buad
28.03.06, 18:41
Cytuję (bez zgody autora) post z warszawskiego forum. Warto przeczytać.
michal19755 28.03.06, 13:54 + odpowiedz
Quo vadis Prezesie???
Ktoś z członków Prawa i Sprawiedliwości musi w końcu zadać to pytanie. PiS
został tak pomyślany, że nie postawi go nikt z władz partii (i żaden z
parlamentarzystów). Na razie... Sukces Jarosława Kaczyńskiego jest faktem-wiara
w jego „geniusz” powszechna wśród członków naszej partii i obecna również poza
nią (np. część komentatorów politycznych; wielu
polityków Platformy itd. itp.). Właściwie PiS to Jarosław Kaczyński-i to on
jest odpowiedzialny za politykę partii. Rola trybika w pisowskiej maszynie
niespecjalnie mi jednak odpowiada-tym bardziej, że jej działanie-moim zdaniem-
szkodzi: raz Polsce, dwa polskiej centroprawicy. Mój głos jest słaby-cóż może
szary członek-niemniej jednak, jako się rzekło: ktoś musi zacząć...
Gwoli porządku-przypomnę wszystkim dzisiejszym krytykom PiS-u, dlaczego tacy
ludzie jak ja (niekoniecznie kochający Ojca Dyrektora, całkiem nieźle
wykształceni-czyli niestereotypowi „fani bliźniaków”) głosowali na PiS . Po
pierwsze, Polacy łaknęli (i łakną!) uczciwości w życiu publicznym. Uczciwości
rozumianej jako zaprzeczenie złodziejstwa (pamiętamy AWS-owski i SLD-owski TKM)
i wyrzeczenia się korzyści, które są pochodną sprawowanej władzy (czyli
bezinteresowności). Po drugie, Polacy chcieli być dumni z
własnej tożsamości narodowej-z własnego dziedzictwa. Po trzecie, Polacy
chcieli (i nadal chcą!) wzmocnienia instytucji państwa, które
wielokrotnie w ciągu ostatnich szesnastu lat, okazywało się bezsilne wobec
patologii (korupcji, ale też kolesiostwa, czy pospolitego
bandytyzmu).
Prawo i Sprawiedliwość wyszło naprzeciw tym oczekiwaniom. Kto był w Muzeum
Powstania Warszawskiego, ten wie, że Lech Kaczyński spełnił oczekiwania Polaków
czekających na upamiętnienie i rozpropagowanie tego, co w naszej-polskiej
historii...(„brakuje”mi przymiotnika) wielkie. Kto czytał program PiS-u i
śledził działania polityków naszej partii, ten wie, że jak mantra przejawiało
się w nich żądanie wzmocnienia sądów i usprawnienie admninistracji
publicznej. „Podkładkę” intelektualną do tego punktu programu dorobiła profesor
Staniszkis, wołająca od lat o wzmocnienie państwa, bez
którego i wolny rynek nie może sprawnie funkcjonować (ostatnio zresztą pisał o
tym guru republikanów i liberałów-Milton Friedman). Dorzucić do tego trzeba
(zapomnianą?) ideę zmian własnościowych w tzw. spółdzielniach mieszkaniowych, o
co nie zadbał żaden (!) z rządów wolnej Polski, w tym żaden z tych,
które szermowały ideologią liberalną (a własność jak
wiadomo...). Jeżeli dodamy niewątpliwą uczciwość braci
Kaczyńskich i ogromnej większości polityków PiS-u, mamy już
gotową odpowiedź na pytanie o przyczyny sukcesu. I nawet hasło solidaryzmu,
który nie jest tożsamy z socjalizmem (a przynajmniej nie miał być!), świetnie
trafiało i do tych, którzy z sentymentem wspominali czas pierwszej
Solidarności, i do tych, którzy na co dzień spotykają się z łamaniem swoich
praw (np. pracowniczych) i takiego solidaryzmu oczekują (ze
strony państwa i innych Polaków). Na koniec dodam jeszcze, że alternatywą dla
PiS-u były zaklęcia w stylu 3 razy 15 (a dlaczego nie 3
razy 12.5?) i kilkanaście (!) stroniczek „programu”, który wstyd było pokazać w
wersji papierowej (później się okazało, że Jan Rokita pracował z grupą znanych
ekonomistów nad programem gospodarczym-wyłącznie!, ale wyniki prac pokazał
dopiero po wyborach!!!).
