map4
02.09.10, 16:26
Teoretycznie polskie prawo nie przewiduje bankructwa jednostki samorządu
terytorialnego, czyli na przykład gminy Wrocław.
Ostatnio jednak gmina Wrocław zaczęła przekładać terminy płatności za
wykonywane na jej rzecz usługi na przyszłość, co w biznesie jest jednoznacznym
dowodem na trudności płatnicze.
Do pewnego momentu droga gminy Wrocław w stronę niewypłacalności wyglądać
będzie analogicznie do procesu bankructwa normalnej firmy:
- ceny produktów i usług świadczonych przez gminę Wrocław drastycznie wzrosną,
co spowoduje spadek popytu na nie (ten proces już się rozpoczął) a w skutku
spowoduje załamanie się dochodów gminy,
- rozpocznie się żelazne oszczędzanie, co z kolei spowoduje załamanie się
infrastruktury w perspektywie góra trzech lat (Wrocław na razie na poważnie
nie oszczędza, chyba jeszcze nie musi),
- po załamaniu się struktury dochodów oraz infrastruktury miejskiej gmina
przestanie regulować swoje należności, lub też zacznie je przeciągać a
finansowane przez miasto inwestycje i remonty staną. Gabinet skarbnika gminy
zacznie być regularnie odwiedzany przez karki ściągające długi, a miejskie
konta będą regularnie plądrowane przez komorników.
W tym momencie zacznają się schody. Rada Miejska może co prawda uchwalać sobie
co zechce, ale wniosek prezydenta o ochronę przed wierzycielami nie ma w
sądzie najmniejszych szans na powodzenie. Sędzia zmuszony będzie go odrzucić.
Z drugiej jednak strony istnieje wyrok, skutkiem którego gmina Wrocław jest
płatnikiem VAT, jak zupełnie normalna firma. "Skoro podatek VAT gmina płaci
jak firma, to jak i firma może żądać ochrony przed wierzycielami",
argumentować będą zapewne miejskie papugi.
Komu gmina jest coś winna, ten będzie musiał użyć siły, żeby pieniądze
odzyskać. Co oznacza, że duzi i mocni sobie poradzą, a słabi dostaną po
<ocenzurowano>. Co jest zresztą stałym elementem każdego kryzysu.
O nowych kredytach będzie mógł Wrocław zapomnieć, a banki za niespłacane raty
przejmą wiele wrocławskich nieruchomości, z aquaparkiem na czele. Nowe
autobusy z zajezdni odjadą w siną dal a tramwaje zostaną odtransportowane do
nowych właścicieli i MPK będzie się temu bezradnie przyglądał, bo to mienie
nie należy do niego.
Jedna czwarta tegorocznych wydatków nie ma pokrycia w dochodach. Nagle
zabraknie pieniędzy na wszystko - nawet kierowca burmistrza będzie zmuszony na
stacjach benzynowych tankować czarną Skodę za gotówkę.
Urzędnicy miejscy zaczną pracować za darmo a straż miejska z braku kasy na
paliwo przestanie opuszczać swoje kwatery.
Po załamaniu się finansów gminy zaczną się rozruchy i zamieszki. Policja
utknie w korkach (co już dziś wykorzystują gangsterzy regularnie obrabiający
wrocławskie banki). Właściciele knajp w rynku kojarzeni z magistratem (czyli
praktycznie wszyscy) zamkną interes albo na przemoc tłuszczy szukającej
winnych odpowiedzą przemocą. Ramiszów zostanie otoczony kordonem wojska na
rozkaz samego premiera który z kolei działać będzie pod wpływem marszałka
sejmu, który z kolei nie zostawi przecież starego przyjaciela ze styropianu
samego.
Miasto stanie.
Zabrakło mi jedynie wyobraźni do opisania prawnych konsekwencji ogłoszenia we
Wrocławiu upadłości. Kto spłaci wrocławskie długi ? Kto i jaką
odpowiedzialność poniesie ? Lemingi dostaną po dupskach, ale same tego
chciały. Tylko co będzie dalej ?
Kiedyś, dawno temu, komunistów napisami na murach straszono, że zajmą miejsca
liści na drzewach. Na szczęście na pogróżkach się skończyło.
Czy obecne władze będą miały również tyle szczęścia ? Rosjan już w Polsce nie
ma, a amerykanów jest może z pół batalionu. Nie ma się na kim oprzeć, jak się
zrobi gorąco ...