Dodaj do ulubionych

Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny sk...

18.01.12, 11:37
Aaa tam, naprawdę trudno w dzisiejszych czasach szanować studentów - większość z nich bencwały niesamowite, duża część niepowinna studiować ze względu na swój żałosny poziom intelektualny. Tak więc nie róbmy z nich takich znowu męcznników. Inna sprawa, że śmieszy mnie jak to GW dostrzega "nieprawidłowości" w działaniu instytucji publicznych, ale jakoś nie przeszkadza jej, gdy w firmach prywatnych traktuje się ludzi jak zwykłe śmiecie i robi z nich niewolników. W biznesie prywatnym nepotyzm, nie szanowanie człowieka jest ok, ale w państwowym już nie. Hipokryzja totalna!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: Frajer Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 11:53
      I bardzo dobrze, że brał za to kasę.

      Uniw. Ekonomiczny pracownikom nie wlicza godzin za konsultacje ani w ramach wynagrodzenia ani nadgodzin.

      Wszyscy pracownicy naukowi UEkonomicznego udzielają konsultacji za frajer.

      Na innych uczelniach za konsultacje jest wynagrodzenie.
      • valana Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 12:27
        Gość portalu: Frajer napisał(a):


        > Uniw. Ekonomiczny pracownikom nie wlicza godzin za konsultacje ani w ramach wyn
        > agrodzenia ani nadgodzin.
        > Wszyscy pracownicy naukowi UEkonomicznego udzielają konsultacji za frajer.
        > Na innych uczelniach za konsultacje jest wynagrodzenie.

        Ależ skąd. Nasz uniwerek nie płaci za dyżury ani grosza. Co więcej, nie słyszałem, by jakakolwiek uczelnia we Wrocławiu tak czyniła.
        Jeśli wiesz, gdzie płacą za to dodatkowo, podziel się informacjami, zawszeć to lepiej wiedzieć więcej niż mniej.
        • kde44 Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 14:46
          to jakiś dowcip?! żadna uczelnia na świecie chbyba tego nie robi, a już na pewno nie w Polsce. Konsultacje są obowiązkowym dodatkiem do niskiego pensum dydaktycznego (210 godzin rocznie, czyli jakieś 7 godzin dydaktyki w tygodniu!!!).
          • Gość: Janusz Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:04
            Dokładnie. Naukowcy są jak dzieci, które - w razie konieczności - nie potrafią policzyć swoich pensji, obciążeń dydaktycznych, nawet z nieobecności w konsultacjach tłumaczą się jak dzieci ze szkół specjalnych. Czasem nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, słuchając takich "argumentów" jak powyższe.
          • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 15:07
            210 godzin to chyba bo habilitacji.
            225 godzin adiunkt
            do ponad 500 inni
            ale to rzeczywiście mało, jeśli ktoś się do zajęć nie przygotowuje i leseruje po najmniejszej linii oporu
            z drugiej strony dużo więcej niż u kolegów w USA czy generalnie na całym cywilizowanym świecie gdzie normą jest 2 lub 3 grupy semestralnie, przy czym jeśli grupa studentów jest liczna, to dodatkowo otrzymuje się jednego lub kilku asystentów do wykładu, a wykładowca zajmuje się tylko merytoryczną częścią. Na Zachodzie nawet na uczelniach z główną misją dydaktyczną (gdzie pracownicy nie mają obowiązku prowadzenia badań naukowych - jak u nas starsi wykładowcy z pensum 370h) ilości obowiązkowych zajęć dydaktycznych to max. 50-70h semestralnie. W Polsce zawsze szukamy własnej drogi i potem się dziwimy, że ani rogu ani sznura.
            [quote]Żadnej dotkliwej kary nie ponieśli także wykładowcy z Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii, u których warunkiem udziału w ćwiczeniach był zakup ich książki. Każdy ze studentów musiał mieć swój egzemplarz. Wykazali się przy tym bardzo praktycznym zmysłem: zawarte w podręczniku specjalnie perforowane testy wykluczały jego ponowne wykorzystanie. A więc była to książka jednorazowego użytku. Jej wydawcą był dyrektor instytutu, w którym pracowała cała trójka autorów.[/quote] To wyjątkowo wredny mechanizm, który stosowany jest na moich dzieciach z podstawówki - nie ma w podręcznikach dla klas 1-3 perforowanych testów ale za to są to książki jednorazowego użytku w których dzieci piszą. Posiadacz jednego dziecka nie może odsprzedać książki po swoim dziecku, posiadacz trojaczków musi kupić trzy komplety. Zapewne dzięki takim mechanizmom, za 15 lat jak pierwszaki będą studentami - już nikogo ten patent oszustów nie będzie szokował.
            • Gość: matej Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:49
              Jest jednak pewna różnica: naukowcy w USA mają jakieś osiągnięcia naukowe, polscy - praktycznie żadnych. Polscy "naukowcy" to w zasadzie nauczyciele akademiccy. Zamiast utrzymywać armię nierobów, którzy mieliby 50 h zajęć w semestrze, a resztę czasu pracy zbijali bąki, dużo bardziej opłaca się państwu i społeczeństwu zredukować liczbę etatów, tak, żeby dydaktykę odwalała mniejsza liczba osób. Nauki przecież i tak nie mamy.

              Więc nie ma co porównywać się do Stanów, gdzie naukowiec zajmuje się przede wszystkim nauką, a dydaktyka stanowi tylko margines jego aktywności zawodowej.
              • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 17:09
                nie święci garnki lepią
                masz w USA 4 ligi, te z 3 ligi są gdzieś na poziomie 5 setki rankingu szanghajskiego
                mimo to - podobny system nieprzeciążania dydaktyką jest w każdej z tych 4 lig.

                to prawda, że nasze systemy się nie pokrywają, i to prawda, że zmniejszenie pensum bez zwiększenia wydatków na badania wywoła jedynie zmarnowanie środków (po prostu naukowo dydaktyczni mieliby więcej czasu na nienaukową działalność)

                jednak z tych wszystkich dotychczasowych dyskusji na konferencjach (4 w USA i 1 w Chinach) z przedstawicielami tamecznych systemów, wydaje mi się, że oni podchodzą do tego trochę inaczej (z wyjątkiem Kaliforni gdzie nauczyciele akademiccy nic nie muszą - mają silne związki zawodowe :-)), czyli dają dużo czasu i niewiele wymagają w sensie ilościowym (6 artykułów z listy A w ciągu 8 lat aby dostać tenurę - to najczęstszy wymów jakim są obciążeni 2 i 3 ligowcy, lista A zawiera wiele czasopism, które nawet nie mają IF, są jedynie na Cabell, pomijając bariery językowe coś podobnego do naszych zeszytów naukowych dowolnego uniwerku z kategorią A, czyli z publikacją za 6-8 ministerialnych punktów wg punktacji z 2010).

                Nasze najlepsze uczelnie jak Koźmiński (jedyna uczelnia w RP z akredytacją www.aacsb.edu/ ) czy te z 5 setki szanghajskiej listy (chyba ze 2) to - jeśli uznać listę za miarę, odpowiednik 3 ligi. Zanim z 3 przeskoczy się do 2 - trzeba dać ludziom czas.

                U nas w 8 lat produkuje się po doktoracie 100 publikacji w tym kilka książkowych - czy ta ilość jednak zbawia świat?
                • Gość: matej Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:29
                  Ponieważ w nauce nie liczy się ilość, tylko jakość. Czego polscy "naukowcy" nie są w stanie zrozumieć. Poza tym, choćby polscy geniusze wymyślali najwspanialsze teorie, nikt o nich się nie dowie, bo 90% publikacji jest w naszym narodowym języku. Gdyby odrzucić wszystkie publikacje niezrozumiałe dla naukowego świata, okazałoby się, że wcale nie publikujemy tak dużo.

                  A wszystkie rankingi potwierdzają, że pod względem rangi publikacji naukowych, patentów, grantów, dochodów naukowców ze współpracy z biznesem jesteśmy daleko w tyle nie tylko za Stanami (z którymi nie mamy co się porównywać), ale właściwie za całym cywilizowanym światem. Czy 225 godzin zajęć dydaktycznych rocznie to dużo? Daje to nieco ponad 7 godzin tygodniowo, a gdyby uwzględnić fakt, że "godzina" akademicka liczy tylko 45 minut - około 5 godzin pracy na tydzień. Zważywszy na fakt, że wielu wykładowców z dłuższym stażem ma wykłady już przygotowane i tylko odklepuje je co roku, całe pensum dydaktyczne w tygodniu można odbębnić podczas jednego przedpołudnia. Nie raz uczestniczyłem na swoich studiach w zajęciach, gdzie aktywność prowadzącego sprowadzała się tylko do rozdania tematów referatów na pierwszych zajęciach i wstawieniu samych piątek na ostatnich.

                  Tak więc pisanie o przepracowaniu naszych "naukowców" jest moim zdaniem duuużym nadużyciem.
            • kde44 Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 15:55
              Możesz prosić rektora o zmniejszenie pensum - zadanie karkołomne, ale jeśli dobrze uzasadnione, warto spróbować. Większość prowadzonych zajęć jest cyklicznych, więc przygotowanie ich nie jest bardzo czasochłonne. Najbardziej czasochłonne są specjalistyczne seminaria i wykłady monograficzne. A tych nie jest bardzo dużo.

              Porównywanie polskiego systemu z systemem amerykańskim pod jednym względem nie ma większego sensu. Amerykański ma bowiem może wiele zalet i wiele wad - przenoszenie części zalet bez spojrzenia na całość systemu jest pozbawione sensu.
              • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 17:17
                nie znam wad - skupiłem się jak zwykle na zauważeniu zalet (jako osoba nie planująca przenosin). Jakie są to wady.

                Nowa ustawa daje prawo zmniejszenia pensum ze względu na granty (akurat mam 2). Zmniejszanie pensum jednak nie ma sensu, bo i tak zgodnie z zasadami uczelnianymi nadgodziny płacone są dopiero po przekroczeniu pensum nominalnego 225, jednak co semestr letni z automatu, niezależnie od chęci, "zgadzam się" na przydzielenie mi nadgodzin do 400-450h. Spróbowałbym się "nie zgodzić". Zmniejszenie pensum byłoby fikcją - zmniejszyliby mi do 120h a ja i tak musiałbym wziąć 450h z czego miałbym za nadgodziny płacone tylko od nadwyżki ponad 225h.
                Obiecywali niż, a u nas ciągle co roku coraz więcej grup, coraz więcej studentów dziennych, co roku o jedną grupę więcej na jednej z form studiów.
                • Gość: matej Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:36
                  > Obiecywali niż, a u nas ciągle co roku coraz więcej grup, coraz więcej studentó
                  > w dziennych, co roku o jedną grupę więcej na jednej z form studiów.

                  Niż już dawno przyszedł - to tylko uczelnie coraz bardziej zaniżają kryteria, walcząc o studentów. Miej więc pretensje do swojej uczelni, jeśli uważasz, że jesteś przepracowany dydaktyką. Ja znam całe instytuty, gdzie np. cała profesura i tzw. "wierchuszka" wśród doktorów mają w tygodniu po 1 wykładzie, jakieś 1 seminarium magisterskie i to wszystko. A są semestry, gdy zajęć nie mają żadnych, a mimo to kasę dostają za etat. Tak więc różnie to wygląda na różnych uczelniach lub w różnych dyscyplinach - jest wiele jednostek, gdzie pracownicy wręcz nie mają co robić w pracy.
                  • hugow za dużo negatywnych emocji 18.01.12, 22:12
                    Nie wspomniałem ani słowem o przepracowaniu czy o za dużo lub za mało, po prostu referuję fakty, bez emocji.
                    Dla jednego 45h tygodniowo to mało, dla drugiego 3h to za dużo.
                    Nie spostrzegłem też mitycznego "zaniżania" kryteriów a wręcz odwrotnie - z roku na rok obserwuję coraz lepsze przygotowanie studentów i coraz bardziej dojrzałą ich postawę.
                    Z takimi ludźmi chętnie się współpracuje - łatwiej zarazić ich entuzjazmem do przedmiotu który się wykłada. Nigdy nie sprawdzałem i nie sprawdzam obecności na wykładach a zawsze niemal komplet (chyba, że wykład jest w piątek o 17.oo wtedy słabiej, ale to oczywiste, że dla studenta są ważniejsze rzeczy w życiu niż studia) i z roku rok obserwuję większe zaangażowanie studentów. Na pewno nie mam powodów do utyskiwania, którego niepotrzebnie się doszukujesz. Dane jakie mi podajesz, są dla mnie szokujące, u mnie w katedrze wszyscy mają od lat 200% normy pensum, co roku zatrudniamy nowych doktorantów i ciągle jest nadmiar godzin. Podobnie jest w innych katedrach z których przedstawicielami mogłem o tym rozmawiać. Może ci profesorowie o których wspominasz uczą czegoś niepotrzebnego lub w sposób nieatrakcyjny dla odbiorców? Często wystarczy uczyć tego w czym się samemu odnalazło pasję badawczą - osobiście tak właśnie robię, że jedynie to co mnie kręci jest na moich wykładach i wtedy wykłady są dla mnie kontynuacją dociekań w czasie badań.
                    • Gość: matej Re: za dużo negatywnych emocji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 22:29
                      Ano widzisz, w różnych instytutach różnie to wygląda. W tym instytucie, o którym wspominałem, jest po prostu nadmiar pracowników, a dodatkowo zajęcia są spychane na barki doktorantów. Co gorsze, studenci są jeszcze łączeni w duże grupy na ćwiczeniach albo wykładach (tak, że nawet nie mieszczą się w sali) pod pretekstem, że nie ma sal. Oczywiście sale są, tylko organizacja planów zajęć szwankuje. Z mojego rozeznania wynika, że zawsze, gdy jacyś pracownicy mają ponadnormatywne obciążenia dydaktyczne, obok nich są w instytucie pracownicy, którzy prawie nic nie robią. Czyli taki feudalny rozkład pracy: młodzi tyrają, a starsi uważają, że już się napracowali.

                      Niestety, jest to patologia tworzona wewnątrz uczelni i zwalanie winy na mityczny system czy też zbyt dużą liczbę studentów jest odwracaniem uwagi od istoty rzeczy. Co gorsze, nawet ci przeładowani obciążeniami dydaktycznymi pracownicy zachowują bierne milczenie (a przecież to oni powinni to próbować zmienić), częściowo dlatego, że się boją, ale też dlatego, że im mimo wszystko pasuje takie rozwiązanie - wolą tyrać za dwóch, mając gwarancję etatu i że "kiedyś" odsapną.

                      A patologie trwają...
                      • hugow każda instytucja ma prawo upaść 19.01.12, 11:25
                        jeśli opisywana przez Ciebie organizacja istnieje - to może jest to organizacja która i tak będzie miała klientów z powodu dużych barier korporacyjnych elementów chroniących taką organizację, jeśli byłaby to organizacja wolnorynkowa - to studentów byłoby coraz mniej. Choć chyba nie - skoro wspominasz, że studenci są łączeni w bardzo duże grupy.
                        Możliwe, że ta dziedzina wymaga najpierw bardzo prostego przekazu - i wtedy do 900 słuchaczy może mówić doktorant (dyktować pozycje literatury na egzamin) i będzie dobrze, a potem ostry egzamin i zostaje 15 z tych 900 z którymi jest sens pracować dalej, i wtedy włączają się mistrzowie prowadząc 2 osobowe warsztaty - jeśli tak jest - to jest to sensowne. Ale jeśli to zwyczajny kierunek typu matematyka szkolna lub polonistyka nauczycielska - to chyba to nie zadziała. Ale ta uczelnia ma prawo błędy popełniać i potem ponosić tego konsekwencje.
                        • Gość: matej Re: każda instytucja ma prawo upaść IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 13:55
                          No niestety, sytuacja, gdy na sali zajęć brakuje krzesełek dla studentów albo widzą tylko 2 pierwsze rzędy, co profesor pisze na tablicy, musi się odbić na poziomie nauczania. Na konwersatoriach też raczej nie jest to komfortowa sytuacja - tak dla studentów, jak i nauczycieli. Masz rację, że po pierwszym roku wiele osób wylatuje, ale właśnie m.in. z powodu nieuczciwej selekcji wobec studentów (opartej nie na samej wiedzy, ale czynnikach pozamerytorycznych). Niestety, są to studia, na które jest duży popyt wśród kandydatów, dlatego nie zanosi się szybko, żeby ta instytucja upadła. Zresztą zawsze można obniżyć kryteria przyjęć na studia. Chciałem ci więc uświadomić, że na uczelniach dzieje się wiele różnych patologii, których często - pracując w jakiejś jednostce - nie dostrzegamy. Akademicy bardzo łatwo zwalają winę na mityczny system czy studentów (studenci zachowują się niekulturalnie na zajęciach, to trzeba im przykręcić śrubę, a oni tymczasem tak się zachowują, bo muszą walczyć na sali o dobre miejsca do siedzenia i są sfrustrowani patologiczną atmosferą), ale czasem dużo zależy od nas samych.
      • Gość: ziom Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 14:59
        Nie podoba sie ilosc godzin pracy za okreslona w umowie o prace pensje?
        To WYLOT Z ROBOTY!!! Wielu innych chetnie wezmie taka prace.
        • hugow nie podoba się? dobre sobie 18.01.12, 17:27
          Na uczelniach ilość godzin ustalamy sobie sami - dokładnie tak, sami sobie.
          Oczywiście, zanim się coś zmieni - chwilę to trwa, ale jednak jest to nasza własna społeczna jako uczelni decyzja. Mówię o publicznej uczelni i to nie jest prywatny folwark właściciela.
          W jednych uczelniach może być pensum wyższe i w innych niższe. Dlatego Twój wpis jest zupełnie niezrozumiały. A w razie czego, jak się zmęczę - to wpierw wezmę urlop naukowy, rok, albo urlop na poratowanie zdrowia, rok na każde siedem lat, lub zwyczajnie poszukam wyjazdu na erasmusa lub jako wizytujący profesor - to jest zawsze trochę inne zajęcie - trudniejsze jakościowo ale godzinowo mniej obciążające - więc Twoje rozwiązanie gdy czuję się przemęczony jest zbyt radykalne.
          • Gość: matej Re: nie podoba się? dobre sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:38
            Tyle, że powyższy post dotyczył konsultacji, za które - jak słusznie zauważył przedmówca - nie przysługuje żadne dodatkowe wynagrodzenie. Wchodzą one w ramy wynagrodzenia za etat.
            • hugow Re: nie podoba się? dobre sobie 18.01.12, 22:17
              Za konsultacje 45 zł/h, limit godzin na grupę ćwiczeniową = 2h konsultacji na każde zaczęte 10h ćwiczeń z daną grupą, taka była ostatnio stawka. W przypadku niewyrobionego pensum - konsultacje wpierw wlicza się do pensum. Oczywiście nie wszędzie tak jest. Na WUE konsultacje w wymiarze 2h tygodniowo i dyżury w wymiarze 1h tygodniowo są nieodpłatne.
              • Gość: matej Re: nie podoba się? dobre sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 22:32
                Nie wiem, na jakiej uczelni pracujesz, ale z mojego rozeznania wynika, że na większości jest to jednak wliczone w etat. Aczkolwiek może takie szczegółowe rozliczenia byłyby dobre, bo pracownicy podchodziliby bardziej sumiennie do przychodzenia na konsultacje (o ile oczywiście ktoś by to sprawdzał).
    • r1234_76 Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 11:53
      nawet jak studenci są durni, to jeszcze nie powód łamania zasad przez wykladowców. noblesse oblige.

