zeziufive
16.07.08, 12:03
Odwiedzając wielokrotnie Pasaż Grunwaldzki każdorazowo mijałem
siedzącą przed głównym wejściem postać Peregryna wrocławskiego,
rycerza - wędrowca, który miał być zajawką tego co we wnętrzu.
Wchodząc w przestrzeń samej budowli stwierdzałem, iż tenże Peregryn
jest rozpaczliwie samotny w zderzeniu z typowo handlową przestrzenią
XXI wieku. Idea stworzenia czegoś niepowtarzalnego w naszym mieście
została ograniczona do symbolu samej rzeźby o którą onegdaj zostałem
zapytany przez mocno "zmęczonego" wprowadzonym do ustroju alkoholem
osobnika: I co to ku...a jest? Nawet tenże sromotnie zapijaczony
mocno "wczorajszy" weteran biesiad zorientował się w zupełnym
oderwaniu się symbolu rycerza-wędrowca od całej reszty obok.
Każdorazowo, będąc w PG mam wrażenie, że gdyby pójść dalej
w "klimaty" kojarzące się z wystrojem epoki której zajawką jest
właśnie Peregryn, sam obiekt niewiele by stracił ze swej typowo
handlowej funkcji a bardzo wiele zyskał by jako niepowtarzalna
sygnatura miejsca i miasta w którym zaistniał. Gdyby typową dla
dzisiejszej epoki przestrzeń "szkła i chromowanej stali" obecnego
wystroju PG zamienić lub umiejętnie połączyć z wyglądem i wystrojem
np. średniowiecznego zamku (stosując wszelkie triki wystroju
pomieszczeń znane np. scenografom), symbol odpoczywającego rycerza
przed jego wejściem nabrałby wreszcie właściwego sensu. Idąc "na
całość" można zobaczyć w wyobraźni obsługę obiektu w strojach
cokolwiek stylizowanych na te z rycerskich etosów.
Bo dziś jedynie logo dwóch wieżyczek, rozczłonowany widok
najstarszej ryciny Wrocławia z XV w na bocznych frontonach budowli
oraz foliowe ornamenty na szklanych drzwiach to właściwie wszystko
co nawiązuje do stylistyki nawiązującej do epoki zasygnalizowanej
przez siedzącego rycerza-wędrowca przed kolejnym centrum handlowym
współczesnego miasta. I tylko nazwa miejsca może sugerować związek
przyczynowy zaistnienia tegoż symbolu.
Peregrynowi towarzyszy dziś już kolejny krasnal (obecnie "na topie"
sygnaturka Wrocławia), ale w obecnym wystroju i klimacie Pasażu
Grunwaldzkiego obaj (rozpaczliwie samotni) muszą sami
sobie "zapewnić towarzystwo". Wszystko co obok, to już bajka
(cokolwiek bez sensu) z zupełnie innej epoki.
A może dałoby się coś....?