Gość: Obserwator
IP: 212.127.66.* / 192.168.1.*
14.07.03, 10:44
Kontrole na tatrzańskich szlakach
/Bartłomiej Kuraś 13-07-2003, ostatnia aktualizacja 13-07-2003 16:13/
Pracownicy TPN zostali upoważnieni przez wojewodę małopolskiego do
sprawdzania, czy wycieczki idące w góry prowadzi przewodnik. Turyści, którzy
go nie wynajmą, mogą trafić przed sąd
To pierwsza taka akcja w historii Tatrzańskiego Parku Narodowego. Do tej pory
parkowa straż kontrolowała jedynie wykroczenia związane z ochroną przyrody.
- Jeśli grupa zapuściła się bez przewodnika na Czerwone Wierchy, przy
czwartym stopniu zagrożenia lawinowego, mogliśmy ich ukarać najwyżej za
zejście ze szlaku - tłumaczy Paweł Skawiński, dyrektor TPN. Teraz będzie
inaczej.
Przyłapią na szlaku
Po styczniowej tragedii pod Rysami, kiedy w lawinie zginęło ośmiu licealistów
z Tychów, dyrekcja TPN zwróciła się do wojewody małopolskiego o zezwolenie na
kontrolowanie ruchu turystycznego. Uczniów na Rysy wbrew obowiązującym
przepisom nie prowadził wykwalifikowany przewodnik. Władze TOPR i TPN
zarzuciły wtedy organizatorom wycieczki nieodpowiedzialność. Twierdziły, że
zimowego wejścia z młodzieżą na najwyższy polski szczyt nie podjąłby się
żaden tatrzański przewodnik.
Aby ustrzec turystów przed tragediami, wojewoda przyznał ponad 60 leśnikom
TPN prawo do kontrolowania wycieczek w górach.
- Już w przyszłym tygodniu wyruszą na szlaki - zapowiada dyr. Skawiński. -
Będą sprawdzać uprawnienia prowadzących wycieczki. Zdarza się, że osoby
podające się za przewodników nie mają licencji. Często także zorganizowane
grupy turystów wyruszają w góry w ogóle bez przewodników, co jest zabronione.
Jeśli teraz przyłapiemy ich na szlaku, zostaną ukarani.
Karą może być pouczenie, mandat 50 zł, a w drastycznych przypadkach -
postawienie przed sądem.
Drogie góry
Przepisy mówią, że grupa to ponad dziesięć osób. Opłacenie przewodnika do
Doliny Kościeliskiej kosztuje 250 zł. Jeśli idzie 11-osobowa grupa, każdy
musi wyłożyć po ponad 20 zł. Im więcej uczestników, tym mniej płaci każdy z
nich.
Przewodników tatrzańskich jest około pół tysiąca, z tego połowa czynnych
zawodowo. Niełatwo dostać się do tego grona. Odznakę uprawniającą do
oprowadzania po górach po ostatnim kursie otrzymała zaledwie jedna z ponad 60
osób, które wiosną ukończyły w Zakopanem dwuletnie szkolenie. Każda zapłaciła
za kurs prawie 6 tys. zł.
- To zamknięte środowisko, które niechętnie przyjmuje nowych. Dba o własne
interesy - uważa jeden z uczestników. Nie chce ujawniać nazwiska, bo jesienią
czeka go egzamin poprawkowy.
Łatwo złamać prawo
Przepisy obowiązujące w górach są restrykcyjne, prawo można złamać, nawet
spacerując w bezpiecznych dolinach. Według rozporządzenia Rady Ministrów
grupę wędrującą powyżej 1000 m n.p.m. mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy
turystyczni. Ale w Tatrach powyżej tej wysokości znajdują się nawet spacerowe
trasy i tłumnie odwiedzane schroniska: w Dolinie Chochołowskiej (1145,6), w
Dolinie Kościeliskiej (1094,6), w Dolinie Strążyskiej (1048,1), na polanie
Kalatówki (1170 m n.p.m.).
Mówi przewodnik tatrzański: nie żerujemy na nieszczęściu
Bartłomiej Kuraś: Przewodnicy będą teraz więcej zarabiać.
Krzysztof Kulesza, prezes Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego:- Po tragedii
pod Rysami, kiedy postulowaliśmy egzekwowanie przepisów obowiązujących w
górach, nieraz słyszeliśmy, że dla własnych interesów żerujemy na cudzym
nieszczęściu. Moim zdaniem do tej pory mniej niż połowa wycieczek szła w
Tatry z przewodnikiem. Nie za bardzo wierzę, by pracownikom TPN udało się
znacząco poprawić tę sytuację. Jeśli teraz 60 procent będzie brało
przewodnika, to będę zadowolony.
Obowiązkowy przewodnik w Dolinie Chochołowskiej, zwłaszcza latem, to chyba
przesada.
- Prawda, że przesadzono, mówiąc o każdej grupie wybierającej się powyżej
1000 metrów, także o dorosłych. Ten przepis powinien dotyczyć przede
wszystkim wycieczek szkolnych. Nauczyciele często nie mają pojęcia o Tatrach,
zaskakują ich załamania pogody. Przewodnik ma nie tylko przewidywać
niebezpieczeństwa, ale i dyscyplinować młodzież w górach oraz opowiadać o
tatrzańskiej przyrodzie.
Za taką opiekę przewodnika dzieci muszą przecież słono płacić. 20, 30 zł -
tyle niektóre z nich dostają kieszonkowego na cały wyjazd!
- Płaci się za całą wycieczkę, np. 250 zł do Doliny Kościeliskiej. Jeśli
idzie 11 osób, to rzeczywiście wychodzi po ponad 20 zł. Ale jeśli grupa liczy
30 osób, to wychodzi po niecałe 10 zł. Moim zdaniem to nie jest wiele.
A WY CO SĄDZICIE NA TEN TEMAT?
KTO CZYTA, NIE BŁĄDZI