mjot1
23.12.03, 15:03
Trwa właśnie czas, w którym ludność ogarnięta amokiem świątecznym pędzi za
gadżetami zapominając o podstawowych zasadach i prawidłach.
Łażę więc po okolicy gnany jakimś poczuciem pełnienia misji i przypominam
ludności o tym, co znają przecie na pamięć o tym, w co przecie wierzą ponoć
bezgranicznie. Przypominam o niewielkim fragmencie z dekalogu.
Mniemam, że w ten właśnie sposób pomagam dzielnie funkcjonariuszom kleru w
głoszeniu prawd jedynie słusznych.
Chociaż pobudki me którymi się kieruję wypływają raczej z mrocznych czasów
strasznego pogaństwa, czyli szacunku do drzew i wszystkiego co żywe.
Można oczywiście ze złodziejstwem walczyć w sposób niezwykle nowatorski jak
to zaprezentował kilka lat temu przeor z Leżajska dziwiąc się jak można kraść
w lesie klasztornym skoro obok jest las państwowy. Ja jednak jako
tradycjonalista złodziejstwo nazywam złodziejstwem.
Pałętam się więc niczym druid po okolicznych krzakach i cieszę się jak
dziecko, jeśli uda mi się uchronić jeszcze jedną jodełkę.
Niesamowicie przygnębiająco wpływa na mnie widok jodły pozbawionej
wierzchołka lub powalonej i ogołoconej z gałązek.
Jeśli więc kupujecie drzewko lub gałązkę spróbujcie przynajmniej zorientować
się skąd ów „towar” pochodzi. Bo do licha czyż naprawdę w tym całym
świętowaniu tak ważna jest ta gałązka, że bez zahamowań żadnych imamy się
procederu złodziejsko – paserskiego?
Ileż trzeba mieć w sobie hipokryzji by potem przy tym złodziejskim łupie
łamać się opłatkiem z usty pełnymi pustych frazesów o Dzieciątku, które się
właśnie narodziło by nas uwolnić od grzechu. I jeszcze te durnowate
opowieści, że to na pamiątkę jakoby faktu ukrycia właśnie przez jodełkę
świętej rodziny przed siepaczami Heroda.
Niezwykły a i przedziwny sposób okazywania pamięci...
Najniższe ukłony!
Zzieleniały z lekka M.J.