Dodaj do ulubionych

Homeopatia

11.05.09, 15:14
Czy któraś z was leczy siebie lub dzieci??
Obserwuj wątek
    • anusia1912 Re: Homeopatia 11.05.09, 16:07
      My dostaliśmy pewne przeciwskazania ze względu na zdrowie Młodego ale koleżanka
      leczyła swoją córcie i była zadowolona. Z tego co wiem mała "łapała" ciągłe
      bakterie w moczu i hemeopaty pomogły.
      • patrice7 Re: Homeopatia 11.05.09, 19:08
        A leczyła dziecko tutaj we Wrocławiu?
        Do jakiego lekarza chodziła?
        • burdziaa Re: Homeopatia 11.05.09, 21:17
          Pati ja nie znalazłam nikogo godnego zaufania we Wrocławiu, mam
          nadzieje ze jest ktos taki bo do Poznania kawał drogi ( tam jest
          teraz 'nasz'homeopata )
          • justin17 Re: Homeopatia 11.05.09, 21:19
            Polecam Doktor Koralewską
            • patrice7 Re: Homeopatia 11.05.09, 21:25
              Koralewkska to z Wrocławia?
              Gdzie przyjmuje>

              Burdzia no wlasnie szukam i szukam i tez nic nie widzę.
              Ty Poznan ,ja Krakow.
              I tu i tu daleko:)
              • patrice7 Re: Homeopatia 11.05.09, 21:29
                wpisałam ,wyklikałam ze to pediatra,ale nigdzie słowa o tym ze homeopatka.
                • justin17 Re: Homeopatia 11.05.09, 22:45
                  Ale leczy homeopatycznymi lekami
    • chmurcia4 Re: Homeopatia - fajna rzecz... tylko że PLACEBO 11.05.09, 22:47
      Homeopatia, czyli uzdrawianie wodą... z mózgu
      Irena Cieślińska
      2009-03-31, ostatnia aktualizacja 2009-04-03 12:18


      Z chemicznego punktu widzenia w lekach homeopatycznych zwykle nie ma
      nic - poza cukrem i wodą. Dlaczego więc wydajemy na nie kilkaset
      milionów złotych rocznie?
      Najpierw bierze się kroplę substancji leczniczej. Co nią jest?
      Różnie: może to być wyciąg z ziół albo preparat pochodzenia
      zwierzęcego. Do kropli leku dodaje się 99 kropli wody i gwałtownie
      potrząsa (ortodoksyjne podejście każe dziesięciokrotnie uderzyć
      fiolką z roztworem w skórzaną poduszkę albo w oprawioną w skórę
      książkę). Do kropli tak otrzymanej mikstury znowu dodaje się 99
      kropli wody i potrząsa. Rozcieńczanie powtarza się kilkaset razy.
      Już po 12. ginie najmniejszy ślad po substancji czynnej.

      Homeopaci twierdzą, że im więcej rozrzedzeń, tym leki są
      skuteczniejsze. W najpopularniejszym środku homeopatycznym -
      oscillococcinum - proces rozcieńczania, jak możemy przeczytać na
      opakowaniu, powtarzany był 200 razy (mówi o tym oznaczenie K200). Po
      200-krotnym rozwodnieniu otrzymany roztwór teoretycznie ma stężenie
      1 do 10 do potęgi 400. To niewyobrażalna liczba. Dość powiedzieć, że
      gdyby cały Wszechświat był złożony z wody i gdybyśmy rozpuścili w
      nim jedną jedyną cząsteczkę (i dobrze wymieszali!), uzyskany roztwór
      miałby stężenie zaledwie 1 do 10 do potęgi 80.

      Pisane po wodzie

      Wróćmy jednak na ziemię, a konkretnie do produkcji homeopatycznych
      specyfików. Co pozostaje w tak rozcieńczonym roztworze? Nic, z
      wyjątkiem nieuniknionych zanieczyszczeń (nawet woda destylowana nie
      jest od nich całkowicie wolna). Czym różni się ona od zwykłej wody?
      Homeopaci przekonują, że choć z chemicznego punktu widzenia niczym,
      to istota sprawy tkwi w jej "pamięci". Woda poddana magicznym
      procesom dynamizacji (potrząsania) miałaby przechowywać w swojej
      strukturze informację o leczniczej cząsteczce. "To podobnie jak z
      dyskietką komputerową - tłumaczył Peter Fisher, dyrektor Royal
      London Homeopathic Hospital, podczas debaty w telewizji BBC - jeśli
      pokażesz ją chemikowi i zapytasz, z czego się składa, powie ci, że
      to kawałek plastiku pokryty tlenkiem żelaza. Tyle że jeden kawałek
      plastiku może być zupełnie pusty, a inny nieść wirusy lub mieć
      zapisane poezje Szekspira, bo całe bogactwo informacji pozostaje
      zaszyfrowane w strukturze namagnesowanych cząstek. Istota leku
      homeopatycznego - podobnie - nie leży w jego składzie chemicznym,
      ale w zmienionej strukturze wody".

      Słodka odpowiedzialność

      Ta analogia ma jeden słaby punkt. O ile informację na dyskietce
      umiemy świadomie odczytywać i zapisywać, a doświadczenia
      przeprowadzane (przez każdego z nas na domowych komputerach) są
      powtarzalne i naukowo weryfikowalne, o tyle nie sposób powiedzieć
      tego samego o informacji zapisanej w wodzie.

      Nie stwierdzono jej istnienia w żadnym doświadczeniu naukowym. Nie
      wiadomo, na czym miałaby polegać. Nie wiadomo, jak długo miałaby
      trwać. Na ile pamiętliwa jest woda? Czy pamięta tylko ostatnią
      rozpuszczoną w niej cząsteczkę? Czy wszystkie - na przestrzeni
      wieków? Czy i jak można z niej tę pamięć wymazać? Ach, no i
      najciekawsze następuje na końcu, bo rozcieńczony roztwór, a
      właściwie wyposażoną w uzdrawiającą "pamięć" wodę, miesza się z
      cukrem. Na tym rola wody się kończy - może odparować. Całą
      odpowiedzialność za przechowywanie "zapisanej w strukturze wody"
      informacji przejmuje cukier. To jego kuleczki trafiają ostatecznie
      do opakowań z homeopatycznymi lekami. Nikt nie wie, w jaki sposób
      cukier dziedziczy "pamięć" wody.

      Brak zrozumienia, jak działa lek, oczywiście nie jest żadną
      przeszkodą - ważne, żeby działał. Problem w tym, że skuteczności
      preparatów homeopatycznych na razie nie udało się potwierdzić w
      żadnym metodologicznie poprawnym badaniu naukowym - wykonanym na
      odpowiednio dużych próbach, by wyeliminować ryzyko przypadku.
      Przeciwnie, opublikowane trzy lata temu w prestiżowym
      piśmie "Lancet" badania międzynarodowego zespołu kierowanego przez
      profesora Matthiasa Eggera zadały poważny cios zwolennikom
      homeopatii. Przeanalizowano 220 programów naukowych, biorąc pod lupę
      najróżniejsze dziedziny - m.in. ginekologię, neurologię, chirurgię,
      anestezjologię i choroby układu oddechowego. - Nie znaleźliśmy
      żadnego dowodu na to, że skuteczność homeopatii w którymkolwiek
      przypadku przewyższyła skuteczność podawania placebo - ogłosili
      członkowie zespołu Eggera .
      Pomaga dzieciom i psom

      Tymczasem w Polsce blisko 70 proc. dorosłych przynajmniej raz w
      życiu sięgnęło po preparat homeopatyczny. Na alternatywne
      medykamenty wydajemy niemal miliard złotych rocznie. Nie jesteśmy
      pod tym względem wyjątkowi - podobną popularnością cieszy się
      medycyna niekonwencjonalna we Francji i w Niemczech. Amerykanie
      wykładają na nią blisko 30 mld dolarów rocznie - więcej, niż
      przeznaczają na leczenie tradycyjne.

      Jakże często słyszy się zapewnienia: "A mnie (sąsiadce, znajomym)
      homeopatia pomogła". Albo jeszcze inne: "Pomaga - i nie może to być
      tylko efekt placebo (siła sugestii), bo leczy skutecznie nawet
      malutkie dzieci i zwierzęta". Może więc jednak coś w tym jest?

      Powodzenie homeopatii można zrozumieć w kontekście historycznym.
      Leki proponowane przez XIX-wieczną medycynę bardziej przypominały
      trucizny (rtęć, antymon), a i stosowano je w zabójczych zwykle
      dawkach. Odstąpienie od zatruwania organizmu na rzecz nieszkodliwego
      placebo ze słodkiej wody często miało zbawienny efekt - bo mógł bez
      przeszkód zadziałać naturalny układ odporności chorego.

      Dokładnie w ten sam sposób homeopatia działa dziś - przeziębienie
      minie zdecydowanie szybciej, jeśli nie osłabiać pacjenta
      nieskutecznymi w przypadku wirusów antybiotykami. Słodkie granulki
      zapewne są wciąż dobrą alternatywą dla źle dobranego lekarstwa.

      Dlatego też najprawdopodobniej lekarze tak chętnie przepisują
      homeopatyczne środki dzieciom. Młode organizmy są nastawione na
      przeżycie. Przy wszystkich przeziębieniach i innych infekcjach
      wirusowych wystarczy tylko "dać się wychorować" w cieple i spokoju,
      nie obciążając wysiłkiem ani ciężkostrawną dietą. Niestety, to
      ciężka próba dla rodziców, którzy widząc cierpienia swoich pociech,
      często chcą je leczyć za wszelką cenę.

      Wspomóc rakiety lewitacją

      Skoro preparaty homeopatyczne są chemicznie obojętne, co więcej -
      skoro z naukowego punktu widzenia nie mają prawa działać i nie
      działają, to nie mają też żadnych niepożądanych skutków ubocznych. A
      jeśli tak - o co tyle krzyku? Pierwszą zasadą medycyny jest
      przecież "nie szkodzić". Co więc komu przeszkadza, że ludzie łykną
      sobie trochę cukrowych kuleczek? Dlaczego podobnych emocji nie
      budzi - dajmy na to - słodzenie herbaty?

      Chodzi o to, że chorzy sięgają po preparaty homeopatyczne w nadziei
      wyleczenia. Zwykle nie zdają sobie sprawy z ich mizernej
      skuteczności, niekiedy - o zgrozo - zastępują nimi klasyczną
      terapię. Profesor Marek Pawlicki z krakowskiego Instytutu Onkologii
      szacuje, że co roku przynajmniej 5 tysięcy Polaków umiera z powodu
      zbyt późno rozpoczętej terapii - najpierw bowiem próbują tzw.
      alternatywnych metod leczenia.

      A czy nie można by - stosując się do wszystkich zaleceń
      konwencjonalnej medycyny - używać leków homeopatycznych niejako
      uzupełniająco, równolegle do tradycyjnego leczenia? Oczywiście
      można. Tyle tylko że takie postawienie sprawy przypomina propozycję,
      by wspomóc inżynierię kosmiczną lewitacją. Nie bez znaczenia jest tu
      również kwestia finansowa - choć leki składające się głównie z
      substancji obojętnych mogłyby być tanie, to jednak zwykle kosztują
      całkiem sporo. A pieniądze wydane na nie uszczuplają pulę, którą
      chorzy mogą przeznaczyć na klasyczne leczenie.

      Nie mieszać magii z medycyną

      Choć jestem głęboko przekonana o nieskuteczności homeopatii,
      kilkakrotnie już zdarzało mi się, że po wizycie w aptece, realizując
      receptę
      • chmurcia4 c.d. 11.05.09, 22:49
        Nie mieszać magii z medycyną

        Choć jestem głęboko przekonana o nieskuteczności homeopatii,
        kilkakrotnie już zdarzało mi się, że po wizycie w aptece, realizując
        receptę wystawioną przez pediatrę, wracałam do domu z homeopatycznym
        syropem lub innym specyfikiem. Zaufałam lekarzowi, który przepisywał
        kurację dla dziecka, i moje zaufanie zostało boleśnie nadszarpnięte.
        Dlatego o wiele bardziej odpowiada mi model amerykański: w Stanach
        Zjednoczonych żaden lekarz nie przepisze preparatu homeopatycznego,
        bo grozi mu za to utrata licencji, a medykamenty o nieudowodnionej
        skuteczności nie mogą być sprzedawane w aptekach.
        To zupełnie inaczej niż w Polsce. W świetle panującego u nas prawa
        (art. 21 ustęp 7 ustawy z 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne)
        produkty homeopatyczne nie wymagają dowodów skuteczności
        terapeutycznej, by zostały dopuszczone do sprzedaży! Oznacza to, że
        aby zarejestrować i wprowadzić do aptek lek, producent nie musi
        wcale wykazywać, że on działa. Z kolei pacjent, płacąc za takie
        lekarstwo w aptece, nie ma najmniejszej gwarancji jego skuteczności.

        Ten stan rzeczy skrytykowała niedawno Naczelna Rada
        Lekarska: "Istniejące obecnie regulacje prawne mogą wprowadzić
        pacjentów w mylne przekonanie, że produkty homeopatyczne są
        produktami leczniczymi".

        Naczelna Rada Lekarska uznała też, że "stale rośnie liczba dowodów
        oraz przekonanie medycznych środowisk naukowych, że homeopatię
        należy zaliczać do nienaukowych metod tzw. medycyny alternatywnej,
        która proponuje stosowanie bezwartościowych produktów o
        niezweryfikowanym naukowo działaniu". Co za tym idzie, Rada
        sugeruje, iż doktor, który stosuje leki homeopatyczne, narusza
        kodeks etyki zawodowej.

        Homeopatia budzi też zastrzeżenia etyczne innych gremiów. Zespół
        Orzekający Komisji Etyki Reklamy uznał reklamę oscillococcinum za
        sprzeczną z kodeksem etyki reklamy, ponieważ w reklamie
        zasugerowano, że ten lek skutecznie leczy grypę, na co nie ma
        wiarygodnych wyników badań.

        Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze

        W 1998 roku rozpoczęto w Szwajcarii zakrojone na ogromną skalę
        badania, które miały ocenić skuteczność medycyny komplementarnej,
        m.in. antropozofii, homeopatii i medycyny chińskiej. Trwające ponad
        sześć lat badanie kosztowało blisko 4,5 mln euro, a po
        przeanalizowaniu jego wyników w 2005 roku rząd Szwajcarii zdecydował
        o zaprzestaniu finansowania wszystkich form terapii alternatywnych z
        systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego jako nieprzydatnych w
        lecznictwie.

        Jeśli wszyscy zgodnie twierdzą, że lek składa się tylko z cukru i
        wody o pewnych niezwykłych, magicznych - bo i niepotwierdzonych
        przez naukę - własnościach, to przekonanie o jego skuteczności może
        płynąć tylko z wiary, a nie siły racjonalnych argumentów. Walka z
        wiarą w leczniczą moc homeopatii przypomina tłumaczenie, że
        krasnoludki nie wychodzą nocami paskudzić do mleka albo że słonie
        nie latają.

        Jedyną realną i mierzalną rzeczą w tej historii są pieniądze, które
        zarabiają na homeopatii koncerny farmaceutyczne.
        Źródło: Gazeta Wyborcza

        • patrice7 Re: c.d. 11.05.09, 22:54
          chmurcia4 napisała:
          Z kolei pacjent, płacąc za takie
          lekarstwo w aptece, nie ma najmniejszej gwarancji jego skuteczności.

          Idac do apteki i wykupując antybiotyk ,tez nie masz gwarancji ,ze i pomoze,a
          mozesz byc pewna ze na pewno posieje niezle spustoszenie w organizmie.
          Nie jestem ani za ani przeciw homeopati,ale bardzo wielu ludziom ona pomaga i
          dla mnie to jest ok.
          Nawet gdyby mieli mi dawac dropsy owocowe,a bylyby one skuteczne brałabym je
          dalej :)
          • anusia1912 patrice7 12.05.09, 15:11
            W Oławie przyjmuje dr.Szutty(nie wiem czy dobrze napisałam nazwisko) Jeśli
            chcesz mogę zdobyć namiary. Pozdrawiam
            • olus-ia80 Re: patrice7 13.05.09, 08:02
              Już dwa razy Miłosz z infekcji bakteryjnej z zielonym katarem wyszedł dzięki
              oscillococcinum .Podaje na zmianę z Engystol.
      • zefirekk Re: Homeopatia - fajna rzecz... tylko że PLACEBO 13.05.09, 11:11
        chmurcia4 - ale jak wytłumaczysz działanie homeopatyków u NIEMOWLĄT?! które nie wiedzą, że jest coś takiego jak leki? Mój kuzyn wyszedł dzięki świetnej pediatrze homeopatce z astmy - ciotka z nim do Kiekrza jeździła (bo tam blisko ma) przez pierwsze pół roku walczyła w szpitalach a potem pojechała tam i przez następne pół roku dzięki odpowiednio dobranym kuleczkom (wiem, że to się jakoś specjalnie nazywa) wyszedł z astmy całkowicie. A po leczeniu tradycyjnemu została mu okrągła buzia - dzięki sterydom!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka