Gość: Budgie Droppings
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
08.02.04, 12:03
Ostatnio Wyborcza opisała konflikt Zaleskiego (prezydenta) i Zaleskiego
(urzędnika). Pan urzędnik Zaleski tak bardzo oburza się, że został zwolniony
z zajmowanego stanowiska szefa toruńskiej oświaty, ze procesuje się z miastem
o odszkodowanie. Historia lubi sie powtarzać. Aby kiedyś pan Zaleski mógł
otrzymać to stanowisko, zwolniony został p. Domeradzki, który również potem
procesował sie z miastem i wygrał. Tylko prezydent był wtedy inny. Poza tym
warto przyjrzeć się karierze pana urzędnika Zaleskiego. Przed objęciem
stanowiska naczelnika Wydziału Oświaty (chyba tak to się nazywa) był
nauczycielem w wiosce pod Iławą. Ale widocznie tam była jakaś dobra szkoła
kształcąca kadrę urzędniczą! A może wystarczyło mieć kogoś z rodziny w
ówczesnej partii rządzącej? Ciekawe!? No i jeszcze sprawa żony pana urzędnika
Zaleskiego. Okazało się, że dostawała kaskę od fundacji, którą sama
rekomendowała jako urzędnik. A ja pamiętam artykuły prasowe sprzed chyba
dwóch lat, w których pisano o dorabianiu sobie urzędników na boku. Pani Czyż-
Zaleska (a wtedy jeszcze Błaszkowska) dorabiała sobie w toruńskim CKU. A
przecież była w jakimś sensie zwierzchnikiem tej szkoły. Czy tak można robić?
Może i można, ale w czasach, gdy tylu nauczycieli nie ma pracy jest to moim
zdaniem naganne. Zreszta ilu jest takich urzędników, czy żon i mężów
urzędników, którym daje sie zarobić nieco kasy, by można potem to
wykorzystać. Ale to przecież nic nowego. W tym cholernym mieście tak było,
jest i będzie. Bo to Polska, Polska właśnie!