kielczow2003
24.07.06, 22:39
Podczas weekendowego wypadu z miasta nad wode ze znajomymi poczyniłem pewne
spostrzeżenia odnosnie otaczającej mnie rzeczywistości. Mam 27 lat generalnie
nie jest źle zycie ma swoje uroki i mankamenty, nie marudze troche sie teraz
pałuje z szukaniem pracy ale co tam. Rzecz sie tyczy czego innego. Od ponad
roku jestm sam. To co mnie zastanowiło to fakt ze leżąc na kocu, słuchajac
jakiejś duperelnej kłótni młodej parki zrozumiałem ze ja wcale nie chcę byc z
nikim. Uświadomiłem sobie że właśnie bycie samemu dla siebie jest
najfajniejszą rzecza jaka Ci sie może w życiu przytrafić. Kiedy widzę ludzi
styranych wieczna walką w zwiazkach, kiedy patrzę się na przeciez młodych i
ambitnych ludzi którym właśnie ktoś strzelił focha bądź muszą tłumaczyć się z
duperelnych spraw naprawdę jestem zadowolony z siebie i ze swojej samotności.
Chociaz samotnośc to chyba złe określenie, przeciez nie zyje dla siebie samego
mam rodzine wspaniałych przyjaciół na których moge polegać co prawda zycie to
niejebajka ale z tym aspektem jest mi coraz lepiej.
Zastanawiam sie czy wy macie podobne spostrzeżenia. Czy komus z was zaczeło
byc wyjatkowo wygodnie z samym soba do tego stopnia że nie chce wpuszczać
nikogo za blisko siebie.A może to jakas anomalia?
Pozdrawiam