tram_ktos
10.12.05, 22:49
Od dziś, tj. soboty 10 XII 2005, w związku z przywróceniem ruchu tramwajowego
na Piastowskiej i odcinku Sienkiewicza na wrocławskie tory wyjechały tramwaje
linii 0, 1, 8. Jednocześnie zlikwodowano zastępcze linie 70, 78 i 700
(autobus). Niestety, żadna z zawieszonych linii 21 i 23 nie została
przywrócona, co oznacza, że od dziś po Lotniczej i Legnickiej będzie jeździł
o 1 numer mniej niż dotychczas. Do Leśnicy dojadą 10 i 22, zaś do Pilczyc 3,
10, 12 i 22. Warto dodać, że normalnie na odcinku Pilczyce - "Dolmed" powinno
jeżdzić 5 linii (od dziś 4), zaś między "Dolmedem" a pl. 1-go Maja 7 (od dziś
5, do wczoraj 6). Na pewno nie poprawi to atrakcyjności komunikacji zbiorowej
w naszym mieście.
Powód "cięć" to oczywiście brak pieniędzy na komunikację zbiorową (tegoroczny
budżet jest realnie mniejszy od ubiegłorocznego). Można się tylko zastanowić,
co czeka nas w przyszłym roku. Kolejne linie do trwałego "zawieszenia"?
Kolejny problem to permanenty brak rozwoju sieci tramwajowej. Co jakiś czas w
gazecie pojawia się artykuł o tym, że za parę lat powstanie nowe torowisko -
a to na Poznańskiej i Długiej, Na Ostatnim Groszu, a to na Kozanowie, Nowym
Dworze, Gaju (podobno w 2006 r., bardzo realny termin!), czy ostatnio nawet
Muchoborze Wielkim. Problem w tym, że nikt tych planów potem nie realizuje.
Prędzej bloki z wielkiej płyty rozpadną się na tych osiedlach ze starości,
nim pojawią się na nich tramwaje. Można powiedzieć, że sytuacja ekonomiczna
jest trudna, itp. Oczywiście, w porównaniu z krajami Europy Zachodniej
jesteśmy biedakami. Jednak są w Polsce miasta, które rozwijają swoją sieć
tramwajową. Należą do nich Poznań (w l. 90-tych "Poznański Szybki Tramwaj" na
odcniku 6 km, obecnie budowa linii Rataje - Stare Miasto przez Most św.
Rocha), Kraków (w trakcie realizacji "Krakowski Szybki Tramwaj"), Gdańsk
(decyzja o budowie linii tramwajowej na osiedle Chełm), Warszawa, a także
fenomen tramwajowy w skali kraju - Elbląg (budowa ok. 2km nowego torowiska).
Również ostanio podpisane umowy na dostawę 8 i 9 niskopodłogowych tramwajów
dla Wrocławia, jakkolwiek są powodem do radości, wcale nie zapewniają
utrzymania obecnej liczebności taboru w przyszłości, bowiem zaniedbania w tej
kwestii są olbrzymie. Przez 14 lat nie kupiono ani 1 nowego wozu, w tym roku
nabyto 2 dwuwagonowe składy z Protramu. Tymczasem z faktu, że żywotność
tramwaju to ok. 35 lat, wynika, że Wrocław powinien rocznie wymieniać jakieś
11 wagonów, by utrzymać liczebność wozów na obecnym poziomie 400.
Nasze 17 niskopodłogowych składów to też wciąż niewiele w porównaniu z 50,
jakie niedługo będzie miał Kraków, którego budżet zbliżony jest do
wrocławskiego (w przeliczeniu na mieszkańca istotnie mniejszy jest krakowski).
A liczba 6 tramwajów niskopodłogowych zamówionych przez 150-tysięczny Elbląg
też skłania do refleksji.
O ile z budową torowisk i zakupem wagonów wiążą się poważne wydatki, o tyle
zapewnienie priorytetu tramwajom w zatłoczonym Centrum jest stosunkowo tanie.
Składa się na nie wydzielenie torowiska (np. poprzez wymalowanie ciągłej
linii), czy montaż sygnalizatorów najzdowych. Jednak, niestety, takie
działania podjęto jedynie w ograniczonym zakresie - głównie tam, gdzie nie
przeszkadza to zbytnio samochodom. A dopóki tramwaje będą grzęzły w korkach,
trudno liczyć na to, by istotna część mieszkańców Wrocławia wybierała ten
środek transportu zamiast własnego samochodu. A to przecież powinno być celem
polityki transportowej (na papierze jest, ale czy w praktyce?).
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że może unijne fundusze wreszcie przekonają
nasze władze, by chociaż rozpocząć rozbudowę sieci tramwajowej, która od lat
50-tych naprawdę nieznacznie się rozrosła. Niektóre inwestycje są oczysiście
bardzo drogie - np. Psie Pole, Nowy Dwór, Kozanów, ale na pewno dużo łatwiej
można przedłużyć tory do Bartoszowic, do płd. części Gądowa Małego przez Na
Ostatnim Groszu, wybudować łącznik na Długiej i Poznańskiej (jakże by się
przydał podczas remontu pl. 1-go Maja!).