Dodaj do ulubionych

Sprawa między Fundacją Urszuli Jaworskiej a Aka...

14.08.03, 18:48
Ja w swoim życiu oddałem 13 litrów krwi.Nie wziąłem za to
złamanej złotówki(nie licząc czekolad).A w tej Zajedwabistej
Polsce teraz powstają fundacje żerujące na krzywdzie
ludzkiej.To skandal
Obserwuj wątek
    • michal25arizona Re: Sprawa między Fundacją Urszuli Jaworskiej a A 14.08.03, 18:54
      arti47 napisał:

      > Ja w swoim życiu oddałem 13 litrów krwi.Nie wziąłem za to
      > złamanej złotówki(nie licząc czekolad).A w tej Zajedwabistej
      > Polsce teraz powstają fundacje żerujące na krzywdzie
      > ludzkiej.To skandal

      Zaden skandal tylko bardzo dobra polityka...
      Gdybys byl wlascicielem tej kliniki, ktora wykonala badania,
      pobrala szpik od dawcy itd (czytaj : wydala kilkadziesiat
      tysiecy zlotych na ten cel, kiedy moglaby wydac te pieniadze na
      cos innego ) to domagalbys sie zaplacenia twojej placowce tych
      30 tysiecy czy nie ???? (pamietaj ze mialbys na glowie
      pracownikow, rachunki do zaplacenia, twoja rodzine, ktora chce
      czasem cos zjesc itd....)?????????
      Pozdrawiam ze slonecznej atlanty
      • Gość: ### Re: Sprawa między Fundacją Urszuli Jaworskiej a A IP: *.sims.nrc.ca 14.08.03, 19:02
        polecam artykul z nr 28/2003 Przekroju:


        SSANIE SZPIKU

        Zanim weźmiesz udział w kolejnej zbiórce na przeszczep szpiku,
        upewnij się, czy zamiast ratować życie, nie nakręcasz tylko jego
        ceny

        MICHAŁ WÓJCIK

        Ąsia ma 14 lat, siedzi w szkolnej ławce, zaraz zacznie się
        matematyka. Jest początek maja, niedługo wakacje. Ojciec Asi,
        pan Roman, odbiera w tym czasie telefon. Dzwoni lekarz rodzinny.
        Prosi, żeby natychmiast przyjechać. Po badaniach morfologii
        córki okazało się bowiem, że ma białaczkę. - Przecież Asia czuje
        się dobrze - mówi do lekarza zdezorientowany ojciec.
        Jeszcze tego samego dnia Asia zostaje podłączona do kroplówki.
        Trzy dni później diagnoza: zespół mielodysplastyczny RAEB-t -
        jedna z form raka krwi. Potrzebny będzie przeszczep szpiku
        kostnego.
        Życie rodziny zmienia się z dnia na dzień. Rusza gigantyczna
        akcja zbierania pieniędzy na operację. Od razu powstaje wielki
        ruch wolontariuszy. Pomagają dziennikarze, politycy, sportowcy.
        Pod koniec maja Asia może przyjmować tylko po dwie osoby w domu,
        w jej pokoju cały czas pali się lampa bakteriobójcza, spacery
        maksimum po pół godziny. Za kilka dni zaczną się regularne
        torsje. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Ale Asia walczy.
        Ojciec koordynuje zbiórkę przez stronę, którą założył w
        Internecie. Co dwa dni aktualizuje informacje o zebranych
        środkach. Pod koniec czerwca w nadziei szybszego znalezienia
        dawcy prosi miejscową klinikę, by wysłała wyniki badań córki do
        Fundacji Urszuli Jaworskiej, która reklamuje się jako największy
        bank szpiku kostnego w Polsce.
        I wtedy pojawiają się problemy. Szpital nie chce współpracować z
        Jaworską. Pan Roman próbuje interweniować w Fundacji. Nie
        rozumie tych animozji, nie ma wpływu na decyzje kliniki, dla
        niego ważne jest życie córki, a nie jakieś konflikty w służbie
        zdrowia. Po krótkiej wymianie zdań z prezesem Fundacji Czesławem
        Baranowskim słyszy od niego, że jest oszustem i złodziejem. -
        Żegnam, towarzyszu! - mówi na odchodne Baranowski i rzuca
        słuchawką. Ojciec Asi jest w szoku, prawie takim samym jak
        miesiąc temu, gdy dowiedział się o chorobie córki.