Powie ktoś: a gdzie sojusz z Ojcem dyrektorem, wyraźnie zaznaczony w czasie
kampanii? Jak mogłem go nie zauważać? Ależ zauważałem! Ale jestem
czterdziestolatkiem, śledzę politykę nie od dziś i pamiętam, że to Jarosław
Kaczyński określił działanie neoendeckiego ZChN-u mianem „prostej drogi do
dechrystianizacji Polski”. Pamiętam, że bracia Kaczyńscy wyrośli
w tradycji zupełnie odmiennej-piłsudczykowskiej i akowskiej, czyli obcej
nacjonalizmowi. Pamiętam, że Jarosław Kaczyński wiele razy oskarżał (i
słusznie) Ojca Rydzyka o otaczanie się byłymi działaczami PZPR-u i Grunwaldu.
Pamiętam oskarżenia (słuszne!!!) o prorosyjskość (dostało się kiedyś nawet
Giertychowi-do pewnego czasu pupilowi Radia Maryja). Mogłem więc mieć nadzieję,
że wizyty w telewizji Trwam, to jedynie czasowy sojusz, obliczony
na zwycięstwo wyborcze i „uwiedzenie” elektoratu „neoendeckiego”-jego
ucywilizowanie. Pomyliłem się...
Pomyliłem się albo zostałem zrobiony w bambuko. Tak, czy siak, zauważam, że
kapitan wiedzie statek na mielizny, że nie zauważa skał i gór lodowych.... I
chcę o tym napisać.
Pierwsze moje zaskoczenie budzi język jakiego prezes, od pewnego czasu
używa. I nie chodzi mi o to, że jest dosadny. Na to mógłbym
się z oporami zgodzić. Język, którego używa Jarosław Kaczyński to... bełkot. To
mowa, która niczego nie tłumaczy, nie nazywa. Gdybym chciał go sparafrazować-
napisałbym, że to łże-język, ale nie muszę. Mogę się odnieść do konkretów. Cóż
znaczy określenie: „lumpenliberalizm/lumpenliberałowie”? Konia z rzędem temu,
kto znajdzie desygnat dla tej nazwy! Że niby liberałowie, ale
niedouczeni? Że liberałowie werbalnie, ale w działaniu
etatyści??? Ale lumpenliberałowie? Nie rozumiem.
A cóż znaczy, że Gazeta Wyborcza jest „mutacją Komunistycznej Partii Polski”?
Można nie zgadzać się z liberalna linią Gazety; można się z nią spierać (i
trzeba!). Ale, że mutacja KPP? To co-przemycają myśli Marksa pod płaszczykiem
liberalnej doktryny? Nie? Więc co? Że liberalizm szkodzi Polsce tak samo jak
żądania rewolucji proletariackiej i wyrzeczenie się
(programowe) niepodległości? Absurd!
A łże-elity? Że niby zawsze kłamią? A kto konkretnie? I kiedy?
A „Pan który prawie zawsze się mylił”? Że niby co: prezes Kaczyński wie lepiej,
jak kontrolować podaż pieniądza, tak, żeby nie wywołać inflacji?
I tu przechodzę do mojego drugiego zaskoczenia: jak można było dyskusję o
polityce monetarnej (zna się na tym paru ludzi w Polsce!) sprowadzić do
wrzasków człowieczka, którego zawsze się miało w pogardzie??? Jak można było,
będąc wiernym przekonaniom i uczciwości (!), odwoływać się do
najniższych instynktów prostych ludzi, którzy za
wszystkie swoje niepowodzenia gotowi są winić profesora Balcerowicza??? Jak
można było tak mocno dopieścić homo-sovieticusa??? Żeby nie powiedzieć po
prostu:chama (albo Polactwo-jak napisał Rafał Ziemkiewicz). To,
co dzieje się wokół osoby Leszka Balcerowicza i instytucji NBP, jest po prostu
antypaństwową destrukcją Panie Prezesie! Jeżeli chce Pan budować partię chamsko-
nacjonalistyczną (bo wszak nie ludowo-narodową), to trzeba
było to powiedzieć przed wyborami!
Czemu służy bowiem kluczenie w kwestii: będzie Lepper w rządzie, czy nie
będzie? Wchodzenie w alians z Lepperem jest błędem-Pana błędem-za który zapłaci
cały naród. Czym różni się dla Pana PZPRowski dyrektor PGR-u, od
sekretarza Millera? Ten drugi przynajmniej udaje, że się czegoś nauczył! Ten
pierwszy-nie nauczył się niczego (poza doskonaleniem postpańszczyźnianego
cwaniactwa). Nie wolno igrać z ogniem! Szczególnie wtedy, gdy poparzyć się mają
inni!
A gdzie ustawy Panie Prezesie: wzmacniające polskie sądy, policję,
administrację? Gdzie pomysł uwłaszczenia spółdzielców? Gdzie gospodarka-w tym
dbałość o młode pokolenie, które musi wszak utrzymać nie tylko siebie!??
Czas się obudzić-członkowie PiS-u! Kapitan (z wiadomych sobie powodów) chce
rozbić łajbę, w której płyniemy! Zwinął już dumną banderę i wywiesił...kaftan!