thebutcher
07.09.12, 09:34
Nauczony dziesiątkami historii o rozhisteryzowanych rodzicach, mających pretensję do lekarza, że nie jest Panem Bogiem, bezwarunkowo trzymam stronę Prof. Karmowskiego i lekarza dyżurnego.
Oskarżenia o narażenie na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia oraz o nieumyślne spowodowanie śmierci stają się już powoli standardem w życiu lekarzy i nie stanowią żadnej ujmy na honorze. Moim skromnym zdaniem, na oko w 3/4 przypadków chodzi o ułatwienie uzyskania odszkodowania i wysokiego zadośćuczynienia. Rodzice są pragmatyczni, a ich prawnicy wiedzą, że po uzyskaniu skazania w sądzie karnym (o co starać się musi prokurator), w sądzie cywilnym będą mieli ułatwione zadanie. Nie muszą bowiem w sądzie cywilnym udowadniać winy, bo ta zostanie orzeczona w sądzie karnym. Przepisy prawa karnego są natomiast bardzo "pojemne" w tej kwestii, a linia orzecznicza wydaje się bardzo surowa dla lekarzy.
Swoją drogę, nie wiem dlaczego Pani Żuchowicz tak teatralnie dziwi się, że Profesor nie chciał komentować sprawy. Po tonie zarówno tego, jak i poprzedniego artykułu można stwierdzić, że autorka zdanie ma już wyrobione i istnieje duże prawdopodobieństwo, że wszystko co Profesor powie, zostanie użyte przeciwko niemu. Szkoda, że pani redaktor, raczyła nie napisała tym razem, że Prof. Karmowski przyjeżdżając do szpitala po godzinach uratował Pani Ossmann życie, za co ta później (jak wynika z poprzedniego artykułu) zrewanżowała mu się dodatkowo oskarżeniem o "trwałe okaleczenie".