      zdefiniuj mi nepotyzm w prywatnym biznesie. jeśli to jest mój biznes, ryzykuję swoimi pieniędzmi, i swoją reputacją, mam prawo zatrudnić kogo mi się podoba, nawet małpę z cyrku...

      co innego, gdy jest to instytucja, która działa za pieniądze publiczne. albo, jeśli jest prywanta, to akcjonariuszy, z pominięciem zasad przez nich zatwierdzonych.
      • tsunami05 Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 13:42
        U nas też nie płacą za konsultacje i w żadnej pracy mi za to nie płacili - jak również za to, że w sesji spędzam kilkadziesiąt godzin nad testami, choć mogłabym po prostu wstawić oceny z kapelusza, jak wielu czyni.

        To prawda - studenci bywają matołami. Człowiek się czasem zastanawia jakim cudem zdali maturę. Ale to nie powód, by ich naciągać na kasę.

        Ale teksty o tym, że wykładowca chce podkręcić sprzedaż swojej książki to już jakaś bzdura - przecież my nic nie mamy z tego że książka się sprzedaje! Nie wydaje się książek dla pieniędzy w tym kraju :)
        • kde44 Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 14:47
          ale dlaczego nie? jeśli wydaje się własnym sumptem, bez recenzji, w tanim wydawnictwie... kasa idzie dla Ciebie i to niemała
        • Gość: matej Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:06
          Jasne, wy przecież wszystko robicie altruistycznie. Publikowanie książek leży w ramach waszych obowiązków naukowych i za to dostajecie pensje. Żałosne, że większość naszych nałkoffców utożsamia swoją pracę wyłącznie z dydaktyką.
      • hugow studenci nie są durni 18.01.12, 17:31
        Bardzo dziwne opinie ostatnio słyszę.
        że studenci teraz są gorsi niż kiedyś itp. itd.
        osobiście nie podzielam tego poglądu.
        Z roku na rok zauważam coraz lepszy poziom studentów, którzy są moimi słuchaczami, i taki trend zauważam w sposób stały od 14 lat. Z roku na rok jest coraz lepiej.
        Moje wykłady są na 3 roku pierwszego stopnia lub 1 roku drugiego stopnia.
    • watashi-no Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 11:53
      widze, ze jestes kolejnym naukAwcem z lokalnej uczelni o mentalnosci Kalego. myslicie, ze studenci to bydlo, ale wierz mi, kupa z nich dostrzega i pamieta wasze prostackie zachowania. jak spotykam bylego wykladowce na ulicy, udaje ze nie znam. menelom sie nie klaniam.
      • Gość: Haunold Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.147.227.172.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 18.01.12, 14:53
        Nie musisz. Dla wielu z nas byłaby to obraza.
        • Gość: WT Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:08
          Obraza, że własny uczeń się nie kłania? Sorry, ale chyba nie wiesz, co piszesz.

          To nie obraza, to wasza klęska!
          • Gość: Haunold Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.182.229.44.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 18.01.12, 15:15
            Nie bądź hipokrytą. Studenci rozpoznają swoich wykładowców w 80% tylko dlatego, że na końcu semestru jest zaliczenie. Jest jeszcze to 20%, które wyniosło kulturę z domu a nie stół. Nie oszukujmy się po iluś latach nie rozpoznajesz swoich studentów, oni mogą ale nie muszą.
            Jaka porażka!?! Około 60 % ludzi, którzy snują się po korytarzach szkół wyższych nie powinna tam trafić.
            • Gość: ggh Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 16:01
              Jeśli studenci rozpoznają was tylko do tego momentu, gdy się was boją, to jest to właśnie wasza porażka. Ty nie jesteś w stanie głębiej wniknąć w to zjawisko poza stwierdzeniem, że studenci nie wynieśli z domu kultury, ale może należałoby trochę krytyczniej spojrzeć na samego siebie i swoje środowisko? Może wówczas wiele by się wyjaśniło, np. w kontekście tych skandali w światku akademickim, o których dość często dowiadujemy się z mediów?
              • Gość: Artur Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 16:17
                Prawda jest taka, że gdybym ja był dzisiejszym absolwentem, też nie chciałbym mieć po skończeniu studiów nic wspólnego z moimi dawnymi wykładowcami. To już, niestety, nie te czasy, gdy nauczyciel akademicki reprezentował - poza wiedzą - jakiś poziom kultury. Dzisiejsze pokolenie "naukowców" to banda cwaniaków, którzy myślą głównie o tym, jak zdobyć jak najwięcej kasy jak najmniejszym kosztem. Doniesienia mediów o plagiatach, nepotyzmie, płatnych "konsultacjach", książkach, do których zakupu zmusza się studentów itp. zdają się to potwierdzać. Poza tym polskie szkolnictwo wyższe to bastion komunizmu w sferze mentalności i jeśli studentom po wyjściu z niego otwierają się oczy, to chyba bardzo dobrze.
    • elektryczny.klecznik Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny sk... 18.01.12, 12:08
      Panie redaktorze, czy przypadkiem nie "bez krzty" ?
      • Gość: ona Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: 156.17.113.* 18.01.12, 14:02
        W ogóle tytuł jest bez sensu.
    • Gość: absolwent WPAiE Ale piszcie prawdę w tej gazecie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 12:24
      Wspomniana książka z WPAiE to był zbiór ustaw których własny wydruk czy ksero kosztowałoby więcej niż książka więc nikt ze studentów nie narzekał. Pamiętam doskonale że początkowo byliśmy niezadowoleni z książki (bo to było chyba 35 złotych) ale wizyta w punkcie ksero i zapytanie się ile będzie kosztowało wydrukowanie kilkuset stron ustaw spowodowało że książkę polubiliśmy.
      Kolejnym przeinaczeniem jest twierdzenie o perforowanych testach. Testy umieszczone z tyłu książki były przekreślone paskiem kolorowym uniemożliwiającym (w teorii) skserowanie i przeznaczone do wyrwania. Jednak żaden ćwiczeniowiec nie kazał nam tych testów wyrywać ani nie sprawdzał czy mamy oryginalne książki więc nie rozumiem o co krzyk?
      Mogę przedstawić dowód bo posiadam tą książkę w domu. Wszystkie testy są na miejscu żaden nie został wyrwany. Są powypełniane ale wypełnialiśmy je na ćwiczeniach wspólnie.
      No i nie widzę nic złego w tym że wykładowca każe kupić swoją książkę. Skoro on prowadzi przedmiot on opracował podręcznik to czemu ma kazać się studentom uczyć z podręcznika napisanego przez kogoś innego?
      • sverir Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. 18.01.12, 13:14
        > Jednak żaden ćwiczeniowiec nie kazał nam tych testów wyrywać ani nie sprawdzał czy
        > mamy oryginalne książki więc nie rozumiem o co krzyk?

        Nam też żaden ćwiczeniowiec nie kazał tych testów wyrywać i nie sprawdzał czy mamy je w oryginale, natomiast czesto ich rozwiązanie było naszą "pracą domową". Oczywiście znaleźli się twardziele, którzy woleli przepisać test niż kupić całą książkę, ale - jak wspomniałem - to byli twardziele właśnie.

        > Skoro on prowadzi przedmiot on opracował podręcznik to czemu ma kazać się studentom
        > uczyć z podręcznika napisanego przez kogoś innego?

        Przede wszystkim dlatego, że przedmiotem jest np. gałąź prawa, a nie podręcznik wykładowcy i oceniana powinna być znajomość przedmiotu, a nie podręcznika.
        • wielki_czarownik Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. 19.01.12, 11:42
          sverir napisał:


          >
          > Nam też żaden ćwiczeniowiec nie kazał tych testów wyrywać i nie sprawdzał czy m
          > amy je w oryginale, natomiast czesto ich rozwiązanie było naszą "pracą domową".
          > Oczywiście znaleźli się twardziele, którzy woleli przepisać test niż kupić cał
          > ą książkę, ale - jak wspomniałem - to byli twardziele właśnie.
          >

          Czyli (wbrew temu, co pisze GW) przymusu nie było.



          >
          > Przede wszystkim dlatego, że przedmiotem jest np. gałąź prawa, a nie podręcznik
          > wykładowcy i oceniana powinna być znajomość przedmiotu, a nie podręcznika.

          Z drugiej strony pamiętajmy, że każdy wykładowca ma jakieś poglądy, na czymś skupia się bardziej, na czymś mniej. Podręcznik też nie zawrze w sobie wszystkich informacji i dlatego wykładowca pisząc własną książkę dostosowuje ją do swoich zajęć i wymogów egzaminacyjnych. Nie widzę więc nic nagannego w tym, że podręcznikiem wiodącym jest podręcznik wykładowcy. Taka jest praktyka na całym świecie. Jeżeli prowadzący wykład napisał podręcznik do danego przedmiotu, to jest on podręcznikiem wiodącym dla jego studentów.
          • sverir Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. 19.01.12, 13:51
            > Czyli (wbrew temu, co pisze GW) przymusu nie było.

            W ten sposób na to patrząc, to nigdy nie ma przymusu. Chyba że zaliczenie następuje wprost za posiadanie określonego podręcznika.

            > Z drugiej strony pamiętajmy, że każdy wykładowca ma jakieś poglądy, na czymś skupia się
            > bardziej, na czymś mniej.

            Z trzeciej zaś pamiętajmy, że dopóki nie jest to filozofia a wykładowcą nie jest filozof, to zwykle przedmiot nie nazywa się "poglądy profesora Kowalskiego na gałąź prawa" i egzamin powinien obejmować wiedzę z tej gałęzi, a nie z poglądów profesora.

            Oczywiście, że wykładowca ma prawo napisać podręcznik i polecić go studentom czy nawet wymagać korzystania z niego. Jednak ja nie piszę o sytuacji, w której autor podręcznika do prawa pracy (i wykładowca tego przedmiotu) skupił się przede wszystkim na wygaśnięciu stosunku pracy, podczas gdy inny autor wolał zająć się urlopami pracowniczymi. To akurat całkiem normalna i akceptowalna sytuacja. Podobnie jak sytuacja, w której liczne na rynku podręczniki pomijają jakiś ważny aspekt przedmiotu, a te które nie pomijają, ignorują inny.
            Mi chodzi raczej o takie sytuacje, jak np. posiadanie przez tego autora poglądów raczej odosobnionych w doktrynie, a przez to skrajnie niepopularnych, co niemal z automatu wyklucza wręcz korzystanie z innego podręcznika, pod rygorem niezaliczenia egzaminu.
            Albo sytuacja, w której egzamin sprawdza tylko wiedzę z podręcznika, ponieważ bez znajomości konkretnego jego rozdziału nie można uzyskać punktacji wystarczającej do zaliczenia, ale - w przeciwieństwie do sytuacji akceptowalnej - materia opisana w tym podręczniku pełni marginalną rolę (zaznaczam, że jeżeli są pytania z takiego rozdziału, ale bez ich zaliczenia można przebrnąć przez egzamin, to również nic strasznego się nie dzieje).

            > Podręcznik też nie zawrze w sobie wszystkich informacji i dlatego wykładowca pisząc
            > własną książkę dostosowuje ją do swoich zajęć i wymogów egzaminacyjnych.

            Chciałbyś żeby leczył Cię lekarz, który zdał egzamin dostosowany do wymogów i oczekiwań wykładowcy, zamiast taki, który sprawdzał rzeczywistą wiedzę studenta?
            • wielki_czarownik Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. 19.01.12, 14:44
              sverir napisał:


              >
              > W ten sposób na to patrząc, to nigdy nie ma przymusu. Chyba że zaliczenie nastę
              > puje wprost za posiadanie określonego podręcznika.

              A jednak GW stawia tą sytuację obok sytuacji z UE, kiedy to na egzaminie okazywało się książkę, niczym przepustkę.


              >
              > Z trzeciej zaś pamiętajmy, że dopóki nie jest to filozofia a wykładowcą nie jes
              > t filozof, to zwykle przedmiot nie nazywa się "poglądy profesora Kowalskiego na
              > gałąź prawa" i egzamin powinien obejmować wiedzę z tej gałęzi, a nie z poglądó
              > w profesora.
              >
              >(...)


              Masz rację, ale nie spotkałem się jeszcze z podręcznikiem w stylu "moja wizja prawa". Zawsze było to opisanie podstawowych zasad i instytucji prawnych a dopiero potem pojawiała się autonomiczność autora polegająca na tym, że coś tam opisał, coś pominął, zaprezentował swój pogląd a inny skrytykował.


              > Chciałbyś żeby leczył Cię lekarz, który zdał egzamin dostosowany do wymogów i o
              > czekiwań wykładowcy, zamiast taki, który sprawdzał rzeczywistą wiedzę studenta?

              A myślisz, że jakikolwiek lekarz był przeegzaminowany z całości medycyny? To zawsze jest kwestia jakiejś selekcji materiału. Egzaminator ma pewne wymogi narzucone odgórnie i pewne rzeczy powtarzają się w każdym podręczniku, ale w przypadku szczegółów sytuacja jest już inna. Weź pod uwagę, że w jednym podręczniku cybernetyczna teoria winy zajmuje jeden akapit a w innym cały rozdział. Teoretycznie i tu i tu zagadnienie zostało poruszone.
              • Gość: tomek Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 15:13
                O proszę, tradycyjnie odezwał się nasz troll czarodziej, który teraz będzie udowadniał, że w zmuszaniu studentów do zakupu własnych książek nie ma niczego złego, bo on sam albo ktoś z jego akademickiej rodziny napisał jakąś książkę (która się nie sprzedaje). Drogi czarodzieju, to, że ty nie masz czegoś takiego, jak kręgosłup moralny, już nie raz udowodniłeś. Natomiast szczytem głupoty jest, że bez przerwy, gdzie się tylko da, tym się chwalisz.
          • Gość: matej Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 13:59
            wielki_czarownik napisał:

            > Czyli (wbrew temu, co pisze GW) przymusu nie było.

            To że na jednym przymusu nie było, nie oznacza, że na innych rocznikach przymus nie mógł być.

            > Z drugiej strony pamiętajmy, że każdy wykładowca ma jakieś poglądy, na czymś sk
            > upia się bardziej, na czymś mniej. Podręcznik też nie zawrze w sobie wszystkich
            > informacji i dlatego wykładowca pisząc własną książkę dostosowuje ją do swoich
            > zajęć i wymogów egzaminacyjnych. Nie widzę więc nic nagannego w tym, że podręc
            > znikiem wiodącym jest podręcznik wykładowcy. Taka jest praktyka na całym świeci
            > e. Jeżeli prowadzący wykład napisał podręcznik do danego przedmiotu, to jest on
            > podręcznikiem wiodącym dla jego studentów.

