Dodaj do ulubionych

Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty

IP: *.kom / *.kom-net.pl 16.08.05, 22:59
Jechał gad ciemną nocą w szczerm polu po asfalcie zadowolony z życia, a ja
mało zawału nie dostałem. W ostatniej chwili go ominąłem a z naprzeciwka
jechal inny samochód. Horror. Juz nawet nie apeluje do policji. Nie apeluje
do nikogo. W podświadomości mam obraz, że kiedyś taka chwila nastąpi, że
zabije jakiegoś głupca na nieoświetlonym rowerze.
Obserwuj wątek
    • wielki_czarownik Znam to uczucie 16.08.05, 23:03
      Kiedyś bym rozjechał debila który nagle postanowił skręcić w lewo. Oczywiście bez namysłu, bez obejrzenia się i bez sygnalizacji. Kiedy indziej na 3 pasmowej drodze nagle w deszczu niemal wjechałem w nieoświetlonego palanta jadącego ŚRODKOWYM pasem!
      Rozumiem, że selekcja naturalna musi być ale czemu to ja mam wyręczać naturę?
      • Gość: widok z tramwaju Re: Znam to uczucie IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 16.08.05, 23:26
        rowerzysci !?
        dlaczego jedziecie przez Most Trzebnicki po jezdni która jest wąska -już nie
        mówię że samochód może potracić ale jazda tramwaju 10 /h za rowerem to jakaś
        śmieszność -cały ruch spowolniony bo jedzie rower .
        Po moscie idzie tak mało pieszych że chyba to nie problem jechać po ściezce, ta
        str.od Leclerc jest kontynuacja ścieżki rowerowej jadac od Trzebnickiej ,tak sadzę.
        • Gość: galto Re: Znam to uczucie IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 16.08.05, 23:49
          tak, ale chodnikiem można jechać rowerem wtedy gdy prędkość na jezdni
          podwyższona jest do 70, albo droga dla rowerów na chodniku oznaczona jest
          znakiem pionowym.
          A w tym przypadku nie ma ani jednego, ani drugiego
          Bądźmy konsekwentni. Przestrzegamy obowiązujące prawo, albo je olewamy
        • Gość: Fakir Re: Znam to uczucie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.08.05, 07:51
          wg przepisów jest to jedyna obowiazująca metoda przekroczenia tego mostu. A co
          do watku głównego - kretynstwo na jazde bez swiateł to łagodne określenie...
        • Gość: Roman Re: Znam to uczucie IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 17.08.05, 08:40
          > Po moscie idzie tak mało pieszych że chyba to nie problem jechać po ściezce,
          Rzadko tamtędy jeżdżę, ale zwykle spotykam sporo osób (m.in. z powodu
          Leclerca), a chodnik jest wąski. Mimo swego rowerowego doświadczenia (a może ze
          względu na nie) łąmię jednak przepisy i jadę chodnikiem.
          > ta str.od Leclerc jest kontynuacja ścieżki rowerowej jadac od
          > Trzebnickiej ,tak sadzę.
          To źle sądzisz, przez most nie prowadzi ścieżka rowerowa.
          • Gość: widok z tramwaju Re: Znam to uczucie IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 17.08.05, 11:42
            nie wszystkie sciezki są oznakowane w sposób widoczny jako scieżki rowerowe a
            jazda po jezdni też musi miec jakieś granice rozsadku -ja widzę że niektórym to
            na zyciu nie zależy -jakby co to jechał prawidłowo -a że nie zyje ,to cóz ,stało
            się ,ktos pójdzie siedzieć (jak mnie uczono jazdy samochodem instruktor
            przekazał pierwsza zasade ,najwazniejszą -zasade ograniczonego zufania.
            Ja jadę po chodniku własnie dlatego że tam jest dla mnie bezpieczniej niż na
            jezdni gdzie tramwaj nie wyhamuje albo mnie zahaczy a zginąc pod tramwajem
            -wole nie kusić, nawet gdyby na koncu tej ściezki stał policjant z drogówki
            Ale wiekszośc rowerzystów jak jedzie sciezką to przeciez musi gnać na zł..karku
            bo to przeciez ich droga , chodnik na moście jest miejscem gdzie pieszy ma
            pierwszeństwo a ja sobie przejadę nie narazając go .

            • Gość: Ski MOST TRZEBNICKI I NIE TYLKO IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.08.05, 23:55
              Ty moze uwazasz jadac takim chodnikiem, ale wielu pedzi i nie ma zadnego
              szacunku dla bezpieczenstwa pieszych.
      • truten.zenobi Re: Znam to uczucie 17.08.05, 11:07
        srodek nocy, lekki deszcz, prawo/lewo czy nic nie jedzie ruszam i ... po
        hamulcach bo jakiś nieoświetlony głupek/samobujca na pełnym gazie ścina z
        jezdni na hodnik mało brakowało
        • Gość: logo Re: Znam to uczucie IP: *.akron.wroc.pl / *.18.akron.wroc.pl 30.08.05, 00:59
          debilu naucz się pisać po polsku!
      • Gość: Anna Re: Znam to uczucie IP: 62.233.177.* 19.08.05, 22:52
        Ja też miałam podobne zdażenie. Z naprzeciwka jechała kobita z działki,
        oczywiście nieoświetlonym , starym rowerem, a ja wyprzedzając samochód,
        walnęłam ją na szczęście tylko lusterkiem.Wpadła do rowu, ale nic się jej nie
        stało.Policja przyjechała i........... wlepiła MI mandat za nieuważną jazdę.A
        jak miałam ją zobaczyc w październiku o 8-mej wieczorem bez śiateł?A policjant
        na to, że mogłam nie wyprzedzać jak nie widziałam.I co Wy na to?
        • Gość: tomek Re: Znam to uczucie IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 08:17
          Hmm w sumie to mial racje (niestety) sam czasem wracam po zmroku na rowerze i
          NIGDY nie jade po ulicy (oswietlenie mam). Trzeba bardzo uwazac, bo takich
          "roslinek" jak ta pani to pelno sie kreci.
      • wroclawjacek Re: Znam to uczucie 23.08.05, 13:36
        wielki_czarownik napisał:

        > Kiedyś bym rozjechał debila ..
        >
        Pisanie co moze zrobić debil jest bardzo pouczające.

        > Rozumiem, że selekcja naturalna musi być ale czemu to ja mam wyręczać naturę?
        >
        A kto ma to za Ciebie zrobić ?
        Zdecydowałeś się siąść za kierownicą to zgodziłeś się kogoś zabić.
        Tak samo zgodziłeś się , że Ciebie staranuje kiedyś TIR.
        To tylko kwestia ilości kilometrów.
        Pisanie o tym jest tak samo głupie jak jazda nieoświetlonym rowerem w deszczu.
        Dziś w nocy jeżdziłem oświetlonym rowerem w deszczu co też było głupie.
        Sens miałoby pisanie dlaczego wolno sprzedawać rowery bez oświetlenia.
        Dlaczego nie ma norm na trwałe wykonanie oświetlenia.
        Kto jest większym debilem : nieoświetlony rowerzysta czy kierowca wyprzedzający
        rowerzystę w nieprzepisowej odległosći. Których debili jest więcej i co tak
        naprawdę stanowi zagrożenie na drodze.
        Może gdyby na kursie na prawo jazdy jedną godzinę posadzić kursantów na rowery
        i kazać im przejechać przez Wrocław to może przez kilka lat jeździliby
        rozważnie.
    • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 17.08.05, 08:09
      Cóż, miałem małą "przygodę" z rowerzystą (która akurat równie dobrze mogła
      wynikać z naprawdę idiotycznego wytyczania ścieżek rowerowych w miejscach,
      gdzie nie ma widoczności). Zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych,
      przepuściłem grzecznie pieszego i powoli ruszam rozglądając się na boki (bo
      wyjeżdżałem z drogi podporządkowanej), a tu nagle widzę rozpędzoną plamę z
      prawej strony na chodniku. Oczywiście od razu po hamulcu, ja zdążyłem
      wychamować przed zderzeniem, rowerzysta nie. Na szczęście zamiast wpaść na
      maskę, obtarł tylko zderzak z przodu i nic mu się nie stało. Oczywiście
      wrzeszczał, że miał pierwszeństwo, bo tu jest ścieżka rowerowa. Tyle, że
      zapomniał o polskim kodeksie ruchu drogowego:
      - rowerzyści mają pierwszeństwo na przejeździe przez jezdnię, o ile się już na
      nim znajdują,
      - zarówno pieszym jak i rowerzystom zakazuje się wtargnięcia na jezdnię wprost
      przed nadjeżdżający pojazd.
      Tyle, że który rowerzysta bez prawa jazdy zna kodeks ruchu drogowego?

      Niedawno miałbym podobną sytuację, tyle, że sprawa była bardziej przejrzysta -
      rowerzysta po prostu zjechał z chodnika na drogę wprost przed mój samochód -
      nie było ani przejścia dla pieszych, ani drogi dla rowerów - po prostu tak mu
      sie podobało. Na szczeście założyłem, że zrobi coś tak idiotycznego i zdążyłem
      zahamować...

      A nieoświetleni rowerzyści nie są w niczym lepsi od terrorystów samobójców...
      Dla śmiechu - ostatnio znajomy (zarówno kierowca, jak i rowerzysta) kłócił się
      ze mną, że rowerzystów nie obowiązują ograniczenia prędkości ;o)

      P.S.
      95% rowerzystów jeździ poprawnie, ale zauważa się zwykle wyjątki...
      • Gość: drewno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.05, 08:41
        Mam nadzieje, ze nie zatrzymales sie na tym przejezdzie dla rowerow, inaczej -
        zlamales przepisy.
        Ilez razy widze kierowcow wyprzedzajacych na trzeciego, nie majacych pojecia co
        naprawde znaczy "zielona strzalka" (gdy skreca sie w prawo)...

        Pozdrawiam
        • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 17.08.05, 09:40
          Ech, teraz ZAWSZE się zatrzymuję na tym przejeździe - inaczej nie ma możliwości
          wyjazdu, bo przed przejazdem jest zbyt ograniczona widoczność na prawo (płotek
          sobie stoi), a tylko na przejeździe widać rowerzystów. Przykro mi, ale tylko
          tak mogę uniknąć ponownego zderzenia z rozpędzonym rowerzystą. A jeśli jakiś
          się zagapi i wjedzie we mnie, to on będzie sprawcą kolizji (bo kierowca
          pojazdu, który stoi w miejscu nie może być sprawcą kolizji - można mu wlepić
          mandat za zatrzymanie na pasach, czy przejeździe, ale nie za spowodowanie
          kolizji). Podobnie to kierowca zostanie uznany za winnego, jeśli "trafi" w
          nieoświetlonego rowerzystę (ten ostatni może dostać mandat za brak wymaganego
          oświetlenia, o ile przeżyje)...

          Jestem za bezwzględnym pierwszeństwem dla rowerzystów, ale pod warunkiem, że
          drogi dla rowerzystów będą prawidłowo wytyczone. Przykład z Bawarii - drogi są
          częścią jezdni i nigdy nie są zasłonięte przeszkodami typu żywopłot, czy
          płotki - rowerzystę widać i można mu wtedy ustąpić pierwszeństwa. Natomiast,
          jeśli widzisz rowerzystę na pół sekundy przed zderzeniem, to niewiele można
          zrobić - w te pół sekundy może on spokojnie przejechać 5 metrów...

          Natomiast nic nie usprawiedliwia głupoty niektórych rowerzystów. Nie są
          nieśmiertelni...
          • wielki_czarownik Nieoświetlony rowerzysta 17.08.05, 11:31
            To nie jest automatyczne, że kierowca będzie winny jak wjedzie w nieoświetlonego rowerzystę. W biały dzień może i tak. W nocy już niekoniecznie. Jeżeli OBIEKTYWNIE mógł go nie zauważyć to to nie będzie winny. Było orzeczenie SN uniewinniające kierowcę który w nocy rozjechał człowieka leżącego na jezdni (pijak). Sąd mądrze stwierdził, że nie można wymagać od kierowcy aby przewidywał, iż na drodze znajdują się śpiący ludzie. Tak samo tutaj. Rowerzysta musi mieć lampki. Jak nie ma to niestety jego strata. Nie można zrzucać odpowiedzialności za braki wyposażenia roweru na samochodziarza.
            "Art. 4. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania."
          • kasia_rowerowa Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 18.08.05, 01:00
            Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

            > Ech, teraz ZAWSZE się zatrzymuję na tym przejeździe - inaczej nie ma możliwości
            >
            > wyjazdu, bo przed przejazdem jest zbyt ograniczona widoczność na prawo (płotek
            > sobie stoi), a tylko na przejeździe widać rowerzystów.

            Z czysto formalnego punktu widzenia łamiesz przepisy - na przejeździe nie możesz
            się zatrzymywać.

            Przykro mi, ale tylko
            > tak mogę uniknąć ponownego zderzenia z rozpędzonym rowerzystą. A jeśli jakiś
            > się zagapi i wjedzie we mnie, to on będzie sprawcą kolizji (bo kierowca
            > pojazdu, który stoi w miejscu nie może być sprawcą kolizji - można mu wlepić
            > mandat za zatrzymanie na pasach, czy przejeździe, ale nie za spowodowanie
            > kolizji).

            Błąd. Jak sie zatrzymasz na przejeździe kolejowym i wykoleisz pociąg, to Ty
            bedziesz sprawcą kolizji, a nie maszynista :)

            Podobnie to kierowca zostanie uznany za winnego, jeśli "trafi" w
            > nieoświetlonego rowerzystę (ten ostatni może dostać mandat za brak wymaganego
            > oświetlenia, o ile przeżyje)...

            Niekoniecznie.
            >
            > Jestem za bezwzględnym pierwszeństwem dla rowerzystów, ale pod warunkiem, że
            > drogi dla rowerzystów będą prawidłowo wytyczone. Przykład z Bawarii - drogi są
            > częścią jezdni i nigdy nie są zasłonięte przeszkodami typu żywopłot, czy
            > płotki - rowerzystę widać i można mu wtedy ustąpić pierwszeństwa. Natomiast,
            > jeśli widzisz rowerzystę na pół sekundy przed zderzeniem, to niewiele można
            > zrobić - w te pół sekundy może on spokojnie przejechać 5 metrów...

            Tu zgoda. Polskie drogi rowerowe są fatalnie oznakowane, szczególnie z punktu
            widzenia kierowców (którzy na ogół nie mają pojecia, że stoją na przejeździe
            rowerowym lub się do niego zbliżają), są też fatalnie poprowadzone.

            >
            > Natomiast nic nie usprawiedliwia głupoty niektórych rowerzystów. Nie są
            > nieśmiertelni...

            E, brzmi to jak groźba... Zapewniam Cię, że normalny kierowca po powaznej
            kolizji z rowerzystą dłuuugo nie może się z tego otrząsnąć...
            • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 18.08.05, 07:31
              > Z czysto formalnego punktu widzenia łamiesz przepisy - na przejeździe nie
              możes
              > z
              > się zatrzymywać.
              Z czysto praktycznego punktu widzenia - wiem, ale to JEDYNY skuteczny sposób na
              uniknięcie kolizji. Rowerzystę, który spokojnie jedzie da się dostrzec w porę i
              skutecznie zahamować, natomiast takiego, który jedzie zbyt szybko już nie -
              miałem nie więcej niż 5km/h na liczniku, kiedy zobaczyłem tego rowerzystę
              wyskakującego zza płotu - mimo iż zareagowałem prawidłowo, to nie byłem w
              stanie uniknąć kolizji. Tyle, że teraz mogę dostać mandat za zatrzymywanie się
              na przejeździe dla rowerzystów. Jednak nadal rowerzyści NIE MAJĄ PIERWSZEŃSTWA
              przed samochodem, dopóki na ten przejazd nie wjadą (a teraz już na pewno nie
              wjadą). Cóż - wybieram mniejsze zło...

              > Błąd. Jak sie zatrzymasz na przejeździe kolejowym i wykoleisz pociąg, to Ty
              > bedziesz sprawcą kolizji, a nie maszynista :)
              Niezupełnie, jeśli odbędzie się to wskutek nagłej awarii pojazdu, to nie będzie
              tu niczyjej winy. Aczkolwiek zatrzymywanie się NA przejeździe kolejowym to
              ostatnia rzecz, jaką bym chciał zrobić w życiu...

              > Podobnie to kierowca zostanie uznany za winnego, jeśli "trafi" w
              > > nieoświetlonego rowerzystę (ten ostatni może dostać mandat za brak wymaga
              > nego
              > > oświetlenia, o ile przeżyje)...
              > Niekoniecznie.
              Problem w tym, że to już zależy od interpretacji panów policjantów z drogówki.
              Oczywiście zawsze pozostaje droga sądowa, tyle, że ja już wiem, jak działają
              polskie sądy i łatwiej przewidzieć wynik losowania totolotka niż wyrok (w
              Polsce nie obowiązuje zasada precedensu i w identycznych sprawach mogą zapadnąć
              dwa skrajnie różne wyroki)...

              > Tu zgoda. Polskie drogi rowerowe są fatalnie oznakowane, szczególnie z punktu
              > widzenia kierowców (którzy na ogół nie mają pojecia, że stoją na przejeździe
              > rowerowym lub się do niego zbliżają), są też fatalnie poprowadzone.
              "Fatalnie", to delikatnie powiedziane. Praktycznie każda droga rowerowa powinna
              być częścią jezdni, a nie chodnika, dodatkowo pociągnięta szerokim czerwonym
              pasem. Może będę kontrowersyjny, ale też ograniczenia prędkości w wielu
              miejscach nie powinny przekraczać 30km/h. I tak średnia prędkość przejazdu
              przez Wrocław w wielu miejscach nie przekracza 10km/h... Zresztą, o czym ja tu
              piszę. Przecież Wrocław nie ma nawet normalnych dróg dla samochodów (a tranzyt
              jest puszczony przez wertepy na Kromera), więc czemu ja się dziwię, że nie ma
              dróg rowerowych (a akcyza na paliwo jest przeżerana, tudzież gdzieś ginie)...

              > E, brzmi to jak groźba... Zapewniam Cię, że normalny kierowca po powaznej
              > kolizji z rowerzystą dłuuugo nie może się z tego otrząsnąć...
              Zapewniam, iż byłem w szoku po spotkaniu z rowerzystą, uspokoiłem się dopiero
              po kompletnym przeanalizowaniu krok po kroku całego zajścia. W zasadzie smutnym
              wnioskiem było to, iż nie miałem szansy go uniknąć bez łamania przepisów (co,
              od teraz będę czynił bardzo konsekwentnie - co prawda tylko w tym przypadku)...

              Natomiast co powiesz na taką sytuację. Skrzyżowanie z Nowowiejską. Kierowcy
              sobie spokojnie czekają na czerwonym świetle, nagle między prawym i środkowym
              pasem jedzie sobie rowerzysta (NA CZERWONYM ŚWIETLE!), skręca w prawo (ZE
              ŚRODKOWEGO PASA przeznaczonego tylko do jazdy prosto!) i o mało co ładuje się
              na matiza, który prawidłowo przejeżdżał przez to skrzyżowanie. Tylko dzięki
              refleksowi kierowcy matiza zawdzięcza to, że żyje. To był idealny przykład
              rowerzysty samobójcy - problem w tym, co by czuł kierowca matiza, gdyby jednak
              nie uniknął kolizji. Trup bałwana na sumieniu jednak też ciąży...
              • kasia_rowerowa Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 18.08.05, 08:30
                Gość portalu: Kokeeno napisał(a):


                > Natomiast co powiesz na taką sytuację. Skrzyżowanie z Nowowiejską. Kierowcy
                > sobie spokojnie czekają na czerwonym świetle, nagle między prawym i środkowym
                > pasem jedzie sobie rowerzysta (NA CZERWONYM ŚWIETLE!), skręca w prawo (ZE
                > ŚRODKOWEGO PASA przeznaczonego tylko do jazdy prosto!) i o mało co ładuje się
                > na matiza, który prawidłowo przejeżdżał przez to skrzyżowanie.

                OK - tylko dość podobne historyje można opowiedzieć o kierowcach samochodów.
                Wielokrotnie widziałam jak przejeżdzają na czerwonym świetle albo parkują na...
                przejściu dla pieszych.
                Więc sądzę, że kierowcy nic a nic nie są mądrzejsi od rowerzystów.

                • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 18.08.05, 09:35
                  > OK - tylko dość podobne historyje można opowiedzieć o kierowcach samochodów.
                  > Wielokrotnie widziałam jak przejeżdzają na czerwonym świetle albo parkują
                  na...
                  > przejściu dla pieszych.
                  Tak, ale mają większe szanse przeżycia w przypadku zderzenia z prędkością
                  50km/h niż rowerzysta. Poza ewidentnymi przypadkami nieuleczalnej głupoty takie
                  zachowanie jest skutkiem przeoczenia czerwonego światła (czasami niektóre
                  wrocławskie światła, które są oświetlane przez słońce) są kompletnie
                  nieczytelne. Natomiast w tym przypadku wszystkie pojazdy stały, tylko ten
                  rowerzysta się wybił (jak dla mnie kandydat do nagrody Darwina)...
                  Też mnie denerwują kierowcy parkujący na przejściu dla pieszych, bo:
                  a) zasłaniają widok na przejście i potencjalnych pieszych, którzy się mogą
                  pojawić za takim samochodem,
                  b) często zasłaniają drogę, bo przejścia są zwykle w bliskim sąsiedztwie
                  skrzyżowań.
                  Na takich pacanów (niezależnie od płci) pomaga wezwanie straży miejskiej i mała
                  blokada na koło

                  > Więc sądzę, że kierowcy nic a nic nie są mądrzejsi od rowerzystów.
                  Uogólniasz. Od kierowców wymaga się (i słusznie) znajomości kodeksu ruchu
                  drogowego, podczas gdy wielu rowerzystów zna tylko wygodne dla siebie przepisy,
                  niestety - zjeżdżając na jezdnię również ich dotyczy większość zasad ruchu
                  drogowego - w szczególności chodzi mi o "nagłe wtargnięcie na jezdnię
                  bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd". Kolejnym minusem jest fakt, iż
                  większość rowerzystów (pewnie się nie pomylę, jeśli strzelę 99%) nie ma
                  wykupionego ubezpieczenia OC, co raczej uniemożliwia skuteczne dochodzenie
                  roszczeń przez poszkodowanych kierowców (w końcu nie wszystkie wypadki są winą
                  kierowców)...
                  Zarówno kierowcy, jak i rowerzyści są zobowiązani do przestrzegania przepisów,
                  a obserwuję, iż większy ciężar spoczywa na kierowcach.

                  Tu jedno pytanie - czy jadąc rowerem i przejeżdżając przez jezdnię (bez
                  sygnalizacji świetlnej) przejazdem dla rowerów odpowiednio zwalniasz i
                  upewniasz się, że nie nadjeżdża pojazd (a w razie potrzeby zatrzymujesz się)?
                  Zgodnie z kodeksem należałoby tak zrobić (przynajmniej ja, dla własnego
                  bezpieczeństwa zawsze to robię)...
                  • kasia_rowerowa Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 18.08.05, 10:25
                    Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

                    > > OK - tylko dość podobne historyje można opowiedzieć o kierowcach samochod
                    > ów.
                    > > Wielokrotnie widziałam jak przejeżdzają na czerwonym świetle albo parkują
                    >
                    > na...
                    > > przejściu dla pieszych.
                    > Tak, ale mają większe szanse przeżycia w przypadku zderzenia z prędkością
                    > 50km/h niż rowerzysta.

                    Gdyby rowerzyści mieli tak kalkulować, w ogóle nie powinni wyjeżdżać na polskie
                    drogi.


                    > Uogólniasz. Od kierowców wymaga się (i słusznie) znajomości kodeksu ruchu
                    > drogowego, podczas gdy wielu rowerzystów zna tylko wygodne dla siebie przepisy,

                    Wymaga się i... nie znają przepisów: że na zielonej strzałce i skręcie w prawo,
                    to pieszy i rowerzysta ma pierwszeństwo, że nie wyprzedza się na trzeciego, że
                    nie powinno się jechać 2 cm od rowerzysty, że nie parkuje się na ścieżce
                    rowerowej, itd.

                    Kolejnym minusem jest fakt, iż
                    > większość rowerzystów (pewnie się nie pomylę, jeśli strzelę 99%) nie ma
                    > wykupionego ubezpieczenia OC, co raczej uniemożliwia skuteczne dochodzenie
                    > roszczeń przez poszkodowanych kierowców (w końcu nie wszystkie wypadki są winą
                    > kierowców)...

                    Być może obowiązkowe OC dla rowerzystów byłoby jakimś rozwiązaniem.


                    > Tu jedno pytanie - czy jadąc rowerem i przejeżdżając przez jezdnię (bez
                    > sygnalizacji świetlnej) przejazdem dla rowerów odpowiednio zwalniasz i
                    > upewniasz się, że nie nadjeżdża pojazd (a w razie potrzeby zatrzymujesz się)?
                    > Zgodnie z kodeksem należałoby tak zrobić (przynajmniej ja, dla własnego
                    > bezpieczeństwa zawsze to robię)...

                    Życie mi miłe, wiem, że kierowcy nie mają pojęcia, że pieszy na pasach i
                    rowerzysta na przejeździe mają pierwszeństwo. Uważam, że przepis powinien pójść
                    dalej: wyraźna chęć wejścia (wjechania) na przejście/przejazd już powinna
                    uprawniać do pierwszeństwa pieszego/rowerzysty. Dziś mamy takie ściganie się:
                    kto pierwszy wjedzie na przejazd. I dopiero zderzenie wyjaśni, kto był pierwszy...

                    • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 18.08.05, 12:22
                      > > > OK - tylko dość podobne historyje można opowiedzieć o kierowcach sa
                      > mochod
                      > > ów.
                      > > > Wielokrotnie widziałam jak przejeżdzają na czerwonym świetle albo p
                      > arkują
                      > >
                      > > na...
                      > > > przejściu dla pieszych.
                      > > Tak, ale mają większe szanse przeżycia w przypadku zderzenia z prędkością
                      >
                      > > 50km/h niż rowerzysta.
                      >
                      > Gdyby rowerzyści mieli tak kalkulować, w ogóle nie powinni wyjeżdżać na
                      polskie
                      > drogi.
                      Przed sygnalizatorem z warunkowym przejazdem kierowca MUSI się zatrzymać, a
                      skręcając w prawo bezwzględnie przepuścić pieszych, czy rowerzystów - nawet
                      jeśli ma zielone światło - szczególnie, że często piesi w tym czasie też mogą
                      mieć zielone światło. Inaczej jest po prostu potencjalnym mordercą.

                      Ja będę uparcie wracał do sytuacji, w której rowerzyści nagle wyskakują zza
                      przeszkody i nie ma szans na ich ominięcie. Niestety, wjeżdżając na jezdnię
                      zawsze się ryzykuje i trzeba zachować szczególną ostrożność (analogia: wjazd na
                      przejazd kolejowy z dużą prędkością i bez rozejrzenia się, czy aby nie jedzie
                      pociąg - skutki te same. Kierowca jadący 5km/h przejedzie co najmniej 3 metry,
                      zanim zacznie hamować - toż to całe pasy z przejazdem dla rowerzystów. Jadący
                      50k/h zmiecie rowerzystę...

                      > Być może obowiązkowe OC dla rowerzystów byłoby jakimś rozwiązaniem.
                      Obowiązkowe OC było by droższe właśnie z tego powodu iż obowiązkowe. Jeśli się
                      dobrze orientuję, to koszt OC dla rowerzysty nie powinien przekroczyć 50 PLN
                      ROCZNIE...

                      > Życie mi miłe, wiem, że kierowcy nie mają pojęcia, że pieszy na pasach i
                      > rowerzysta na przejeździe mają pierwszeństwo. Uważam, że przepis powinien
                      pójść
                      > dalej: wyraźna chęć wejścia (wjechania) na przejście/przejazd już powinna
                      > uprawniać do pierwszeństwa pieszego/rowerzysty. Dziś mamy takie ściganie się:
                      > kto pierwszy wjedzie na przejazd. I dopiero zderzenie wyjaśni, kto był
                      pierwszy
                      > ...
                      Zgadzam się - zarówno piesi, jak i rowerzyści powinni mieć pierwszeństwo, ale
                      najpierw trzeba przystosować do tego ścieżki rowerowe - kierowca musi WIDZIEĆ
                      rowerzystę aby mu ustąpić pierwszeństwa. Jednocześnie wręcz boję się
                      zatrzymywać przed przejściami dla pieszych (powiedzmy, że robię to w 25%
                      przypadków), bo:
                      a) piesi mi jakoś nie dowierzają, że się zatrzymuję i machają, abym jechał (w
                      50% przypadków)
                      b) na drodze dwupasmowej palanty na drugim pasie sobie wyprzedzają - ba, nawet
                      ci za mną zjeżdżają na drugi pas i też wyprzedzają - z tego robi się polowanie
                      z nagonką... To już jest wyraźne złamanie zasad kodeksu drogowego...
                      • divak2 Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 22.08.05, 11:52
                        Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

                        > > dalej: wyraźna chęć wejścia (wjechania) na przejście/przejazd już powinna
                        > > uprawniać do pierwszeństwa pieszego/rowerzysty.

                        Będąc w Czechach (Nachod) zdarzyło mi sie zablokować ruch na skrzyżowaiu, bo
                        doszedłem do przejścia dla pieszych i czekałem aż samochody przejadą. A one
                        czekały aż przejdę.

                        I obserwacja rodzima: często zdrarza mi się być wpuszczanym przez kierowców
                        samochodów pry wjeździe z podporządkowanej na główną - warunek muszę napierw sam
                        się zatrymać a nie pchać się jak wariat. Nie dzieje sie to za każdym razem, ale
                        na tyle często, że daje się zauważyć.

                        Pozdruffki!
                    • Gość: antykasia kasia stukaj się w głowę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 12:51
                      "Być może obowiązkowe OC dla rowerzystów byłoby jakimś rozwiązaniem."

                      Ty chyba z roweru spadłaś, dziewczyny - puknij się w głowę, może jeszcze OC od
                      chodzenia po chodnikach?
                      • kasia_rowerowa Re: kasia stukaj się w głowę 18.08.05, 13:31
                        Gość portalu: antykasia napisał(a):

                        > "Być może obowiązkowe OC dla rowerzystów byłoby jakimś rozwiązaniem."
                        >
                        > Ty chyba z roweru spadłaś, dziewczyny - puknij się w głowę, może jeszcze OC od
                        > chodzenia po chodnikach?

                        E, nic nie pisałam o pieszych i OC. Co to za sposób dyskusji? Argumentum ad
                        absurdum - tak to nazywano dawniej.
                        • Gość: Fakir Re: kasia stukaj się w głowę IP: 217.97.139.* 18.08.05, 14:03
                          OC od rowerzystów - we własnym interesie mam coś takiego, w ramach konta
                          bankowego :)
                          • kasia_rowerowa Re: kasia stukaj się w głowę 18.08.05, 14:08
                            Gość portalu: Fakir napisał(a):

                            > OC od rowerzystów - we własnym interesie mam coś takiego, w ramach konta
                            > bankowego :)


                            No właśnie. Niech inni się stukają w głowę :)
                          • ram Re: kasia stukaj się w głowę 18.08.05, 15:21
                            > OC od rowerzystów - we własnym interesie mam coś takiego, w ramach konta
                            > bankowego :)
                            Ja również, choć w innych ramach. Ale obowiązkowe OC uważam za niemozliwe do
                            wprowadzenia ze względu na nieegekwowalność.
                      • wielki_czarownik OC dla rowerów TAK 18.08.05, 15:11
                        Dlaczego rower ma jeździć po ulicy bez OC? Skoro samochód musi mieć i motocykl a nawet skuter to rower jako pełnoprawny użytkownik drogi publicznej powinien być obowiązkowo ubezpieczony.
                        • Gość: WC Picker Re: OC dla pieszych TAK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 15:40
                          i pieszy też
                          • wielki_czarownik Re: OC dla pieszych TAK 18.08.05, 15:56
                            A czy pieszy jest pojazdem?
                            • Gość: deINO Re: OC dla pieszych TAK IP: *.crowley.pl 26.08.05, 13:18
                              jest uczestnikiem ruchu drogowego %-)
                        • Gość: Mikołaj Re: OC dla rowerów TAK IP: 213.199.196.* 18.08.05, 15:56
                          Bzdura. Nie potrzebuję OC, żeby Ci zapłacić za podrapany lakier jeśli doszłoby
                          między nami do (gdy Ty jedziesz samochodem a ja rowerem) - nie jest to aż tak
                          duża suma, zeby jej nie zapłacić z własnej kieszeni. Natomiast Tobie przydałoby
                          się OC, żeby mi zapłacić za rower, który po kolizji z samochodem zwykle jest
                          zmasakrowany i nadaje się na złom*.


                          * ja kilkanaście dni temu miałem kolizję z samochodem (z winy kierowcy, dowodem
                          jest to, że zbiegł z miejsca wypadku) - wjechał mi w kuper, na szczęscie
                          skonczyło się na rozwaloncyh kolanach, pogiętym kole i rozwalonym ogumieniu tegoż.
                          • Gość: Kokeeno Re: OC dla rowerów TAK IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.08.05, 20:25
                            Ja byłem w takim szoku, że jeszcze gościowi zapłaciłem za pogięte koło więcej niż był warty jego rower. Po analizie zniszczeń można bardzo ładnie odtworzyć przebieg zdarzenia (choć było krótkie). Gość obtarł pedałem zderzak z prawej strony (odprysk na ZEWNĄTRZ) po czym TYLNYM kołem jeszcze zdążył zdemolować tablicę rejestracyjną - a koło się pogięło, bo tablica się w nie wkręciła - skoro przejechał ten metr z hakiem zanim tablica go zatrzymała, to ja już musiałem stać (bo inaczej miałbym wgniecenie w zderzaku zamiast odprysku). Pozostaje zakwalifikować to jako "nagłe wtargnięcie" i bacznie się przyglądać rowerzystom i traktować ich jako samobójców (co już się kilka razy sprawdziło od tego czasu)...

                            A jeśli chodzi o koszty - plastikowy (nieuszkodzony) zderzak na allegro, to koszt 300 PLN, plus lakierowanie i robocizna - nie w ASO, to dodatkowe 300 PLN. W ASO cała operacja ze 3000 PLN. Fajnie, nie? A to tylko drobne otarcie. A teraz przerysuj komuś tylni błotnik, obie pary drzwi i przedni błotnik - jeśli naruszyłeś blachę, to gość sobie spokojnie może zażyczyć wymiany drzwi (bo przecież miał w stanie idealnym). Koszt minimum 10000 PLN w ASO. Luzik... A o to nietrudno, bo część rowerzystów ma bardzo paskudny zwyczaj wyprzedzania z prawej strony, na tym samym pasie (byłaby ewidentnie wina rowerzysty)... Do tego dochodzi sprawa sądowa (mało który rowerzysta chciałby się układać), potem komornik (a jak nie zapłaci)... Czy warte to tych kilkudziesięciu złotych rocznie?

                            P.S.
                            Kierowca, który Cię potrącił był skończonym chamem i na dodatek przestępcą (albo odwrotnie)...
                            • Gość: Mikołaj Re: OC dla rowerów TAK IP: 213.199.196.* 18.08.05, 21:05
                              > A teraz
                              > przerysuj komuś tylni błotnik, obie pary drzwi i przedni błotnik

                              Co? To mam ten samochód dookoła objechać czy jak?
                              • Gość: Roman Re: OC dla rowerów TAK IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 18.08.05, 21:37
                                > Co? To mam ten samochód dookoła objechać czy jak?
                                Niekoniecznie, zderzaki zachodzą na boki.
                            • Gość: deINO Re: OC dla rowerów TAK IP: *.crowley.pl 26.08.05, 13:22
                              > A o to nietrudno
                              > , bo część rowerzystów ma bardzo paskudny zwyczaj wyprzedzania z prawej strony
                              > , na tym samym pasie (byłaby ewidentnie wina rowerzysty)...

                              bo w miescie mozna wyprzedzac z prawej strony %-). dlatego to robimy :-).

                              ps.
                              nie wspomne juz o sytuacji, ze kierowcy widzac rowerzyste wyprzedzaja go i
                              scinaja do kraweznika, czasem tak, ze az kolpak im odpadnie od szorowanie po
                              krawezniku ( 2 razy cos takiego widzialem ,wiec to nie przypadek :-) )...
                              • Gość: Kokeeno Re: OC dla rowerów TAK IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.08.05, 23:31
                                Od kiedyż to można wyprzedzać z prawej strony NA TYM SAMYM PASIE?

                                Swoją drogą staram się trzymać z daleka od rowerzystów (czym często denerwuję kierowców za mną, bo zdarza mi się jechać za rowerzystą 10-15 km/h, kiedy widzę, że przy wyprzedzaniu nie zostawiłbym mu wystarczająco dużo miejsca)...

                                Natomiast sytuacja, kiedy ruszam, a tym bardziej skręcam w prawo, a tu nagle wyprzedza mnie z prawej strony pasa rowerzysta jest niedopuszczalna (ewidentna wina rowerzysty i raczej jego truchełko na prawych drzwiach)...
                                • Gość: Fakir Re: chamstwo i brawura przy skręcie w prawo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.08.05, 17:54
                                  szczerze mówiac takiej sytuacji jeszce nie widziałem (chyba ze skrecający w
                                  prawo zajezdza droge rowerzyscie na ścieżce) natomiast w tym roku juz ze 3 razy
                                  na Braniborskiej zostałem w niebezpieczny sposób zablokowany przez kierowców
                                  jadących w prawo i wyprzedających mnie na wysokosci pasów dla pieszych - na
                                  pasie do jazdy na wprost i w prawo (sam oczywiście jechałem prosto w kierunku
                                  Strzegomskiej)
                          • wielki_czarownik Re: OC dla rowerów TAK 18.08.05, 20:37
                            Gość portalu: Mikołaj napisał(a):

                            > Bzdura. Nie potrzebuję OC, żeby Ci zapłacić za podrapany lakier jeśli doszłoby
                            > między nami do (gdy Ty jedziesz samochodem a ja rowerem) - nie jest to aż tak
                            > duża suma, zeby jej nie zapłacić z własnej kieszeni.

                            To chyba nie wiesz ile kosztuje lakierowanie np. błotnika. To jest suma 4 cyfrowa. A jak do tego dojdzie wyklepanie i wymiana reflektora to może być nawet 5 cyfr. Masz tyle w kieszeni?

                            Natomiast Tobie przydałoby
                            > się OC, żeby mi zapłacić za rower, który po kolizji z samochodem zwykle jest
                            > zmasakrowany i nadaje się na złom*.
                            >

                            Dlatego mam OC.

                            >
                            > * ja kilkanaście dni temu miałem kolizję z samochodem (z winy kierowcy, dowodem
                            > jest to, że zbiegł z miejsca wypadku) - wjechał mi w kuper, na szczęscie
                            > skonczyło się na rozwaloncyh kolanach, pogiętym kole i rozwalonym ogumieniu teg
                            > oż.

                            Oto średniowieczna logika. Tylko winni uciekają. Kolega czasami Zwierciadło Saskie czytał?
                            • Gość: Mikołaj Re: OC dla rowerów TAK IP: 213.199.196.* 18.08.05, 21:12
                              > To chyba nie wiesz ile kosztuje lakierowanie np. błotnika

                              Nie wiem, nie mam samochodu. Może niezbyt trafiona moja argumentacja. Ale
                              popatrz: szansa na kolizję samochód-samochód jest nieporównywalnie większa niż
                              szansa kolizji samochód-rower, choćby biorąc pod uwagę ilość samochodów i
                              rowerów na drogach. Stad obowiązek OC dla kierowców a dla rowerzytów nie.
                              Popatrz na forum rowerowe: tam jest też właśnie wątek o OC i artek bardzo celnie
                              argumentuje przeciw, nie ma sensu, zebym przepisywał.

                              > Oto średniowieczna logika. Tylko winni uciekają.
                              > Kolega czasami Zwierciadło Saskie czytał?

                              Nie, nie czytałem. Co do wypadku: o ile nie zmieniłem gwałtownie kierunku jazdy
                              (a nie zmieniłem) to winę ponosi ten, kto mnie uderzył z tyłu. Wiesz jak to
                              wyglądało? Zatrzymałem się przed skrzyżowaniem, bo jechałem z podporzadkowanej i
                              trza było przepuścić Stara. Osobowy, który jechał za mną uderzył w mój rower od
                              tyłu. Tylko tyle. Nie hamowałem gwałtownie (mam rower szosowy, w szosówkach są
                              b. słabe hamulce), nie zajechałem kolesiowi drogi. Po prostu ja, on za mną, ja
                              się zatrzymuje i koleś we mnie. Wylądowałem na środku skrzyżowania (reguła
                              zachowania pędu to nie bajer), koleś mnie ominął i pojechał dalej, tyle.
                              • wielki_czarownik Re: OC dla rowerów TAK 18.08.05, 21:38
                                Gość portalu: Mikołaj napisał(a):


                                > Nie wiem, nie mam samochodu. Może niezbyt trafiona moja argumentacja. Ale
                                > popatrz: szansa na kolizję samochód-samochód jest nieporównywalnie większa niż
                                > szansa kolizji samochód-rower, choćby biorąc pod uwagę ilość samochodów i
                                > rowerów na drogach. Stad obowiązek OC dla kierowców a dla rowerzytów nie.

                                Czyli na ten przykład OC na samochód tak, a na motocykl nie? A może zwolnimy rudych w Skodach z obowiązku opłacania OC? W końcu jakie jest prawdopodobieństwo, że zderzymy się z rudzielcem w Skodzie?

                                > Popatrz na forum rowerowe: tam jest też właśnie wątek o OC i artek bardzo celni
                                > e
                                > argumentuje przeciw, nie ma sensu, zebym przepisywał.

                                Żadne argumenty tu do mnie nie trafią. Rowerzysta to taki sam uczestnik ruchu jak samochodziarz. Równe prawa = równe obowiązki.

                                >
                                > Nie, nie czytałem. Co do wypadku: o ile nie zmieniłem gwałtownie kierunku jazdy
                                > (a nie zmieniłem) to winę ponosi ten, kto mnie uderzył z tyłu.

                                Nie zawsze.

                                Wiesz jak to
                                > wyglądało? Zatrzymałem się przed skrzyżowaniem, bo jechałem z podporzadkowanej
                                > i
                                > trza było przepuścić Stara. Osobowy, który jechał za mną uderzył w mój rower od
                                > tyłu. Tylko tyle. Nie hamowałem gwałtownie (mam rower szosowy, w szosówkach są
                                > b. słabe hamulce), nie zajechałem kolesiowi drogi. Po prostu ja, on za mną, ja
                                > się zatrzymuje i koleś we mnie. Wylądowałem na środku skrzyżowania (reguła
                                > zachowania pędu to nie bajer), koleś mnie ominął i pojechał dalej, tyle.

                                Nie widziałem, więc nie oceniam kto winny.
                                A ucieczka z miejsca zdarzenia to zupełnie inna bajka.
                              • Gość: Fakir Re: OC dla rowerów TAK IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.08.05, 07:58
                                > trza było przepuścić Stara. Osobowy, który jechał za mną uderzył w mój rower od
                                > tyłu. Tylko tyle. Nie hamowałem gwałtownie (mam rower szosowy, w szosówkach są
                                > b. słabe hamulce), nie zajechałem kolesiowi drogi. Po prostu ja, on za mną, ja
                                > się zatrzymuje i koleś we mnie.

                                W takim wypadky wina w 99% jest z tego najezdzającego (brak zachowania
                                bezpiecznego odstępu od pojazdu poprzedzajacego), Interpretuje sie to w tak w
                                ogromnej liczbie tego typu zdarzeń...
                                • Gość: Mikołaj Re: OC dla rowerów TAK IP: 213.199.196.* 19.08.05, 22:59
                                  Chyba jedynym wyjątkiem jest sytuacja, gdy uderzony w kuper przed kolizją
                                  zmienił pas jazdy - znaczy gdy zajadę komuś drogę i ów ktoś mnie walnie, to
                                  wtedy moja wina jest. Jeśli natomiast zachamuję gwałtownie i koleś mi wjedzie w
                                  kuper to nadal jego wina - musi to przewidzieć, że jadący z przodu może mieć
                                  wydajniejsze hamulce.
                                  • tomek854 Co do OC dla rowerzystow: 20.08.05, 14:13
                                    Ja sie zgadzam, ze sie to przydaje. NIe powinno byc tylko za drogie, ale czemu
                                    nie?

                                    Z drugiej strony czy obowiazkowe? Jezeli ktos mieszka w Bzdzidowku Dolnym i
                                    wogole nie wyjezdza na drogi publiczne tylko przez pole jedzie na Ukrainie do
                                    GSu po Jabola to po co mu?

                                    Moja sytuacja byla taka:
                                    Wsiadlem sobie do zaparkowanego (prawidlowo) na NIskich Lakach kolo kladki
                                    samochodu i w momencie, kiedy wkladalem kluczyk do stacyjki idiota na rowerze
                                    wylecial z kladki w pelnym pedzie (prawie lezal, tak zakrecal szybko) i
                                    roz***bal mi sie na przednim zderzaku - niszczac mi tablice rejestracyjna
                                    (starl farbe i pogial ja calkiem - to byl duzy fiat i tablica nie jest podparta
                                    od tylu plaszczyzna np. zderzaka tylko sobie wisi na dwoch srubkach). Ja
                                    najpierw sprawdzilem czy nic mu nie bylo a potem powiedzialem, ze teraz musze
                                    wymienic tablice, ktora on mi zniszczyl i ze to bedzie kosztowalo iles
                                    pieniedzy plus iles godzin zmarnotrawionych na Zapolskiej i co on na to. On na
                                    to wyjal 50 zlotych przeprosil grzecznie i pojechal. To mi sie podobalo -
                                    wynagrodzil mi chociaz czesciowo straty...
                            • lehoo Re: OC dla rowerów TAK 28.08.05, 18:54
                              Zmień mechanika, ten twój cię oszukuje.
                              • wielki_czarownik To ASO. /nt 28.08.05, 19:12


            • Gość: wigry Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 23.08.05, 15:09
              Jakaś podstawa prawna do tego, że nie wolno się zatrzymać na przejeździe
              ustępując pierwszeństwa na drodze poprzecznej?
      • Gość: Roman Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 17.08.05, 08:44
        > Dla śmiechu - ostatnio znajomy (zarówno kierowca, jak i rowerzysta) kłócił
        się
        > ze mną, że rowerzystów nie obowiązują ograniczenia prędkości ;o)
        Skoro prędkościomierz nie należy do obowiązkowego wyposażenia roweru, to jak
        rowerzysta ma sprawdzić jaką ma prędkość.
        Do śmiechu - w zeszłym roku policjant, dla jaj, wziął mnie w Szklarskiej
        Porębie na radar i krzyknął 46 (zgadzało się z licznikiem).
        • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 17.08.05, 09:32
          Taka była jego argumentacja. Błędna. Kierowca też nie musi się wpatrywać w
          licznik - ale nie zwalnia go to od odpowiedzialności za wykroczenie drogowe...
          W kodeksie nie ma najmniejszej wzmianki, że rowerzystów na jezdni nie dotyczą
          ograniczenia prędkości, a więc oni też muszą jej przestrzegać...
          • Gość: Roman Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 17.08.05, 14:22
            > Kierowca też nie musi się wpatrywać w
            > licznik - ale nie zwalnia go to od odpowiedzialności za wykroczenie
            > drogowe...
            Ale samochód bez licznika nie zostanie dopuszczony do ruchu. I po to jest by
            kierujący mógł kontrolować swoją prędkość.
            > W kodeksie nie ma najmniejszej wzmianki, że rowerzystów na jezdni nie dotyczą
            > ograniczenia prędkości, a więc oni też muszą jej przestrzegać...
            Zgadza się. Tylko skąd rowerzysta ma wiedzieć czy jedzie 48 czy 53 km/h? Na
            pewno tej różnicy nie wyczuje po pędzie powietrza.
            • piotrpilinko Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 17.08.05, 21:42
              Będzie wiedział, jak zatrzyma go patrol. A wtedy uratuje go tylko poprawnie przeprowadzony dowód, że jego pojazd nie był w stanie osiągnąć tak zawrotnej szybkości ;o)

              Swoją drogą - wielofunkcyjne liczniki rowerowe nie kosztują majątku, a potrafią wskazywać całkiem przyzwoite prędkości. Ewentualnie pozostaje GPS ;o)
              • Gość: ziutek Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.kom / *.kom-net.pl 17.08.05, 21:48
                Z powodu efektu Dopplera, GPS pokazuje zawsze mniejszą prędkość od
                rzeczywistej i rowerzysta, mając taka droga zabawkę, może zapłacić mandat.
                Czego im życze za to że jeżdzą bez oświetlenia!
                • piotrpilinko Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 18.08.05, 07:38
                  > Z powodu efektu Dopplera, GPS pokazuje zawsze mniejszą prędkość od
                  > rzeczywistej i rowerzysta, mając taka droga zabawkę, może zapłacić mandat.
                  Jesteś pewien? Mi się wydawało, że może być na odwrót. Przy licznikowej
                  prędkości 150km/h miałem na GPS odczyt 147km/h. Myślę, że raczej skłaniałbym
                  się ku temu drugiemu wynikowi, ale może się mylę...

                  GPSy nie są już takie drogie (w każdym razie sporo tańsze od dobrego roweru),
                  natomiast przyzwoity licznik kosztuje poniżej 100 PLN. Za to problem nie jest
                  wydumany - bardzo prosto przekroczyć jest 20km/h (a takich ograniczeń wcale nie
                  brakuje). 40km/h też nie jest problemem na równym terenie. Natomiast były już
                  przypadki śmiertelnych potrąceń pieszych przez rowerzystów (tudzież
                  rowerzystki). Były też przypadki, kiedy rozpędzony rowerzysta ładował się na
                  zaparkowany samochód i przypłacał to swoim życiem...

                  Ja im nie życzę źle, nawet tym co jeżdżą bez oświetlenia. Podobnie kierowcom,
                  którzy będą mieli nieprzyjemność się z nimi spotkać. Tych pierwszych niech
                  dowolne wybrane bóstwo ma w opiece, bo na rozum już za późno...
                  • Gość: ziutek Potwierdzasz IP: *.kom / *.kom-net.pl 18.08.05, 07:55
                    Kiedy słyszysz przelatujacy samolot to zauważ, że częstotliwość dzwięku obniża
                    się. I masz rację GPS pokazuje mniej (tak napisałem). Zatem rowerzysta
                    korzystając z GPS i odczytując prędkość np. 50km/h, bedzie w rzeczywistości
                    jechał szybciej (53-55km/h) i zapłaci mandat. Czego jemu życzę, bo jeżdżą bez
                    oświetlenia.
                    • Gość: vittorio Re: Potwierdzasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.05, 08:33
                      żartujesz czy naprawdę tak myślisz?
                    • Gość: artek Re: Potwierdzasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.05, 08:41
                      > korzystając z GPS i odczytując prędkość np. 50km/h, bedzie w rzeczywistości
                      > jechał szybciej (53-55km/h) i zapłaci mandat. Czego jemu życzę, bo jeżdżą bez
                      > oświetlenia.
                      uprawiasz w tym momencie bardzo nieładną demagogoczną manipulację:
                      łączysz brak oświetlenia ze zbyt szybka jazdą. w rzeczywistości obie rzeczy
                      razem nie wystepują.
                  • Gość: Mikołaj Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: 213.199.196.* 18.08.05, 21:24
                    > prędkości 150km/h miałem na GPS odczyt 147km/h. Myślę, że raczej skłaniałbym
                    > się ku temu drugiemu wynikowi, ale może się mylę...

                    To skoro różnica jest 3km/h przy prędkości 150 km/h to przy prędkości 5 razy
                    mniejszej (szybki rowerzysta) będzie 0,6 km/h czyli pewnie w granicach błędu
                    licznika.
              • Gość: Roman Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 17.08.05, 21:53
                > Będzie wiedział, jak zatrzyma go patrol. A wtedy uratuje go tylko poprawnie
                prz
                > eprowadzony dowód, że jego pojazd nie był w stanie osiągnąć tak zawrotnej
                szybk
                > ości ;o)
                Są miejsca, w których każdy rower może rozpędzić się do niedozwolonej
                predkości. Choćby wspomniana przez mnie wcześniej Szklarska. Tak więc chodzi
                raczej o przekonanie policji , że rowerzysta nie miał mozliwości oceny swojej
                prędkości.
                Oczywiście, przyzwoite liczniki są ogólnie dostępne. ale nie ma obowiązku ich
                posiadania. Chodzi tu raczej o zasadę, choc problem jest raczej wydumany.
                Niejednokrotnie znacznie groźniejsze jest poruszanie się z dozwolona prędkością
                bez rozwagi i wyobraźni. 30 km/h (stosunkowo łatwe do osiągnięcia na rowerze)
                jest w zdecydowanej większości wypadków dozwolone lecz często bardzo
                niebezpieczne.
        • Gość: Mikołaj Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: 213.199.196.* 17.08.05, 21:56
          > Skoro prędkościomierz nie należy do obowiązkowego wyposażenia roweru, to jak
          > rowerzysta ma sprawdzić jaką ma prędkość.

          Nie masz racji Romanie! Z tego, że nie mamy obowiązku mieć prędkosciomierza, nie
          wynika, że wolno nam przekraczać ograniczenia prędkości. Inna sprawa, że
          rozpatrywany problem jest dosyć sztuczny. Często będziesz przekraczał
          ograniczenie 50km/h 70km/h i podobne? Prawdopodobnie nigdy.
          • Gość: Roman Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 18.08.05, 08:55
            > Nie masz racji Romanie! Z tego, że nie mamy obowiązku mieć prędkosciomierza,
            > nie wynika, że wolno nam przekraczać ograniczenia prędkości.
            Ależ ja nigdzie nie napisałem, że mamy prawo przekraczać ograniczenia prędkości.
            > Inna sprawa, że
            > rozpatrywany problem jest dosyć sztuczny.
            To właśnie napisałem w innym miejscu.
            > Często będziesz przekraczał
            > ograniczenie 50km/h 70km/h i podobne?
            Zapewne się zdarzyło, zwłaszcza to pierwsze. W miejscowościach położonych
            górach o to dość łatwo.
      • divak2 Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 22.08.05, 11:33
        Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

        > P.S.
        > 95% rowerzystów jeździ poprawnie, ale zauważa się zwykle wyjątki...

        Jeśli idzie o jazdę po zmroku (oświetlenie) to chyba odwrotnie...

        rowerzysta
    • koola_w_plot Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 17.08.05, 14:23
      Napisz podziękowanie do św. Krzysztofa
    • Gość: Rowerzysta WRO Pytanie za 10 punktów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 22:00
      A ile, jeśli można wiedzieć, jechałeś km na h ?
      • truten.zenobi wygrałem? 18.08.05, 09:41
        jeśli o mnie chodzi to ja ruszałem czyli ile to mogło być 5 może 10 km/h przy
        czym wcześniej stałem i się rozglądałem!

        Jeśli ja jadę wieczorem rowerem to mam światła, a dojeżdżając do
        skrzyżowania/wyjazdu to zwalniam by mieć czas na reakcję - samochodami też
        jeżdżą wariaci (pewnie czasami to te same osoby, które rowerem po chodnikach
        pełnych ludzi gnają na maxa, jadą środkiem drogi, czy nocą „zapominają” o
        oświetleniu itd.)

        chamstwo i głupota to stan umysłu niezależny od sposobu poruszania się!
    • es_wu Re: Temat rzeka - nowa moda na Popowicach 17.08.05, 22:24
      A ja dołączając się do tematu chciałbym zaapelować do ludzi na Popowicach o
      ukrócenie nowej mody rowerzystów a mianowicie jeżdżenia po lewej stronie jezdni.
      W ciągu ostatnich trzech dni czterokrotnie prawie nie rozjechałem
      rowerzysty/rowerzystki, którzy jechali po moim pasie, ale w przeciwnym kierunku.
      Za pierwszym razem to nieźle zdębiałem, ale przy drugim i trzecim to zacząłem
      ostro kląć pod nosem. A już wybitnie pozdrawiam pewną panią w sile wieku na
      fioletowym rowerze z którą prawie co nie zderzyłbym się czołowo w środę rano.
      Uprzejmie zwracam Pani uwagę, że ja skręcając w prawo na równorzędym
      skrzyżowaniu naprawdę nie oczekuję, że po tym samym pasie w przeciwną stronę
      jedzie rowerzysta i nawet się na ten pas nie patrzę. I serdecznie informuję że
      następnym razem zamiast naciśnięcia hamulca rozważę naciśnięcie pedału gazu - w
      końcu teorię Darwina kiedyś trzeba zacząć wprowadzać w życie...

      Pozdrawiam,
      SW
      • Gość: nowomodny Re: Temat rzeka - nowa moda na Popowicach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 22:34
        Ale ścieżek rowerowych nie będzie, bo po co? Nowa moda - brak ścieżek i ch...
      • truten.zenobi Obawiam sie że ta Pani nie jest w wieku rozrodczym 18.08.05, 09:11
        • Gość: kala idiotyczne prawo drogowe a rowerzyści IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 09:54
          Polska ustawa Prawo o Ruchu Drogowym (PORD) jest sprzeczna z międzynarodową
          konwencją o ruchu drogowym, tzw. Konwencją Wiedeńską z 1968 roku. Art. 16 ust.
          2 Konwencji mówi wyraźnie, że kierujący pojazdem, zmieniający kierunek ruchu i
          skręcający w drogę poprzeczną jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa
          rowerzyście, poruszającemu się po drodze rowerowej przecinającej jezdnię drogi,
          na którą zamierza wjechać.

          Tymczasem nowelizacja PORD z 2002 roku usunęła art. 27 ust. 2, pozostawiając
          kuriozalny zapis, że w takiej sytuacji kierujący pojazdem ma obowiązek ustąpić
          pierwszeństwa jedynie rowerzyście znajdującemu się już na przejeździe
          rowerowym. Rowerzystę, znajdującego się pół metra przed przejazdem rowerowym
          obowiązuje już art. 33 ust. 4 Prawa o Ruchu Drogowym - zakaz wjazdu przed
          nadjeżdżający pojazd. To podważa sens budowy dróg rowerowych, ponieważ
          korzystanie z nich oznacza, że jazda na rowerze jest znacznie wolniejsza, niż
          ulicą, wiąże się ze znacznie większym wysiłkiem fizycznym (zatrzymywanie i
          ponowne rozpędzanie się) i staje się kolizyjna z ruchem samochodowym. W dodatku
          art. 33 ust. 1 PORD nakazuje rowerzyście korzystać z drogi rowerowej (i w
          konsekwencji - zatrzymywać się na każdym skrzyżowaniu, choćby ulica wzdłuż
          której jedzie, miała pierwszeństwo).

          Niemiecki system szkolenia kierujących pojazdami wielki nacisk kładzie na
          zwracanie przez kierowcę uwagi na to, co się dzieje po prawej stronie pojazdu -
          czy nie ma tam rowerzysty. Wynika to z bardzo poważnego traktowania zapisów
          Konwencji Wiedeńskiej oraz ze zdrowego rozsądku. W Polsce problem jest
          zamiatany pod dywan. Skutki są opłakane. Coraz liczniejsze są potrącenia
          rowerzystów na przejazdach rowerowych. Do śmiertelnych wypadków dochodzi wręcz
          w sytuacji, gdy rowerzysta na przejeździe ma zielone światło - tak samo, jak
          poruszający się równolegle samochód, skręcający w prawo!

          polska to kraj idiotów!!!
          • kasia_rowerowa Re: idiotyczne prawo drogowe a rowerzyści 18.08.05, 10:40
            Gość portalu: kala napisał(a):

            > Polska ustawa Prawo o Ruchu Drogowym (PORD) jest sprzeczna z międzynarodową
            > konwencją o ruchu drogowym, tzw. Konwencją Wiedeńską z 1968 roku. Art. 16 ust.
            > 2 Konwencji mówi wyraźnie, że kierujący pojazdem, zmieniający kierunek ruchu i
            > skręcający w drogę poprzeczną jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa
            > rowerzyście, poruszającemu się po drodze rowerowej przecinającej jezdnię drogi,

            >
            > czy nie ma tam rowerzysty. Wynika to z bardzo poważnego traktowania zapisów
            > Konwencji Wiedeńskiej oraz ze zdrowego rozsądku. W Polsce problem jest
            > zamiatany pod dywan. Skutki są opłakane. Coraz liczniejsze są potrącenia
            > rowerzystów na przejazdach rowerowych. Do śmiertelnych wypadków dochodzi wręcz
            > w sytuacji, gdy rowerzysta na przejeździe ma zielone światło - tak samo, jak
            > poruszający się równolegle samochód, skręcający w prawo!

            Wystarczy zobaczyć jak instruktorzy prawa jazdy szkolą przyszłych kierowców w
            okolicach Armii Krajowej. Zgroza. Samochody z "L" zatrzymują się na przejazdach
            rowerowych, wymuszają na rowerzystach pierwszeństwo (samochód ma zieloną
            strzałkę, rowerzysta zielone światło...)
            Skoro instruktorzy są niedouczeni, to co mamy powiedzieć o kierowcach...

            kasia_rowerowa
          • Gość: Kokeeno Re: idiotyczne prawo drogowe a rowerzyści IP: *.crowley.pl 18.08.05, 12:09
            Ten zapis jest wprowadzony dlatego, bo umieszczenie dróg dla rowerzystów jest
            idiotyczne a ich widoczność często żenująca. Aby go zmienić (jestem za) trzeba
            by wybudować normalne drogi rowerowe...
          • truten.zenobi Re: idiotyczne prawo drogowe a rowerzyści 18.08.05, 15:13
            Gość portalu: kala napisał(a):

            > [..]Rowerzystę, znajdującego się pół metra przed przejazdem rowerowym
            > obowiązuje już art. 33 ust. 4 Prawa o Ruchu Drogowym - zakaz wjazdu przed
            > nadjeżdżający pojazd. To podważa sens budowy dróg rowerowych, ponieważ
            > korzystanie z nich oznacza, że jazda na rowerze jest znacznie wolniejsza, niż
            > ulicą, wiąże się ze znacznie większym wysiłkiem fizycznym (zatrzymywanie i
            > ponowne rozpędzanie się) i staje się kolizyjna z ruchem samochodowym.[..]

            Dodajmy w tym momencie że rowerzysta jadący jezdnią i omijający pojazd
            skręcający w prawo miał by obowiązek ominąć go z lewej strony.
            chyba widzisz znaczącą różnicę

            W sytuacji gdy ścieżka rowerowa jest sztucznie wydzieloną częścią chodnika
            rowerzysta mija taki pojazd z prawej.
            gdyby ścieżka była wydzieloną częścią jezdni kierowca widział by nadjeżdżający
            rower wcześniej w lusterku wstecznym, a tak znajduje się on w „martwym polu
            widzenia” (czyli na godzinie 4 – 5). Nawet jeśli kierujący zaczynając manewr
            się zatrzyma (tj. alb całkiem przed wjechaniem na skrzyżowanie albo po
            wykonaniu połowy skrętu tj. około 45 stopni) to widoczność tego obszaru powyżej
            3 metrów jest mocno utrudniona a rowerzysta jadący niezbyt szybko czyli około
            20km/h pokonuje ten dystans w ułamku sekundy.

            Jakkolwiek nie kwestionuję chamstwa wielu kierowców to jednak myślę że
            przerzucanie całej odpowiedzialności na „samochodziarzy” nie ma sensu.

            wiem że to idealizm ale to chyba powinno wyglądać tak: skręcający w prawo
            ustępuje pierwszeństwa przejazdu i przejścia a dojeżdżający rowerzysta przed
            wjechaniem na jezdnię upewnia się został zauważony i czy „otrzymał”
            pierwszeństwo przejazdu – i myślę że takie były intencje tego zapisu.

            ps. jak jadę rowerem to też nie lubię skrzyżowań i wyjazdów ;)
    • Gość: Roman Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 18.08.05, 21:56
      Wiele kwestii się tu pojawiło. Nie ulega wątpliwości, że są nieodpowiedzialni
      rowerzyści jak i kierujący samochodami (o pieszych nie wspomnę).
      Sprawa obowiązku OC dla rowerzystów - pomysł absurdalny ze względu na jego
      wykonalność i egzekwowalność. Świadomy i odpowiedzialny, często jeżdżący
      rowerzysta ubezpieczy się dobrowolnie.
      Co do równości praw i obowiązków - jeżdżę rowerem (dużo, ok. 7-8 tys. km
      rocznie) i samochodem i mam dość przykrą konstatację:
      Gdy jadę samochodem i ustępuje choć nie muszę, regułą jest podziękowanie
      (przyjazny gest ręka, mrugnięcie światłami awaryjnymi).
      Robię często 100-200 km trasy na rowerze, gdy jedzie za mną ciężarówka i nie ma
      możliwości wyprzedzenia, a ja mam mozliwość (utwardzone pobocza praktycznie u
      nas nie wystepują) zjechania z jezdni, to to robię. Robię to niejednokrotnie.
      Choć były to gesty dobrej woli z mojej strony nie zdarzyło się by ktoś
      podziękował. Widać rowerzysta jest użytkownikiem drogi ostatniej kategorii i
      jego powinnością jest ustępować :-((
      • Gość: kaneis Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 01:38
        OC dla rowerzystów nie jest absurdem "nie do wyegzekwowania". Istnieje np. w
        Szwajcarii.
        www.forum.fruga.net/viewtopic.php?t=235&highlight=ubezpieczenie
        B.niewielka kwota (5 chf = 13zł rocznie)- winietka naklejana (?) na rower.
        Kontrola przez policjanta łatwa i kara 40 chf (105zł) natychmiastowa - trudno
        dyskutować - masz naklejkę albo nie. To są b.niewielkie kwoty dla Szwajcara,
        ale skłaniają do tej drobnej opłaty. Przy ilości rowerów w kraju i b.rzadkim
        wypadkach - pewnie nawet tak mała składka wystarcza na wypłatę odszkodowań
        kierowcom. W Szwajcarii rowerzyści i piesi to "święte krowy" - do absurdu.
        Wystarczy niechcący postawić nogę na jezdni w wąskiej uliczce (b.wąski chodnik
        uniemozliwia przejście 2 osób obok siebie), a wszyscy kierowcy się zatrzymują
        na pasach ruchu w OBIE STRONY. Oczywiście mogą Ci zwrócić uwagę, że nadużywasz
        tego prawa, nawet donieść na policję. Ale zatrzymają się bo tak ich uczą na
        kursach i tak jest od lat.
        • Gość: Roman Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 19.08.05, 09:05
          > OC dla rowerzystów nie jest absurdem "nie do wyegzekwowania". Istnieje np. w
          > Szwajcarii.
          Polska jednak co Szwajcarii bardzo daleko. Chciałbym przykład kraju bliższego
          nam cywilizacyjnie.
          Już widzę te rzesze na 40-letnich rowerach z naklejoną winietą ;-)
          • wielki_czarownik Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 19.08.05, 15:46
            Gość portalu: Roman napisał(a):

            (...)
            Chciałbym przykład kraju bliższego
            > nam cywilizacyjnie.
            (...)

            Burundi?
            • Gość: Mikołaj Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: 213.199.196.* 19.08.05, 23:00
              > Burundi?

              Przesadzasz. Burkina Faso będzie jak znalazł.
        • Gość: WC Picker ile kosztuje OC od Wielkiego C IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 09:57
          a ile pieszy w szwajcarii musi zapłacić OC?

          szkody wyrządzone przez pieszego na drodze odpowiadają szkodom rowerzysty - a o
          to chyba w ubezpieczeniach chodzi - że się ubezpiecza konkretne zagrożenia?
          • Gość: kaktus Nie chodzi o OC ale o życie!!! IP: *.kom / *.kom-net.pl 20.08.05, 14:52
            Często w ostatniej chwili udaje mi się nie rozjechać w nocy nieoświetlonego
            rowerzysty. Co z tego że to byłaby jego wina? Ja nie chcę być mordercą !
            Proponowałam juz kiedyś rowiązanie podpatrzone w Holandii. Przeprowadzano tam
            takie akcje: "nieoświetlonemu " zabiera się rower, a oddaje z lampkami pod
            warunkiem ,że zapłaci za zamontowanie oświetlenia + koszty operacyjne. To dość
            prosty, łatwo wykonalny a co najważniejsze skuteczny sposób na poprawę
            bezpieczeństwa. Mogłaby sie tym zając policja drogowa i straż miejska.
            Nie chodzi o to, żeby ludzi jakoś specjalnie karać (rowerzysta powinien
            pokrywać tylko rzeczywiste koszty operacji), ale żeby ich chronić przed
            śmiercią i trochę rozjaśnić w "nieoświeconych" łbach.
    • divak2 Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 22.08.05, 11:28
      Co sie łamiesz - jeździ w ciemno to jego sparawa. Ja kiedyś jadąc na rowerze
      staranowałem takiego bohatera, bo na góralu bez choćby ułamka odblasku wyjechał
      mi przed nosem z bocznej drogi na szosę. Jak wszyscy tacy zostaną rozjechani
      przez tiry to zostanie ta część jeżdżąca ze światłami i od razu będzie mieć
      lepszą opinię :)
      • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 22.08.05, 13:09
        Pozostają wyrzuty sumienia (co mogłem zrobić, aby temu zapobiec? chociaż często
        dochodzi się do wniosku, iż nic, to jednak nie jest to najlepsze samopoczucie)
        oraz rozwalony samochód, za naprawę którego trzeba będzie zapłacić (jeśli
        rowerzysta przeżyje, to okaże się, że pewnie był bezrobotny...)
        • divak2 Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 22.08.05, 14:16
          staranowałem oczywiście tego kamikaze, bo już się nie dało go nijak ominąć, na
          etapie taranowania dla sportu jeszcze nie jestem:)
    • wroclawjacek Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 23.08.05, 14:02
      > Juz nawet nie apeluje do policji. Nie apeluje
      > do nikogo.
      >
      Traktuję Twój list jako apel do nas.
      Co chcesz osiągnąć tym postem ?



      > W podświadomości mam obraz, że kiedyś taka chwila nastąpi, że
      > zabije jakiegoś głupca na nieoświetlonym rowerze.
      >
      Może dzieki temu zdarzeniu zaczniesz jeżdzic wolniej i nie zabijesz.
      Może dzieki temu, że bedziesz jeżdził wolniej nie najedziesz na gałąż albo inny
      przedmiot i się nie zabijesz.
      Może zastanowisz się czy Twoje światła nie przypominają skutecznością tych co
      miał rowerzysta.
      Może pomyślisz ,że nie dostosowałeś prędkości do warunków.
      Stosuj prostą zasadę: Ty najeżdżasz na przeskodę to Ty jesteś winny.
      Pomyśl, że żarówka rowerzysty spaliła się 20 sekund wcześniej .
      Pomyśl że Ty go zabiłeś bo zabrakło Ci wyobrażni jak temu rowerzyście.
      Nie apeluj do policji aby stała na każdej drodze i zdejmowała pijaczków z
      rowerów.
      Nie zaczynaj nic nie wnoszących postów tylko pomyśl.
      Taki jest świat po którym jeździsz .
      Albo zabijesz albo nie .
      Albo wmówisz sobie że nie mogłeś nic zrobić albo dostaniesz wyrok za nieumyślne
      spowodowanie śmierci.
      Nieumyslne często znaczy bezmyślne.
      Następnym razem zatrzymaj się , zadzwoń na policję . Zrób coś zamiast gadać.
      Nie zaczynaj następnej wojny .
      Jak się boisz jeżdzić (uważnie) , to się przesiądź na rower.
      Pamietaj tylko o oświetleniu. Jak bedziesz miał przepisowe to Cię żaden debil
      kierowca na pewno nie rozjedzie.
      Sic

    • ruda_szczurka Nie martw sie, nastepnym razem sie uda... 23.08.05, 15:49

      i trafisz w cel ;)
    • the_sound_of_silence Apel do rodziców małych amatorów rowerów 23.08.05, 17:09
      W ostatni weekend pod moim domem samochód potrącił 8-letnie dziecko na rowerze.
      Wiem tylko tyle, że dziecko w stanie ciężkim zawieziono do szpitala.
      Bez względu na to czy w tym wypadku winny był kierowca, czy dziecko, to
      obowiązkiem rodziców jest dopilnować, żeby dziecko w tym wieku nie jeździło
      ruchliwymi ulicami i najlepiej nigdy bez opieki. Pomijam już podstawowe
      zabezpieczenia jak kask, a nawet ochraniacze na kolana, łokcie.
      Takie rzeczy mogą uratować życie!
      • Gość: Roman Re: Apel do rodziców małych amatorów rowerów IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 23.08.05, 20:06
        > Bez względu na to czy w tym wypadku winny był kierowca, czy dziecko, to
        > obowiązkiem rodziców jest dopilnować, żeby dziecko w tym wieku nie jeździło
        > ruchliwymi ulicami i najlepiej nigdy bez opieki.
        Dziecko w tym wieku może się poruszać na rowerze tylko po chodniku pod opieką
        rodzica.
        • the_sound_of_silence Re: Apel do rodziców małych amatorów rowerów 24.08.05, 01:10
          Gość portalu: Roman napisał(a):

          > > Bez względu na to czy w tym wypadku winny był kierowca, czy dziecko, to
          > > obowiązkiem rodziców jest dopilnować, żeby dziecko w tym wieku nie jeździ
          > ło
          > > ruchliwymi ulicami i najlepiej nigdy bez opieki.
          > Dziecko w tym wieku może się poruszać na rowerze tylko po chodniku pod opieką
          > rodzica.

          To chyba nie jest dobry pomysł, żeby dyskutować o tym jaka różnica jest między
          teorią a praktyką?
          ...
          • Gość: Fakir Re: Apel do rodziców małych amatorów rowerów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.08.05, 17:58
            ale nie była to droga wewnątrzosiedlowa? Bo jak tak to niestety kierowca ma
            pozamiatane. Jezeli nie to wole nie mówic co myśle o rodzicach....
    • Gość: kru Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 12:46
      A ja tam mam już jednego na koncie! wyżył niestety pewno dalej wyjeżdża
      samochodom wprost pod koła.jedyna rada to jak już masz walnąć w rowerowca to tak
      żeby nie wyżył i nie mogł zeznawać potem tylko jedna naklejka z rowerkiem na
      błotnik i czychamy na następny strzał
      • Gość: deINO Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 26.08.05, 13:46
        a tak pozatym to w domu wszyscy zdrowi ?

        z moich obserwacji i jako rowerzysty (czynny) i kierowcy (firmowy) wynika, ze
        najniebezpieczniejsza sytuacja jest tzw. zielona strzalka - kierowcy w 90 % nie
        zatrzymuja sie przed nia ( ja jeszcze staje, prawo jazdy mam od 4 mcy,
        przejechane jakies 2500 km ) tylko jada, pratrzac przy tym (jak ktos wyzej
        wspomnial juz ) w lewo. W takiej wlasnie sytuacji mialem 2 tygodnie temu wjazd
        na sciezce rowerowej w cinquecento (trafilem w bok). Kierowca (akurat kobieta),
        jechala powoli, obok skrzyzowania zywoplot zza ktorego nie bylo mnie widac (jak
        i ja jej nie widzialem), ja mam zielone, ona zielona strzalke, w odleglosci 4-5
        metrow od przejazdu ujrzalem ja, wduszam hamulce (w tym czas reakcji) i trafiam
        centralnie przednim kolem w drzwi (celowalem opona, zeby jak najbardziej
        zaamortyzowac).

        skutki :

        zarabisty krwiak na udzie,jak mi wybilo kierownice z rak i dostalem w noge;
        glowa cala, jezdze ZAWSZE w kasku;
        samochod z tego co widzialek ok (jesli dobrze pamietam, to zaraz kolo srodkowego
        slupka trafilem), wiec chyba nawet sie nie wygielo;
        rower poszedl do naprawy, 450 pln za naprawde (placi kierowca);

        zdarzenie ewidentnie z winy kierowcy. spisalismy papierki (dane, itp), poniewaz
        kierowca przyznal sie, iz zawinil, odpuscilem sobie policje. pokrywa tylko (az?)
        koszty naprawy.

        To nie bylo mile zdarzenie ale i tak dalej bede jezdzil na rowerze.

        Pozdrawiam tych kierowcow, ktorzy zauwazaja mnie i nie zjezdza do kraweznika
        %-), a nawet zwolnia, zeby tuz za moim tylkiem nie pchac sie.

        Zielony Kask %-)
    • Gość: Julian Kosik Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 10:49
      Pozdrawiam, zapraszam na moją stronę www.kosik.pl
      • merflin Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty 30.08.05, 01:06
        heh.. ja uwielbiam wędkarzy na swoich "Ukrainach" na wylocie na Warszawę za
        Koroną. Po prostu uwielbiam tych panów... mam do nich szczęście nie zwykłe, czy
        to rano, czy to deszcz, czy ciemna noc, oni zawsze muszą tam być... pozdrawiam.
        też wędkuję.
    • Gość: Antycyklistka Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.wroclaw.mm.pl 30.08.05, 23:29
      Rowerzyści to horror! jezdniach dążą do samobójstwa najczęściej, a na
      chodnikach chcą zabijać, no może czasami tylko okaleczać! Każdy z nas zna takie
      przykłady, że włos się jeży na głowach. Wychowujmy nasze dzieci bo starsze
      pokolenie dla tej nauki jest zamkniete. Jazda na rowerze to wielka sztuka !
      • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 31.08.05, 07:20
        Ale na początku trzeba poznać przepisy. Jakież było moje zdziwienie, gdy
        znajomi zapaleni rowerzyści (do tego od wielu lat kierowcy) twierdzili, że mogą
        sobie wjechać na samochód, który zatrzymał się chwilowo na przejeździe dla
        rowerów, aby przepuścić ruch na drodze głównej (czasem tak idiotycznie są
        wyznaczone ścieżki rowerowe) i to będzie wina kierowcy auta. A jakież było ich
        zaskoczenie, gdy dowiedzieli się, że rowerzysta ma pierwszeństwo na przejeździe
        tylko jeśli się już na nim znajduje (i do tego KRD zabrania mu wjazdu nagłego
        wtargnięcia przed nadjeżdżający pojazd)... I to ludzie, którzy jeżdżą dużo
        zarówno rowerami i samochodami?
        • Gość: artek Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 08:07
          > sobie wjechać na samochód, który zatrzymał się chwilowo na przejeździe dla
          > rowerów, aby przepuścić ruch na drodze głównej
          nielegalnie - bo samochód w żadnym wypadku nie ma prawa zatrzymywać się ani na
          przejeździe dla rowerów ani na przejściu dla pieszych - sa na to odpowiednie
          paragrafy

          > (czasem tak idiotycznie są wyznaczone
          to nie ma nic do rzeczy, nie jest to usprawiedliwienie dla kierowcy.

          > ścieżki rowerowe)
          to się nazywa DROGA DLA ROWERÓW
          proszę odswieżyć znajomość z ustawą prawo o ruchu drogowym

          >A jakież było ich
          > zaskoczenie, gdy dowiedzieli się, że rowerzysta ma pierwszeństwo na
          > przejeździe
          tak tak, ustawodawca w swej wielkiej łasce nie pozwala na taranowanie rowerów
          (i pieszych) znajdujących się na przejeździe (czy przejsciu ). jakoś umknął
          fakt, że szczególnie niebezpieczna sytuacja jest równiez wtedy, gdy nawet
          niezbyt rozpędzony rower dojeżdza do krawężnika i zamierza przejechać.

          kierowcy równo leją na zakaz zatrzymywania się na przejeździe, nawet, gdy na
          skrzyżowaniu jest sygnalizacja swietlna a rower ma zielone.
          wymuszanie pierwszeństwa , blokowanie przejazdu, stwarzanie sytuacji zagrożenia
          jest nagminne i niestety obciąża kierowcę. bo ten nie ma nawyku ustępowania
          drogi - w żadnej sytuacji. polski kierowca po prostu MUSI przejechać. taki
          imperatyw kategoryczny. musi i już!
          dwie takie p... próbowały mnie wczoraj staranować na przejeździe przez
          klecińską koło szkockiej - ja mam zielone oni stoja w korku (oczywiście
          niezgodnie z przepisami bo nie powinien wjeżdżać na skrzyżowanie jeśli nie ma
          możliwości zjechania z niego), ja wjeżdżam na przejazd, w tym momencie z przodu
          się zwolniło to ten kretyn noga na gaz i wali do przodu nie patrząc czy może -
          bo on musi. a ja mam zielone i wjeżdżam prosto debilowi pod koła - ja na
          przejeżdzie z zielonym światłem! a druga debilka na drugim pasie to samo
          (również łamiąc parę paragrafów np. zakaz wyprzedzania na
          przejściu/przejeździe).

          > tylko jeśli się już na nim znajduje
          > i to będzie wina kierowcy auta
          jezeli wjedzie i nagle się zatrzyma blokujac przejazd (kierowca też ma zakaz
          wjeżdżania bezpośredni przed nadjeżdżający pojazd ;) - a tak się najcześciej
          zdarza - oczywiście, będzie jego wina - przykład j.w.

          > (i do tego KRD
          a co to jest KRD? od długiego czasu nie ma już takiego tworu.
          sugeruje odswieżyc znajomość z odpowiednią ustawa

          > zabrania mu wjazdu nagłego
          > wtargnięcia przed nadjeżdżający pojazd)...

          nieprawda - zabrania sie wjechania BEZPOŚREDNIO przed nadjeżdzajacy pojazd.
          okreslenie "bezpośrednio" jest bardzo istotne - pare metrów i nie
          będzie "bezpośrednio".

          uprzejmość, przewidywanie, zachowanie szczególniej ostrożności na przejściach
          czy przejazdach dla rowerów, nie wymuszanie pierwszeństwa (szczególnie przy
          skręcie w prawo), przepuszczanie słabszych użytkowników drogi ...
          niestety, to zbyt trudne i nazbyt nieosiągalne dla przeciętnego kierowcy :((
          • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 31.08.05, 10:32
            Jedno małe ale praktyczne pytanie: powiedz mi, jak kierowca ma zobaczyć
            nadjeżdżające pojazdy z lewej strony głównej drogi, jeśli:
            a) jakiś cymbał posadził przy drodze żywopłot,
            b) kolejny bęcwał wyznaczył drogę dla rowerów równolegle przy drodze głównej w
            bezpośrednim jej sąsiedztwie, przed nią "sadząc" przejście dla pieszych,
            c) z prawej strony stoi murek, który również wszystko zasłania.

            A teraz: kierowca ustępuje przechodniowi, widzi, że ma wolną drogę, wjeżdża na
            pasy, w tym momencie zza żywopłotu dostrzega nadjeżdżające pojazdy i MUSI się
            zatrzymać, jednocześnie nie wolno mu cofnąć (nawet gdyby, to i tak ma za sobą
            następny pojad). I cóż ma zrobić biedny kierowca? Wjechać wprost pod
            ciężarówkę, czy obserwować drogę główną stojąc na pasach i ścieżce rowerowej?
            (Innego wyjścia nie ma - oczywiście skrzyżowanie jest bez sygnalizacji
            świetlnej)... Jak znajdziesz sensowne rozwiązanie, to daj znać (ja wiem, jakie
            ono jest - trzeba przemalować drogę rowerową w taki sposób, aby przejazd przez
            jezdnię przebiegał kilka metrów od skrzyżowania i jednocześnie WYMUSZAŁ na
            rowerzystach ustąpienie pierwszeństwa pieszym na przejściu dla pieszych -
            dzięki czemu rowerzyści będą mieć na przejeździe znacznie mniejszą prędkość i
            będą ZMUSZENI aby się rozglądnąć, czy w coś nie wjeżdżają).
            • Gość: artek Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 11:33
              och, ja wiem jak niepraktyczne sa polskie drogi i jak niepraktyczne sa polskie
              przepisy.
              są też sytuacje drogowe trudne i są też oczywiste.
              dlatego naprawdę przydałaby się odrobina ustępliwosci i wyrozumiałości.
              i "szczególna ostrozność".
              naprawdę kierowca nie musi wymuszać pierwszeństwa przejazdu nawet jesli takie
              pierwszeństwo ma. no bo co z tego że przejedzie przez przejazd skoro i tak się
              za chwilę przed skrętem w lewo czy prawo musi zatrzymać? przecież można
              przyhamować i przepuścić delikwenta stojacego na przejsciu czy tego na rowerze
              metr czy dwa przed przejazdem?

              widzisz, nie wiem jak to się dzieje, ale kierowcy zupełnie inaczej traktuja
              skret w lewo i skret w prawo.

              doświadczam tego bardzo czesto jezdżąc droga wzdłuż legnickiej. na
              skrzyzowaniach ze światłami zawsze mam problemy z zajezdżaniem i wymuszaniem
              przejazdu przez skręcających w prawo z legnickiej. ja rozumiem, maja zielone,
              ale ja też mam zielone! i mam droge wolna i pierwszeństwo przejazdu nawet jesli
              jeszcze na przejazd nie wjechałem!
              natomiast nigdy nie zdarzyło mi się zagrożenie ze strony samochodu skręcającego
              z legnickiej w lewo - ba, parę razy pędem wjechałem na przejazd (żeby zdażyć
              jeszcze na zielone), zawsze kierowca zdążył się zatrzymać, zdaje się nawet, ze
              zwracał na ten przejazd uwagę tak, jak na jezdnię. zdarzyło się to nawet i nocy
              (uzywam oswietlenia, może dlatego mnie widział i zaczekał az przejadę).

              to już chyba nie jest kwestia kultury jazdy tylko wdrukowany odruch -
              "bezwarunkowe prawo do skrętu w prawo". tak jakby wymalowana zielona strzałka
              nie była zdelegalizowana.
              • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 31.08.05, 12:51
                Z tym skręcaniem w prawo się zgadzam (tyle, że wszystkie żywopłoty należałoby
                usunąć ze skrzyżowań - w dojczlandzie nie widziałem ani cienia tych statycznych
                zabójców - często u nas zdarzają się skrzyżowania takie jak opisałem, gdzie
                zjeżdżając w prawo maska samochodu nagle wchodzi na drogę rowerową ZANIM
                jeszcze kierowca ma szansę zobaczyć, czy ktoś po niej jedzie).

                Z tym, że trzeba jeździć ostrożnie też się zgadzam. Tyle, że dotyczy to zarówno
                rowerzystów, jak i kierowców. Tak naprawdę z tym skrzyżowaniem też nie ma
                wielkiego problemu (ale trzeba nagiąć przepisy aby jechać bezpiecznie) - po
                pwrostu rowerzyści mają na tyle miejsca, aby ominąć stojący samochód z tyłu -
                dzięki czemu delikatnie skręcając wytracą prędkość (a samochód widać z daleka z
                perspektywy rowerzysty, w przeciwieństwie do rowerzysty z perspektywy
                kierowcy). Paskudne jest uczucie kiedy rowerzysta wyjeżdża z prędkością powyżej
                30km/h na przejazd przez jezdnię, kiedy samochód przejeżdża przez pasy (a
                miałem nie więcej niż 5km/h) - przejeżdża przez chodnik i ładuje się przed
                samochód (który już stał, tyle, że nie da się go zatrzymać w miejscu w czasie
                0ms od zauważenia kierowcy, więc stał na przejeździe przez jezdnię). Dzięki
                temu, że jechałem powoli zdążyłem uniknąć poważniejszej kolizji, ale uraz do
                niebiezpiecznych rowerzystów pozostał...

                Jeśli chodzi o ustępowanie pieszym, czy rowerzystom, to stosuję dosyć proste
                reguły: jeśli pieszy stoi spokojnie się rozglądając i czeka aż przejadę, to
                spoglądam w lusterko - jeśli mam za sobą pusto, to przejeżdżam, jeśli więcej
                samochodów to się zatrzymuję w 25% przypadków. Jeśli już pieszy wszedł od lewej
                strony, to praktycznie zawsze się zatrzymuję (zależy od szerokości). Jeśli z
                prawej strony widzę jadącego rowerzystę, to podobnie. Zwykle moje zatrzymane
                jest traktowane ze zdziwieniem, ale często przechodnie dziękują skinieniem
                głowy. Czasem pokazują żebym jechał. Jedynym typem irytujących przechodniów są
                kumoszki stojące przed przejściem, ale nie mające zamiaru przechodzić...

                Kiedyś zatrzymywałem się na drogach wielopasmowych, teraz staram się tego
                unikać - jeśli coś jedzie za mną, ale na lewym pasie, to w 95% się nie
                zatrzyma, więc będzie to polowanie z nagonką ze mną w roli wystawiającego.
                Zwykły przechodzień wyjrzy zza mojego samochodu, ale matka z dzieckiem w wózku
                nie będzie miała takiej możliwości i nieszczęście gotowe... Niestety tacy
                kierowcy to najwięksi imbecyle, jakich można spotkać...

                Odrobina życzliwości, mniej cwaniactwa i nasze ulice byłyby znacznie bardziej
                przepustowe (no, jeszcze obwodnica Wrocławia, aby ciężarówki sunące na zachód
                nie musiały robić tego ciasnymi uliczkami - bez nich naprawdę nie ma
                praktycznie żadnych korków)...
          • Gość: melchior Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 31.08.05, 14:20
            >> sobie wjechać na samochód, który zatrzymał się chwilowo na przejeździe dla
            >> rowerów, aby przepuścić ruch na drodze głównej
            >nielegalnie - bo samochód w żadnym wypadku nie ma prawa zatrzymywać się ani na
            >przejeździe dla rowerów ani na przejściu dla pieszych - sa na to odpowiednie
            >paragrafy

            Zacytuj, bo jakoś nikt tego jak dotąd nie potrafił.
            • Gość: artek Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 14:51
              ależ proszę:

              Art. 2. Użyte w ustawie określenia oznaczają:

              11) "przejście dla pieszych" - powierzchnię jezdni, drogi dla rowerów lub
              torowiska przeznaczoną do przechodzenia przez pieszych, oznaczoną odpowiednimi
              znakami drogowymi,
              12) "przejazd dla rowerzystów" - powierzchnię jezdni lub torowiska przeznaczoną
              do przejeżdżania przez rowerzystów, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi,
              ...
              29) "zatrzymanie pojazdu" - unieruchomienie pojazdu nie wynikające z warunków
              lub przepisów ruchu drogowego, trwające nie dłużej niż 1 minutę, oraz każde
              unieruchomienie pojazdu wynikające z tych warunków lub przepisów,


              Art. 27. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów,
              jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi
              znajdującemu się na przejeździe.
              2. (skreślony).
              3. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią, jest
              obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi.
              4. Kierującemu pojazdem zabrania się wyprzedzania pojazdu na przejeździe dla
              rowerzystów i bezpośrednio przed nim, z wyjątkiem przejazdu, na którym ruch
              jest kierowany.

              Art. 49. 1. Zabrania się zatrzymania pojazdu:
              1) na przejeździe kolejowym, na przejeździe tramwajowym, na skrzyżowaniu oraz w
              odległości mniejszej niż 10 m od przejazdu lub skrzyżowania,
              2) na przejściu dla pieszych, na przejeździe dla rowerzystów oraz w odległości
              mniejszej niż 10 m przed tym przejściem lub przejazdem; na drodze
              dwukierunkowej o dwóch pasach ruchu zakaz ten obowiązuje także za tym
              przejściem lub przejazdem,

              i starczy kopiowania. teraz porównaj ostatni akapit z tym, co sie UPoRD
              definiuje jako zatrzymanie pojazdu
              • Gość: artek Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 14:57
                > i starczy kopiowania. teraz porównaj ostatni akapit z tym, co sie UPoRD
                > definiuje jako zatrzymanie pojazdu

                hmm - jest jednak pewna sprzeczność:
                4. Zakaz zatrzymania lub postoju pojazdu nie dotyczy unieruchomienia pojazdu
                wynikającego z warunków lub przepisów ruchu drogowego.

                to by oznaczało wyłączenie z ogólnej definicji zatrzymywania, tak?
                no to gleba, samochód - nasz pan!
                • Gość: Kokeeno Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.crowley.pl 01.09.05, 08:47
                  Niezupełnie.

                  W zasadzie są dwa przypadki:
                  - samochód właśnie "wyciągnął kopytka" na przejściu (powody mogą być różne),
                  - trzeba poczekać na drodze podporządkowanej podjeżdżając do drogi głównej -
                  problemem są w tym wypadku źle zaprojektowane przejazdy dla rowerzystów, które
                  prowadzone są przy krawędzi...

                  Cóż, przepisy są dostosowane do stanu dróg...
    • Gość: daniel Re: Temat rzeka - o małoco nie zabilem rowerzysty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 11:38
      Nie mam nic przeciwko rowerzystom,ale to co oni wyprawiaja czasami na drogach to
      juz przesada. Dzisiaj rano, wyjezdzałem z wrocławia w kierunku autostrady. na
      wysokości radia i telewizji, bylo zielone swiatło dla samochodów i wszyscy
      jechali,jednak oczywiście tuz przed nimi jakiś rowerzysta (w kasku) musiał jak
      najszybciej przejechac na pasach dla pieszych. Ciekawe czy kask by mu pomógł,
      gdyby nie zdążył...Pozdrawiam wszystkich.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka