garym
19.11.07, 22:06
Pan Klaus chyba dotknął meritum sprawy. Nie da się porównać Monachium do
Wrocławia właśnie ze względu na mentalność i tradycje bawarskie. Ukształtowały
się one przez wiele lat i Monachijczycy są w nich zakochani. Dlatego też wnuk
ubiera takie same spodnie jak nosił dziadek, a wnuczka wydaje setki euro na
strój identyczny do babcinego. Tego we Wrocławiu nie będzie już chyba nigdy. I
to nie tylko w wyniku ostatniej wojny, ale całej tysiącletniej historii. Bo
czy Niemców którzy mieszkali tu przed wojną można uznać za rdzenną ludność?
A Bawaria ma swoją odrębność rozpoznawalną nie tylko w Niemczech. I ta
odrębność jest podtrzymywana także w życiu codziennym. Monachijczycy są dumni
z Bawarii, a Bawarczycy są dumni ze swojej stolicy Monachium. Czy znajdzie się
podobną analogie między mieszkańcami Dolnego Sląska w Jeleniej Górze a
Wrocławiem? Przecież nawet nie cały Śląsk uznaje Wrocław za stolice (Katowice,
Opole).
Połączenie konserwatyzm i modernizmu w wydaniu monachijskim jest całkowicie
naturalne. Nikt w drodze do kościoła nie patrzy krzywo na opalających się
topless czy wręcz nago, często w samym centrum miasta.
Jeśli snuć jakieś analogie do Polski to chyba szybciej w stosunku do Krakowa.
Tu też tradycja miesza się z nowoczesnością, chociaż w innym stopniu. Tu także
można powiedzieć o jakiejś tożsamości terytorialnej, bo nawet górale szanują
Kraków. I jeszcze jedno, co chyba nie jest do końca przypadkiem. Zarówno
Kraków jak i Monachium miały/mają papieża związanego z ich miastem. I w obydwu
miastach są oni uwielbiani.