        Tylko na fundację
        Dagmara Janduła trzy lata temu przeszła pomyślnie operację
        przeszczepu. Gdy zachorowała na białaczkę, od razu natrafiła na
        informację, że chorymi najlepiej opiekuje się Fundacja Urszuli
        Jaworskiej. Zadzwoniła i uzyskała zgodę na otwarcie subkonta.
        Przez kilka miesięcy jej znajomi i przyjaciele zbierali
        pieniądze na przeszczep. Potrzeba było 400 tysięcy, bo tyle, jak
        dowiedziała się w Fundacji, kosztuje operacja na Zachodzie.
        Dagmarze udało się zebrać cztery razy mniej, ale nawet te sto
        tysięcy złotych okazuje się sumą daleko na wyrost. Za dobór
        dawcy płaci 13 tysięcy, za operację nic, bo szpitalowi 220
        tysięcy złotych zwróciło Ministerstwo Zdrowia. Po zakupie leków
        i rehabilitacji zostaje ponad 50 tysięcy złotych. Dagmara prosi
        Fundację, by przekazała pieniądze osobie przez nią wybranej,
        również chorej na białaczkę. Jaworska nie zgadza się. W krótkiej
        rozmowie wyjaśnia, że pieniądze można przeznaczyć tylko na cele
        statutowe jej Fundacji.
        Jeszcze bardziej niemiłą rozmowę z Urszulą Jaworską miał Mariusz
        Sukowski, który koordynował głośną na Wybrzeżu zbiórkę pieniędzy
        na przeszczep dla 24-letniego Pawła Woźniaka. Pieniądze udało
        się zebrać, operacja odbyła się w październiku 2000 roku.
        Niestety, miesiąc później Paweł Woźniak już nie żył. W ostatniej
        woli poprosił, aby niewykorzystane środki, czyli 70 tysięcy
        złotych, przeznaczyć dla dziewczynki po udanym przeszczepie. -
        Nasi podopieczni mogą pomóc tylko komuś, kto jest także pod
        naszą opieką. Tak bowiem stanowi statut - wytłumaczyła
        Sukowskiemu Jaworska.
        Zapomniała jednak dodać, o który statut jej chodzi. O ile na
        początku Fundacja miała się zajmować tylko "wspieraniem ośrodków
        medycznych dokonujących operacji przeszczepów szpiku oraz
        organizowaniem działalności wspierającej dokonywanie
        przeszczepów", o tyle na podstawie obecnego statutu może już
        prowadzić działalność gospodarczą. Robi to bez wiedzy
        darczyńców, choć za ich pieniądze. Może wynajmować lokale i
        uczyć języków obcych, prowadzić działalność reklamową i
        organizować wystawy. Najbardziej jednak zaskoczył środowisko
        medyczne fakt, że Urszula Jaworska, z zawodu tancerka, uznała
        się za autorytet w dziedzinie medycyny i prowadzi także
        działalność lekarską.


        360 tysięcy za znalezienie
        O Urszuli Jaworskiej zrobiło się głośno w 1997 roku.
        Utalentowana tancerka z zespołu Mazowsze, potem z grupy
        tanecznej Sabat Małgorzaty Potockiej zachorowała na białaczkę. W
        prasie pojawiły się jej zdjęcia. Gdy okazało się, że w Polsce
        nie ma dawcy, który odpowiadałby jej pod względem zgodności
        tkankowej, mąż Jaworskiej, z zawodu śpiewak, zorganizował
        koncert charytatywny.
        Od tego się zaczęło. Potem ruszyła wielka zbiórka na przeszczep,
        bo Ministerstwo Zdrowia nie miało pieniędzy na operację. W kilka
        miesięcy po zabiegu (dawcą była anonimowa Holenderka), gdy szpik
        się przyjął, Urszula Jaworska postanowiła stworzyć fundację,
        która pomagałaby chorym na białaczkę. W 1997 roku w Polsce było
        zarejestrowanych zaledwie 67 dawców. Jaworska stworzyła rejestr
        honorowych dawców szpiku kostnego.
        Rejestr zawiera dane osobowe dobrowolnych dawców i ogólną
        charakterystykę ich szpiku. Ludzie z listy są gotowi, gdy
        zajdzie taka potrzeba, oddać część swojego szpiku do
        przeszczepu. Rejestr Jaworskiej to obecnie największy "bank
        szpiku" w kraju.
        Pierwsze problemy pojawiły się już wkrótce po utworzeniu banku.
        W prasie Jaworska apelowała bowiem o pieniądze na badania i
        operacje przeszczepu. Na początku podawała informację, że koszt
        znalezienia dawcy to około 360 tysięcy złotych. W środowisku
        zawrzało. Oficjalny cennik usług medycznych w tym zakresie
        wprawdzie nie istniał, ale cena wydawała się wielokrotnie
        zawyżona.
        W roku 2001 na białaczkę zachorował mały Adaś. Koszty leczenia
        Fundacja Jaworskiej oszacowała na 334 520 złotych. Lekarze
        przecierali oczy ze zdumienia. Protesty przyniosły rezultat. W
        lipcu Fundacja wystawiła wrocławskiej klinice rachunek
        za "udostępnienie" szpiku ze swojego rejestru na sumę 10-krotnie
        mniejszą. Urszula Jaworska przyznała, że "zryczałtowała" kwotę.
        Nie złożyła jednak broni. W liście do ministra zdrowia Mariusza
        Łapińskiego napisała: "Całkowity koszt pozyskania szpiku z
        rejestru Jaworskiej dla jednego chorego wynosi około 330 tysięcy
        złotych, zatem kwota 30 tysięcy pokrywa tylko około 10 procent
        poniesionych kosztów, pozostałe 90 procent pokrywa Fundacja
        Urszuli Jaworskiej".
        - To jakaś piramidalna bzdura - mówi z oburzeniem kierowniczka
        laboratorium HLA Monika Sankowska z Niepublicznego Zakładu
        Opieki Zdrowotnej MEDiGEN. To ona jako pierwsza przerwała
        milczenie i sprzeciwiła się cennikowi Jaworskiej. Jej zdaniem
        FUJ wyłudza w ten sposób pieniądze od chorych. Sprawa
        wrocławskiego rachunku trafiła do sądu.
        - Ze spokojem i czystym sumieniem czekamy na termin rozprawy -
        mówi doktor Małgorzata Wolska z Dziecięcego Szpitala Klinicznego
        we Wrocławiu. Nie chce jednak komentować całej sprawy. Komentarz
        ciśnie się natomiast na usta Henryka Siegerta, ojca Pawła, który
        kilka lat temu przegrał swoją walkę z białaczką. - Można to
        porównać do handlu organami, który jest w Polsce zabroniony -
        mówi Siegert, z trudem znajdując słowa na określenie sposobu
        działania Jaworskiej.


        Badania od informatyka
        Skandale, które towarzyszyły kolejnym zbiórkom na przeszczepy,
        zaowocowały pomysłem stworzenia jednego scentralizowanego banku
        dawców. Do roku 2001 istniało pięć niezależnych rejestrów, które
        de facto były dla siebie konkurencją. W końcu dwa lata temu
        powstał w Warszawie Centralny Rejestr Dawców Szpiku. Tyle że -
        jak się wkrótce okazało - jest z nim więcej problemów niż z
        niego pożytku.
        Ministerstwo Zdrowia ogłosiło przetarg na badania szpiku dawców
        dla b
        • Gość: ### cd. z Przekroju nr 28/2003 IP: *.sims.nrc.ca 14.08.03, 19:04
          cd. artykulu z PRZekroju

          Badania od informatyka
          Skandale, które towarzyszyły kolejnym zbiórkom na przeszczepy,
          zaowocowały pomysłem stworzenia jednego scentralizowanego banku
          dawców. Do roku 2001 istniało pięć niezależnych rejestrów, które
          de facto były dla siebie konkurencją. W końcu dwa lata temu
          powstał w Warszawie Centralny Rejestr Dawców Szpiku. Tyle że -
          jak się wkrótce okazało - jest z nim więcej problemów niż z
          niego pożytku.
          Ministerstwo Zdrowia ogłosiło przetarg na badania szpiku dawców
          dla banku. Wygrały trzy firmy, w tym jedna prywatna. Problem
          pojawił się po roku, gdy wyszło na jaw, że z obowiązku
          przebadania szpiku wywiązała się tylko jedna, prywatna firma.
          Dwie pozostałe - jak się okazało - nie poradziły sobie. Nie
          zdążyły przebadać dawców, opóźniając funkcjonowanie systemu.
          Fundacja Urszuli Jaworskiej nie znalazła się wśród zwycięzców
          przetargu, bo w jej placówce nie pracuje ani jeden lekarz. Mimo
          to do Jaworskiej wciąż zgłaszają się zdesperowani chorzy w
          poszukiwaniu dawcy. Dokumenty, w tym wyniki typowania I i II
          klasy HLA (specjalistyczne dane o krwi), podpisuje prezes
          Fundacji Czesław Baranowski, z zawodu śpiewak, lub zatrudniony
          tam informatyk.
          Zdaniem Moniki Sankowskiej zdarzyło się już, że zakodowany w
          sekwencji cyfr i liczb wynik badań krwi został przez Fundację
          podany błędnie. Gdyby nie zweryfikowano tych badań, tylko od
          razu sprowadzono szpik z zagranicy, okazałoby się, że jest on
          kompletnie nieprzydatny. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby
          ktoś wszczepił taki szpik choremu.
          Centralny Rejestr okazał się niewypałem również z innego powodu.
          Włączenie swoich dawców zapowiedział zarówno szef Regionalnego
          Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach, jak i
          Fundacja przeciw Leukemii, ale nie Fundacja Urszuli Jaworskiej,
          która dysponuje największym bankiem. - A przecież Fundacja
          kupowała odczynniki do badań za pieniądze ministerstwa -
          tłumaczyła niedawno Bożena Barcikowska z Ministerstwa Zdrowia,
          która nadzorowała działanie rejestru. Jej zdaniem dawcy
          przebadani na koszt Ministerstwa powinni znaleźć się w
          Centralnym Rejestrze, a nie w banku prywatnej firmy.
          Nawet gdyby Urszula Jaworska zgodziła się na włączenie jej
          dawców do Centralnego Rejestru, przypuszczalnie nie miałoby to
          sensu, bowiem dane gromadzone w jej banku są niekompletne.
          Profesor Jerzy Hołowiecki, który przeprowadził u Urszuli
          Jaworskiej pierwszy w Polsce przeszczep od niespokrewnionego
          dawcy, uważa, że ponad 90 procent dawców w Fundacji przebadanych
          jest tylko w I klasie. Standardy światowe z kolei mówią o
          komplecie badań, czyli również o II klasie.
          Ta drobna różnica, czyli brak danych w II klasie, jest bardzo
          ważna. - Bez zgodności antygenów transplantacyjnych w II klasie
          badań nikt o zdrowych zmysłach nie przeprowadzi operacji
          przeszczepu szpiku - wyjaśnia doktor Leszek Kauc z MEDiGEN-u.
          Urszula Jaworska uważa, że badania można uzupełnić. To prawda,
          można. Sęk w tym, że Jaworska nie ma na to pieniędzy.


          Na "martwe dusze"
          W lokalu Fundacji Urszuli Jaworskiej w Warszawie panuje ruch -
          właśnie przyjmowane są nowe osoby do pracy. Na ścianach plakaty
          pamiętające pierwsze zbiórki pieniędzy na rzecz chorych. Pani
          Urszula każdą wizytę dziennikarza wiąże z wojną między
          prywatnymi firmami zajmującymi się badaniami szpiku. Na pytanie,
          czy jej Fundacja nadal jest organizacją non profit, jak było to
          jeszcze do niedawna, odpowiada, że już nie. - Ale większość
          banków szpiku nie jest non profit - tłumaczy. Twierdzi również,
          że od dwóch lat nie otwiera już kont przy swojej Fundacji. Dotąd
          wpływały na nie pieniądze ze zbiórek organizowanych dla
          chorych. - Te subkonta - mówi - są zupełnie niepotrzebne.
          W Internecie można znaleźć co najmniej kilku chorych, którzy
          apelują o pomoc, podając jej konto. "Dotychczas zebrano około
          220 tysięcy złotych, co stanowi połowę kosztów operacji" -
          informują na swojej stronie rodzice 11-letniego Mateusza. O
          pomoc zwraca się również Dariusz Janiak: "Koszty leczenia
          zwiększają się w związku z szukaniem i przebadaniem dawców do
          przeszczepu i musimy je pokryć z własnych środków". Na koniec
          apeluje: "Bez Twojej pomocy moje światło zgaśnie".
          Niestety, Mateuszowi i Dariuszowi żadne pieniądze już nie
          pomogą. Obaj od dawna nie żyją. Jako "martwe dusze" nadal
          kwestują na rzecz Fundacji Urszuli Jaworskiej. Założycielka
          rozkłada bezradnie ręce. Nie może tej strony usunąć, bo jej nie
          zakładała. Na pytanie, czy nie czuje dyskomfortu, że zbiera
          pieniądze na pomoc umarłym, mówi: - Trudno, pomogę za to innym.

          MICHAŁ WÓJCIK

        • Gość: adam czy ta HIENA nie jest z Łodzi? IP: *.dami.pl / 172.18.2.* 14.08.03, 21:30
          Za takie przekręty powinna iść do pierdla.
          Rozwalic de wszytkie fundcje - to tylko przykrywka do dorego
          życia prezesów.
          • Gość: August Re: czy ta HIENA nie jest z Łodzi? IP: *.nest.gliwice.pl 15.08.03, 15:46
            Powinieneś stanąć z robolami przed jakimś ministerstwem i
            skandować "Złodzieje! Złodzieje!"

            Gość portalu: adam napisał(a):

            > Za takie przekręty powinna iść do pierdla.
            > Rozwalic de wszytkie fundcje - to tylko przykrywka do dorego
            > życia prezesów.
      • Gość: grunch Re: Sprawa między Fundacją Urszuli Jaworskiej... IP: 129.81.192.* 14.08.03, 22:00
        michal25arizona napisał:

        > arti47 napisał:
        >
        > > Ja w swoim życiu oddałem 13 litrów krwi.Nie wziąłem za to
        > > złamanej złotówki(nie licząc czekolad).A w tej Zajedwabistej
        > > Polsce teraz powstają fundacje żerujące na krzywdzie
        > > ludzkiej.To skandal
        >
        > Zaden skandal tylko bardzo dobra polityka...
        > Gdybys byl wlascicielem tej kliniki, ktora wykonala badania,
        > pobrala szpik od dawcy itd (czytaj : wydala kilkadziesiat
        > tysiecy zlotych na ten cel, kiedy moglaby wydac te pieniadze
        na
        > cos innego ) to domagalbys sie zaplacenia twojej placowce tych
        > 30 tysiecy czy nie ???? (pamietaj ze mialbys na glowie
        > pracownikow, rachunki do zaplacenia, twoja rodzine, ktora chce
        > czasem cos zjesc itd....)?????????
        > Pozdrawiam ze slonecznej atlanty
        ================================================================
        Ze slonecznej Atlanty nie dostrzegasz wszystkich aspektow
        sprawy. Poza tym, to chyba owa "slynna" fundacja pani J. robi
        teraz prawdziwy biznes, a nie klinika, ktora przeprowadzala
        badania...
    • Gość: robak Re: Sprawa między Fundacją Urszuli Jaworskiej a A IP: *.telkab.pl 14.08.03, 21:41
      ta fundacja ma siedzibe w Pruszkowie
      • Gość: cortina Jestem pod przytłaczającym wrażeniem wszechobecnego IP: *.piasta.pl 14.08.03, 23:07
        bezwstydu
    • Gość: Baba-w-oknie Czy to kolejna sprawa z cyklu niemoznosci? IP: *.tvk / 172.16.0.* 14.08.03, 23:15
      Wiadomo, ze "apetyt rosnie w miare jedzenia". P. Jaworska juz
      zapomniala o swojej chorobie i stala sie przedsiebiorca.
      Wszystko byloby w porzadku, ale czy sprawami stricte medycznymi
      maja prawo zajmowac sie amatorzy? Moze p. Jaworska, skoro
      odkryla w sobie talent do biznesu - niech się nim zajmuje, a nie
      medycyna! Przypomina mi to praktyki znachorek. Ministerstwo
      Zdrowia jest w trakcie reorganizacji swoich sluzb, ale to nie
      znaczy, ze w palacych sprawach ma chowac glowe w piasek. A ta
      sprawa jest pilna!
      • Gość: ahoy Re: Czy to kolejna sprawa z cyklu niemoznosci? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.08.03, 23:38
        Ministerstwo zdrowia, jak widać , do niczego się nie nadaje.
        Jest jak niesprawne urządenie, bubel. Na złom.
    • Gość: August Re: Sprawa między Fundacją Urszuli Jaworskiej a A IP: *.nest.gliwice.pl 15.08.03, 15:41
      przyznasz chyba, że pobranie szpiku jest bardziej skomplikowane
      niż pobranie krwi? I wymaga odpowiedniej aparatury,
      przechowywania, transportu itp.

      Prawdopodobnie dawcy szpiku też nie biorą za to ani grosza...


      arti47 napisał:

      > Ja w swoim życiu oddałem 13 litrów krwi.Nie wziąłem za to
      > złamanej złotówki(nie licząc czekolad).A w tej Zajedwabistej
      > Polsce teraz powstają fundacje żerujące na krzywdzie
      > ludzkiej.To skandal

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka