wscieklyuklad
31.01.24, 17:38
w oczekiwaniu Upragnionego Pacjęta!
TO JUŻ OBŁĘD, A NIE CHWILOWA NIEDYSPOZYCJA…
Powinniśmy chyba dawać na msze i modlić się o jak najdłuższe panowanie Kaczyńskiego, powinniśmy wznosić toasty za to, żeby rządził w PIS jeszcze co najmniej do wyborów prezydenckich w 2025 r. To nie żart. Kaczyński stał się potężnym atutem, tyle że nie swojej partii, a Donalda Tuska. Kaczyński jako Prezes PIS jest jedną z najmocniejszych kart w talii nowej władzy, jest jakby koniem trojańskim lub "piątą kolumną" wewnątrz własnej partii. I ten atut z każdym miesiącem będzie zyskiwać na wartości. Bo Kaczyński z każdym miesiącem będzie coraz starszy i bardziej niedołężny umysłowo, coraz mniej będzie rozumieć i dostrzegać, intuicja będzie go zawodzić już praktycznie non stop i popełniać będzie coraz więcej niewymuszonych błędów. No i będzie się stawać coraz bardziej przewidywalny w tym, że staje się coraz bardziej nieprzewidywalny dla swojej partii.
Gdyby Kaczyński był politykiem 60- lub 65-letnim, gdyby sam siebie nie uważał nadal za wybitnego stratega, geniusza i nieomylną wyrocznię, może byłby jeszcze w stanie zmienić swój sposób uprawiania polityki i zarządzania własną partią. Ale na to jest już za późno. Prezes nie jest już zdolny ani do samokrytyki, trzeźwej analizy własnych błędów i wyciągnięcia z nich wniosków, ani do jakichś radykalnych zmian w swojej wizji rządzenia państwem lub bycia w opozycji. Prezes może dziś już tylko dryfować ku nicości. A wraz z nim dryfuje cała jego formacja.
Wielokrotnie apelowałem, byście nie uważali Kaczyńskiego za debila. Bo to, że ktoś jest do szpiku kości zły i amoralny nie oznacza wcale, że jest debilem. Psychopaci i socjopaci rzadko zresztą są głupkami. Niezdara życiowa też wcale nie musi być głupkiem. Prezes pod wieloma względami jest właśnie życiowym nieudacznikiem, najprostsze czynności sprawiają mu olbrzymie problemy, ale głupkiem nigdy nie był. Stał się natomiast szaleńcem, jak zresztą wielu dyktatorów i satrapów w przeszłości. Pisałem kiedyś o filmie „Upadek” przedstawiającym ostatnie dni III Rzeszy i o licznych analogiach, jakie widzę pomiędzy kresem władzy Hitlera oraz Kaczyńskiego: ich nieumiejętność pogodzenia się z klęską, nieumiejętność przyznania się do własnych błędów, ucieczka od rzeczywistości lub zastępowanie jej rzeczywistością fikcyjną (czytaj - urojoną), coraz większe osamotnienie i szaleństwo obu dyktatorów...
Uważam, że dziś Kaczyński jest o wiele większym szaleńcem niż np. Macierewicz, który moim zdaniem tylko udaje szaleństwo. Problemy psychiczne Prezesa, które nie zaczęły się wcale w ostatnich miesiącach, ale znacznie wcześniej, w tych ostatnich miesiącach znacznie się jednak uwidoczniły… Zapewne dlatego, że doszła do głosu frustracja i szok, gorycz porażki oraz widok triumfującego znienawidzonego wroga, Kaczyński przestał panować nad własnymi emocjami. Szlag trafił nie tylko jego spokój wewnętrzny i pewność siebie, ale także całą jego zdolność do samokontroli. Dziś wyprowadzenie go z równowagi i sprowokowanie do idiotycznych zachowań stało się zadaniem bardzo łatwym.
cdn