Gość: Rob-35
IP: *.116.86.84.unregistered.k.pl
28.06.01, 12:43
Znalazłem ciekawy tekst w sieci, napisany chyba przez Wrocławianina
http://wiadomosci.poprostu.pl/?act=flt&id=989766160
...więc go przytaczam w całości jako DOPEŁNIENIE pewnego starego
wątku na Forum o rzucaniu tortami w polityków.
"Autoformatowanie
czyli torty w mediach
13. 05. 2001
Autoformatowanie jest to pewna kłopotliwa funkcja w programie Microsoft Word.
Jej działanie polega na wprowadzaniu przez program automatycznych poprawek i
dopisków do powstającego tekstu. Program ustawicznie kontroluje to, co piszemy,
przyrównuje nasz tekst do swoich wzorców i, gdy uzna to za stosowne, zmienia go
na poczekaniu. Sprowadza się to do tego, że Word co chwilę usiłuje udowodnić
nam, że jest od nas mądrzejszy - jeśli po jakimś skrócie napiszemy kropkę, Word
automatycznie zamieni następną literę na kapitalik, choćbyśmy chcieli napisać
np. m. in.. (autokorekta) Jeśli zaś znowuż zaczniemy pisać paź Word
automatycznie dokończy za nas tworząc październik. Autoformatowanie można
dostrzec jednak nie tylko w Wordzie. Tę jego zabawną funkcję, którą na
szczęście można wyłączyć, można potraktować symbolicznie. Autoformatowanie jest
wszędzie tam, gdzie tekst powinien pasować do określonych wzorców, a piszącemu
zależy raczej na czasie niż na treści.
I tak też autoformatowanie to przede wszystkim cecha tekstów pojawiających się
w oficjalnych mediach na całym świecie. Artykuły przeciskane są przez edytor,
który podporządkowuje je odpowiedniemu wzorcowi - automatycznie dopisuje
informacji sens, przycina ją i obrabia. Żeby dobrze zrozumieć jak działa takie
dopasowanie, należy zdać sobie sprawę z czego ono wynika. A leżą tu, jak sądzę,
trzy główne przyczyny. Służalczość wobec szefostwa gazety - jej linii
programowej, właściciela itd. oraz dążenie do szybkich zysków, co wiąże się z
niedbalstwem i pogonią za sensacją. Szczególnie celują w tym względzie polskie
media.
Bardzo pouczającym doświadczeniem jest porównanie serwisów Polskiej Agencji
Prasowej z serwisami Reutersa, Assosciated Press czy AFP. Widać tu pewną
analogię do całokształtu polskiej polityki - zwłaszcza zagranicznej, która w
swej służalczości wobec dobrych wujków z Zachodu próbuje być bardziej papieska
od papieża. Tak też i w PAP-ie - możemy w nim zaobserwować ogólny bezkrytycyzm
wobec dominującej ideologii i globalnego status quo. Podobnie dzieje się z
większością polskich mediów choć z mdłej atmosfery serwisów PAP-owskich robią
one wyskoki zarówno w stronę całkowitej manipulacji jak i w stronę ujawniania
faktów, które nie znalazłyby miejsca w PAP-ie.
Poniżej postaram się podać parę przykładów zażynania informacji, opierając się
na mojej obserwacji relacji mediów z ataków tortowych. Tym lepiej mogłem je
obserwować, że sam w pewnym stopniu uczestniczyłem w całym tortowym zamieszaniu.
(1)
Pewien aspekt ataków tortowych stanowił dla mediów twardy orzech do zgryzienia.
Z jednej strony czyny Międzynarodówki Tortowej to łakomy sensacyjny kąsek, z
drugiej media musiały uważać na podawane przez siebie relacje, bo miały tu do
czynienia z aktem politycznym i radykalnym. Tortowcy usiłowali wykorzystać ten
pierwszy aspekt i zainteresowanie mediów, aby opowiedzieć na forum publicznym o
paru przemilczanych sprawach. W przypadku ataku na Olechowskiego było to
wywleczenie jego niechlubnej a ukrywanej dziś wypowiedzi z czasów rządu
Suchockiej (2). W przypadku ataku na Buzka, próba kompromitacji jego spotkania
z młodzieżą, poprzez ukazanie, że spotkanie miało na celu wyłącznie promowanie
AWS-owego kandydata na senatora, a cała reszta była jedynie niesmacznym
sztafażem.(3) Podobnie przy innych ofiarach, torciarze zawsze mieli coś do
powiedzenia. Co na to dziennikarze? Zatrzymani zeznali policjantom, że są z
międzynarodówki tortowej i że tak wyrażają swój protest. Przeciwko czemu? Nie
wiadomo. (Gazeta Dolnośląska). Piotr G. (...) tłumaczył, że jest z
Międzynarodówki Tortowej i tak wyraża swój protest. Przeciw czemu - nie
wyjaśnił. (Gazeta Wyborcza). Powyższe teksty pisały dwie różne osoby (MAR i
KG). Ale zaszedł w nich ten sam proces autoformatowania.
W Głosie Szczecińskim po tym, jak ciastem oberwał Geremek, a zamachowiec przed
wyrzuceniem z sali zdążył powiedzieć, że zrobił to w proteście przeciwko
dyktaturze Unii Europejskiej, sprawcy zamachu zostali nazwani awanturnikami -
tak, jakby całe zdarzenie nie miało żadnego kontkestu politycznego, a było
zwykłą hecą. A jednak pewnej umiarkowanie ważnej osobistości, która mniej
więcej w tym samym czasie po pijaku usiłowała wedrzeć się do kasyna używając
pistoletu gazowego - nikt awanturnikiem nie nazwał!
Zainteresowanie mediów wzbudzało więc generalnie wszystko poza motywami
dokonania zamachu ciastkowego. Tygodnik Kulisy zastanawia się, co będzie z BOR-
owcami, którzy dopuścili do obrzucenia Buzka. Dziennikarka Super-Expressu
zainteresowana jest głównie tym, jak się tort rzuca i z czego się go robi.
Dziennikarkę telewizyjną zajmuje wielkość tortu i fakt, czy rzucający nie
zastanawiali się, że rzutem skaleczą premiera. Połknąć, przetrawić, wypluć. I
zarobić.
Tortowcom przypięto etykietki nie tylko awanturników. W mediach zwracano uwagę
przede wszystkim na ich młody wiek. Młodzi ludzie,... młodzi anarchiści,...
przewijało się w radio i prasie. Pomijając fakt, czy wiek ma tu w ogóle coś do
rzeczy przyjrzyjmy się liczbom: 18 lat, 22 lata, 24 lata - wiek to młody,
zgadza się, ale jaki jest przeciętny wiek dziennikarza? Doszło do tego, że
mianem �młodych ludzi" określono osoby, które przed spotkaniem Platformy stały
z transparentem Było ciasteczko dla Buzka, znajdzie się i na Tuska (Słowo
Polskie), mimo, że połowę z nich stanowili ludzie, którzy już dawno
przekroczyli czterdziestkę. Czy rozumiecie już czym jest Autoformatowanie?
Te media, które mają wyraźnie określoną linię polityczną, usiłowały rzecz jasna
wykorzystać ataki tortowe do rozgrywek politycznych. Tak więc bardzo ucieszyła
się Trybuna, której dały one okazję do pomstowania na prawicę. Natomiast Gazeta
Wyborcza usiłowała wykorzystać MT do ataku na SLD, sugerując jej tajne
powiązania z tą partią. Pretekstem było pojawienie na sali się podczas ataku na
Olechowskiego Piotra Żuka - byłego anarchisty, obecnego działacza SLD, który
pomógł w oswobodzeniu jednego z zamachowców z rąk ochroniarzy. W artykule
Tortem pal!, który pojawił się w dodatku lokalnym na pierwszej stronie w
najbardziej poczytny dzień, GW powiązała Międzynarodówkę, SLD i w dodatku
wrocławskie środowisko skłoterskie (w absurdalny sposób przypisując np.
stowarzyszeniu istniejącemu od roku rolę przykrywki dla Międzynrodówki
Tortowej, która - jako organizacja - nie dość że jest żartem, to jeszcze we
Wrocławiu ujawniła się na trzy tygodnie przed artykułem).
Nie tylko Wyborcza jednak wyraźnie sugerowała związki ataków z oficjalną
lewicą. Dziennikarze usiłowali na róźne sposoby zaszufladkować rzucających.
Młodzi, awanturnicy - sterowani w dodatku przez SLD. Takie sugestie odczytać
można było z artykułów. Dlaczego atakujecie tylko prawicowych polityków? -
pytali dziennikarze tortowców obecnych na spotkaniu Platformy. Na SLD też
przyjdzie czas - padła odpowiedź. Wynik autoformatowania? Dziennikarze zaczęli
się zastanawiać, czemu dostają tylko prawicowi politycy.
Jak widać szufladkowanie odbywało się niezależnie od faktów i wypowiedzi
bohaterów relacji. Kolejną cechą, którą torciarzom usiłowały przykleić media,
wynikała z pogoni za sensacją. Rzut tortem, którego korzenie tkwią przecież w
niemych komediach i jest czynem dość frywolnym (przynajmniej jeśli patrzeć nań
jako na protest), został potraktowany bardzo poważnie, a za żart uznawano
dopiero reakcje ofiar. Gazety w wielu przypadkach komentowały rzuty tortem
podobnie: rzut tortem obrócony w żart. Zawsze bowiem politycy, którzy oberwali
usiłowali wybrnąć jakimś bardziej lub mniej błyskotliwym zagr