Gość: cyfer
IP: 209.3.144.*
17.07.02, 21:11
jednemu z moich szkrabow (wtajemniczonym powiem, ze chodzi o szymka) wpadl do oka owad. po udzieleniu szybkiej domowej pierwszej pomocy zostal zaladowany do samochodu i dowieziony w okolice ostrego dyzuru okulistycznego pelnionego w szpitalu wojskowym przy ul. weigla (d. czerskiej). czemu w okolice? ano dlatego, ze pan na wartowni stwierdzil, ze wjechac na teren szpitala z ryczacym i wijacym sie z bolu trzylatkiem nie mozna. nawet na ostry dyzur. musialem zatem poszukac miejsca na parkingu, przebiec z dzieciakiem na rekach jakies czterysta metrow dzielace miejsce postoju auta od wejscia do budynku, przejsc pol szpitala i w koncu wdrapac sie na trzecie pietro, bo winda owszem jest. ale dla tych co posiadaja kluczyk. o ile sama pielgrzymke po budynku moge scierpiec (na marginesie tylko dodam, ze kaplica jest zaledwie 50 metrow od wejscia i to na parterze), to na samo wspomnienie wartownika, ktory z mina pana i wladcy gestem nakazuje wycofanie sie spod szlabanu szlag mnie trafia. na szczescie w gabinecie bylismy na czas. tylko lekarka dyzurna stwierdzila, ze jeszcze 10-15 minut, a dziecku nalezaloby podac narkoze, na stole usunac obce cialo z oka i zatrzymac w szpitalu na 48 godzin...