            Nie pisz bzdur, bo na świecie jest dokładnie na odwrót. Przynajmniej tym cywilizowanym. Mamy tu jawny konflikt interesów i takich konfliktów należy unikać. Wykładowca może co najwyżej polecić swoją książkę, ale zmuszanie studentów do jej kupna czy jednoznaczne (a nawet dwuznaczne) sugerowanie, że bez niej nie zaliczy się zajęć, jest zwyczajnie nieuczciwe. I tyle.
            • wielki_czarownik Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. 19.01.12, 14:53
              Gość portalu: matej napisał(a):


              > To że na jednym przymusu nie było, nie oznacza, że na innych rocznikach przymus
              > nie mógł być.
              >

              Domniemanie winy?


              > Nie pisz bzdur, bo na świecie jest dokładnie na odwrót. Przynajmniej tym cywili
              > zowanym. Mamy tu jawny konflikt interesów i takich konfliktów należy unikać. Wy
              > kładowca może co najwyżej polecić swoją książkę, ale zmuszanie studentów do jej
              > kupna czy jednoznaczne (a nawet dwuznaczne) sugerowanie, że bez niej nie zalic
              > zy się zajęć, jest zwyczajnie nieuczciwe. I tyle.

              Taa... Zerknąłem sobie (bo aż mnie zaskoczyłeś) na stronę uniwersytetu W Cambridge.

              Przedmiot - Law and Finance
              Wykładowca - prof. J. Armour.
              Podręcznik - J Armour, R Kraakman, P Davies, L Enriques, H Hansmann, G Hertig and K Hopt, H Kanda, E Rock, The Anatomy of Corporate Law (Oxford University Press 2009).

              Dodatkowo studentów obowiązuje 7 artykułów (z czego 4 autorstwa J. Armoura), 2 rozdziały z innych książek (obydwie autorstwa J. Armoura) i książka dodatkowa (też J. Armoura).
              W sumie mamy 11 pozycji z czego 7 autorstwa profesora prowadzącego wykład. Na dodatek 4 z nich wydrukowane w wydawnictwie uniwersytetu.

              Coś masz do dodania na temat cywilizowanego świata?
              • Gość: tomek Re: Ale piszcie prawdę w tej gazecie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 15:18
                Kotku, skoro studenci mówią o patologiach, to nie jest to żadne domniemanie winy. A jakbyś się trochę orientował w edukacji w cywilizowanym świecie, to byś wiedział, że tam nie ma czegoś takiego, jak zmuszanie studentów do zakupu własnego podręcznika pod groźbą niezaliczenia przedmiotu, co dla ciebie, ukształtowanego w patologicznym środowisku, wydaje się normą. Czym innym jest polecanie jako jednej z lektur własnego artykułu czy książki, które są dostępne w bibliotece.

                Znowu nie zrozumiałeś, o co biega w dyskusji, albo udajesz urodzonego idiotę.
    • Gość: magistermagazynier Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: 94.42.140.* 18.01.12, 12:33
      Pamiętam dawno temu na pewnym wydziale, na ostatnim roku pewien przedmiot, gdy musielismy czekać aż uczony wykładowca książkę wyda. Jak wydał to były zapisy na nią, z imienną listą. Zapisy te były prowadzone tylko na jednym wykładzie - jak ktoś nie był, to książki nie kupił, bo nakład był mocno ograniczony, a do księgarń trafiła już po egzaminie. Jak kogoś nie było na tej liście, to po prostu w 1 terminie oblewał. Tak właśnie wydział, po 5 latach nauki pokazał nam na pożegnanie, jakim g... jesteśmy. Mam nadzieję, że niż demograficzny pokaże niektórym zasiadającym na katedrach jakimi w rzeczywistości wielkimi "naukowcami" są i jak rynek wycenia ich "kwalifikacje".
    • Gość: Pedagog Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 13:50
      Cholera, a mi się nigdy nic nie trafiło. Zatem stawiam trzy możliwe hipotezy:
      H1: Wyjątkowo szpetny jestem.
      H2: Polscy politycy nie biorą łapówek.
      H3: Powyższa wypowiedź jest nieprawdziwa.
      • Gość: Adiunkt UE Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.ie.ue.wroc.pl 18.01.12, 13:56
        Bzdury Panie, bzdury....
        • Gość: matej Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:11
          Więc pochwal się adiunkt swoimi publikacjami. Masz czym?
        • Gość: Adiunkt UE Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.static.tvk.wroc.pl 18.01.12, 16:14
          16 publikacji przed doktoratem, 11 po doktoracie..
          • Gość: fatex Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 17:10
            Kotku, liczy się nie ilość a jakość. Gdzie masz te swoje publikacje: w Zeszytach Naukowych Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie w Pcimiu Wielkim?
            • Gość: Adiunkt UE Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.static.tvk.wroc.pl 18.01.12, 20:01
              Wszystkie publikacje są powyżej 6 pkt, większość 9 pkt (w tym głównie wydawane przez Komitety PAN). Nie wiem czy orientujesz się, że tylko dwa czasopisma w dyscyplinie nauk ekonomicznych są na tzw. liście filadelfijskiej...kotku.
              • Gość: olo Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 20:12
                Hehe, no to faktycznie "wybitne" osiągnięcia. Wszystko w rodzimym, jedynie słusznym języku... Kotku, w prawdziwej nauce ty nie istniejesz. Rozumiesz? NIE IST-NIE-JESZ!.

                Twoje wypociny to makulatura, opublikowana zapewne po znajomościach w PAN-owskich wydawnictwach. Na Zachodzie za coś takiego nawet byś nie dostał doktoratu.
                • Gość: gosc2 Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.static.tvk.wroc.pl 18.01.12, 22:36
                  Bzdury gadasz kotku...z tego wynika, że w Polsce nie ma prawdziwego ekonomisty, a Hausner, Belka, Balcerowicz nie powinni mieć doktoratu nawet...bzdura do kwadratu:P
                  • Gość: olo Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 22:47
                    A nasz adiunkcik zapomniał swojego nicka? Na szczęście serwer Agory pamięta jego IP :D
                    Co, straciło dziecko całą odwagę, jak mu udowodniłem miałkość jego życiowych osiągnięć? Mruczku, jak będziesz miał takie osiągnięcia, jak Hausner czy Balcerowicz, to wtedy pogadamy. Pewnie jeszcze długo nie będziesz sie mógł do nich porównywać...
                    • Gość: Adiunkt Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.static.tvk.wroc.pl 18.01.12, 22:56
                      Wskaż mi 10 polskich ekonomistów, którzy IST-NIE-JĄ W NA-UCE według Ciebie:P Miłego szukania...A tak na marginesie...sprawdzałeś w google czy JESTEŚ?:P
                      • Gość: olo Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 23:16
                        Kotku, ale fakt, że inni polscy ekonomiści nie istnieją w nauce, wcale nie świadczy, że ty istniejesz :D Kto cię nauczył w instytucie takiej "logiki"?

                        > A tak na marginesie...sprawdzałeś w google czy JESTEŚ?

                        Żuczku, ale ja wcale nie jestem naukowcem, więc co mam sprawdzić? :P
                • Gość: Adiunkt UE Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.static.tvk.wroc.pl 18.01.12, 22:45
                  Słyszałem, że jeśli wpiszesz w google swoje imię i nazwisko i nic nie znajdziesz to nie istniejesz:P Ja wpisuje i znajduje swoje artykułu (i nie tylko) po polsku i jedynie słusznym w nauce języku (angielskim). Spróbuj wpisać swoje....może okaże się, że CIE-BIE NIE-MA
                  • Gość: olo Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 22:52
                    Adiunkciku, przestań trollować pod kilkoma nickami i oszukiwać czytelników. Od tego publikacji ci nie przybędzie. To że napisałeś jeden czy dwa artykuły po angielsku w Zeszytach Naukowych z Koziej Wólki to jeszcze nie oznacza, że masz jakiekolwiek osiągnięcia naukowe. Spróbuj wystartować na LF, tylko nie zdziw się, jak cię spotka zimny prysznic.
                    • Gość: Adiunkt Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.static.tvk.wroc.pl 18.01.12, 22:59
                      LOLO...ja nie oszukuje, to nicki tymczasowe:P Odpowiedź na dwa pytania i możemy dalej dyskutować:)
                      • Gość: olo Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 23:18
                        Czyli sam przyznałeś, że jesteś oszustem. Jak tu dyskutować z kimś, kto oszukuje w dyskusji? Może w ogóle nie jesteś żadnym adiunktem, w końcu "to nicki tymczasowe"? Te ponad 20 publikacji, którymi się chwaliłeś, to pewnie też są tylko w twoich marzeniach... tymczasowo...
                        • Gość: Adiunkt tymczasowy Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.ie.ue.wroc.pl 19.01.12, 07:51
                          Nie wiem skąd tyle agresji w Tobie...ale widzę że argumentów merytorycznych brak. Tak więc g.... wiesz w nogach śpisz;) To tyle Lolek...pozdrów rodzinę z Koziej Wólki
                          • Gość: Piotr Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.arenanet.net 19.01.12, 13:46
                            Kolego, a ty czym się popisałeś, na tym forum, jeśli nie agresją i chamstwem? Napisałeś coś merytorycznego, adiunkcie z Uniwersytetu Ekonomicznego?

                            Nie zauważyłem.
      • Gość: MonX Re: Dziennikarzu, nie masz pojęcia o czym piszesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:16
        Jest jeszcze czwarta możliwość - nie masz zielonego pojęcia o temacie.
    • Gość: jarek Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.171.196.244.static.crowley.pl 18.01.12, 14:12
      Zgadzam się z przedmówcą. Studenci reprezentują obecnie marny poziom intelektualny, ale z drugiej strony ten wykładowca też mądry nie jest. Przecież na tych biedakach studentach majątku zbić się nie da w żaden sposób, ani naciągając ich na płatne konsultacje, ani podsuwając im własną książkę. Przecież wydawnictwa za ksiązki już prawie nie płacą autorom. Tu nie ma żadnego biznesu, chyba że komuś zależy na 100-200 zł, ale to jest żenada.

      A swoją drogą Fiedor musi być załamany kolejną aferą. Tyle wysiłku wkłada w PR, a tu pod koniec kadencji taki pasztet. I co teraz? Dwie kadencje poszły na marne.
      • Gość: Janusz Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:14
        Nie pieprz głupot, bo jak się sprzeda kilka tysięcy własnych książek na kilku kierunkach i kilku uczelniach, to kasa z tego jest całkiem niezła. Skoro wykładowcy podejmują spore ryzyko, zmuszając studentów do kupna własnych książek, to najwyraźniej nie robią tego za 100 czy 200 zł. Tyle, że zarobki z tego rodzaju precederu są tajemnicą poliszynela, podobnie jak w ogóle realne dochody akademików.
        • Gość: jarek Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.171.196.244.static.crowley.pl 18.01.12, 15:46
          napisz więc książkę, to zobaczysz jaki jest z tego biznes....Ale kto by ją wydał, gdybyś Ty tę książkę napisał...
          • Gość: ggh Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 16:04
            Może właśnie problem jest w tym, że nikt nie chce twojej książki? Sądząc po rewelacyjnych osiągnięciach polskiej nauki, nie dziwię się, że musicie zmuszać studentów do kupna swoich książek - bez tego cały nakład trzymalibyście w piwnicy.
    • pioter-85 Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 14:30
      Ta, czego najlepszym dowodem jest akcja GW na temat umów śmieciowych.
      Wracaj do podstawówki uczyć się czytać, bęcwale.

      2zxc-bnm napisał:

      > Aaa tam, naprawdę trudno w dzisiejszych czasach szanować studentów - większość
      > z nich bencwały niesamowite, duża część niepowinna studiować ze względu na swój
      > żałosny poziom intelektualny. Tak więc nie róbmy z nich takich znowu męcznnikó
      > w. Inna sprawa, że śmieszy mnie jak to GW dostrzega "nieprawidłowości" w działa
      > niu instytucji publicznych, ale jakoś nie przeszkadza jej, gdy w firmach prywat
      > nych traktuje się ludzi jak zwykłe śmiecie i robi z nich niewolników. W biznesi
      > e prywatnym nepotyzm, nie szanowanie człowieka jest ok, ale w państwowym już ni
      > e. Hipokryzja totalna!!!
    • angrusz1 Czy GW ma 18.01.12, 14:30
      twarde dowody dla takiej tezy :"Propozycje płatnych konsultacji składane przez dra Tadeusza Janaszaka "

      Bo może będzie tak jak z naciskami gen.Błasika , jak ze słowami " tak lądują debeściaki " .

      Taka to wiarygodność GW , polegać na donosie studentów, którzy oblali .
      Tak to w każdej chwili - a ja tego osobiście doznawałem - nauczyciel może być oskarżony o różne rzeczy , ba zawsze mogą tacy niezadowoleni studenci wnioskować o zmianę wykładowcy .
      • kde44 Re: Czy GW ma 18.01.12, 14:52
        > Tak to w każdej chwili - a ja tego osobiście doznawałem - nauczyciel może być o
        > skarżony o różne rzeczy , ba zawsze mogą tacy niezadowoleni studenci wnioskować
        > o zmianę wykładowcy .

        nie, nie zawsze. jeśli formalnie wszystko jest w porządku - przedstawione programy zajęć, jasne i spełnialne wymogi egzaminacyjne, jasny i przejrzysty system oceniania, to nikt nigdy nie będzie się wykładowcy o nic czepiał. Z ludźmi opisanymi w artykule porządna uczelnia by się pożegnała. Mi jako wykładowcy jest za nich wstyd. Osiągi naukowe też pewnie mają nadzwyczajne.
        • hugow Re: Czy GW ma 18.01.12, 15:16
          Janaszak jest starszym wykładowcą - naukowe osiągi nie należą do jego obowiązków
          • Gość: Janusz Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:22
            Tyle, że tym starszym wykładowcą jest prawdopodobnie dlatego, że tych naukowych osiągów nie miał (ma stopień doktora). Po prostu nie poradziła sobie miernota z habilitacją i została przesunięta na etat starszego wykładowcy. A teraz pozostaje jej wyłudzanie dodatkowej kasy od studentów w nieuczciwy sposób.
            • hugow Re: Czy GW ma 18.01.12, 16:54
              może nie a może tak
              nie potwierdzam ani nie zaprzeczam
              • Gość: matej Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:41
                Tak po prostu jest, zgodnie z zasadami zatrudniania na polskich uczelniach państwowych. Stanowisko starszego wykładowcy to dla doktora nie awans, tylko degradacja. Znamienne, że właśnie takie miernoty najczęściej mają tego rodzaju pomysły na wyciągniecie dodatkowej kasy.
        • Gość: angrusz1 Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 16:44
          Do kde44 :

          Piszesz :"...to nikt nigdy nie będzie się wykładowcy o nic czepiał."

          Twoja naiwność mnie poraża, graniczy z głupotą . Hmm, nikt nigdy .
          A ja mam takie doświadczenie, że należy być przygotowanym na to , że zawsze i każdy .
          • Gość: olo Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:14
            Angruszku, więc wybierz się w końcu do psychiatry, bo spam, jaki rozsiewasz na przeróżnych forach, w którym bez przerwy się żalisz, jakich masz złych uczniów, świadczą raczej, że to z tobą jest coś nie tak. Szkoda, że nie widzisz, jaki jesteś żałosny...
          • kde44 Re: Czy GW ma 18.01.12, 18:02
            > Twoja naiwność mnie poraża, graniczy z głupotą . Hmm, nikt nigdy .
            > A ja mam takie doświadczenie, że należy być przygotowanym na to , że zawsze i k
            > ażdy .

            Twoje chamstwo przemilczę.
            Poza tym: przypadków patologicznych i mobbingu ze strony pracodawcy nie biorę pod uwagę. Wtedy co najwyżej musisz w innym miejscu wykazać, że nie jesteś wielbłądem, a masz rzetelne podstawy obrony. Jeśli zaś kryteria są płynne, zasad brak, program taki jaki wyjdzie - to sam sobie strzelasz w stopę.
            • Gość: angrusz1 Re: Czy GW ma . Do kde44 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 19:54
              Powtórzę
              Ty piszesz :"...to nikt nigdy nie będzie się wykładowcy o nic czepiał."

              Przy takim twoim stwierdzeniu przychodzi mi tylko ponownie stwierdzić, że jesteś skrajnie naiwna a forumowicze niech sami sobie powiedzą , kto ma rację .
              Ja mam inne doświadczenie .
              • Gość: olo Re: Czy GW ma . Do kde44 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 20:08
                Angruszku, wszyscy już tu doskonale znają twoje traumatyczne "doświadczenia" ze szkoły. Więc przestań trollować, bo już się nudny robisz ze swoimi monotematycznymi wpisami. Do psychiatry! Pamiętaj, że forum to tylko półśrodek - później będzie jeszcze gorzej,
                • Gość: angrusz1 Re: Czy GW ma . Do kde44 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 20:29
                  olo pisze:

                  "Angruszku, wszyscy już tu doskonale znają twoje traumatyczne "doświadczenia" ze szkoły. Więc przestań trollować, bo już się nudny robisz ze swoimi monotematycznymi wpisami. Do psychiatry! Pamiętaj, że forum to tylko półśrodek - później będzie jeszcze gorzej,"

                  Masz rację, sam zauważyłem, że coraz gorzej ze mną .
                  Powinienem zmienić swój stosunek do uczniów . Z takim podejściem jak moje nie można byc dobrym nauczycielem .
                  Łatwo powiedzieć , trudniej wykonać .
                  Ale mimo wszystko spróbuję .


                  • Gość: olo Re: Czy GW ma . Do kde44 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 21:57
                    Cieszę się, że zrozumiałeś, o co mi chodzi, angruszku. Może jeszcze nie jesteś stracony dla świata. Masz rację, że dopóki nie zmienisz swojego podejścia do uczniów, na pewno nie będziesz dobrym nauczycielem. Można oczywiście do końca życia dziwić się, że uczniowie wsadzają śmietnik na głowę czy coś w tym stylu akurat mi, ale lepiej chyba postąpić konstruktywnie i spróbować zastanowić się nad sobą. Wybór należy do ciebie.

                    PS. A do tego psychiatry lepiej się jednak wybierz, angruszku. To tak z troski o ciebie i twoich uczniów...
      • sverir Re: Czy GW ma 18.01.12, 15:13
        > Taka to wiarygodność GW , polegać na donosie studentów, którzy oblali .

        Ale w tym przypadku wykładowca potwierdził.
        • marek-wait Re: Czy GW ma 18.01.12, 17:51
          to GW skracając jego wypowiedź potwierdziła...
          • Gość: ggh Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 18:08
            Skąd wiesz, że skracając?

            Aha, bo ty wszystko wiesz najlepiej. Tak samo jak już napisałeś, że doktor jest niewinny, a studenci kłamią.
      • Gość: matej Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:17
        Dla ciebie to donos, a dla mnie demokracja, że wreszcie gazety zaczynają pisać o patologiach na polskich uczelniach. Ty ciągle żyjesz w komunistycznej mentalności. Najwyraźniej nie jesteś dobrym nauczycielem, skoro wszędzie, przy każdej możliwej okazji, podnosisz wątek, jak to uczniowie źle cię traktują. Pochwal się, w jakiej szkole uczysz, angrusz, a wyślemy tam GW, żeby sprawdziła, czy wszystko jest OK.
        • Gość: angrusz1 Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 16:41
          Mateju , mateju poraza mnie twoja logika . Skończysz studia o może będziesz miał takiego przełożonego , który tak ciebie będzie traktował jak kiedyś swoich nauczycieli .

          A co do demokracji , to wolno studentom podawać wiadomość do gazety ale |gazecie nie wolno tego człowieka przedstawiać jako biorącego pieniądze za korepetycje .

          Tak może Gazeta mówić jak ten człowiek będzie skazany prawomocnym wyrokiem .

          A słowa studentów mogą być równie prawdziwe jak i fałszywe .
          Pracuję w szkole - nie musisz wiedzieć jakiej - i nie raz doświadczałem bezczelnych kłamstw uczniów - pewnej części uczniów .
          • Gość: olo Re: Czy GW ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:15
            Angruszku, powiedz, kto ci znowu włożył śmietnik na głowę. Ech, ci bezczelni uczniowie, tak znęcać się nad naszym forumowym trollem...
    • ekwn Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny sk... 18.01.12, 15:00
      Z tego co czytałam problem dotyczy studiów zaocznych, przedmiot matematyka, gdzie w jeden semestr, jakieś kilkanaście godzin wyk + ćw, przerabia się materiał od macierzy do całki ntego stopnia. Ciekawa jestem jak ktos ma to zakumać w takim szybkim tempie i jak wykładowca ma tego nauczyc. Oni wcale nie muszą byc durni, po prostu normlani ;)
      Swoja drogą niedawno robiłam te studia, moi znajomi z grupy do tej pory nie mają pojęcia jak wyglada graficzna interpretacja całki, o policzeniu jej już nie wspomnę. Nie wiem po co wciskają taki przedmiot do programu, jak sie z niego nic nie wynosi (bo wkoncu ci ludzie pozdają tak czy siak), moze coby potem na matematyce finansowej można było z czystym sumieniem uwalić pare osób? Paranoja.
      Swoja droga ciekawe czemu dr J juz nie prowadzi przedmiotu, on był ostro szurniety.
      • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 15:22
        Janaszak prowadzi nadal:
        plan.ue.wroc.pl/
        w zakładce pracownicy należy wybrać Janaszak

        Co do Janaszaka - studenci o nim mieli dobre zdanie - przynajmniej jeśli chodzi o to zdanie wyrażane na forach:
        > - wystarczy wrzucić "Janaszak Tadeusz" do googli - i wyskakuje forum studentów Politechniki Wrocławskiej:

        polwro.pl/viewtopic.php?t=557
        Cytat
        Forum Politechniki Wrocławskiej » Opinie o Prowadzących » Matematycy » Janaszak Tadeusz, dr
        Janaszak Tadeusz, dr
        Autor Wiadomość
        angel
        Wydział: W10 Mechaniczny
        Rok studiów: 3
        Wysłany: 2006-02-23, 23:49 Janaszak Tadeusz, dr
        Ocena: 5
        Janaszak Tadeusz, dr
        Analiza matematyczna I cw
        Sposób prowadzenia zajęć: potrafi wytłumaczyc i poruzumiec się ze studentami
        Czy potrafi nauczyć?: tak
        Podstawa oceny w indeksie / zaliczenia: dwa kolokwia + punkty za kartkówki, rozwiązanie zadań przy tablicy
        Niespodziewajki: nie
        Poczucie humoru: czasami powie jakiś żarcik
        Ogólne podejście do studenta: bdb (student też człowiek), nie robi żadnych problemów jeżeli chodzi o nieobecności na zajęciach (ale wiadomo bez przesady)
        Ocena ogólna: Nr 1
        Świetny człowiek. Zajęcia czasami bywają trochę nudnawe, ale wówczas Janaszak widząc że wszyscy prawie śpią opowie jakiś kawał co by obudzic studentów. Umie wytłumaczyc trudne zadania, chociaz tak naprawde te najtrudniejsze to z miła chęcią omiajał mówiąc po prostu że są one trudne i nie będziemy ich liczyc bo i tak takich nie będzie na kole . Zrobił pare zapowiedzianych kartkówek, każda za 1pkt. Na święta zadał dla chętnych zrobienie 80ciu zadań z całek, za co dał 4pkt.
        Kolokwia są........ łatwe. Zadania są bardzo podobne do tych, które były liczone na powtórce. Tylko 4 bodajże osoby poszły z grupy cwiczeniowej na egzamin (nie wiem jak to zrobili )
        Jeżeli trafisz do Janaszaka to masz naprawde duże szczęście, jeżeli nie - biegnij na korekty i się do niego przepisz.
        Ostatnio zmieniony przez Piotrek 2006-09-14, 19:58, w całości zmieniany 1 raz
        Roksana
        Wydział: W-1
        Rok studiów: 2
        Wysłany: 2006-02-31, 16:00

        Pearce
        One and Only
        Wydział: W10 Mechaniczny
        Rok studiów: 4
        Wysłany: 2006-02-25, 14:35
        Ocena: 5
        Stary dobry Sasza :] Dr Janaszak ma bombowe poczucie humoru, jego dowcipy traktują zazwyczaj o ZSRR i rzeczach z nią związanych ( np. podobnie jak pewien rosyjski generał, bierze do tablicy " na ochotnika" :] ). Jeśli chodzi o kolokwia, to trzeba było totalnie wyłożyć laskę na analize, zeby tego nie zaliczyc ( właśnie tak sie im to udało Angel ). Ogolnie polecam, szczegolnie jak ktoś czuje kilmaty PRL i sowieckiej porpagandy :]
        Ostatnio zmieniony przez Piotrek 2006-09-14, 19:59, w całości zmieniany 1 raz

        djkhazad
        djkazad
        Wydział: W-5 Elektryczny
        Rok studiów: 5
        Wysłany: 2006-03-27, 21:48
        Ocena: 5
        Tak jest nasz pan Tadziu!!! Coz wiecej powiedziec nic dodac nic ujac!!! To cudowny gosciu z zarypistym podejsciem do zycia i do studenta. U niego trzeba sie strac bardzo aby nie zdac. Oczywiscie jak sie go ladnie poprosi to poda konkretne zadania na kola ktore musicie sie nauczyc!! A kolo jest cudowne poniewaz zeby nie stresowac nas podczas pisania siada sobie za biorkiem zajmujac sie sfoimi zadankami!!! Oczywiscie jezeli sie go zapyta podczas kola o cos to on z checia w podskokach ci podpowie a no i oprocz tego jak macie dobrze zorganizowana grupe to polecam prace grupowa, wychodzi dobrze i wszystkim na dobre!!!
        Powodzenia zycze wszystkim na analizie 1 z Tadeuszem!!!
        Ostatnio zmieniony przez Piotrek 2006-09-14, 19:59, w całości zmieniany 1 raz

        bolek
        elektryk
        Wydział: W-5 Elektryczny
        Rok studiów: 2
        Wysłany: 2006-03-28, 21:45
        Ocena: 5
        He he!!!
        Świetny gość normalnie to jest az nienormalne!!! Analiza z tym panem to powrót do szkoły średniej! Pan Tadek kazdego studenta traktuje tak samo nigdy nikogo nie gani lub upokaza za to ze czegoś nie wie jedyne co może zrobić to delikatnie przypomina ze trzeba coś powtórzyć! to zloty gośc nigdy nie robi zadnych kartkówek niespodziewanych zawsze mówi o czymś takim tydzień szybciej! Analiza nie jest taka straszna jak się wydaje ....! Dacie sobie rade! Pozdro
        Ostatnio zmieniony przez Piotrek 2006-09-14, 20:00, w całości zmieniany 1 raz
        ...
        i tak dalej, za: polwro.pl/viewtopic.php?t=557

        podobnie forum studentów Uniwersytetu Ekonomicznego:


        Cytat
        Wysłany: 2009-10-15, 20:45 luźno, nawet za bardzo.Dużo gadania o historii , religii trochę wiadomości ze świata itp. Zaliczenie bez problemów, wiedzy mało zostaje po ćw ale jak ktoś sie chce nauczyc to dr Janaszak daje rade jeśli chodzi o tłumaczenie.
        za: www.forumue.pl/topics12/cwiczenia-u-dr-t-janaszaka-vt6933.htm#64841

        Cytat
        Wysłany: 2011-09-21, 18:27 Janaszak - najdziwniejszy ćwiczeniowiec z jakim miałem do czynienia. Mieliśmy z nim interesujące przygody, ale mniejsza z tym.
        Jakoś tam nawet tłumaczy, ale strasznie się jąka i ciężko go czasem zrozumieć. Zarówno z algebry jak i z analizy dał nam listy zadań i dokładnie te same zadania były na zaliczeniu. Jako że można mieć wszelkie notatki i książki, dokładnie rozpisaliśmy wszystkie zadania i na kolokwiach nie było żadnego problemu (w paru grupach nieznacznie różniły się danymi). Nie było żadnych problemów z zaliczeniem, a i było trochę piątek.
        za: www.forumue.pl/topics13/prosze-o-opinie-vt9575,30.htm#85296

        Cytat
        Wysłany: 2009-11-01, 20:28 Re: Kolokwium dr. T. Janaszak zadania W planach mial zrobic nam dwa kolokwia, ale gdy nastal dzien pisania drugiego kolokwium to wkrecilismy mu, ze to kolo mialy pisac tylko osoby chcace poprawic sobie ocene Natomiast pierwsze kolokwium wygladalo tak, ze podyktowal zadania usiadl, rozlozyl gazete "Niedziela" i "odplynal". W sali kazdy z kazdym sie komunikowal wiec i wyniki byly wyjatkowo dobre
        za: www.forumue.pl/topics12/kolokwium-dr-t-janaszak-zadania-vt7015.htm#65033

        Cytat
        Wysłany: 2009-10-15, 20:45 luźno, nawet za bardzo.Dużo gadania o historii , religii trochę wiadomości ze świata itp. Zaliczenie bez problemów, wiedzy mało zostaje po ćw ale jak ktoś sie chce nauczyc to dr Janaszak daje rade jeśli chodzi o tłumaczenie.
        za: www.forumue.pl/topics12/cwiczenia-u-dr-t-janaszaka-vt6933.htm#64841

        Cytat
        Wysłany: 2005-11-28, 18:33 poecia napisał/a:
        a Tadeusz Janaszak?
        bardzo fajny gościu z którym można wszystko w sumie załatwic warto sie zgłaszac do tablicy nawet jak sie nie umie bo on daje punkty za to i za obecności na zajęciach też daje punkty jak mało osób chodzi, bo on obecnosci nie sprawdza
        za: www.forumue.pl/topics13/cwieczeniowcy-z-matmy-vt337.htm#4515

        i tak dalej...

        z jednego z postów widać, że czytał "Niedzielę" - nie "Gazetę" może to jest jedyny merytoryczny powód dla którego redaktor gazety.pl tak bardzo go nie lubi - bo brak sygnałów ze strony studentów na ich niezależnym forum - jest znamienny
        • Gość: ggh Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 15:56
          A ty trollu skopiowałeś ten sam post na już przynajmniej kilku forach. Zrozumiałe przecież, że facet bardziej się stara na obcej uczelni, gdzie nie ma etatu, a jego pensja jest uzależniona od liczby godzin dydaktycznych ze studentami (a więc i opinii studentów). I, jak widać z niektórych wypowiedzi studentów, niewiele wymaga. Tak postępuje, niestety, wielu wykładowców, którzy na macierzystej uczelni, gdzie mają etat, odwalają zajęcia dydaktyczne jak najmniejszym kosztem, za to bardzo starają się na prywatnej, gdzie mają dodatkowe godziny. Jak głosi znane powiedzenie krążące wśród wykładowców, na uczelni państwowej dostaje się zabezpieczenie socjalne, a na prywatnej się pracuje.

          Dlatego wiarygodnym miernikiem byłyby opinie studentów z UE, a nie jakiejkolwiek innej uczelni.
          • Gość: Gustlik Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: 91.90.161.* 18.01.12, 16:07
            to sam Janaszek napisał. Studenci nie dajcie sie Janaszkowi.
          • Gość: Artur Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 16:07
            Gość portalu: ggh napisał(a):

            > A ty trollu skopiowałeś ten sam post na już przynajmniej kilku forach.

            Przypuszczam, że na tym polega jego praca "naukowa" - na spamowaniu forów, na których mówi się krytycznie o polskiej nauce...
            • Gość: były student Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:15
              Czy ktoś wie jak ? gdzie? i kiedy? wyrabiają pensum 210 godzin kierownicy katedr????
              Fikcja fikcję poganmia. Wszyscy o tym wiedzą..... a moze by tak zagonić "TYCH GENIUSZY" do pracy ze studentami!!!!
              Inna sprawa,że 210 godz profesora i 210 młodego asystenta to niby ta sama ilość godzin, ale jakość????
              Wolałbym mieć 50 godz. z profesorem (oczywiście tym mającym coś do powiedzenia) niż 500 godz. z młodym "śzczylem"
              • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 22:22
                Po pierwsze, kierownik katedry najczęściej jest profesorem a profesorowie mają znacznie mniejsze pensum, np. 110h.
                Po drugie - z tytułu bycia kierownikiem katedry - jest redukcja pensum, np. o 60h.
                Po trzecie - do pensum zalicza się seminaria doktoranckie, magisterskie, licencjackie i jest tego tyle, że ten jeden wykład który kierownik bierze bardziej dla prestiżu niż z potrzeby wlicza się do nadgodzin.
                • Gość: matej Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 22:38
                  Tyle, że seminariów licencjackich przeważnie nie prowadzą profesorowie, a seminarium doktoranckie ma jeden-dwóch profesorów na cały instytut. Więc w praktyce zostają tylko seminaria magisterskie - max. 2 h tygodniowo.
          • hugow forach 18.01.12, 17:41
            skoro na kilku - to podaj 2 lub 3 inne
            nie podasz - bo kłamiesz

            Wklejone wpisy są z forum Uniwersytetu Ekonomicznego czyli podstawowego miejsca pracy Janaszaka - oraz z forum Politechniki. Obie grupy wpisów są w podobnym duchu - Janaszak w nich jest przedstawiany jako luźny koleś bez wymagań

            Możliwe, że się mu odmieniło - ludzie się zmieniają, jest jednak również możliwe, że ktoś sztucznie szuka afery. Rzadko kiedy ktoś ma tak dobre wpisy na studenckich forach i co szokujące - ani jednego negatywnego wpisu, co jest już ewenementem.

            Osobiście nie znam T.Janaszaka i nie mam żadnego interesu - poza zwykłą ludzką chęcią dochodzenia do prawdy - aby zajmować się danym tematem.

            Trolle poznać po tym, że są anonimowe.
            • Gość: ggh Re: forach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:54
              Proszę bardzo:
              forum.gazeta.pl/forum/w,87574,132398571,132418410,pomowienie.html

              Przy okazji: tam już forumowicze zorientowali się, z kim mają do czynienia. Przylazłeś teraz tutaj, trollu?

              I jeszcze raz powtarzam: wykładowca bardzo często inaczej zachowuje się na macierzystej uczelni, gdzie płacą mu za etat, i tam gdzie dorabia, gdzie dostaje kasę za konkretne godziny dydaktyczne. Podaj takie same opinie z UE, a wtedy pogadamy.
          • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 17:45
            Gość portalu: ggh napisał(a):
            > Dlatego wiarygodnym miernikiem byłyby opinie studentów z UE, a nie jakiejkolwie
            > k innej uczelni.

            To pokazuje, że nie przeczytałeś wpisu - który komentujesz, w komentowanym przez Ciebie wpisie podane są cytaty wpisów z forum Uniwersytetu Ekonomicznego, niezależnego forum studentów UE.
            • Gość: ggh Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 18:00
              To właśnie ty nie przeczytałeś dokładnie opinii, które wkleiłeś, bo ich wydźwięk jest przeciwny od tego z forum studentów PWr.

              Kilka przykładów:

              Zaliczenie bez problemów, wiedzy mało zostaje po ćw.
              (...)
              Janaszak - najdziwniejszy ćwiczeniowiec z jakim miałem do czynienia. Mieliśmy z nim interesujące przygody, ale mniejsza z tym.
              Jakoś tam nawet tłumaczy, ale strasznie się jąka i ciężko go czasem zrozumieć. Zarówno z algebry jak i z analizy dał nam listy zadań i dokładnie te same zadania były na zaliczeniu.
              (...)
              W planach mial zrobic nam dwa kolokwia, ale gdy nastal dzien pisania drugiego kolokwium to wkrecilismy mu, ze to kolo mialy pisac tylko osoby chcace poprawic sobie ocene Natomiast pierwsze kolokwium wygladalo tak, ze podyktowal zadania usiadl, rozlozyl gazete "Niedziela" i "odplynal". W sali kazdy z kazdym sie komunikowal wiec i wyniki byly wyjatkowo dobre.



              To według ciebie jest dobry wykładowca? Może sam "uczysz" w ten sam sposób?

              • hugow Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny 18.01.12, 22:30
                Oczywiście masz rację w jednym - przyznaję - wpisy z forum WUE wystarczą aby mieć na temat Janaszaka co najmniej mieszane uczucia z punktu widzenia przełożonego. Ale jako student, który się nie nauczył i ma obawy czy zaliczy u Janaszaka, te wpisy odebrałbym jako pociechę i zachętę, że mi się "uda" i że nie muszę kupować żadnych konsultacji bo dostanę na kolokwium to co było na ćwiczeniach a to powoduje, że wystarczy pójść do żeńskiego akademika i wypożyczyć notatki na ksero, bo ksero będę na kolokwium miał - jako że można mieć wszystko - i sobie przepiszę.
                Taki jest wydźwięk tych wpisów.
                A czy dla ściągającego nienauczonego studenta może być coś wspanialszego niż perspektywa pisania u kolesia, który sobie "odpłynął"?
                • Gość: matej Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 22:43
                  Nie rozumiem twoich wyjaśnień. Moim zdaniem te wpisy świadczą jednoznacznie, że Januszak jest złym wykładowcą, bez względu na to, czy studenci chwalą go za "odpłynięcie" na kolokwium przy gazecie czy go potępiają. To dowodzi, że wykładowca jednak nie podchodzi solidnie do własnych zajęć dydaktycznych, a zła opinia o Janaszaku jako wykładowcy uwiarygadnia tezę, że może w równie nieczysty sposób wykorzystywać swoją pozycję do uzyskiwania dodatkowych dochodów w nieuczciwy sposób.
    • marek-wait A może studenci mijają się z prawdą 18.01.12, 17:35
      Jest rzeczą niezwykłą w historii etyki dziennikarskiej, że dziennikarz po doniesieniu marnej jakości rozpoczyna ogólnopolską nagonkę na jednego z pracowników UE. MOŻE SIĘ TO DLA NIEGO ŹLE SKOŃCZYĆ, NAWET W SĄDZIE W ZWIĄZKU Z PODEJRZENIEM O OSZCZERSTWO. O ile mi wiadomo, bezpodstawnie obwiniany przygotowuje stosowna obronę oparta na zakwestionowaniu prawdomówności studentów. Z przykrością stwierdzam, że na mnie też dwukrotnie wpłynęło doniesienie od studentów. Pierwsze w stanie wojennym na SB, gdzie (któregoś 13-tego) miałem uczestniczyć w nielegalnym zgromadzeniu. Drugie w zeszłym roku, gdzie rzekomo nie byłem tam gdzie być powinienem. Tylko pierwsze było prawdziwe. Ponieważ jak widać, na powyższym przykładzie, donosiciele są coraz gorszej jakości, więc ich wiarygodność wymaga sprawdzenia. Wtedy dopiero dziennikarz kierujący się etyką może zacząć się wypowiadać o etyce. Ten artykuł to dno na poziomie komunistycznej gadzinówki.
      Proszę, aby ktoś z redakcji w Warszawie zechciał sprawdzić co wyprawia się na prowincji.

      Były autor w dodatku dolnośląskim GW
      • Gość: olo A może to pan doktor nie rozumie swojego czynu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 17:49
        Cha, cha, dobre. Czekamy zatem na tę "obronę" oskarżonego - chętnie się pośmiejemy. Bo że wszyscy studenci kłamią, a tylko pan doktor mówi prawdę, wszyscy doskonale tu wiemy :D

        Poza tym nie ma tu żadnego oszczerstwa - autor ma wręcz obowiązek napisać o sprawie, gdy ludzie donoszą, że coś jest nie tak. Na tej samej zasadzie, gdy pisze się o kontrolerze w komunikacji miejskiej, gdy pasażerowie donoszą, że przepuszcza bezkarnie dzieci innych kontrolerów bez ważnych biletów, albo o lekarzu, którzy każe sobie dodatkowo płacić za opiekę medyczną wykonywaną w ramach obowiązków zawodowych. Mamy demokrację i akademicy muszą się pogodzić z tym, że ich machlojki nie będą już zamiatane pod dywan tak jak niegdyś, tylko będą coraz częściej wypływać na światło dzienne. Choć rozumiem, że bardzo jest im to nie na rękę. Pan doktor, nie dość, że się ośmiesza, to jeszcze dobitnie pokazuje, że ma zacofaną mentalność rodem z komunizmu.
        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 17:53
          Podawanie pełnych danych o obwinianym w przypadku jeśli zarzuty się nie potwierdzą jest oszczerstwem. Zachodzi takie podejrzenie
          • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 18:01
            Wykładowca jest osobą publiczną, więc jego dane mogą być podawane, tak jak polityka czy aktora. Poza tym nikt nie pisze, że jest winny, relacjonowane są tylko opinie studentów.
            • Gość: WK Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.internetia.net.pl 19.01.12, 00:10
              Gość portalu: ggh napisał(a):
              > Wykładowca jest osobą publiczną, więc jego dane mogą być podawane, tak jak poli
              > tyka czy aktora.
              Wykładowca "występuje" na uczelni zatem jego dane służbowe są tam dostępne. Służbowe dane adresowe bardzo wielu pracowników najróżniejszych firm są dostępne w tych firmach ale to nie znaczy, że są publiczne w takim samym sensie jak osób występujących przed całym społeczeństwem. Na uczelniach jest odpowiednia procedura dyscyplinarna i nie wyobrażam sobie aby władze jakiejkolwiek uczelni przymknęły oko na przypadki żądania łapówki przez nauczyciela akademickiego. Dopóki jednak sprawa nie została wyjaśniona na podstawie zeznań złożonych w trybie odpowiedzialności za składanie zeznań fałszywych, mamy do czynienia z bezpodstawną nagonką (w której akurat dziennikarze GW mają wyjątkowe doświadczenie).
              • Gość: Piotr Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.arenanet.net 19.01.12, 02:59
                Nie pisz bzdur. Po pierwsze, "nagonka" nie jest bezpodstawna - odbywa się na podstawie doniesień wielu studentów. Próba udowadniania przez niektórych na tym forum, że studenci kłamią czy że są niepoczytalni (nie zrozumieli słów pana doktora), jest niepoważna. Studenci to dorośli ludzie i należy ich traktować jak dorosłych ludzi. Po drugie: dane osobowe wykładowcy, jego miejsce pracy, zajmowane stanowisko i wszelkie inne dane mające związek z pełnioną funkcją zawodową jak najbardziej mogą być ujawniane w mediach. Proponuję zapoznać się z odpowiednimi przepisami. A po trzecie: gdyby gazeta nie zajęła się tą sprawą, bardzo prawdopodobne jest, że zostałaby zamieciona pod dywan (jak wiele innych podobnych spraw na uczelniach). Warto w tym miejscu przypomnieć o sprawie byłego rektora Andrzejaka, o której też mówiło się jako o nagonce urządzonej przez media. Tymczasem to właśnie dzięki mediom (w tym GW) udało się wyjaśnić sprawę i doprowadzić do końca. Uczelnia nie była skłonna to czynić, co wszyscy doskonale wiemy. Władze uniwersytetu z kolei przymknęły oczy na zmuszanie studentów prawa do zakupu książek od swoich wykładowców (zostało to przypomniane choćby w tym artykule), nie została wyjaśniona sprawa patologii opisanych w artykule przez A. Dybczyńskiego i wiele innych rzeczy. Sam więc widzisz, że uczelnie, niestety, nie garną się do samooczyszczania. W interesie nas wszystkich leży, aby patologie, za które płacą podatnicy, były wyjaśniane i likwidowane. Rola mediów polega m.in. na tym, żeby takie sprawy nagłaśniać i pilnować, aby były załatwiane zgodnie z interesem społecznym.
                • Gość: angrusz1 Do Piotra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 07:21

                  Generalnie masz rację . Jeśli są jakieś patologie - a są - to należy je zwalczać , ale Waść piszesz
                  "Próba udowadniania przez niektórych na tym forum, że studenci kłamią czy że są niepoczytalni (nie zrozumieli słów pana doktora), jest niepoważna. Studenci to dorośli ludzie i należy ich traktować jak dorosłych ludzi."

                  Ja nie byłem na zajęciach więc nie mogę stanowczo powiedzieć , jak było .

                  A wyciąganie wniosku , że studenci nie kłamią tylko na podstawie tego, że są dorośli , jest błędem .
                  Samo twierdzenie jednego , czy dwóch , czy kilku studentów o nieprawidłowości , to trochę za mało i nie należy tego traktować tak , jakby to była niepodważalna prawda .
                  Można to traktować poważnie - a i to jest już ryzyko - i próbować wyjaśniać .

                  Może z czasem powstać takie zjawisko, że każdy nauczyciel , także akademicki spotka się z zarzutami ze strony studentów - no i z procedurą wyjaśniajacą ( przykrą ) - który będzie solidnie przeprowadzać egzaminy i kolokwia . Nie będzie pozwalał na ściąganie i będzie stawiał jedynki , kiedy się należy .
                  To zjawisko już jest w szkołach niższego szczebla . A obecni - ogólnie - studenci kiedyś byli uczniami i mogli słyszeć , ba !!! być świadkami takiego zachowania uczniów .
                  To niebezpieczne zjawisko .

                  Dlatego studenci , gdyby chcieli oskarżyć , muszą mieć twarde dowody np nagranie .
                  Samo pomówienie to zdecydowanie za mało.
                  Studenci , nawet jako osoby dorosłe , nie są wolni od kłamstwa i innych wad .
                  Chyba jasne .
                  • Gość: Piotr Re: Do Piotra IP: *.arenanet.net 19.01.12, 13:31
                    Drugi Angruszu1. Przyznam, że nie specjalnie obchodzą mnie twoje prywatne obsesje i urazy wyniesione z własnej pracy w szkole, którym niejednokrotnie dałeś już wyraz na tym forum (choć zastanawia mnie niezmiernie, dlaczego nie zmienisz pracy, której tak bardzo nie lubisz, i nie zrezygnujesz z uczenia ludzi, których nienawidzisz). Napiszę jednak, że lepiej, żebyś zachował dla siebie pogląd, że studenci kłamią, bo ja widzę, że ich zupełnie nie znasz i nie rozumiesz. Studenci mają jednak dużo więcej rozsądku niż to się wydaje takim jak ty. Równie dobrze można by zarzucić innym dorosłym ludziom, że kłamią w podobnych sytuacjach. Jestem pewien, że zachowanie studentów i dorosłych ludzi, którzy nie są studentami, nie różni się pod tym względem. Bo niby dlaczego miałoby się różnić? Takie podejrzenia absolutnie nie są pretekstem do tego, aby nie traktować tego rodzaju doniesień poważnie. Natomiast jeśli rzeczywiście ktoś kłamie, od tego jest odpowiednia procedura prawna, która pozwala ukarać takiego delikwenta oraz uzyskać zadośćuczynienie.

                    Nieprawdą jest też, że studenci kłamią, żeby się pozbyć solidnego nauczyciela. Przeważnie w takich sytuacjach jest jakieś ukryte dno, którego nauczyciel nie potrafi (nie chce?) poznać, np. nauczycielowi tylko się wydaje, że jest taki solidny, wymaga dużo od studentów, samemu lekceważąc swoje zajęcia albo wykazując się słabymi umiejętnościami dydaktycznymi, stosuje terror na zajęciach itp. W takich sytuacjach należy po prostu uważnie słuchać, co mówią uczniowie/studenci, a nie zakładać od razu, że są złośliwi, głupi, niekulturalni itp. Mam wieloletnie doświadczenie dydaktyczne w różnych szkołach i mogę to stwierdzić z całą odpowiedzialnością słowa. Jakakolwiek byłaby przyczyna, twoja nieumiejętność dogadywania się z uczniami świadczy dobitnie, że nie powinieneś pracować jako dydaktyk. Z tego nigdy nie wynika nic dobrego, a ty robisz krzywdę i sobie, i innym.

                    Pozdrawiam i życzę więcej radości w życiu i satysfakcji z pracy. Ale innej pracy.
                    • Gość: angrusz1 Do Piotra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 15:38
                      Zacznę tak , jak ty skończyłeś : pozdrawiam ciebie , życzę ci dużo zdrowia i optymizmu oraz spokojnej pracy . Jeśli pracujesz w szkole , to życzę ci dobrze wychowanych uczniów i jak najwięcej pracowitych i także zdolnych .

                      Ale mam pewne zastrzeżenia do twojego wywodu .

                      Piszesz :


                      "Drugi Angruszu1. Przyznam, że nie specjalnie obchodzą mnie twoje prywatne obsesje i urazy wyniesione z własnej pracy w szkole, którym niejednokrotnie dałeś już wyraz na tym forum (choć zastanawia mnie niezmiernie, dlaczego nie zmienisz pracy, której tak bardzo nie lubisz, i nie zrezygnujesz z uczenia ludzi, których nienawidzisz)."

                      Masz prawo nie interesować się moimi problemami w pracy .
                      Rzecz w tym, że one nie są tylko moje . Poczytaj sobie choćby fora GW . Tak wielu nauczycieli pisze o zachowaniu , pracowitości i zdolności pewnej grupy , pewnego procenta - niemałego - uczniów . Studentów to też dotyczy .
                      Więc opisywanie moich problemów nie ma na celu żalenia się , tylko pokazywania ogólnego problemu , który dotyczy sporej części nauczycieli .

                      Moja nienawiść jest do złego , ba !!! chamskiego zachowania pewnej grupy uczniów , którzy akurat tak przypadkiem są w szkole ale tak ogólnie to zachowują się tak jak na stadionie .
                      Zapewne podobne zachowanie przejawia i część studentów i nauczyciele akademiccy to czują i także jak ja cierpią . Czasem dają wyraz tym cierpieniom także tu na forum GW .
                      A jeśli chodzi o pracę , to zmieniałem w życiu wiele razy . Oznaczało to także zmianę zawodu na całkiem inny . W każdej pracy były pewne wady i zalety . Ale od 16 lat uczę . I także mam pewne doświadczenie . Jakoś inne niż twoje . Może uczę w całkiem innym rodzaju szkoły niż ty . Może są - zapewne są - szkoły gdzie są sami zdolni , dobrze wychowani i pracowici uczniowie . W mojej , ba !!! w moich ( bo uczyłem w różnych ) takich uczniów jest , było mało .

                      I dalej :

                      " Napiszę jednak, że lepiej, żebyś zachował dla siebie pogląd, że studenci kłamią, bo ja widzę, że ich zupełnie nie znasz i nie rozumiesz. "

                      Kogo nie znam ?
                      Tych konkretnych studentów z UE ?
                      Ależ to oczywiste , że nie znam tych konkretnych studentów z grupy pana dr J .

                      Ale mam pogląd ogólny na temat uczniów i ich zachowania .
                      Część z nich dorasta i zmienia swoje zachowanie będąc studentami ale poprawić zdolności za bardzo się nie da a pracowitość rzadko przychodzi z wiekiem , jeśli za młodu było się leniwym np w szkole .
                      Stąd mogę wnioskować jacy są , bywają ludzie , w tym i studenci . Dlatego uznaję za całkiem prawdziwe twierdzenie , że są tacy studenci, którzy kłamią , nawet często .
                      Dodam, także, że sam byłem studentem i na dziennych studiach jednej uczelni i na zaocznych w innej uczelni , ba!!! także i na podyplomowych ( wszystko ukończyłem ) .

                      I następnie piszesz :
                      " Studenci mają jednak dużo więcej rozsądku niż to się wydaje takim jak ty."

                      Zapewne są tacy , którzy mają więcej rozsądku ale i są tacy studenci , którym tego zdrowego rozsądku zdecydowanie nie staje .

                      Oraz

                      " Równie dobrze można by zarzucić innym dorosłym ludziom, że kłamią w podobnych sytuacjach.Jestem pewien, że zachowanie studentów i dorosłych ludzi, którzy nie są studentami, nie różni się pod tym względem. Bo niby dlaczego miałoby się różnić?

                      Ależ to oczywiste . Tak , masz rację w tym względzie .

                      I następnie piszesz :

                      " Takie podejrzenia absolutnie nie są pretekstem do tego, aby nie traktować tego rodzaju doniesień poważnie."

                      Taaak , takie doniesienie nie wolno lekceważyć ale podchodzić ze zdrowym rozsądkiem .

                      I dalej

                      "Natomiast jeśli rzeczywiście ktoś kłamie, od tego jest odpowiednia procedura prawna, która pozwala ukarać takiego delikwenta oraz uzyskać zadośćuczynienie."

                      Tak , to oczywiste .
                      Następne stwierdzenie :

                      "Nieprawdą jest też, że studenci kłamią, żeby się pozbyć solidnego nauczyciela."

                      jest jednak kompletną bzdurą logiczną . Bo są tacy studenci i tacy uczniowie , którzy kłamią i to po to , by pozbyć się niewygodnego nauczyciela .
                      Chyba rozumiesz, że takie twoje stwierdzenie jest logicznie błędne , bo oznaczałoby to , że są ludzie, którzy nie grzeszą .
                      Dla wierzącego , dla chrześcijanina jest oczywiste , że jesteśmy ludźmi grzesznymi .

                      I następnie :

                      "Przeważnie w takich sytuacjach jest jakieś ukryte dno, którego nauczyciel nie potrafi (nie chce?) poznać, np. nauczycielowi tylko się wydaje, że jest taki solidny, wymaga dużo od studentów, samemu lekceważąc swoje zajęcia albo wykazując się słabymi umiejętnościami dydaktycznymi, stosuje terror na zajęciach itp. W takich sytuacjach należy po prostu uważnie słuchać, co mówią uczniowie/studenci, a nie zakładać od razu, że są złośliwi, głupi, niekulturalni itp."

                      Taak , trzeba to sprawdzić . Od tego są przełożeni .
                      I następnie :

                      " Mam wieloletnie doświadczenie dydaktyczne w różnych szkołach i mogę to stwierdzić z całą odpowiedzialnością słowa. Jakakolwiek byłaby przyczyna, twoja nieumiejętność dogadywania się z uczniami świadczy dobitnie, że nie powinieneś pracować jako dydaktyk. Z tego nigdy nie wynika nic dobrego, a ty robisz krzywdę i sobie, i innym."

                      No , ale mimo twojego wieloletniego doświadczenia dydaktycznego , twoje tak kategoryczne stwierdzenie jest w sposób oczywisty fałszywe .
                      Trzeba znać mnie , jak pracuję i moich uczniów . Jak się nie zna , to nie wolno tak kategorycznie pisać . To oczywiste dla człowieka rozsądnego i z długoletnim doświadczeniem .
                      Coś więc u ciebie - w tym co piszesz - nie jest prawdziwe .

                      Na koniec , ponownie życzę powodzenia w pracy .
                      • Gość: olo Do trolla-angruszka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 16:07
                        Gość portalu: angrusz1 napisał(a):

                        > Rzecz w tym, że one nie są tylko moje . Poczytaj sobie choćby fora GW . Tak wie
                        > lu nauczycieli pisze o zachowaniu , pracowitości i zdolności pewnej grupy , pew
                        > nego procenta - niemałego - uczniów .

                        Przykłady proszę.

                        > Więc opisywanie moich problemów nie ma na celu żalenia się , tylko pokazywania
                        > ogólnego problemu , który dotyczy sporej części nauczycieli .

                        Twoje problemy nie są naszymi problemami.

                        > Zapewne podobne zachowanie przejawia i część studentów i nauczyciele akademiccy
                        > to czują i także jak ja cierpią . Czasem dają wyraz tym cierpieniom także tu n
                        > a forum GW .

                        Nauczyciele akademiccy dają tu co najwyżej wyraz swojemu chamstwu. Tak jak ty. Jeszcze dziwisz się, że uczniowie cię nie lubią?

                        > A jeśli chodzi o pracę , to zmieniałem w życiu wiele razy . Oznaczało to także
                        > zmianę zawodu na całkiem inny . W każdej pracy były pewne wady i zalety . Ale o
                        > d 16 lat uczę . I także mam pewne doświadczenie . Jakoś inne niż twoje . Może u
                        > czę w całkiem innym rodzaju szkoły niż ty . Może są - zapewne są - szkoły gdzie
                        > są sami zdolni , dobrze wychowani i pracowici uczniowie . W mojej , ba !!! w m
                        > oich ( bo uczyłem w różnych ) takich uczniów jest , było mało .

                        Trzeba być albo masochistą, albo życiowym nieudacznikiem, żeby 16 lat wytrwać w takiej pracy.

                        > Ale mam pogląd ogólny na temat uczniów i ich zachowania .

                        Twój "ogólny pogląd" to racjonalizacje własnych kompleksów i nieudolności, bez żadnego pokrycia w faktach.

                        > Dlatego uznaj
                        > ę za całkiem prawdziwe twierdzenie , że są tacy studenci, którzy kłamią , nawet
                        > często .

                        Nie - to ty kłamiesz.

                        > jest jednak kompletną bzdurą logiczną . Bo są tacy studenci i tacy uczniowie ,
                        > którzy kłamią i to po to , by pozbyć się niewygodnego nauczyciela .

                        Nie, to ty kłamiesz, chrześcijaninie. Tak naprawdę jesteś najgorszym nauczycielem, jakiego można wymyślić, a swoją nieudolność racjonalizujesz, zwalając winę na studentów. Taki nauczyciel jak ty dla każdego ucznia będzie niewygodny.

                        > Trzeba znać mnie , jak pracuję i moich uczniów . Jak się nie zna , to nie wolno
                        > tak kategorycznie pisać . To oczywiste dla człowieka rozsądnego i z długoletni
                        > m doświadczeniem .

                        Trzeba też znać konkretnych studentów, o których się wypowiada. Jak się nie zna, to nie wolno tak kategorycznie pisać. To oczywiste dla człowieka rozsądnego i z długoletnim doświadczeniem.

                        > Na koniec , ponownie życzę powodzenia w pracy .

                        Na koniec, ponownie życzę znalezienia sobie bardziej odpowiedniego forum do trollowania.



                • Gość: WK Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: 156.17.73.* 19.01.12, 11:30
                  To Ty nie pisz bzdur. Przypominam sprawę dra G., który wygrał z byłym ministrem Ziobrą proces o zniesławienie, gdyż w chwili, gdy tenże minister publicznie zarzucił mu popełnienie przestępstw, nie był JESZCZE skazany prawomocnym wyrokiem. Sądy wielokrotnie w takich przypadkach karały za zniesławienie. Proponuję zapoznać się z odpowiednimi przepisami.
                  Pomiędzy słusznym nagłośnieniem patologii a podaniem imienia, nazwiska i adresu osoby pomówionej (!) o czyn przestępczy jest daleka droga. Rolą dziennikarzy jest piętnowanie zachowań nagannych i pilnowanie, czy odpowiednie władze właściwie na te sygnały reagują ale nie zastępowanie komisji dyscyplinarnych i sądów w ferowaniu wyroków. To elementarz kultury prawnej.
                  Twój - skądinąd słuszny - postulat aby studentów na uczelni konsekwentnie traktować jak ludzi dorosłych prowadziłby m.in. do tego, że student przyłapany na ściąganiu podczas egzaminu miałby wytaczany proces o próbę wyłudzenia nienależnych świadczeń - lepsza ocena może uprawniać do uzyskania stypendium, nieprawdaż? Regulaminy dyscyplinarne dla studentów to w gruncie rzeczy parasol ochronny nad nimi. Regulaminy dyscyplinarne dla wykładowców ferują bardziej konkretne kary, m.in. odsunięcie od pracy dydaktycznej, zwolnienie z pracy. Nie wyobrażam sobie, by UDOWODNIONE żądanie łapówki przez wykładowcę nie było bardzo surowo ukarane i wtedy należy opisać całą SPRAWĘ (bo tu ważna jest sprawa a nie nazwisko anonimowego w gruncie rzeczy człowieka).
                  • Gość: Piotr Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.arenanet.net 19.01.12, 13:42
                    A jednak wciąż piszesz bzdury, na dodatek czytasz bez zrozumienia wypowiedzi innych. Ja nigdzie nie pisałem, że wykładowca nie ma prawa wytoczyć komuś procesu o zniesławienie. Tylko najpierw to zniesławienie trzeba udowodnić. I tu leży pies pogrzebany, bo to może być trudne. Tylko niewielki procent tego rodzaju doniesień jest zniesławieniem, przeważnie jednak są one prawdziwe, gdyż ludzie mają świadomość odpowiedzialności prawnej grożącej za zniesławienie, a także przeważnie kierują się interesem społecznym, a nie np. złośliwością. Pojedyncze przypadki, że ktoś wygrał z kimś proces o zniesławienie, nie tworzą absolutnie żadnej reguły. Natomiast nie można z góry oskarżać ludzi o zniesławienie przy każdym wytknięciu publicznym jakiejś patologii, jeśli chcemy, aby ludzie byli wrażliwi na patologie w życiu publicznym. Zarzucanie komuś kłamstwa bez żadnych podstaw może - paradoksalnie - źle skończyć się dla tego, który stosuje takie zarzuty - też procesem o zniesławienie. Warto o tym pamiętać, a forum - wbrew pozorom - nie jest anonimowe.

                    Co do ściągania, to nie zapominajmy, że praktycznie zawsze dzieje się ono przy umożliwieniu tego ze strony prowadzących zajęcia. A więc należałoby także ich (a może przede wszystkim ich) za to karać. Jest to zachowanie jak najbardziej ekonomiczne, jestem przekonany, że w sytuacji braku nadzoru na egzaminie ściągałaby większość dorosłych ludzi (nie tylko studentów). O ile studentów można w takich sytuacjach usprawiedliwić ekonomią zachowania, o tyle nauczyciele zwyczajnie zaniedbują swoje obowiązki.
                    • Gość: WK I wyszło szydło z worka IP: 156.17.73.* 19.01.12, 16:02
                      1. Przed sądem osoba obrażona zniesławieniem niczego nie musi udowadniać. Kto Ci naopowiadał takich bajek? Dowód prawdziwości pomówienia spoczywa na osobie pomawiającej, przy czym w wypadku pomówienia o przestępstwo nie wystarczy mieć jakiś dowód, potrzebny jest wyrok skazujący osobę pomówioną.

                      2. Twój wywód na temat ściągania dowodzi pożałowania godnego relatywizmu moralnego: wykładowca chce łapówki (ściślej: "mówią, że chce") - pozbawić go czci, stanowiska, itd., student ściąga na egzaminie - no cóż, to wykładowca jest współwinny (a nawet bardziej winny) bo nie przypilnował. Ściągającego studenta właściwie można usprawiedliwić, bo przecież zachowuje się ekonomicznie, podczas gdy wykładowca, który nie potrafi złapać go za rękę, zaniedbuje swoje obowiązki. Najwyraźniej student nie ma obowiązku "zdobywać wiedzy" i "postępować zgodnie z ..." (mimo, że ślubował?). Tymczasem są kraje, gdzie za JEDNO ściągnięcie na egzaminie wylatuje się ze studiów. Tzn. wylatuje student, który ściągał a nie egzaminator. I są to kraje o wyższym poziomie studiów, zapewne nie przypadkiem.

                      I po co było, Panie Studencie, odgrywać rolę oburzonego czyimś nieetycznym zachowaniem, skoro przy pierwszej próbie okazało się, że masz w nosie zasady i tylko zależy Ci na bezproblemowym zaliczaniu studiów wszelkimi sposobami co najwyraźniej tamten wykładowca utrudnił?

                      BTW, dobrze, że nie mam nic wspólnego z Uniwersytetem Ekonomicznym.
                      [bez odbioru]
                      • Gość: matej Re: I wyszło szydło z worka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 16:21
                        Gość portalu: WK napisał(a):

                        > 1. Przed sądem osoba obrażona zniesławieniem niczego nie musi udowadniać. Kto C
                        > i naopowiadał takich bajek? Dowód prawdziwości pomówienia spoczywa na osobie po
                        > mawiającej, przy czym w wypadku pomówienia o przestępstwo nie wystarczy mieć j
                        > akiś dowód, potrzebny jest wyrok skazujący osobę pomówioną.

                        Nie pisz głupot. Zeznania dużej liczby osób to wystarczający dowód, żeby podjąć działania w danej sprawie. Nie raz zdarzało się nawet, że sądy - z braku lepszych dowodów - wydawały wyroki tylko na tej podstawie. Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony takimi oskarżeniami, niech udowodni, że wszyscy kłamią. W tym przypadku mogę życzyć tylko powodzenia panu doktorowi, bo na wiarę w sukces jest już za późno.

                        > 2. Twój wywód na temat ściągania dowodzi pożałowania godnego relatywizmu moraln
                        > ego: wykładowca chce łapówki (ściślej: "mówią, że chce") - pozbawić go czci, st
                        > anowiska, itd., student ściąga na egzaminie - no cóż, to wykładowca jest współw
                        > inny (a nawet bardziej winny) bo nie przypilnował. Ściągającego studenta właści
                        > wie można usprawiedliwić, bo przecież zachowuje się ekonomicznie, podczas gdy w
                        > ykładowca, który nie potrafi złapać go za rękę, zaniedbuje swoje obowiązki. Naj
                        > wyraźniej student nie ma obowiązku "zdobywać wiedzy" i "postępować zgodnie z ..
                        > ." (mimo, że ślubował?). Tymczasem są kraje, gdzie za JEDNO ściągnięcie na egz
                        > aminie wylatuje się ze studiów. Tzn. wylatuje student, który ściągał a nie egza
                        > minator. I są to kraje o wyższym poziomie studiów, zapewne nie przypadkiem.

                        Nikt tu nie usprawiedliwia studenta. Wskazuje tylko na fakt, że wykładowca też jest winny ściąganiu i jego też należałoby pociągnąć do odpowiedzialności w takiej sytuacji (zaniedbywanie swoich obowiązków i nieetyczne postępowanie). Jego wina jest większa w tym sensie, że to on jest przyczyną ściągania, tzn. gdyby dopilnował, ściągania by nie było.

                        > I po co było, Panie Studencie, odgrywać rolę oburzonego czyimś nieetycznym zach
                        > owaniem, skoro przy pierwszej próbie okazało się, że masz w nosie zasady i tylk
                        > o zależy Ci na bezproblemowym zaliczaniu studiów wszelkimi sposobami co najwyra
                        > źniej tamten wykładowca utrudnił?

                        A Ty Panie Wykładowco po co bronisz postępowania takich jak ty, skoro wiadomo, że to ty masz w nosie zasady i zależy ci tylko na czytaniu w spokoju "Niedzieli" podczas egzaminu, podczas gdy studenci mogę sobie robić, co im się żywnie podoba? Wstyd! Od wykładowcy akademickiego należałoby oczekiwać bardziej etycznych zachowań.

                        > BTW, dobrze, że nie mam nic wspólnego z Uniwersytetem Ekonomicznym.
                        > [bez odbioru]

                        A ja dobrze, że nie mam nic wspólnego z takimi wykładowcami jak ty.
                      • angrusz1 Re: I wyszło szydło z worka. WK 19.01.12, 20:51
                        WK napisał : "Przed sądem osoba obrażona zniesławieniem niczego nie musi udowadniać. Kto Ci naopowiadał takich bajek?"
                        Tak masz rację , to osoba obrażona musi udowodnić, że to obrażenie było . To logiczne

                        Ale piszesz dalej :


                        " Dowód prawdziwości pomówienia spoczywa na osobie pomawiającej,..."

                        Nie , dowód prawdziwości na pomówienie spoczywa na osobie pomówionej - obrażonej ( nie używaj raz jednego słowa - obrażony , a raz drugiego pomówiony . Trzymaj się jednej terminologii . Na moich studiach - dziennych - tępiono , kiedy student mówił raz : prędkość a potem szybkość ) .
                        To oczywiste . Osoba , która wnosi sprawę - powód - musi udowodnić prawi do swoich roszczeń .
                        Dalej :

                        " przy czym w wypadku pomówienia o przestępstwo nie wystarczy mieć jakiś dowód, potrzebny jest wyrok skazujący osobę pomówioną."

                        Do czego trzeba mieć wyrok ?

                        Bo sam dowód jeszcze nie jest wyrokiem to oczywiste . Moc prawną na wyrok .
                        O wyroku decyduje sędzia i on ma prawo dowolnie interpretować i ważyć dowody .

                        Coś ci się z logiką nie ułożyło w powyższym wywodzie .
                        • Gość: olo Angrusz1, ja ci coś chyba mówiłem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 20:58
                          Czy ty aby trzeźwy jesteś?
                      • angrusz1 Re: I wyszło szydło z worka . WK 19.01.12, 20:57
                        WK pisze : " Tymczasem są kraje, gdzie za JEDNO ściągnięcie na egzaminie wylatuje się ze studiów. Tzn. wylatuje student, który ściągał a nie egzaminator. I są to kraje o wyższym poziomie studiów, zapewne nie przypadkiem. "

                        Masz świętą rację . Tylko , że w Polsce od lat oświatą , także tą wyższą , rządzą tzw postępaki - mieszanina lewaka i liberała i skutki są takie , jak opisujesz .
                        Pora tych postępaków odsunąć od władzy .
                        • Gość: olo Re: I wyszło szydło z worka . WK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 21:00
                          Są kraje, gdzie za jedno przymknięcie oka na ściąganie wykładowca wylatuje z pracy. Ściąganie studentów to pochodna przyzwalania na to przez wykładowców.
                      • angrusz1 Re: I wyszło szydło z worka. WK jeszcze raz 19.01.12, 21:18
                        WK pisze :"Przed sądem osoba obrażona zniesławieniem niczego nie musi udowadniać. Kto Ci naopowiadał takich bajek? Dowód prawdziwości pomówienia spoczywa na osobie pomawiającej, przy czym w wypadku pomówienia o przestępstwo nie wystarczy mieć jakiś dowód, potrzebny jest wyrok skazujący osobę pomówioną. "

                        Używasz niejasnego słownictwa i dlatego jest problem ze zrozumieniem .
                        Po pierwsze - pomawiający to inaczej oskarżyciel . To oskarżyciel musi udowodnić , że nastąpiło przestępstwo - tu : bezprawne zachowanie wykładowcy . To w sądzie karnym .
                        Ten oskarżający zwykle nazywa się prokuratorem .

                        Ale wykładowca jako pomówiony , obrażony , może wnieść sprawę do sądu cywilnego o uznanie pomówienia za nieprawdziwe i bezprawne i to on musi udowodnić tę tezę .
                        Wtedy ten obrażony nazywa się powodem .
                        • Gość: olo Do angrusza1 raz jeszcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 21:33
                          Ty jednak rzeczywiście za dużo dzisiaj wypiłeś.
                          • Gość: ela Re: Do angrusza1 raz jeszcze IP: *.opera-mini.net 19.01.12, 21:54
                            To z powodu wiecznej depresji.

                            Swoją drogą, jeśli tak pisze nauczyciel, to nie chciałabym się uczyć pod okiem takiego "nauczyciela"...
                        • angrusz1 20.01.12, 07:38
                          tu na forum pewni dyskutanci , których zaletą , albo z których korzyść jest tylko taka , że podnoszą wątek do góry .
                          I tylko to potrafią . Z nimi się nie dyskutuje .
                          • Gość: matej Re: Są IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.12, 14:24
                            Tacy dyskutanci fachowo są nazywani trollami. Ty jesteś największym z nich.
        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 17:56
          Ponadto czcigodny adwersarz nie odróżnia kwantyfikatora ogólnego i szczeegółowego (kto stwierdził, że "wszyscy studenci kłamią"?). Oj byłyby kłopoty z zaliczeniem u dr J. On lubi osoby inteligentne
          • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 18:04
            Ty tak zasugerowałeś. A jeśli nie kłamią, to znaczy, że coś jednak jest na rzeczy. Tak więc bardzo dobrze, że gazeta postanowiła zbadać sprawę.
            • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 18:42
              Uwaga dotycząca kwantyfikatorów dotyczyła gościa ggh. Ważny jest jednak styl "badania" sprawy. Ponadto nawet osób publicznych nie można obrzucać błotem. Większość procesów tego typu dotyczy osób publicznych
              • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 19:01
                marek-wait napisał:

                > Uwaga dotycząca kwantyfikatorów dotyczyła gościa ggh.

                A mógłbyś mi zacytować, gdzie ja zastosowałem kwantyfikator (bo nie bardzo rozumiem)?

                > Ważny jest jednak styl "b
                > adania" sprawy. Ponadto nawet osób publicznych nie można obrzucać błotem. Więks
                > zość procesów tego typu dotyczy osób publicznych.

                Również nie rozumiem, co złego jest w stylu badania sprawy, kto kogo obrzuca błotem itp. Gazeta zajęła się sprawą po doniesieniach studentów (całkiem słusznie, skoro spora część studentów ma takie zastrzeżenia), a wszelkie opinie dotyczą publicznej działalności pana doktora (które mają prawo być wypowiadane). Idąc twoim tropem myślenia, należałoby zakazać w mediach komentowania działań polityków, celebrytów, artystów, dziennikarzy itp. Czyli czysta cenzura. Jakoś mnie nie dziwi, że ty jako naukowiec optujesz za takim rozwiązaniem, w środowisku akademickim wciąż, niestety, normą jest zamiatanie takich spraw pod dywan. I pewnie to by się stało z komentowaną sprawą, gdyby nie zainteresowała się nią gazeta.
                • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 19:29
                  Sorry
                  Chodziło oczywiście o olo, który wywiódł z mojego stwierdzenia, że niektórzy kłamią wniosek, że wszyscy kłamią. Pomyłka w adresacie. Przepraszam. Ponadto szanowny adwersarzu. W dzisiejszej ogólnopolskiej (a nie naszej prowincjonalnej) jest przykładowo informacja o postawieniu zarzutów karnych senatorowi (nie pamiętam imienia) P (1-sza litera nazwiska). Co by nie mówić Warszawa zachowała pewną przyzwoitość. Tutaj nawet w komisji dyscyplinarnej żadnych zarzutów nie postawiono, a "jedzie" się zarzutami o charakterze korupcyjnym. Uważam, że jest to obrzydliwe. Ponadto twierdzisz, że wypowiedzi dotyczą publicznej działalności. Proszę podać autorów tych wypowiedzi, a ja jestem w stanie zagwarantować im 2 rzeczy:
                  1. uczciwy proces o zniesławienie
                  2. uczciwe zaliczenie komisyjne (w komisji osoby nie przepadające za dr J)
                  Jestem za karaniem nieuczciwych nauczycieli akademickich wbrew Twoim stwierdzeniom. Po rozmowie z dr J, stwierdzam, że (prawdopodobnie) MW (WSPÓŁPRACA PRZY ARTYKULE SOBOTNIM), NIE ZROZUMIAŁ CO SIĘ DO NIEGO MÓWI (był u J na pewnej uczelni). Przypuszczam, że przeprosiny J MOGŁYBY SPÓR ZŁAGODZIĆ.
                  Wyjaśniam, że nie jestem dr J, lecz jego byłym studentem, stąd "wycieczka" o kwantyfikatorach.
                  • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 20:05
                    Więc najpierw zorientuj się, z kim dyskutujesz, bo chyba masz z tym problemy...

                    Co do reszty twojej wypowiedzi: czy ty jesteś rzecznikiem pana doktora? Pozwól, że on sam zadecyduje, czy poczuł się zniesławiony, czy nie. Jeśli tak, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wytoczył proces cywilny tym osobom (wszystkim forumowiczom?). IP przecież nietrudno zdobyć. Tak przynajmniej postępuje się w państwie prawa. Z jednym zastrzeżeniem: jak zarzuty się potwierdzą, to on zapłaci za proces, a także odszkodowanie dla osób niesprawiedliwie posądzonych. A w mediach dopiero wtedy zahuczy...

                    I jeszcze raz powtarzam: doniesienia dużej części studentów to wystarczający powód do podjęcia sprawy przez gazetę. Zaznaczam: dużej części studentów, nie jednego. Zakładanie, że wszyscy studenci kłamią, a pan doktor mówi prawdę, jest niepoważne. Twoja znajomość z oskarżonym doktorem też nie czyni z ciebie obiektywnej i wiarygodnej osoby do tego typu ocen.

                    Żadnego MW (ani osoby o takich inicjałach) jako współpracownika przy artykule sobotnim nie znalazłem.
                    • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 20:44
                      Przykro mi, że nie zechciałeś przyjąć moich przeprosin.
                      Zamierzam być jego rzecznikiem, jeśli mnie o to poprosi. MW to Michał Wilgocki, podpisany pod sobotnim artykułem jako "WSPÓŁPRACA" (mam przed sobą wydanie papierowe, 3 str.). Dotykasz istotnego problemu. Czy sugerujesz, że artykuł powstał wyłącznie po doniesieniach na facebooku? Zapewniam Ciebie, że część studentów mija się z prawdą. Jeśli strona atakująca się nie wycofa, to będą zeznania i ich konfrontacja (część, w tym wspomniany dziennikarz nie zrozumiał stwierdzeń o kursach wyrównawczych). Część jednak zrozumiała. Oni też będą zeznawać. To nie wypadnie dobrze dla GW.
                      Nie znajomość z dr J, lecz znajomość faktów skłania mnie do przyjęcia takiej, a nie innej postawy.
                      PS. Sprawdź, jeśli możesz kto to jest MW i ewentualnie gdzie studiuje on, a może jego narzeczona (żona?). Może znajdziesz coś ciekawego?
                      • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 21:50
                        marek-wait napisał:

                        > Zamierzam być jego rzecznikiem, jeśli mnie o to poprosi. MW to Michał Wilgocki,
                        > podpisany pod sobotnim artykułem jako "WSPÓŁPRACA" (mam przed sobą wydanie pap
                        > ierowe, 3 str.).

                        W wersji internetowej nie ma nikogo takiego. Nie mam powodu, żeby ci wierzyć.

                        > Dotykasz istotnego problemu. Czy sugerujesz, że artykuł powsta
                        > ł wyłącznie po doniesieniach na facebooku? Zapewniam Ciebie, że część studentów
                        > mija się z prawdą. Jeśli strona atakująca się nie wycofa, to będą zeznania i i
                        > ch konfrontacja (część, w tym wspomniany dziennikarz nie zrozumiał stwierdzeń o
                        > kursach wyrównawczych). Część jednak zrozumiała. Oni też będą zeznawać. To nie
                        > wypadnie dobrze dla GW.

                        Zaraz, zaraz, jak piszesz, byłeś współpracownikiem autora przy redagowaniu artykułu, a jednocześnie zarzucasz mu, że napisał nieprawdę. Czy te zarzuty nie powinieneś czasem skierować wobec samego siebie? A może jest w tym jakaś logika, której nie rozumiem?

                        Co do studentów, to nie próbuj ich zastraszyć. Śledztwo rektora wyjaśni, czy mijają się z prawdą, czy nie. Zważywszy na fakt, że trochę jest studentów, którzy tak twierdzą, a zarzuty są mocne, nie sądzę, żeby prawda była po twojej stronie. Gdybyś sam wierzył w prawdziwość stawianych zarzutów, już dawno złożyłbyś pozew cywilny w sądzie, zamiast anonimowo straszyć studentów na forach internetowych.

                        > Nie znajomość z dr J, lecz znajomość faktów skłania mnie do przyjęcia takiej,
                        > a nie innej postawy.

                        A skąd ty niby znasz te fakty? Ze słów dr. J w prywatnej rozmowie?

                        > PS. Sprawdź, jeśli możesz kto to jest MW i ewentualnie gdzie studiuje on, a moż
                        > e jego narzeczona (żona?). Może znajdziesz coś ciekawego?

                        Sprawdziłem w Google i znalazłem trochę ciekawych rzeczy. Pozwolę sobie wkleić parę z tych, które mi wyrzuciło:

                        Michał Wilgocki | Ekspert Budowlany - budowa i remont domu...
                        www.ekspertbudowlany.pl/autorzy/id146,michal-wilgocki

                        Wybuch w Instytucie Chemii UW, w którym zginął prof. Michał Wilgocki z Zespołu Naukowego Katalizy Kompleksów Metali...
                        wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,514290.html

                        Pijany poeta / Michał Wilgocki i Judyta Gąsior - YouTube...
                        www.youtube.be/watch?v=3_wjryObcWA&feature=related

                        Którym Michałem Wilgockim jesteś?
                        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 22:37
                          No cóż. Podaj mi maila i zeskanuję Ci fragment artykułu. Oczywiście ja też nie mam powodu, żeby Ci wierzyć jeśli zaprzeczasz prawdzie ( albo zobacz jutro w czytelni sobotnie wydanie GW i będzie z głowy).
                          Zaraz, zaraz, jak piszesz, byłeś współpracownikiem autora przy redagowaniu arty
                          > kułu, a jednocześnie zarzucasz mu, że napisał nieprawdę. Czy te zarzuty nie pow
                          > inieneś czasem skierować wobec samego siebie? A może jest w tym jakaś logika, k
                          > tórej nie rozumiem?
                          A tu to chyba Ci się coś pomyliło. Nie pisałem przecież tego paszkwila. Przed laty byłem autorem kilkudziesięciu artykułów o giełdzie w dodatku dolnośląskim GW.
                          A tu nie rozumiem?
                          Gdybyś sam wierzył w prawdziwość stawianych zarzutów, już dawno złożyłbyś po
                          > zew cywilny w sądzie, zamiast anonimowo straszyć studentów na forach internetow
                          > ych.
                          Jeśli jesteś studentem UE to dobrze wiesz, że nie jestem anonimowy:). Ponadto sprawa mnie nie dotyczy. Tak się składa, że mam dobre stosunki ze studentami (bardzo wiele wyróżnień!). Czy obietnica uczciwego egzaminu to straszenie? A może proces o zniesławienie? To tylko odszkodowanie. Zaproponujemy 1 PLN + OGŁOSZENIA W PRASIE. Bardziej powinni się obawiać Wysocki i Wilgocki
                          Ale tu to jestem zaskoczony.
                          A skąd ty niby znasz te fakty? Ze słów dr. J w prywatnej rozmowie?
                          Napisałem przecież, że są studenci, którzy inaczej rozumieją niektóre słowa. Nie czytałeś? Oni będą zeznawać. Dr J jedynie potwierdził treść informacji o kursach wyrównawczych. Sorry! Pudło!
                          W ostatniej sprawie ceniłem Ciebie wyżej. Myślałem, że jesteś hakerem i sam sobie znajdziesz, to co może wiesz. Ja też mam google i nic:) Ale ja nie muszę hakować. Mam inne źródła i (sorry) znajomych studentów.
                          • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 23:10
                            marek-wait napisał:

                            > No cóż. Podaj mi maila i zeskanuję Ci fragment artykułu. Oczywiście ja też nie
                            > mam powodu, żeby Ci wierzyć jeśli zaprzeczasz prawdzie ( albo zobacz jutro w cz
                            > ytelni sobotnie wydanie GW i będzie z głowy).

                            A ja nie mam powodów, żeby Tobie wierzyć - na tej samej zasadzie. Jeśli nie dopilnowałeś swojego współautorstwa w wersji internetowej, to miej pretensje do samego siebie.

                            > A tu to chyba Ci się coś pomyliło. Nie pisałem przecież tego paszkwila. Przed l
                            > aty byłem autorem kilkudziesięciu artykułów o giełdzie w dodatku dolnośląskim G
                            > W.

                            Hm, jakieś prywatne porachunki między dziennikarzami GW? Ciekawe. Sam twierdzisz, że byłeś współautorem, a teraz piszesz, że nie ponosisz odpowiedzialności za to, co napisano w artykule. Mnie tu śmierdzi. Uważaj lepiej, żeby to ciebie ktoś nie pociągnął do odpowiedzialności sądowej. Tak grozisz innym sądami, a żebyś sam się nie przejechał. Jak na razie to ty tu wysunąłeś najwięcej oskarżeń.

                            > Jeśli jesteś studentem UE to dobrze wiesz, że nie jestem anonimowy:). Ponadto s
                            > prawa mnie nie dotyczy. Tak się składa, że mam dobre stosunki ze studentami (ba
                            > rdzo wiele wyróżnień!). Czy obietnica uczciwego egzaminu to straszenie? A może
                            > proces o zniesławienie? To tylko odszkodowanie. Zaproponujemy 1 PLN + OGŁOSZENI
                            > A W PRASIE. Bardziej powinni się obawiać Wysocki i Wilgocki

                            Studia już dawno skończyłem. Piszesz, że sprawa cię nie dotyczy... Skąd zatem te dziesiątki jadowitych postów, ciągłe zarzuty i straszenie sądami? Sorry, ale już dawno straciłeś wiarygodność, a teraz motasz się coraz bardziej.

                            Jak dogorywająca mucha w pajęczynie...

                            > Napisałem przecież, że są studenci, którzy inaczej rozumieją niektóre słowa. Ni
                            > e czytałeś? Oni będą zeznawać.

                            Jasne. Czemu nie napiszesz, że to zbiorowa halucynacja? Chyba sam nie wierzysz w te brednie, które w coraz większej ilości płodzisz. Może czas się wyspać i przeczytać jutro wszystko jeszcze raz - na trzeźwo?

                            > Myślałem, że jesteś hakerem i sam sob
                            > ie znajdziesz, to co może wiesz. Ja też mam google i nic:) Ale ja nie muszę hak
                            > ować. Mam inne źródła i (sorry) znajomych studentów.

                            Teraz już kompletnie nie rozumiem, o co ci chodzi. Przegrzały się bezpieczniki w mózgu czy co? Idź się wyśpij, chłopcze, naprawdę dobrze ci to zrobi. Mądrzej może jutro nie zaczniesz pisać, ale przynajmniej nie będziesz robił z siebie takiego idioty, jakiego teraz robisz.
                            • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 23:50
                              Jednak jesteś niemądry
                              • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 19.01.12, 00:07
                                O tak, tak wygląda merytoryczna odpowiedź Michała Wilgockiego czyli marka-waita! A potem się dziwi, że z nikim nie potrafi się dogadać...
                                • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 20.01.12, 19:03
                                  Nie mogę przecież uważać kogoś, kto bredzi za osobę inteligentną.
                                  • Gość: Danuta Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: 176.31.222.* 20.01.12, 19:29
                                    Oczywiście ty, drogi forumowiczu, jesteś tu najbardziej inteligentny ze wszystkich na tym forum. Szkoda, że nie widać tego po wyjątkowo niskim poziomie twoich wypowiedzi.
                                    • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 21.01.12, 21:52
                                      Droga Danuto.Ci koledzy nie napisali nic sensownego.Tak jak Ty
                                      • Gość: Janusz Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.12, 01:30
                                        A ty jeszcze mniej. Była kiedyś taka piosenka "Mniej niż zero". Przypomnij ją sobie.
        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 19:05
          olo
          Napisz mi co to są kwantyfikatory? W komuniźmie były takie same. Dotyczą bowiem logiki, a nie ustroju. Z logiką u ciebie słabo. Ocena ndst.
          Gdybyś wiedział pisałbyś mądrzej.
          • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 19:27
            Po przeczytaniu twoich postów sądzę, że to raczej ty masz problemy z logika. Stek bzdur z idiotycznymi konkluzjami i kompletną nieznajomością prawa. Doucz się najpierw, a potem zabieraj głos na forum.
            • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 19:39
              Rzadko się spotyka tak niemerytoryczne głosy. Człowieku! Gdzieś Ty studiował? Gdzie szlachetna sztuka erystyki? Chociaż przyznam, że doceniam (na wszelki wypadek) Twoją znajomość prawa północno- koreańskiego. To przykre, ale nic mądrego nie napisałeś. Byłbym Ci wdzięczny czcigodny adwersarzu gdybyś wskazał na błędy w moim logicznym rozumowaniu (trochę tego studiowałem, ale widać zbyt mało). Sugeruję, abyś używał języka zwykłych ludzi. Język ścisły jest zbyt trudny i znacząco przekracza Twoje możliwości. Na moje wyczucie jest to ndst u dr J:)
              • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 19:52
                Wszystko to doskonale pasuje do ciebie. Twoje posty to zwykły spam, zupełnie nie na temat i bez żadnego cienia logiki. Twoje miejsce jest w podstawówce - na korepetycjach dla uczniów z trudnościami, a nie na forum publicznym.

                > Byłbym Ci wdzięczny czcigodny adwersarzu gdybyś wskazał na błędy
                > w moim logicznym rozumowaniu.

                Może np. taki, że wymagasz od innych, żeby ci wskazali błędy w logice, samemu stosując identyczne zarzuty i nie wskazując tych błędów?

                U kogo się uczyłeś logiki, chłopcze?
                • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 20:23
                  Jeden z Twoich zasadniczych błędów, to czytanie bez zrozumienia. Jeśli twierdzisz, że czytałeś moje posty, to powinieneś zauważyć, że w jednym z nich zakwestionowałem sposób rozumowania olo, który odpowiadając na mój post stwierdził (z ironią), że wszyscy studenci kłamią, co rzekomo miało wynikać z mojego postu, gdzie stwierdziłem, że niektórzy nie mówią prawdy. Błąd polega na utożsamieniu kwantyfikatora ogólnego (dla każdego), ze szczegółowym (istnieje). Jest jasne, że z pierwszego wynika drugi, ale nie na odwrót (stosowny skrót myślowy, jasny dla ludzi inteligentnych).
                  Twoje zdanie, które niżej cytuję jest natomiast zadziwiające.
                  " Może np. taki, że wymagasz od innych, żeby ci wskazali błędy w logice, samemu s
                  > tosując identyczne zarzuty i nie wskazując tych błędów?"
                  Do końca nie rozumiem, bo ten język giętki nie jest, ale mam nadzieję, że część Twoich postulatów (wskazanie błędów), adwersarzu, spełniłem.
                  Ponadto "błąd" polegający na wymaganiu od innych czegoś, czego się nie wymaga od siebie (nie miało to miejsca) nie jest błędem logicznym, lecz najwyżej nielojalnym chwytem erystycznym.
                  Uczyłem się logiki, m.in u dr J, czcigodny adwersarzu. (nie będę przecież pisał do Ciebie "chłopcze", bo mógłbym uchodzić za osobę źle wychowaną).
                  Z logicznym pozdrowieniem M-W:)
                  • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 20:40
                    marek-wait napisał:

                    > Jeden z Twoich zasadniczych błędów, to czytanie bez zrozumienia. Jeśli twierdzi
                    > sz, że czytałeś moje posty, to powinieneś zauważyć, że w jednym z nich zakwesti
                    > onowałem sposób rozumowania olo, który odpowiadając na mój post stwierdził (z i
                    > ronią), że wszyscy studenci kłamią, co rzekomo miało wynikać z mojego postu, gd
                    > zie stwierdziłem, że niektórzy nie mówią prawdy. Błąd polega na utożsamieniu kw
                    > antyfikatora ogólnego (dla każdego), ze szczegółowym (istnieje). Jest jasne, że
                    > z pierwszego wynika drugi, ale nie na odwrót (stosowny skrót myślowy, jasny dl
                    > a ludzi inteligentnych).

                    Z twoich logicznych dyrdymałów nic nie wynika. Nie obchodzi mnie, czy wszyscy studenci kłamią, czy niektórzy. Nawet jeśli niektórzy, to znaczy, że inni (też niektórzy) mówią jednak prawdę. A to już jest podstawa do interwencji.

                    Jakoś słabo wychodzi ci stosowanie tej logiki w praktyce.

                    > Twoje zdanie, które niżej cytuję jest natomiast zadziwiające.
                    > " Może np. taki, że wymagasz od innych, żeby ci wskazali błędy w logice, samemu
                    > s
                    > > tosując identyczne zarzuty i nie wskazując tych błędów?"
                    > Do końca nie rozumiem, bo ten język giętki nie jest, ale mam nadzieję, że część
                    > Twoich postulatów (wskazanie błędów), adwersarzu, spełniłem.

                    Ale w poście wobec "olo" nie spełniłeś. Tego dotyczył mój post.

                    > Ponadto "błąd" polegający na wymaganiu od innych czegoś, czego się nie wymaga o
                    > d siebie (nie miało to miejsca) nie jest błędem logicznym, lecz najwyżej nieloj
                    > alnym chwytem erystycznym.

                    Który świadczy o twoich brakach w logicznym myśleniu (czepianie się innych błędów, których nie zauważa się u siebie).

                    > Uczyłem się logiki, m.in u dr J, czcigodny adwersarzu. (nie będę przecież pisał
                    > do Ciebie "chłopcze", bo mógłbym uchodzić za osobę źle wychowaną).

                    Teraz rozumiem, skąd ta obrona dr J.

                    Ty wiesz to, co ci dr J. powiedział. I skoro ci powiedział coś innego niż studenci, automatycznie zakładasz, że studenci skłamali. Jest to twoja jedyna przesłanka w ocenie prawdy. Która dla nikogo, kto potrafi logicznie myśleć, by taką nie była.

                    > Z logicznym pozdrowieniem M-W:)

                    Ale ja wciąż nie widzę w sobotnim artykule żadnego MW jako współpracownika. Czyli skłamałeś.
                    • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 20:51
                      Arturze drogi!
                      Jesteś z pewnością nieprawdopodobną osobowością, ale Twoje posty nie mają jednego! Nośności intelektualnej ! To co piszesz jest niemądre i moja dydaktyczna cierpliwość dla Ciebie się skończyła. Nie chce utrzymywać z Tobą znajomości.
                      Difference of level
                      PS.Zawsze szukam prawdy i wiem jaka jest:), w odróżnieniu od Ciebie
                      • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 21:32
                        Powiem więcej: niepotrzebnie w ogóle wszedłeś na to forum. Które tylko zaśmieciłeś niedorzecznymi zarzutami skierowanymi nie wiadomo do kogo. Forum dla trolli jest gdzie indziej. Na drugi raz, zanim naciśniesz przycisk "wyślij", najpierw upewnij się, że jesteś na właściwym forum. To taka dobra rada od kogoś, kto nie spał na lekcjach logiki.

                        > Zawsze szukam prawdy i wiem jaka jest:)

                        Więc jak: szukasz prawdy czy wiesz, jaka ona jest? Bo mnie się wydaje, że to drugie.

                        Ech, ta "logika" marka-weita...
                        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 21:50
                          Arturze drogi!
                          Postaraj się powstrzymać. Zacznij grać w piłkę, albo rugby, bo przecież intelektualnie naprawdę nie dorastasz do poziomu dr J. Nic nie wnosisz! Czy niepotrzebnie wszedłem na forum? Przecież nie napisano, że to forum tylko dla takich jak Ty. Na tym forum jest wiele ciekawych wypowiedzi. Niestety drogi Arturze, Twoje do nich nie należą. Dyskutowałem też z innym adwersarzem, często się z nim nie zgadzając. On jednak coś wnosi. Opisuje przekonania drugiej strony, ich racje. Coś z tego mam. W analizowanym przypadku, akurat znam prawdę. Przeczytaj mój ostatni post do ggh i rozstańmy się w zgodzie.
                          Pozdrawiam
                          • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 22:01
                            Przestań już ujadać, piesku. Jesteś zwykłym trollem, który lubi robić dużo szumu z małych rzeczy. Popatrz, jak zaśmieciłeś to forum idiotycznymi wpisami. wbrew temu, co twierdzisz, jakoś nie widzę, żeby ktokolwiek tu z tobą merytorycznie dał radę rozmawiać. Raczej wszyscy sobie z ciebie łacha drą. Naprawdę nie widzisz, jaki jesteś śmieszny? Spójrz w lustro, a zobaczysz żałosnego błazna.
                            • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 22:46
                              MODERATORZE! Coś z tym trzeba zrobić. Dawno tu nie było takiego dna.
                              • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 22:54
                                Tu się zgodzę. Co tu jeszcze robi ten troll-mitoman podpisujący się "marek-wait"???
                                • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 23:43
                                  Powinno się pisać test na IQ, przy wejściach na niektóre strony i grupy dyskusyjne. Na niektórych wymagane jest 180( Tam się nie spotka sympatycznego Artura) . Myślę, że gdyby GW ustaliła 74 (no może 64), to nie byłoby także tu sympatycznego Artura. Ale 52? I jest ARTUR! 52,5. Moja kotka ma 80 i też może zobaczyć, co ma do powiedzenia Artur. Do dzieła GW!
                                  • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 19.01.12, 00:02
                                    Bredzisz ptysiu, najwyraźniej zbyt długo przesiadujesz na forach i to ci szkodzi. Po co testy, skoro idiotę da się poznać już po kilku postach? Twoje posty są najlepszym dowodem, np. ten ostatni.

                                    A twoja kotka czyta te idiotyzmy i się śmieje :D
                                    • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 21.01.12, 21:53
                                      zero sensu
                                      • Gość: Janusz Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.12, 01:31
                                        W twoich wypowiedziach jest najmniej sensu spośród wszystkich w tej dyskusji. Szkoda, że jedyne, co potrafisz, to obrażać czytelników.
                    • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 22:44
                      Idź do czytelni ! Przeczytaj papierowe wydanie i zobaczysz WSPÓŁPRACA: MICHAŁ WILGOCKI. NAZWANIE KOGOŚ KŁAMCA JEST OSZCZERSTWEM, DLATEGO ZGŁASZAM TO DO MODERATORA.
                      • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 18.01.12, 22:55
                        Sam jesteś kłamcą, czego wielokrotnie dowiodłeś w swoich postach. Jak przyszedłeś robić tu zadymę, trollu, to zmiataj na Onet - tam jest forum odpowiednie dla ciebie.
                        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 23:02
                          Gdzie skłamałem? Jaki masz w tym biznes? Utratę nerwów zastępujesz nieeleganckim zachowaniem ? Te świat jest tak zrobiony, że czasami trzeba odpowiadać za swoje czyny. Sorry. Ja chce dużo mniej. Sprawiedliwości. Myślę, że gdybyś spojrzał w lustro byłbyś zadowalony. Niedouczony cwaniaczek, nieznający logiki, prawa, ekonomii, matematyki, ale jątrzyciel. DNO
                          • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 23:13
                            Kłamiesz bez przerwy, na dodatek obrażając czytelników. O jaką sprawiedliwość walczysz, skoro sprawa cię nie dotyczy? Chodzi ci o współautorstwo artykułu, że pominięto cię w wersji internetowej? Załatwiaj swoje prywatne porachunki z Agorą przez priva, a nie na forum, gdzie dyskusja toczy się na zupełnie inny temat. Sorry, ale coraz bardziej mam wrażenie, że rozmawiam z kimś niezrównoważonym umysłowo.
                            • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 23:17
                              Jeszcze raz powtórzę, że nie jestem autorem tego artykułu. A Ty drogi adwersarzu idź spać, bo jak się zdaje, jesteś pod wpływem alkoholu, albo innych środków. Ja idę spać.
                              Dobranoc Państwu
                              • Gość: ggh Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 23:24
                                Widzę, że problemy przechodzą z kolei na rozumienie wypowiedzi. Współautorstwo a autorstwo to jednak dwie różne rzeczy. Sam pisałeś wcześniej, że artykuł powstał przy twojej współpracy, co ponoć nawet zaznaczono w wydaniu papierowym "Gazety Wyborczej", więc jesteś współautorem. Na pewno w pewnej części odpowiadasz za jego treść. Więc nadal nie rozumiem, o co ci chodzi i o jaką sprawiedliwość walczysz. Ty chyba zresztą sam nie wiesz.

                                Dobranoc. Może jutro będziesz bardziej trzeźwy, w co wątpię.
                                • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 18.01.12, 23:48
                                  Przeczytaj ze zrozumieniem i daj mi spokój.Sprawa jest trudna i poradź- jak wytrzeźwiejesz- coś sensownego tej Pani i grupie. Druga strona jest otwarta na propozycje.
                                  M-W
                                  • Gość: Artur Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.opera-mini.net 19.01.12, 00:05
                                    O jakiej Pani i grupie piszesz? Czy ty nie urwałeś się czasem z zakładu dla psychicznie chorych?
                                    • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 20.01.12, 19:00
                                      Myślałem, że znasz temat. Ale Ty nie tylko nie masz inteligencji, a też wiedzy. Pisz na innym forum. Rzadko się spotyka osoby tak beznadziejne. Żadnego sensownego argumentu, żadnej dyskusji. Dno!
                                      • Gość: Danuta Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: 176.31.222.* 20.01.12, 19:26
                                        A ciebie stać tylko na inwektywy wobec adwersarzy? Co ty napisałeś takiego merytorycznego? Jak twoim celem jest tylko wyzywanie forumowiczów, to chyba jednak ty pomyliłeś fora.
                                        • marek-wait Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn 21.01.12, 21:59
                                          gdzie ich wyzywałem. Kolesie mają jakiś biznes. Może sprawdzili chociaż, że nazywając mnie kłamcą, bredzili. A może, nie potrafią przeczytac GW w wersji papierowej
                                          • Gość: Janusz Re: A może to pan doktor nie rozumie swojego czyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.12, 01:34
                                            Twoje posty aż tryskają kulturą, czego wymownym świadectwem jest choćby ten ostatni post. A mówiąc serio: takiego aroganckiego, prostackiego, zadufanego w sobie ignoranta dawno nie spotkałem na tym forum.
    • Gość: antypisanka Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: *.wroclaw.mm.pl 22.01.12, 09:41
      Szanowny autorze niniejszego tekstu
      wydaje mi się, że nie zrozumiałeś sensu treści tego artykułu. Skoro uważasz się za mądrzejszego od studentów, to przeczytaj tekst kilka - kilkanaście razy, aż pojmiesz o co w nim chodzi.
      Jest taki tekst "szare komórki do wynajęcia". Jakkolwiek można go rozumieć, to życzę Ci ich jak najwięcej.
      Powodzenia
      • Gość: gandalf Re: Grzechy wykładowców akademickich bez krztyny IP: 204.45.29.* 22.01.12, 13:57
        Chyba nie tylko on nie zrozumiał artykułu. W zasadzie nie zrozumieli go wszyscy akademicy zabierający głos w tej dyskusji,albo skwapliwie korzystają z możliwości anonimowego wyładowania własnych frustracji i oplucia swoich studentów. Szkoda, że brakuje im tej odrobiny wyobraźni, żeby dostrzec ,iż tylko w ten sposób kopią grób sobie i swojemu środowisku. Chamstwo wszechobecne w ich wypowiedziach jeszcze bardziej nastawia do nich negatywnie społeczeństwo, z czego mogą skwapliwie skorzystać politycy,którzy - wykorzystując nastroje społeczne- jeszcze bardziej obetną im fundusze. A nałkoffcy-sieroty znowu będą jęczeć, że nie mają na nic pieniędzy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka