Gość: bonczek
IP: *.pl
15.06.02, 09:06
Tak się złożyło, że na trzy dni zostałem słomianym wdowcem.Obowiązki jakie na mnie spadły z racji
tego wymagająwzmozonej, zdwojonej czujności.Uczę sie gotować ziemniaki, robić mizerię i wielu
innych równie skomplikowanych co obcych mi czynności.Do nich także należy czuwanie nad
spokojnym snem szkodników moich. Niestety , już pierwsza noc była okropna.Młodszy szkodnik czyli
Marta /lat 12/ od 4 rano zaczął wykazywać oznaki rozpaczy, nieszczęscia i nerwów przez sen.
Szamotała się w łóżku, coś bełkotała przez sen aż w końcu zaczęła płakać. Kurde! Nie wytrzymałem i
choć to tortura o tej godzinie niewinne dziecko budzić szrpnąłem szkodnikiem kilkakrotnie wyrywając
go z objęć złeg o Morfeusza. Chwilę to trwało zanim dziecko doszło do siebie i mocno sie do mnie
przytuliło. Zapytałem po chwili córkę co jej się śniło takiego strasznego, że przez sen ślozy w jej
oczkach się pojawiły? Myślałem, że może to jakieś głupawe pokemony czy batmany albo pierwsza
nieszczęśliwa miłośc dały znać o sobie. Otóz nie!
Córce mojej snił się niejaki Michał Wiśniewski z zespołu "Ich troje", który we śnie obdarzył ją
autografem......
Pozostawię to bez komentarza
zrozpaczony ojciec - bonczek