
      odwołanie poszukiwań Kobylańskiego.

      W lipcu ubiegłego roku IPN zaczął tych akt szukać i znalazł ich część już we
      wrześniu (dotyczą Janusza vel Jana Kobylańskiego i jego ojca). Zdaniem Kuleszy
      prokurator, który w 1955 r. zarządził koniec poszukiwań Kobylańskiego, albo o
      tych dokumentach nie wiedział, albo też świadomie je pominął.

      - To zdumiewające, że zarządzenie o zaprzestaniu poszukiwań wydano 19 kwietnia
      1955 r. - w tym samym dniu, gdy warszawska milicja zwróciła się do prokuratury z
      pytaniem, czy ma kontynuować poszukiwania Kobylańskiego - powiedział Kulesza
      dziennikarzom. - Zastanawia szybkość procedowania.

      Dwa dni temu telewizyjne "Wiadomości" przytoczyły austriacki dokument
      sugerujący, że Kobylański mógł być po wojnie radzieckim szpiegiem. Historycy IPN
      nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, czy taka teza mogłaby tłumaczyć nagłe
      zamknięcie sprawy o "szmalcownictwo" Kobylańskiego.
      (Mikołaj Lizut)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,63546,2618352.html
      Pecunia non olet. Nihil novi.
    • edico Konkurs na projekt pomnika Jana Pawła II 01.08.05, 18:06
      Rusza zbiórka pieniędzy na budowę toruńskiego pomnika Jana Pawła II. Monument
      zostanie odsłonięty na Jordankach 7 czerwca przyszłego roku



      Jak będzie wyglądał pomnik - nie wiadomo. Ogólnopolski konkurs na jego projekt
      zostanie ogłoszony w poniedziałek. - Nie zamierzamy ograniczać wyobraźni
      artystów - mówi Mateusz Kurzawski, pełnomocnik prezydenta do spraw budowy monumentu.

      Zwycięzcę konkursu do końca listopada br. wyłoni jury, w skład którego wchodzą
      m.in. rzeźbiarze. Autor projektu otrzyma w nagrodę 10 tys. zł, a pomnik zostanie
      odsłonięty u zbiegu Wałów gen. Sikorskiego i alei Jana Pawła II 7 czerwca - w
      siódmą rocznicę wizyty Ojca Świętego w Toruniu.

      Koszt monumentu nie przekroczy 500 tys. zł. Już od poniedziałku można odbierać w
      magistracie druki wpłat na konto budowy. Będą one także dostępne we wszystkich
      parafiach w naszym mieście. Wkrótce magistrat wyda ulotkę, zachęcającą do
      wspierania tej inicjatywy.
      (hoł)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2847216.html
      Komentaże Torunian:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=71&w=27109570&v=2&s=0
    • edico Przygotowania do szczytowania pielgrzymkowego 01.08.05, 19:37
      Już w pierwszych dwóch tygodniach sierpnia Częstochowa musi być gotowa na
      przyjęcie ok. 300 tys. pątników z całej Polski.

      31 lipca np. weszło do miasta ponad tysiąc mieszkańców Orawy, Nowego Targu,
      Bachledówki i Rabki, wędrujących w 24. już pieszej pielgrzymce góralskiej.
      Pierwsza grupa wyruszyła dziewięć dni temu z paulińskiego sanktuarium Matki
      Boskiej Częstochowskiej w Bachledówce. Najbarwniej prezentowała się Rabka: na
      320 osób aż 120 pokłoniło się Czarnej Madonnie ubranych w ludowe stroje. Przed
      jasnogórski szczyt wprowadzał je - już po raz 20. w swoim życiu - Edmund Żak. -
      To dlatego, że wiodę ich jak owieczki, mam pseudonim Baca - tłumaczył gwarą. I z
      ciupagą w ręku pogwizdywał na swych podopiecznych, a to by szli wolniej, a to by
      przyspieszyli.

      - Ciężko było iść? - pytamy.

      - E tam, górale to twardy naród. Nikt się nie cofnął z drogi, nikt nawet nie
      narzekał na upał. Choć nie było lekko. Najgorzej chyba w piątek: skwar, a tu do
      przejścia 40 kilometrów. Ale daliśmy radę ku chwale Matki Bożej. Ja osobiście
      szedłem w intencji beatyfikacji Ojca Świętego.

      - To była najtrudniejsza w moim życiu pielgrzymka, choć na Jasną Górę szedłem
      już po raz 21. - wyznał Krzysztof Wójciak z Rabki. To na nim, tak jak w latach
      ubiegłych, spoczął obowiązek przygotowania trasy, noclegów i wszystkiego, co
      potrzebne pielgrzymom. - To dlatego, że za tydzień mam ślub - mój własny.
      Jednocześnie przygotowywałem i pielgrzymkę, i prawdziwe góralskie wesele.

      Jego narzeczona także wędrowała na Jasną Górę, również ubrana na ludowo. W domu
      na oboje czekają inne stroje góralskie - nowiuteńkie, ślubne.

      Największe grupy pątników wejdą 12, 13 i 14 sierpnia (m.in. ok. 20 tys.
      uczestników czterech pielgrzymek z Warszawy). Reszta przyjedzie - autokarami i
      specjalnymi pociągami - tuż przed 15 sierpnia.

      - Tak jak w 2004 roku, mają do dyspozycji dziesięć tras zbiegających się w
      Alejach. Podobnie działa opieka medyczna: w czasie szczytu pielgrzymkowego czuwa
      personel szpitali i pogotowia, zwiększona zostaje liczba łóżek, przedłużone są
      godziny pracy w przychodniach. Od strony ul. 7 Kamienic ustawiamy dwa namioty
      medyczne, od strony Alej - karetki. Dodatkowe punkty czerpania wody pitnej będą
      m.in. przy Rynku Wieluńskim, ul. Oleńki, Kordeckiego i Kubiny. Wzdłuż pasażu
      Bareły - od ul. 3. Maja - staną przenośne szalety. Będą też dodatkowe kontenery
      na śmieci i punkt informacyjny dla zaginionych - mówi płk. Słyż. - Oczywiście
      obwiązuje wzmożona czujność ze względu na ewentualne ataki terrorystyczne. Nie
      przewidujemy jednak montowania wykrywaczy metali w postaci bramek, przez które
      musieliby przechodzić wszyscy udający się pod szczyt Jasnej Góry.

      - Pojawią się nasze dodatkowe patrole - informuje nadkomisarz Joanna Lazar,
      rzeczniczka częstochowskiej policji. - W tym czasie pracujemy praktycznie na
      okrągło, nie ma urlopów.

      Miejski sztab pielgrzymkowy, tzn. przedstawiciele władz miasta, Kościoła,
      policji, służb medycznych, straży miejskiej i pożarnej, spotyka się 2 sierpnia,
      by dopracować szczegóły przygotowań.

      Najwięcej pielgrzymów odwiedza Jasną Górę z okazji święta Wniebowzięcia
      Najświętszej Maryi Panny, czyli od 8 do 15 sierpnia, potem na odpust Matki
      Boskiej Częstochowskiej (25-26 sierpnia), w dożynki jasnogórskie (4 i 5
      września) i podczas pielgrzymki ludzi pracy (18 i 19 września).
      (Wioleta Bąk)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2849381.html
      PS. Współczuję mieszkańcom Częstochowy i mieszkającym przy tych szlakach pątniczych.
    • Gość: Ed Proces o rozliczanie papieskich gobelinów IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.08.05, 11:47
      W poniedziałek odbył się kolejny proces w sprawie o zaległe wynagrodzenie dla
      osób, które robiły gobeliny na Jasną Górę

      Chodzi o zapłatę zaległych pensji dla 25 osób, które przez 1,5 roku po 15 godzin
      dziennie tworzyły kolekcję "Biały Pielgrzym Jan Paweł II w Sanktuariach
      Maryjnych Świata". W 1991 r., w dniu wjazdu papieża do Częstochowy, gobeliny
      wieszała w sali papieskiej na Jasnej Górze rektor poznańskiej Wyższej Szkoły
      Sztuki Stosowanej "Schola Posnaniensis" prof. Urszula Plewka-Schmidt jako "Dar
      Ziemi Wielkopolskiej". Teraz domaga się przed sądem od Urzędu Miasta pieniędzy
      za wykonaną pracę - 1,8 mln zł. Proces jest trudny, bo nie ma umowy na wykonanie
      tych prac.

      W poniedziałek zeznawał Andrzej Banachowicz, jeden z nauczycieli. Opowiadał, że
      rektor prosiła go o pomoc w odzyskaniu pieniędzy, dlatego spotkał się z
      prezydentem Poznania. - Ryszard Grobelny bardzo chciał pomóc szkole w tym
      kłopocie, choć sprawa nie dotyczy jego rządów. Nie miał podstawy do wypłacenia
      pieniędzy, dlatego zaproponował wytoczenie miastu procesu. Powiedział, że jak
      wygramy, to nam wypłaci - opowiadał nauczyciel.

      Proces został odroczony do 16 listopada. Zeznawać wtedy ma m.in. świadek
      nieoficjalnego spotkania poprzedniego prezydenta Wojciecha Szczęsnego-Kaczmarka
      z rektor szkoły, kiedy to prezydent miał zamówić gobeliny.
      (Robert Rewiński)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2850260.html
    • Gość: Ed Pijany ksiądz. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.08.05, 12:08
      W niedzielne popołudnie policja w Dobrzeniu Wielkim zatrzymała kompletnie
      pijanego księdza, który prowadził slalomem seata.

      Jego manewry na drodze zaniepokoiły jadącego za seatem kierowcę, który zajechał
      mu drogę i kazał się zatrzymać. Kiedy wyczuł od niego alkohol, wezwał policję. -
      Alkomat pokazał 3,65 promila alkoholu w wydychanym powietrzu - mówi rzecznik
      prasowy policji Sławomir Szorc. - Chcieliśmy księdza zatrzymać, ale pogotowie na
      to się nie zgodziło, ponieważ choruje na cukrzycę i wymagał hospitalizacji -
      dodaje. 54-letni duchowny pochodzi z województwa śląskiego. Opuścił już szpital
      wojewódzki. Zostaną mu postawione zarzuty prowadzenia pojazdu po pijanemu, za co
      grozi do dwóch lat więzienia. Kierowca, który złapał księdza, prosi o
      anonimowość. W sprawie będzie świadkiem incognito. Jak się dowiedzieliśmy,
      obawia się pełnych oburzenia reakcji ludzi na to, że zatrzymał księdza.
      (juka)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2850609.html
      • edico Re: Ksiądz wibratorek i jego samotność 26.08.05, 20:13
        Samotność kapłana

        Proboszcz z miejscowości Banie wylądował w szpitalu. Trzeba mu było
        chirurgicznie usunąć wibrator z odbytu.

        Ksiądz Zdzisław T. od trzech lat pełni posługę w Baniach. Nie zyskał sobie
        specjalnej sympatii. Ludzie mieli pretensje, że wyniosły i pazerny. Teraz jest
        pośmiewiskiem całej gminy.

        Piękny zabytkowy kościół w Baniach zastaliśmy zamknięty na cztery spusty.
        Plebania leży po drugiej stronie ulicy. Przy drzwiach cztery dzwonki, bez opisu.
        Naciskamy wszystkie po kolei. Po dłuższym czasie otwiera 70-letnia gospodyni:

        – Ja tam nic nie wiem, jestem tu na zastępstwie od dwóch dni.

        – A ksiądz proboszcz?

        – Na urlopie.

        – Nieszczęście mu się przydarzyło?

        – Coś tam słyszałam, ale nic nie powiem.

        Na przykościelnym murku dwóch gości konsumuje drugie śniadanie.

        – Tak było. Maluchem go ktoś zawiózł o drugiej w nocy do Gryfina. A naje..y był
        jak bela.

        – To ksiądz proboszcz z tych, co wolą chłopców?

        – A uchowaj Boże! Porządny z niego jebaka. Mówią, że z jedną nauczycielką to go
        straż leśna złapała. I mandat chcieli wlepić. Zwierzynę gorszył?

        Mieszkańcy Bań nie żałują dobrodzieja. Kilkoro z nich martwiło się, czy aby na
        pewno zostanie odwołany.

        – No bo jak on teraz będzie dzieci w gimnazjum religii nauczał? – pyta oburzona
        pani w średnim wieku.

        Młodzież ma ubaw po pachy. Zdradza nową ksywę klechy: Shakin Zdzisio.

        Jedziemy do szpitala w Gryfinie. Dyrektor szpitala na urlopie, ordynator
        chirurgii też. Wakacje. Lekarze z gryfińskiego szpitala nie chcą nic mówić.
        Obowiązuje ich tajemnica zawodowa. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że po wyjęciu
        z księżego odbytu rozweselacz jeszcze wibrował. Nie możemy się oprzeć
        skojarzeniom z reklamą baterii, na której różowe króliczki-zabawki grają
        niestrudzenie w futbol...

        Ksiądz po operacyjnym usunięciu wibratora został zabrany przez biskupa.
        Prawdopodobnie, żeby wrócił do parafii i swoją obecnością zadał kłam rodzącym
        się plotkom. Okazało się to dla niego zgubne. W czasie demonstracyjnej
        przechadzki po Baniach dobrodziej pochylił się i... założone mu w tyłku szwy
        puściły. Znowu trafił na stół chirurgiczny.

        – Tak, takie przypadki się zdarzają – śmieje się emerytowany chirurg ze
        Szczecina – pamiętam pewnego pac-jenta, który zaspokajał się za pomocą lewarka
        od zmiany biegów w dużym Fiacie. Tak się biedaczysko zapamiętał, że doprowadził
        do odkręcenia ozdobnej gałki, która pozostała w jelicie. Nie koniec na tym.
        Wstydził się iść do lekarza, wymyślił więc, że nadzieje się na powrót na lewarek
        i wkręci gałkę na swoje miejsce.
        Zrobił to tak nieudolnie, że przebił jelito w trzech miejscach. Mało brakowało,
        a zszedłby z tego świata...

        * * *

        W każdym innym przypadku byłoby nam po prostu żal i człowieka, i wibratora,
        który się w dupie rozleciał z przepracowania. Jednak złapanie na takiej sztuczce
        księdza dobrodzieja to czarowna uciecha, bo dowód na hipokryzję Kościoła.
        Celibat zmusza kapłanów do życia w zakłamaniu, więc większość z nich, w taki czy
        inny sposób, zaspokaja swoje potrzeby seksualne. Pięknie to, że ten akurat klecha
        używał do tego elektrycznego penisa, a nie dziecięcych dziurek.
        Autor : Wojciech Jurczak / Andrzej Rozenek
        www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=591

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka