Dodaj do ulubionych

Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja!

01.07.09, 09:20
i to jest oczywiscie wina gimnazjów? PaNIE mARCINKOWSKI, JAJA SOBIE PAN
ROBISZ??? 15% może studiować? widzę w tym jakieś remanenty komuny, na
szczeście wówwczas dopuszczano 7%, a reszczie kazano spawać i frezować.
Dziwni ludzi dostają tytuły profesorskie w tym kraju.
Obserwuj wątek
    • mmmmmm000 Wrocław miał już pomysł likwidacji "zawodówek" 01.07.09, 09:37
      a potem szybko się z tego pomysłu wycofywał.
      • kaczynksi Elitaryzm profesora jest z gruntu błędny tak jak i 01.07.09, 22:08
        wnioski. Najlepsza we wszelkich statystykach Finlandia słynie właśnie z
        powszechności dostępu do nauki, żadne dziecko nie jest pozostawiane sobie i
        najwięcej pracy poświęca się tym najsłabszym. Ma oczywiście dużo większe nakłady
        na edukację. Zawsze powinno byc lepiej ale obiektywne wyniki PISA są dla nas
        zaskakująco dobre. Z pewnością powinno się poprawić nauczanie w podstawówkach bo
        tam zaczynaja się problemy.
      • Gość: yago To JEST wina gimnazjów... IP: *.lanet.net.pl 01.07.09, 22:37
        @1410: "reforma" zmieniła system oświaty z dwustopniowego na trzystopniowy,
        skracając równocześnie każdy stopień i nie wprowadzając reformy programowej.
        Efekt jest taki, że podstawówka uczy według starego programu, ale - skrócona o
        dwa lata - nie wyrabia się, i część materiału pomija bądź przerabia "po
        łebkach". Potem taki delikwent idzie do gimnazjum, które - z braku odpowiedniego
        pomysłu - usiłuje być "małym liceum" i zaczyna powtarzać to samo, tylko na
        trochę wyższym poziomie. Ale... znów brakuje czasu i powtarza się sytuacja z
        podstawówki - gonienie, pomijanie lub skróty. A ponieważ także liceum zostało
        skrócone, więc i tam może na coś zabraknąć czasu. W ostatecznym rozrachunku,
        jeśli uczeń ma pecha, może skończyć szkolną edukację bez jakiegokolwiek kontaktu
        z trudnymi partiami materiału z końca podręcznika - mogą to być choćby całki czy
        literatura współczesna. Być może trochę przejaskrawiam, ale miałem wątpliwą
        przyjemność obserwować z bliska edukację "królików doświadczalnych" - pierwszego
        rocznika po reformie, do którego zalicza się mój syn (obecnie IV rok prawa). Tak
        to wtedy wyglądało, i nie sądzę, by bez zmian systemowych nastąpiła później
        jakaś znacząca poprawa. O maturach i "szablonowym" systemie oceniania już nie
        wspomnę, bo to temat na pracę naukową. W dodatku wszystko się we mnie gotuje na
        samo wspomnienie...
        • Gość: Po prostu:ja Re: To JEST wina gimnazjów... IP: 62.87.132.* 02.07.09, 10:30
          Popieram! Obecny trojstopniowy system nauczania jest do bani!
    • Gość: Gość Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.spolem.pl 01.07.09, 09:39
      Przedmówca chyba niewiele zrozumiał z tego tekstu. Nie chodzi o
      limit ludzi dopuszczonych do studiowania, ale o stwierdzenie, że
      tylko pewna część społeczeństwa (znacznie mniejsza niż 50%) ma
      predyspozycje do uzyskania wyższego wykształcenia. W zupełnie innej
      dziedzinie - naukach humanistycznych - mam dokładnie te same
      obserwacje. Znaczna część obecnych studentów nie jest w stanie
      opanować studiowanych przedmiotów w stopniu przynajmniej
      dostatecznym, pozwalającym im później kompetentnie wykonywać zawód,
      którego się uczą.
      • Gość: mw Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.07.09, 09:48
        Z obserwacji mojej małżonki (wykładającej na wyższej uczelni) wynika coś podobnego: znaczny odsetek studentów nie powinien otrzymywać zaliczenia, ponieważ nie potrafią opanować materiału. Mają braki edukacyjne, a część - mówiąc brutalnie - nie nadaje się na studia. Nie da się tego zatrzymać na poziomie uczelni, która podcinałaby gałąź na której siedzi, siejąc zbytni popłoch wśród studentów. A w każdym razie same uczelnie nie są gotowe na taki krok odwagi. Stąd - jak rozumiem - próby znalezienia rozwiązania szczebel niżej.
        • Gość: maćko Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" IP: *.lanet.net.pl 01.07.09, 11:24
          Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" Jak już politycy zrobią to "Coś" wówczas
          zaczną się głosy, że nie dobrze, że nie tak itd
          Większość boi się wyrazić swojego zdania i wprowadzić go w życie, woli, żeby
          zrobił to ktoś inny...
          Nie mówiąc już o tym, że nie ma konkretnych propozycji na zmianę stanu
          opisywanego w artykule.
          Jestem studentem pwr i widzę jak są prowadzone wykłady... W dużej mierze wolę
          sam przeczytać książkę lub publikację na dany temat niż usypiać na wykładzie.
          Większość prowadzących nie potrafi nauczać a nawet zachęcić wykładem do tego,
          aby w domu student wziął do ręki książkę i bliżej zainteresował się tematem.
          Bardzo często jest tak, że dane zagadnienie zostanie zanudzone przez
          prowadzącego, a gruncie rzeczy jest ono ciekawe.
          Może wprowadzić szkolenia dla wykładowców z technik nauczania???
          Dlaczego sala na wykładach prof. dr hab. inż. Janusz Mroczki pęka w szwach???
          Przychodzą nawet studenci z innych uczelni!!! Takich przykładów wzorowych według
          mnie wykładowców jest jeszcze kilku na wydziale elektroniki.
          I z całego serca im dziękuję za zapał jakim się od nich zaraziłem do zdobywania
          wiedzy.

          Podsumowując: Moim zdaniem problem leży w sposobie przekazywania wiedzy,
          zachęćcie studentów do chodzenia na wykłady nie sprawdzaniem obecności ale swoim
          ciekawym i praktycznym podejściem do problemu.

          Dziękuję jeśli ktoś w ogóle dotarł do końca wypowiedzi :)
          • Gość: Kosta II rok elektroniki na pwr, zgadlem? IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.07.09, 14:59
            i co z tego ze prof Mroczka jest fajnym czlowiekiem, co opowiada smieszne rzeczy
            na wykladach - zdecydowanie za malo konkretow u niego. kiepski dales przyklad,
            niczego sie nie nauczyles, zaliczenie bylo proste... to ma byc niby trzymanie
            poziomu na uczelni??

            konkretny czlowiek to dr Mazurkiewicz, facet ma niesamowity dar przekazywania
            wiedzy, i podtrzymywania posluchu przy najnudniejszych momentach wykladu. i
            zaliczenie to nie banalny test, tylko najnormalniejsze kolokwium.

            oby wiecej takich ludzi na naszej uczelni!!!
            • Gość: :) Re: II rok elektroniki na pwr, zgadlem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 16:32
              Technika cyfrowa u dr Mazurkiewicza to jest to.
              • makova_panenka Re: II rok elektroniki na pwr, zgadlem? 01.07.09, 17:18
                I tak skończycie jako przedstawiciele handlowi...
                • Gość: Borec Re: II rok elektroniki na pwr, zgadlem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 17:40
                  makova_panenka napisała:

                  > I tak skończycie jako przedstawiciele handlowi...

                  Brawo :D
                  • makova_panenka Re: II rok elektroniki na pwr, zgadlem? 01.07.09, 17:53
                    Ale nie dlatego że są młoty czy prof przynudza na wykładach. Po prostu nie
                    dostaną roboty w zawodzie - przynajmniej w Polsce.
                    • Gość: anonym_anonym Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: *.jmdi.pl 01.07.09, 18:46
                      gorszych z małymi rozumkami :) tym razem w wydaniu profesorskim. Pytanie , czy
                      jak by Pan miał wypadek, leżał sam gdzieś w polu wolał by Pan mieć niedouczonego
                      lekarza czy nie mieć go wcale...? Są po prostu różne poziomy , bogaci mają
                      rewelacyjnych lekarzy , ubodzy jakiś tam lekarzy i zamiast kombinować trzeba się
                      z tym pogodzić bo samych geniuszy medycznych nie będzie tak jak informatycznych.
                      Po prostu będą świadczyć usługi gorszej jakości ale zawsze będą... Dziw mnie jak
                      ciężko to zrozumieć niektórym...?
                      • nomina Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych 01.07.09, 20:14
                        Źle wykonana usługa nie jest lepsza od braku usługi. Miałam pecha trafiać przez pierwsze pięć lat problemów zdrowotnych na lekarzy, którzy właśnie byli niedouczeni. Nie znali zagadnienia (nawet nie wiedzieli, że istnieje, w Polsce, wg badań, tylko 5% dostaje diagnozę, średni czas od wystąpienia objawów do postawienia diagnozy - 3-17 lat), diagnostyki, leków - a są to rzeczy powszechnie dostępne na Zachodzie, dostępne na poziomie powszechnych stron w Internecie (nawet nie trzeba było czytać literatury medycznej). Gdybym nie dostała usługi, szukałabym gdzie się da, zapłaciłabym jeszcze więcej za wizytę - a ja byłam odsyłana jako hipochondryczka. Dzisiaj mam orzeczenie "nieuleczalne, za późno, za bardzo zaawansowane zmiany" ze wszystkimi dramatycznymi tego konsekwencjami, a kosztów, jakie poniosłam, nie jest w stanie przebić najdroższa konsultacja u douczonego lekarza, prawdziwego specjalisty.

                        Poza tym źli "fachowcy" są zagrożeniem dla gospodarki, dla społeczeństwa: nie można podjąć kroków w celu poprawy sytuacji, bo przecież na papierze czy z papierem mamy tysiące lekarzy, nauczycieli, inżynierów itd. Po co więcej? Gdyby większość tych niefachowych odsunięto od zawodu, braki zawodowe wymogłyby kształcenie kadr, a nie przepychanie leserów.

                        Poziom szkolnictwa jest żenujący również dlatego, że jest kompletnie niepowiązany. Brak nauczania blokowego, uczenia o pewnych zjawiskach w kontekście innych - oraz ich praktycznych zastosowań.

                        Gimnazjum - prawda, porażka. Kiedyś w ramach języka polskiego uczono w klasach 4-6 ogólnych zagadnień, 7-8 to było szlifowanie szeroko pojętych form wypowiedzi (w tym styl i gramatyka), liceum - historia literatury i kultury (gramatyki rzadko kiedy uczono, a szkoda). Teraz nie ma etapu 7-8, do gimnazjum idą osoby, które dopiero co liznęły podstaw wiedzy. I zderzają się z całą historią kultury. Oczywiście, w większości nie mają szans na ogarnięcie utworu (zwłaszcza przy postępującej infantylizacji społeczeństwa, gdy rodzice w większości nie przekazują żadnej wiedzy kulturowej), więc nasi decydenci łaskawie postanowili pomóc: gimnazjalista czyta po jednym rozdziale klasyki literackiej i ma umieć o niej dyskutować (wedle jedynie słusznych założeń podstawy programowej, rzecz jasna, dostosowanej do udebilniających testów), a także dostaje kilka złotych myśli w proszku, które mają zapewnić mu ogładę językowo-stylistyczną. Przez trzy lata tak wegetuje, nie mając pojęcia, po jakiego grzyba to wszystko (a jest w czasie największej huśtawki emocji i poczucia braku sensu życia, jak również nieumiejętności oceny, czego od tego życia chce). Potem idzie do liceum, gdzie z brakami z poziomu 7-8 ma w trzy lata zrobić to, czego jego poprzednikom nie udawało się w 4 lata (brak powiązań międzyprzedmiotowych w programie to w efekcie ciągły brak czasu na porządne omówienie materiału - polonista, zamiast skupić się na utworze, musi omawiać historyczne tło epoki. Na historii uczeń będzie to przerabiał za dwa lata, ale zdąży już zapomnieć, więc historia będzie dla niego zbiorem dat i nazwisk dowódców).

                        A później mamy gwóźdź programu: matura w formie tak debilnej, że osoba mądra, inteligentna, wykraczająca ponad program nie może otrzymać więcej niż dwie trzecie ogólnej liczby punktów. Bo musi myśleć kluczem. Tak kretyńskim, że według niego odpowiedzi nie jest w stanie zaliczyć nawet sam autor wykorzystanego w egzaminie tekstu! Humanista, autor z wieloletnim doświadczeniem twórczym...

                        I na koniec mordęgi taki młody obywatel idzie na studia. Na studiach zaś wykładowcy są bliscy zawału, gdy okazuje się, że student polonistyki, kształcony na nauczyciela (specjalizacja), potrafi na IV roku napisać "krulewna".
                        • Gość: stud.med Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.07.09, 20:26
                          nie no, kobieto... masz napisane, że tylko 5% chorych dostaje diagnozę. Wybacz,
                          ale skoro tak, to nie znaczy, że lekarze są niedouczeni tylko ta jednostka
                          chorobowa nie jest 'uczona'.

                          Wyobraź sobie lekarza który wszystko wie. A teraz porównaj to do rzeczywistości.
                          To się nie zdarza - są specjaliści w danej dziedzinie i oni powinni przynajmniej
                          się zastanowić nad takim rozpoznaniem i wysłać na specjalistyczne badania.
                          Reszta lekarzy najprawdopodobniej nic o tym nie wie. Bo ich tego nie uczą. Nie
                          jest to niedouczenie lekarza ale zakres materiału do opanowania. Nikt nie umie
                          wszystkiego, trudno oczekiwać od endokrynologa zagadnień związanych z chirurgią
                          a od internisty wiedzy psychiatrycznej i odwrotnie!
                          To, że trafiałaś do niewłaściwych specjalistów, ba - sama szukałaś informacji na
                          temat choroby, więc mogłaś otwarcie lekarzowi powiedzieć o swoich
                          dolegliwościach i zrobić prywatnie jakieś badania 'na podkładkę', że nie jesteś
                          hipochondryczką. Lekarzy uczy się, że pacjent, który sam się zdiagnozował to
                          hipochondryk i basta. Zwalanie całej odpowiedzialności na lekarza, szczególnie z
                          takim nastawieniem, to po prostu chamstwo z twojej strony i szukanie winnych.
                          Swoją drogą, polscy lekarze są jednymi z najlepiej wyedukowanych w świecie, mają
                          naprawdę olbrzymią wiedzę z zakresu innych dziedzin, niż obrana specjalizacja,
                          umieją radzić sobie w ciężkich sytuacjach materialnych, np. dostępu do
                          diagnostyki i profesjonalnego sprzętu. A ty i tak powiesz, że to banda
                          konowałów, bo teraz jest już za późno.

                          Przykro mi z pwodu twojej choroby, ale za takim pacjentem jakim jesteś/byłaś
                          płakać nie będę.
                          • rikol Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych 01.07.09, 20:36
                            A kto ma sie znac na chorobach, jesli nie lekarz? Jesli lekarz rodzinny nie wie,
                            co sie dzieje, to powinien skierowac do specjalisty! Przez takich ludzi jak ty
                            pacjenci szukaja pomocy u znachorow. Znachor nigdy nie powie, ze pacjent wymysla
                            chorobe.
                            • Gość: stud.med Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.07.09, 22:34
                              no a czy ja mówię, że nie powinna iść do lekarza? Ja mówię tylko, że ona,
                              chociaż 'rozpoznała' swoją chorobę wolała iść do lekarza ogólnego 10x zamiast 1x
                              pójść do specjalisty. Skoro wie, że lekarz prawie zawsze nie rozpoznaje choroby,
                              powinna to jakoś zasygnalizować i przedstawić wyniki badać. Założę się, że ona
                              _łaskawie_ przyszła do lekarza ogólnego i wychodziła z niczym. Jedyne, co mogła
                              powiedzieć, to to, że ją coś boli, albo denerwuje albo jej coś wyskoczyło. Sorry
                              bardzo, ale KAŻDY lekarz ogólny najpierw zacznie szukać przyczyny w podstawowych
                              chorobach, a gdy nie znajdzie nieprawidłowości w _PODSTAWOWYCH_ badaniach to
                              pacjenta odsyła. Do specjalisty kieruje zazwyczaj już z ROZPOZNANĄ/PODEJRZANĄ
                              chorobą, nigdy nie w ciemno!.
                              A ona by chciała wszystko, od razu, w ciągu jednej wizyty i to najlepiej od ręki.

                              Jeśli tak chce, to niestety nie w Polsce. A najazd na lekarza, że jest
                              niedouczony, przynajmniej w tym przypadku, jest co najmniej niestosowny. Tyle
                              chciałem przekazać.
                              • Gość: zatroskany Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.07.09, 17:14
                                Słuchaj "lekrzyno",
                                nie po to będziesz się kształcił 6 lat za państwowe pieniądze, żeby pacjenci sami sobie stawiali trafne diagnozy.

                                Mam nadzieję, że nie trafię na ciebie na mojej drodze życia bo powinieneś raczej studiować filozofię, lub podobnie nieszkodliwy kierunek.
                          • lesew Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych 01.07.09, 23:05
                            Gość portalu: stud.med napisał(a):

                            > nie no, kobieto... masz napisane, że tylko 5% chorych dostaje diagnozę. Wybacz,
                            > ale skoro tak, to nie znaczy, że lekarze są niedouczeni tylko ta jednostka
                            > chorobowa nie jest 'uczona'. ...<

                            No nie! Studencie, lepiej zmień uczelnię już teraz! Z takim podejściem, to z
                            Ciebie będzie tylko zakichany konował nie lekarz!
                        • Gość: IRA Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: *.itcomp.pl 02.07.09, 09:05
                          Popieram propozycję Profesora - zlikwidować gimnazja bo to
                          wylęgarnia nieudaczników, chuliganów, bandziorów a nie ludzi
                          przygotowanych do dalszej nauki. Szkoła podstawowa ma swoje tradycje
                          i nie tylko uczy ale i wychowuje młodzież. Gimnazjum to wszystko
                          psuje a nie uczy.
                        • Gość: gość Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.09, 08:43
                          Nomina, świetny przykład i argumentacja. Właśnie tak: lepiej bez
                          lekarza niż z niedouczonym. Oczywiście dotyczy to różnych fachowców,
                          a nie tylko lekarza. Zgoda, zawsze jest zróżnicowanie poziomu, ale
                          musi być jakiś standard. U nas usługi lekarzy (i nie tylko) są
                          poniżej standardów zachodnioeuropejskich. Cóż, nie będzie lepiej
                          dopóty, dopóki nie pogodzimy się z tym, że mamy różne predyspozycje -
                          także do edukacji.
                          • Gość: czesiek Re: Znów segregacja na tych bystrzejszych i tych IP: 94.230.21.* 06.07.09, 16:34
                            lekarz niedouczony zabije połowę pacjentów, a jak nie będzie lekarza
                            to umrą wszyscy
            • rikol Re: II rok elektroniki na pwr, zgadlem? 01.07.09, 20:33
              tak, sa wykladowcy, ktorych wyklady zaczynaja sie o 8.00, sa nieobowiazkowe, a
              maja wielu sluchaczy
            • Gość: tomek Re: II rok elektroniki na pwr, zgadlem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.09, 15:29
              Chyba nie 2 rok, bo na obecnym drugim roku sala nie pękała w szwach :-)
          • Gość: doktorant Z drugiej strony biurka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 15:05
            Rozumiem rozczarowanie poziomem nauczania, ale spójrz na to z drugiej strony.
            Jestem doktorantem. Dostaję oszałamiające stypendium w wysokości niewiele ponad 1000 PLN. Mam tyle nadgodzin, że prawie drugie pensum z tego wychodzi (OK płacą za nie, ale nie są to jakieś cudowne pieniądze). Siedzę na konsultacjach (na które i tak nikt nie przychodzi i za które nikt mi nie płaci). Prowadzę ćwiczenia z kilku (!) przedmiotów, które są dość luźno związane z tematem mojego doktoratu. Mam swoje własne zajęcia, na które muszę uczęszczać. Siedzę w malutkim pokoju z kilkoma innymi doktorantami. Do dyspozycji mamy 12 letni komputer z zepsutą drukarką i internetem o szybkości modemowej. Oczywiście sprzęt jest bez gniazda USB. Profesor mnie goni, żebym pisał pracę szybciej, inny chce żebym pomagał przy organizowaniu jakiejś tam konferencji, kolejny gdzieś tam wysyła, inny narzeka, że piszę za mało artykułów... Wszystkie książki, czasopisma, pomoce dydaktyczne itp. muszę kupować z własnej kieszeni. Nawet nie mam gdzie skserować materiałów dla studentów!
            Dziwisz się, że nie mam za bardzo ani czasu, ani możliwości, ani motywacji do tego by przygotować się na zajęcia?
            Gdybym wiedział jak to jest, to bym się nie decydował na ten doktorat. Jednak skoro już 3 lata się jakoś przeczołgałem, to zostanę do końca. Ale potem papa uczelnio!
            • Gość: mariusz Re: Z drugiej strony biurka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.09, 17:17
              Tylko widzisz sam się decydujesz na taki los.
              Nauczyciel stażysta przychodząc do pracy dostaje 900 zł(po
              podwyżkach szumnych bo wcześniej całe lata było 700 zł na rękę) i
              musi wszystko dokładnie wytłumaczyć młodzieży( bezczelnej i
              roszczeniowej) bo inaczej ma tłum rodziców i dyrektora na głowie. I
              jak mu sie nie podoba to jedyne co usłyszy to to,że nikt go nie
              zmuszał do tego zawodu. Oczywiście doskonale Cię rozumiem,że za
              grosze nie opłaca się wysilać ale z drugiej strony ponieważ
              zdecydowałeś się jednak na takie warunki to uczciwie byłoby się z
              nich wywiązywać. Też miałem na studiach laboratoria z doktorantami,
              którzy nic nie robili. Nic w sensie dosłownym - ale nie
              przeszkadzało im to wymagać od studentów.
              • Gość: doktorant Re: Z drugiej strony biurka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 17:33
                Ja się imo wszystko staram coś zrobić. Ale w sytuacji w której książkę do nowego przedmiotu (napisaną przez pracownika mojej uczelni) muszę kupić sam, za swoje prywatne pieniądze to zaczynam się wkurzać. Tak samo jak okazuje się, że materiały dla setki studentów też muszę skserować sam. Oczywiście mogę je umieścić w internecie, ale 90% studentów ich wówczas nie będzie miała na zajęciach.
                Co mam zrobić w sytuacji w której prowadzę zajęcia z 5 przedmiotów i po prostu nie nadążam się na nie przygotowywać? No nie nadążam! Owszem na każdych zajęciach coś robię. To nie jest tak, że przychodzę nieprzygotowany czy coś (najwyżej niewyspany). Ale gdybym prowadził zajęcia z 1 czy 2 przedmiotów, to mógłbym się do nich przygotować o wiele lepiej. Gdybym jeszcze miał materiały (książki, czasopisma) za darmo i dostęp do bezpłatnego ksera to by było super. O takim luksusie jak rzutnik czy służbowy laptop to nie będę wspominał. Często nawet zasranego flamastra nie mam i nie mam czym na tablicy malować!
                Powiedz - jak tu uczyć? Jak powiedzieć studentom "słuchajcie jest świetna książka na ten temat, ale ona kosztuje 200 PLN, więc nie stać mnie, żeby ją kupić"?
                • Gość: katia_2 Re: Z drugiej strony biurka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 22:28
                  Drogi kolego, jestem emerytowaną nauczycielką i odkąd pamiętam tak
                  zawsze w szkole było. Nie tylko książki kupowałam za własne
                  pieniądze, ale i kredę, bo nie było czym pisać na tablicy. Jak
                  chciałam nauczyć dzieci używania papieru toaletowego, to musiałam
                  najpierw go zdobyć i rzecz jasna zapłacić z własnej kieszeni. Czasy
                  się niby zmieniły, ale oświata jakby została w miejscu. Powodzenia
              • Gość: inny doktorant Re: Z drugiej strony biurka IP: *.lanet.net.pl 01.07.09, 18:39
                Widzisz, to nie chodzi o to, że "nie opłaca się wysilać".
                Problem jest raczej taki, że tak jak było wspomniane, doktoranci często dostają
                do prowadzenia kursy - ogryzki - których nikt inny nie chciał prowadzić.
                Najczęściej pojedyncze grupy, na dodatek z różnych kursów, i tak jak zostało
                wspomniane - niezbyt to wszystko powiązane z tematyką badań.
                Przygotowanie się do prowadzenia kursu na tyle, żeby być w stanie odpowiedzieć
                studentom na podstawowe pytania (no od czegoś w końcu tam jestem) zabiera mi
                zazwyczaj 2-3 tygodnie przed semestrem + średnio jedno popołudnie+wieczór przed
                każdymi zajęciami. W takiej sytuacji czuję się w miarę kompetentny.
                Teoretycznie doktorant ze stypendium ma do zrobienia 3 kursy (90 godzin) w ciągu
                roku (przez 2 semestry). Ale często dostaje grupy laboratoryjne, czyli na
                przykład 14/16 godzin, i liczba kursów już zaczyna rosnąć. Jak doliczyć do tego
                "dobrowolne" nadgodziny, za które "płacą", robi się tych kursów jeszcze więcej.
                I teraz - jak się na nie uczciwie przygotować, mając do dyspozycji tydzień.
                Kończy się na tym, że w czasie trwania semestru siedzę głównie nad dydaktyką (a
                osobiście nie jestem jakoś specjalnie obłożony godzinowo), bo czuję się
                odpowiedzialny za to, co studenci będą potrafili po moich zajęciach.
                W międzyczasie przyjdzie promotor, profesor lub kierownik zakładu, dyrektor
                instytutu... powie, że "trzebaby/wypadałoby" pomóc w czymś, przygotować coś, już
                nawet sami coraz rzadziej wspominają o publikowaniu.
                A z założenia jestem niby na doktoracie, mam coś badać, publikować, opracowywać.
                I pojawia się pytanie - kiedy? Praca nad zagadnieniem dzień czy dwa w tygodniu
                nie sprawdza się, przynajmniej u mnie. Za każdym razem, po zrobieniu w pozostałe
                dni tysięcy innych rzeczy z innego zakresu, muszę od początku wdrażać się w to
                co mam do zrobienia w doktoracie i łapię się na tym, że zdarza mi się kilka
                tygodni pod rząd co najwyżej sobie "przypomnieć" to, co opracowałem wcześniej.

                Jak to pogodzić? Najczęściej wychodzi to tak, że naukowo pracuje się 3 miesiące
                w roku - od lipca do końca września. Potem znowu uczelnia się zaludnia, a ja
                powoli tracę kontakt ze swoimi badaniami... aż do kolejnych "wakacji".
          • Gość: gosc Re: Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" IP: *.chem.uni.wroc.pl 01.07.09, 15:51
            Nic nie zrozumiałeś. Mowa jest o poziomie kandydatów na studia!
          • Gość: abc Re: Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" IP: *.e-wro.net.pl 01.07.09, 17:52
            jako absolwent rocznika 2006 stwierdzam, że przykład który podałeś jest zupełnie
            nietrafiony. Prof. Mroczka to bardzo miły i sympatyczny człowiek, na wykładach
            opowiada wiele ciekawych historii "z branży" czy też anegdotek z konferencji ale
            co z tego skoro w zasadzie żadna z nich nie jest na temat. Miałem z prof. kilka
            przedmiotów na studiach i zajęcia wyglądały tak, że po całym semestrze miałem
            może z 5 stron notatek. Połowa wykładów odwołana z powodu wyjazdów bo prof.
            bardzo aktywnie pracuje naukowo, 25% przegadane o niczym a reszta "w miarę" na
            temat. Egzamin końcowy to przepytka ustna - pół dnia stania w kolejce przed
            gabinetem żeby prof. przewertował Twój zeszyt sprawdzając czy masz notatki i
            zadał pytanie z zakresu w zasadzie fizyki ze szkoły średniej. Jak dla mnie
            kompletna strata czasu, tym bardziej, że seminarium dyplomowe wyglądało tak samo
            i zupełnie niczego z niego nie wyniosłem.
          • rorio2 Re: Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" 01.07.09, 18:54
            Gość portalu: maćko napisał(a):

            > Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" Jak już politycy zrobią to "Coś" wówczas
            > zaczną się głosy, że nie dobrze, że nie tak itd
            > Większość boi się wyrazić swojego zdania i wprowadzić go w życie, woli, żeby
            > zrobił to ktoś inny...
            > Nie mówiąc już o tym, że nie ma konkretnych propozycji na zmianę stanu
            > opisywanego w artykule.
            > Jestem studentem pwr i widzę jak są prowadzone wykłady... W dużej mierze wolę
            > sam przeczytać książkę lub publikację na dany temat niż usypiać na wykładzie.
            > Większość prowadzących nie potrafi nauczać a nawet zachęcić wykładem do tego,
            > aby w domu student wziął do ręki książkę i bliżej zainteresował się tematem.
            > Bardzo często jest tak, że dane zagadnienie zostanie zanudzone przez
            > prowadzącego, a gruncie rzeczy jest ono ciekawe.
            > Może wprowadzić szkolenia dla wykładowców z technik nauczania???
            > Dlaczego sala na wykładach prof. dr hab. inż. Janusz Mroczki pęka w szwach???
            > Przychodzą nawet studenci z innych uczelni!!! Takich przykładów wzorowych wedłu
            > g
            > mnie wykładowców jest jeszcze kilku na wydziale elektroniki.
            > I z całego serca im dziękuję za zapał jakim się od nich zaraziłem do zdobywania
            > wiedzy.
            >
            > Podsumowując: Moim zdaniem problem leży w sposobie przekazywania wiedzy,
            > zachęćcie studentów do chodzenia na wykłady nie sprawdzaniem obecności ale swoi
            > m
            > ciekawym i praktycznym podejściem do problemu.
            >
            > Dziękuję jeśli ktoś w ogóle dotarł do końca wypowiedzi :)

            Ja dotarłem. I masz rację. Na moim wydziale student jest tylko 'tolerowany'.
            Może być, ale nie musi. Student z niestacjonarnych jest natomiast dojną krową-
            pogardzany, ale pożądany - w końcu płaci. Cała dydaktyka polega na podaniu
            zagadnień i przeprowadzeniu egzaminu. W formie testu, oczywiście. Test na
            prawie? To kpina. Wykłady polegają w większości na powtarzaniu zawartości
            podręcznika. Na 300 chłopa na niektóre wykłady chodzi góra 25 osób. No bo i po
            co? Lepiej przeczytać samemu, wyjdzie na to samo. To smutne. Do tej pory(właśnie
            kończę 2 rok) zetknąłem się tylko z jednym nauczycielem akademickim, który na
            prawdę chciał nam przekazać wiedzę, a nie tylko odbębnić wykłady, przepuścić
            test przez komputer i zapomnieć. Władzą wydziału nie zależy na poziomie, zależy
            tylko na wielkości przerobu.
            • Gość: salusa secundus Re: Najlepiej jest mówić "Zróbcie Coś" IP: *.acn.waw.pl 01.07.09, 21:38
              Sorry, ale gdyby - jak piszesz - "władzą" twojej uczelni zależało na poziomie
              edukacji, to wylobowałyby cię stamtąd raz dwa, bo z taką polszczyzną na żadne
              studia nie powinieneś trafić, "na prawdę"!
        • rikol Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 20:31
          Ja tez uwazam, ze gimnazja powinny byc zlikwidowane. To sa 3 lata zmarnowane.
          przechowalnia dla mlodziezy. Potem w liceum jest tylko 2,5 roku na przygotowanie
          do matury Program przeciez jest taki sam jak kiedys, a czasu o rok mniej. W
          liceum jest juz jakas selekcja i mozna realizowac wiecej programu i szybciej.
      • 1410_tenrok do kolegi gościa 01.07.09, 12:00
        ja doskonale zrozumiałem artykuł. I nie widze zależności pomiedzy gimnazjami, a
        ilością osób nadających się do studiów. Problem jest systemowy, o ile kolega
        wie. Skoro uczelnia ma pieniądze ze studenta, to uczelnia go nie naucza,
        ponieważ musi o niego dbać: im wiecej studentów, tym wiecej pieniędzy! A
        wykładowcy zawsze narzekali, narzekają i narzekać będą. W końcu żyjemy w kraju,
        który na tej zasadzie lubi funkcjonować. Mam możliwość porównania jakości
        studiów na Z. i u nas i wiem, że wykładowcom u nas daleko jeszcze do ideału.
        Sami nie są lepsi. Ale narzekac to potrafią.
        Jeżeli kolega uważa, że studia mają dac podstawy do tego, aby ktos po ukonczeniu
        tychże mógł natychmiast podjąć pracę i wykonywać zawód wyuczony, to kolega jest
        fantastą. Tak nie ma nigdzie na świecie, aby teoria dawała podstawy ku temu, aby
        sie natychmiast zająć praktyką.
        • Gość: doktorant A ja widzę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 14:50
          Mam przyjemność prowadzić zajęcia zarówno ze studentami, których ominęło gimnazjum, jak i tymi którzy do gimnazjum chodzili. Muszę stwierdzić, że osoby kończące szkołę w systemie 8+4 o wiele lepiej sobie radzą na studiach od tych, kończących w systemie 6+3+3. Skąd to się bierze? Nie wiem - to nie moja dziedzina nauki. Jednak potwierdzam opinię, że ludzie po gimnazjum są głupsi, albo raczej mniej nadający się na studia.
          • 1410_tenrok panie doktorant 01.07.09, 16:35
            pomiedzy gimanzjum a stduiami jest jeszcze coś! Nie wiem, czy zauważyłes.
            • maruda.r Re: panie doktorant 01.07.09, 16:55
              1410_tenrok napisał:

              > pomiedzy gimanzjum a stduiami jest jeszcze coś! Nie wiem, czy zauważyłes.

              ****************************

              Przedmówca zauważył problem bez wskazania na konkretne przyczyny. Z jego punktu
              widzenia nie ma znaczenia, co powoduje ułomność studentów: gimnazjum czy liceum
              w obecnym systemie.

              Piszesz, jak święcie obrażony nauczyciel gimnazjum, który pracę wykonuje tak
              solidnie, jak tylko można. Ale to nie wszystko. Robotnik może postawić słup na
              środku ulicy w sposób wyjątkowo solidny. Problem w tym, że taki słup upośledza
              podstawową funkcję ulicy.

              Jako rodzic dziecka, które właśnie skończyło podstawówkę i zdało do gimnazjum,
              widzę nieprawdopodobne marnotrawstwo czasu. Szósta klasa podstawówki i trzecia
              klasa gimnazjum to wyścig szczurów, gdzie absolutnym priorytetem jest
              usadowienie dziecka w "lepszej" szkole wyższego poziomu. Nie dywagujmy nad tym,
              co oznacza "lepsza", bo jest to odczucie subiektywne i zależne od zaopatrywań.
              Sęk w tym, że opcje trzeba rozpatrywać i przy okazji załatwiać mnóstwo
              formalności. Poza tym sama konieczność rozstania się ze szkołą powoduje
              osłabienie rygoru zdobywania wiedzy - na wątpliwą korzyść dostania się do
              lepszego gimnazjum czy liceum.



        • Gość: gosc Re: do kolegi gościa IP: *.chem.uni.wroc.pl 01.07.09, 15:55
          Właśnie chodzi o system,a gimnazja są jednym z jego elementów i to
          należących do najbardziej kalekich.
          • 1410_tenrok dziwne, ale 01.07.09, 16:38
            system ten obowiłzuje w szeregu krajów Europy! ponadto, żeby gimnazja miały taki
            wpływ na kandydatów na studia? No bez żartów!
            Pan informatyk mówi o matematyce. Matematyka jest do tego roku nieobowiązkowa na
            maturze. Być może problem pana informatyka polega na tym, że ludzie bez
            matematyki obowiązkowej na maturze są żle przygotowani do takich studiów. Więc,
            może to nie kwestia gimnazjum, ale sposobu kształcenia matematyki w szkole????
            • turzyca Re: dziwne, ale 01.07.09, 18:44
              To znaczy np. w jakich? Bo Niemcy owszem maja gimnazjum. Od piatej klasy do
              matury...
              Naprawde gdzies jest system 6+3+3?

              I nie chodzi o trojpodzial, ale wlasnie o 6+3+3. Chocby 4+4+4 (proponowane przed
              reforma przez nauczycieli) byloby bardziej sensowne. 4 lata nauczania
              poczatkowego, 4 lata poszerzania wiedzy na poziomie ogolnym dla wszystkich, 4
              lata dalszego ksztalcenia (wariantywnie 3 lub 5). (Albo 3+5+4, w kazdym razie
              zamkniecie podstawowki na nauczaniu podstawowym, realizowanym prawie wylacznie
              przez jednego nauczyciela.) Chwilowo mamy (4+2)+3+3 i w zadnej ze szkol nie
              przerabia sie calego materialu, za to uczniowie maja dwie powtorki z
              poczatkow... Prawie kazdy absolwent liceum wie mnostwo o starozytnym Egipcie i
              absolutne nic o XX wieku...

              > może to nie kwestia gimnazjum, ale sposobu kształcenia matematyki w szkole???

              To nie jest problem nauczania matematyki czy czegokolwiek w szkole, bo
              nauczyciele nagle nie potracili swoich umiejetnosci tylko wlasnie organizacji.
              Moja swietna matematyczka z podstawowki trafila do gimnazjum i mowi, ze dla niej
              to dydaktyczny horror. Wczesniej dostawala klasy owszem zroznicowane, ale majace
              ten sam zasob wiedzy w ramach klasy. Teraz pierwsze pol roku traci na wyrownanie
              poziomow, bo jakis nauczyciel w podstawowce wyrobil sie z programem, inny nie,
              zanim ona ruszy ze swoim, musi wyrownac. Ostatni rok tez posiekany, bo egzamin.
              Czyli w sumie odpada dobry rok nauki. Plus niesamowite problemy pedagogiczne,
              zabierajace czas na dydaktyke. I to jest te poltora roku, o ktore nowi
              maturzysci sa przecietnie do tylu w stosunku do starych.
              • rikol Re: dziwne, ale 01.07.09, 20:42
                W ogole w Niemczech system jest ciekawy. Po czterech klasach podstawowki
                nastepuje selekcja. Na podstawie wynikow w nauce dzieci ida do szkoly drugiego
                stopnia. Tych szkol jest bodajze 5 rodzajow. Gimnazjum jest dla najmadrzejszych,
                jest jeszcze kilka rodzajow szkol i zroznicowanych poziomach i dzieci sa tak
                dzielone, zeby w danym rodzaju szkoly byly dzieci na podobnym poziomie. Dzieki
                temu nauczyciel moze szybko nauczyc w gimnazjum (i nie bedzie tak, ze ktos jest
                za slaby i nie rozumie), a inny w innej szkole ze slabszymi uczniami (i tam z
                kolei nie bedzie tak, ze ktos wybitny sie nudzi).

                Lepszy byl poprzedni system w Polsce. Jesli absolwent zawodowki chcial, to mogl
                skonczyc liceum, napisac mature i studiowac. I miec zawod rowniez.
                • turzyca Re: dziwne, ale 02.07.09, 09:04
                  Akurat ta wczesna selekcja w systemie niemieckim jest jego wada, bo dzieci za
                  wczesnie sa dzielone na te rozne szkoly. Zmienic szkole mozna, ale to jest
                  trudne i wymaga olbrzymiego zaciecia. A to do jakiej szkoly sie trafilo decyduje
                  w zasadzie o calym zyciu. Miedzy innymi dlatego, ze poziom w tych szkolach jest
                  baaardzo zroznicowany, program jest odmienny, uczen Realschule nie uczy sie np.
                  konstruowania mowy zaleznej (owszem, rzadko uzywana struktura, ale jednak). I co
                  ciekawe na tym systemie traca chlopcy.
      • Gość: Gosc Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.med.nyu.edu 01.07.09, 18:56
        Masz racje. I to jest to wlasnie "czytanie ze zrozumieniem", o ktorym p. prof.
        mowil. Czyli ma racje, ze nie wszyscy sie nadaja do studiowania :)))))))
    • baran1949 Naukowiec proponuje słusznie 01.07.09, 09:42
      W oświacie dzieje się bardzo źle. Absolwenci wyższych uczelni nie rozumieją
      czytanego tekstu, piszą z błędami w języku ojczystym. Ale władza ma
      przekonanie, że oświata polska jest sukcesem. To oznacza, że władza nie ma
      pojęcia i stanie polskiej oświaty, a raporty naukowe leżą w szufladach. Rok
      szkolny to nie liczba godzin obowiązkowych, ale poszatkowany rozmaitymi
      interesami przerwami bez powodu czas odwalania szkoły. Kto się chce uczyć,
      robi to na korepetycjach i w domu, reszta kombinuje brykami, netowymi
      gotowcami. Państwo daje potężne kwoty na doskonalenie nauczycieli, ale nikt
      tego nie kontroluje. Państwo utrzymuje potężną rzeszę urzędasów w
      ministerstwie i kuratoriach ale zupełnie zbędnych. za nic nie odpowiadających.
      Komisje egzaminacyjne, eksperci do awansów nauczycieli to kolejna zgraja
      żerująca na podatniku polskim. Tak jakby awans czy jego douczanie nauczyciela
      były jakimiś szczególnymi sprawami. Niech nauczyciel awansuje za pracę i
      kwalifikacje a uczy się za swoje. Ten resort pochłania kosmiczne pieniądze,
      totalnie marnowane, ale nikt tego nie kontroluje. W przypadku tragedii znowu
      na koszt podatnika incydentalnie i z wielkim szumem organizuje się kontrole w
      świetle jupiterów (trójki Giertycha). Nie ma żadnej reformy poza
      "pogrzebaniem" w lekturze, autorze, czegoś rano obwieszczanego co się zdarzyło
      w przypadkowych snach kolejnego ministra, który musi czymś błysnąć. Naukowcy
      nie są proszeni o opinie, a jest w Polsce masa wybitnych pedagogów,
      profesorów. Wzory sprawdzone gdzieś tam są lekceważone. dziś nikt nie mówi o
      metodach formach, środkach dydaktycznych, ciągle zaś słyszymy o "warsztatach"
      jako antidotum na zło. Co mogą jakieś tego typu zajęcia oczywiście kosztowne
      dać nauczycielowi? Ano doprowadzić do przekonania, że urawniłowka to jest to.
      Ponadto wyćwiczyć pisanie testów i dobre ściąganie wystarczy, by znaleźć się w
      tzw. dobrym gimnazjum,, liceum, które tworzą znowu na koszt podatnika cwani
      "selekcjonerzy" dobierając uczniów najlepszych, by następnie uznać swoją
      placówkę za najlepszą. Ci najlepsi to głównie sytuowani, douczani nieraz w
      100% na korepetycjach. Getta, łamanie prawa, działania wbrew konstytucji mają
      miejsce w pełnym świetle, przy istnieniu organizacji, instytucji, mnóstwa
      gremiów żywiących się szyneczką na koszt podatnika, których nic nie obchodzi.
      Tylko dzieci i młodzieży żal, tylko Polaków żal.
    • Gość: 1410_tamtenrok Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: 62.134.205.* 01.07.09, 09:45
      Ty, a coś jest złego w spawaniu i frezowaniu? I w ogóle nikt
      przecież nikomu nie kazał iśc na spawacza, chyba się za dużo
      nasłuchałeś niedokonspirowanych solidaruchów, jak to strasznie było
      za komuny.
      • 1410_tenrok dziekuje za przetworzenie nicka 01.07.09, 12:08
        a teraz do meritum. W czasach komuny Polska leżała pod względem scholaryzacji na
        samym koncu klasyfikacji europejskiej (niecałe 7% populacji studiowało). Udział
        procentowy młodzieży wiejskiej studiującej na UJ w latach '80 był najniższy w
        całej historii tego uniwersytetu od momentu jego założenia. Tak to produkowano
        specjalistów..........
        Produkowanie klasy robotniczej - frezerów i spawaczy w ilościach masowych było
        paranoją. Zyłem czas dłuższy w prl, to wiem. Innych zawodów nie preferowano,
        ponieważ konieczna była wielkoprzemysłowa klasa robotnicza, która miała być
        filarem socjalistycznej ojczyzny.

        I na koniec, taka sprawa. Wszystkie dzieci z bidulców konczyły swoją edukacje na
        frezerze lub spawaczu. A wiec, tzw. panstwo ludowe kazało iść komuś na spawacza
        bądz frezera.
        • Gość: nubo Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.07.09, 12:25
          > a teraz do meritum. W czasach komuny Polska leżała pod względem scholaryzacji n
          > a
          > samym koncu klasyfikacji europejskiej (niecałe 7% populacji studiowało).


          No i bardzo dobrze!
          Gdyby było tak dalej, mój przyszły dyplom mgr byłby więcej warty niż teraz.
          Obecnie, nawet obroniony bardzo dobrze, wart jest GÓWNO, bo mnóstwo, naprawdę
          mnóstwo ludzi ma taki sam.
          Polska poszła w ilość, nie w jakość... jak zwykle. Przyjęcie mnóstwa baranów na
          studia obniża poziom, bo łatwiej jest równać w dół, niż w górę. I będą krzywe
          chodniki, źle zoperowane serca, błędne analizy, etc...

          A Ty się ciesz dalej, że statystycznie poziom scholaryzacji wzrósł.
          • makova_panenka Re: dziekuje za przetworzenie nicka 01.07.09, 17:31
            Za bryndzę jaka dotyka absolwentów uczelni nie odpowiadają tylko oni sami ale
            powszechna maniera gnojenia każdego młodego, by mu mniej płacić.
          • Gość: ax Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: 89.108.201.* 01.07.09, 19:29
            > Gdyby było tak dalej, mój przyszły dyplom mgr byłby więcej warty niż
            > teraz.

            O ile byś go miał. :P
            • Gość: nubo Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.07.09, 20:04
              akurat ja miałbym, pewnie byłoby to trudniejsze, niż teraz, ale miałbym, uwierz...
          • old-amsterdam Re: dziekuje za przetworzenie nicka 01.07.09, 20:34
            Też uważam,że to bardzo dobrze! W końcu,żeby studiować trzeba mieć
            nie tylko dobre chęci albo kasę,ale przede wszystkim kapitał wiedzy
            i kultury (której nie dostarczaja ani w bidulu ani w domach
            niepiśmiennych robotników rolnych). Wiem, że są wyjątki również w
            tak zwanych warstwach niższych zdarzają się wybitne umysłowości, ale
            to rzadkość. I właśnie szkoła podstawowa jest po to,żeby te wyjątki
            wykryć i poddać właściwej obróbce (najlepiej wyjmując je z
            naturalnego srodowiska, bo to na ogół wyłącznie ściąga w dół). A w
            sprawie wypowiedzi pana profesora: uważam, że pan nie zauważył
            różnicy właśnie ilościowej. Kiedy uczył pan absolwentów
            ośmioklasowej podstawówki,to rekrutowali się oni z tych właśnie 7%
            (moim zdaniem 3%), obecni pana klienci pochodzą z 50% (i to raczej z
            gorszej części tych 50%) Ci,którzy wcześniej stanowili te 3 -
            7%,obecnie studiują na uczelniach zagranicznych albo naprawdę
            renomowanych.PWr pozostały odpady.Taka jest smutna prawda. Czyli
            gdyby przywrócić możliwość studiowania dla wyłącznie 7%,pana
            uczelnie trzeba by zamknąć.
            • Gość: _ Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.09, 01:37
              Kiedy uczył pan absolwentów
              > ośmioklasowej podstawówki,to rekrutowali się oni z tych właśnie 7%
              > (moim zdaniem 3%), obecni pana klienci pochodzą z 50% (i to raczej z
              > gorszej części tych 50%) Ci,którzy wcześniej stanowili te 3 -
              > 7%,obecnie studiują na uczelniach zagranicznych albo naprawdę
              > renomowanych.PWr pozostały odpady.Taka jest smutna prawda. Czyli
              > gdyby przywrócić możliwość studiowania dla wyłącznie 7%,pana
              > uczelnie trzeba by zamknąć.

              I tu się bardzo mylisz:
              1) Skąd wziąłeś PWr? Czytaj dokładnie: UWr
              2) Mówisz o czymś o czym nie masz pojęcia - sprawdź może o jakich studiach
              piszesz, bo strzeliłeś jak kulą w płot.
          • Gość: Paweł Z. Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: *.as.kn.pl 01.07.09, 21:32
            Trzeba rozumieć, że niska liczba osób studiujących w PRL nie wzięła się znikąd.
            Polska to był cywilizacyjnie zapóźniony obszar i gdy w XVIII/XIX upowszechniały
            się w Europie Zachodniej systemy nauczania obejmujące wszystkie klasy społeczne,
            u nas chłopy u Żyda pili wódkę i drapali się w kołtuny. Podczas 20-lecia i
            później za komuny starano się stopniowo upowszechniać edukację. Ta stopniowość
            powodowała, że studiujących było coraz więcej, ale poziom był wysoki.
            W latach 90-tych rozwiązał się worek. Uczelnie w pogoni za pieniędzmi zaczęły
            masowo przyjmować na studiach, a każdy powiat miał ambicję posiadać swoją własną
            Wyższą Szkołę Tego i Owego. Oczywiście dla takiej rewolucji nie było
            wystarczających zasobów.
            Na to wszystko zaś nałożyła się nienawiść nowych elit dla komuny i jej
            niewątpliwych dokonań. Z tego też powodu zapewne rozpoczęto bezustanny korowód
            reform - łącznie z tym nieszczęściem, jakim było wprowadzenie gimnazjów.
            Te 50% studiujących powinno napełniać świadomych ludzi głębokim smutkiem.
            Masowość wyzszego wykształcenia osiągnięta w ciągu kilkunastu lat musiała
            doprowadzić do dramatycznego spadku jakości nauczania. Było to po prostu
            nieuniknione. Likwidacja zawodówek była poważnym błędem. Jej konsekwencją jest
            to, że dzisiaj pracodawca do budki z hot-dogami często zatrudnia absolwenta
            studiów wyższych. Jest to oczywiste marnowanie zasobów. Taniej i z większą
            korzyścią dla społeczeństwa byłoby dać pracownikowi budki z hot dogami solidne
            wykształcenie na poziomie szkoły zawodowej niż produkować niedokształconego
            specjalistę od marketingu i udawać, że tak jest świetnie.
        • Gość: kaktus Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: *.chem.uni.wroc.pl 01.07.09, 16:03
          Rany, dawno takich bredni nie czytałem. Przepraszam, wczoraj
          usłyszałem w szklanym ekranie z ust jakiegoś partyjniaka (Nowak mu
          chyba było), że powodzie to wina komuny, bo pogłębiarki nie chodziły
          na rzekach przed 1990 rokiem, a chłopi nie czyscili rowów. Bez
          komentarza.
          • 1410_tenrok kakatus, 01.07.09, 16:34
            co chciałes powiedziec? Przeciez to są brednie, co piszesz!
            A to, co ja pisaąem o scholaryzacji - to są fakty! To była właśnie komuny!!!!
            • Gość: kaktus Re: kakatus, IP: *.wroclaw.mm.pl 01.07.09, 23:03
              Człowieku zaangażowany ideowo. Jak sobie ministerstwo wymyśli, że 15% punktów
              wystarczy do zdania matury, a Kudrycka przeforsuje finansowanie uczelni
              prywatnych z kasy państwa to nam wskaźnik jeszcze bardziej podskoczy ale odsetek
              studiujących, którzy znają tabliczkę mnożenia drastycznie się zmniejszy. Dlatego
              przytaczanie takich statystyk, które nie odzwierciedlają poziomu wyedukowania
              społeczeństwa to jest zwykła manipulacja, właśnie taka jakiej dopuścił się pan
              Nowak.
        • Gość: kaczo i ponuro Re: dziekuje za przetworzenie nicka IP: 132.170.59.* 01.07.09, 19:00
          "na koniec, taka sprawa. Wszystkie dzieci z bidulców konczyły swoją
          edukacje na frezerze lub spawaczu. A wiec, tzw. panstwo ludowe
          kazało iść komuś na spawacza
          bądz frezera."

          Czy jestes w stanie swoje wywody na temat czasow "panstwa ludowego"
          podeprzec jakas statystyka / liczbami?

          P.S. Akurat konczylem kiedys (dawno temu, poczatek lat 70-tych)
          liceum, w ktorym wiekszosc uczniow pochodzila z tzw. "klasy
          robotnicznej" i zdecydowana wiekszosc dostala sie pozniej
          na studia i ukonczyla je!
        • rikol Re: dziekuje za przetworzenie nicka 01.07.09, 20:44
          No i co z tego? We Francji kazdy maturzysta moze isc na studia, efektem tego sa
          dyplomy bez wartosci. Znaczenie maja dyplomy szkol prestizowych, a dyplomy z
          Koziej Wolki sie po prostu nie licza.
        • lesew Re: dziekuje za przetworzenie nicka 01.07.09, 23:25
          1410_tenrok napisał: >...<

          >... Produkowanie klasy robotniczej - frezerów i spawaczy w ilościach masowych było
          > paranoją. Zyłem czas dłuższy w prl, to wiem. Innych zawodów nie preferowano,
          > ponieważ konieczna była wielkoprzemysłowa klasa robotnicza, która miała być
          > filarem socjalistycznej ojczyzny. ...<

          No to teraz otwórz sobie n. p. Gazeta Praca i zobacz na jakich pracowników jest
          zapotrzebowanie, a na jakich
          nie ma...

          Frezer, szlifierz obwiedniowy, kierowca CE, spawacz odbiorowy, murarz,
          glazurnik, tynkarz, zbrojarz-betoniarz, operator koparki, czy dźwigu na
          przykład: w każdej chwili "z pocałowaniem ręki" znajda robotę za przyzwoite
          pieniądze w godzinach "od-do". Absolwent natomiast Wyższej szkoły "Czegośtam"
          natomiast musi najpierw "zdobyć doświadczenie na bezpłatnym stażu, żeby później
          zarabiać "niebotyczne" 1500 brutto w nienormowanym czasie pracy(bo to niby
          "samodzielne stanowisko")! Ale ty uważasz że frezerów jest za dużo?!
        • marek.lipski Modele edukacyjne z historii PL.8+4-matura 02.07.09, 02:28
          Czyalem artykul 2 razy i popieram ale to z natychmiastowa,zmiana
          systemu nauczania.
          Uff co za nowe pokolenie.Lepsi opuszczaja Polske...
          Nie komentuje.Atakujaca Krytyka systemu oswiaty w PRL,poza polityka,
          jest makabrycznym falszerstwem medialnym.Wlasnie z tych czasow,
          specjalisci z Polski,byli poszukiwani a posrednicy wydzialow pracy z
          zachodu,z USA,z krajow arabskich stali w kolejkach aby otrzymywac
          swietnych fachowcow za mniejsze pensje.Byly Licea w kazdym
          wojewodzkim miescie o profilu angielskim,w ktorych wszystkie
          przedmioty byl w jezyku angielskim.Firmy jak Budimex,Pagart i
          inne,polowaly na absolwentow uczelni czy tez dobrych technikow.
          To wszystko,jesli sie skresli polityke i zapomni o polityce,
          bylo wyjatkowo korzystne dla wszystkich.Nie wspominam o muzyce czy
          filmie czy tez o sporcie czy tez o medycynie......
          Mamy inne czasy ale czasami trzeba konstruktywnie analizowac
          sytuacje.Zyczenia specjalisty w tym wywiadzie sa mile ale
          watpie czy rzad podejmie taka decyzje.Schemat 8 plus 4 z matura
          przezywa retrospekcje,wlasnie w EU.Powodzenia.
    • baran1949 Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 09:45
      więcej kultury proszę
    • Gość: miska Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 10:03
      Czy mi się wydaje, czy odzywa się tylko UWr? PWr, AM, UP i UE też maja
      zastrzeżenia? :P
    • Gość: ożka Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 10:12
      Patrzę na kolegów z WPAiE i drżę na myśl, że niektórzy z nich będą prawnikami, w
      których rękach znajdzie się kiedyś los jakiegoś człowieka.
      • valana Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 15:22
        Gość portalu: ożka napisał(a):

        > Patrzę na kolegów z WPAiE i drżę na myśl, że niektórzy z nich będą prawnikami,
        > w
        > których rękach znajdzie się kiedyś los jakiegoś człowieka.

        No, w sumie masz się czego obawiać. Z mojego rocznika sporo co większych głąbów
        jest już mecenasami (genetyka, panie i panowie, genetyka...), ale sporo całkiem
        niegłupich też. Chyba najwięcej tych lepszych trafiło do sądów (nie wiem, dlaczego).
      • makova_panenka Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 17:32
        Ale będą zdecydowanie tańsi od ciebie a niekoniecznie zdecydowanie gorsi.
    • burkaj Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 10:21
      Jestem za!
      Gimnazja niszczą dzieci.
      W SP nauczyciele poznają dzieci,wiedzą kto jest jaki i na co go
      stac. Po szóstej klasie uczniowie przechodzą do gimnazjum, do
      zupełnie innego środowiska. Nauczyciel ma program i musi go zrobic.
      Nie ma czasu na poznawanie dziecka. Srodowisko szkolne ma w tym
      czasie ogromny zły wpływ na osobowośc. Nie było żadnej selekcji.
      Wielu w ogóle nie chce się uczyc, a musi chodzic do szkoły do 18
      roku życia. Ciągną w dół. Gimnazja są duże, mają po kilkanaście
      klas.
      Rodzice powinni zaprotestowac przeciw gomnazjom.
      Zawodówki miały sens. dawały zawód
      Gimnazja nie. Niszczą nasze dzieci!
      Pokazują, że zły uczeń jest ważniejszy od dobrego. Nauczyciel więcej
      czasu musi poświęcic chuliganowi.
      • Gość: Thoth Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.ghnet.pl 02.07.09, 20:41
        Również popieram. Jestem drugim rocznikiem z "nowego cudownego systemu", który
        uważam od początku za poroniony. Szczególnie, że zamiast przygotować i wdrożyć
        to za np. 5 lat wdrożono na następny rok, kiedy nawet książek nie było do
        gimnazjum :/ W efekcie ich jakość była bardzo niska... Widzę też, ile to czasu
        marnuje, a potem w liceum człowiek ma 2,5 roku na to co wcześniej było w prawie
        4! Gdzie tu logika? No i jeszcze obcinanie programu w matmie a zostawianie
        szczegółów z historii. W efekcie młodzież nie zna pochodnych i całek, a zna daty
        przebiegu wojen włoskich bez znajomości przyczyn i skutków, co jest zdecydowanie
        ważniejsze a nie w którym roku zdechł jakiś tam książę włoski :/ Na studiach też
        spotyka się takie osoby, że się nóż w kieszeni otwiera...

        KONIEC Z GIMNAZJAMI!!!
    • arysto-teles Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 10:24
      Tylko że Ci co umieją spawac i frezowac (przepraszam nie mam c z kreską) mają
      teraz życie jak w Madrycie (czyt. w Londynie). Absolwent to teraz bardzo biedny
      zawód. I jeśli uważasz "1410_tenrok`u" że państwo powinno każdemu chętnemu
      płacic za studia to jesteś jeszcze mało zorientowany w realiach. Nie student
      motorem gospodarki a specjalista. Co to za specjalista absolwent (1 z 500 na
      roku), którego egzaminy i całe studia to jeden wielki pic na wodę. I gdzie tu
      polityka taniego państwa?
      • ksionc_proborzdz Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 10:30
        Masz pewnie kartę ATI, musisz wejść do panelu (prawy klawisz na pulpicie->
        Catalyst Control Center) i wyłączyć skrót klawiszowy (górne
        menu->hotkeys->hotkeys manager), którzy jest przypisany do alt+c

        Co do reszty się zgadzam, zamiast produkować pokolenia absolwentów uczelni do
        spraw nic nierobienia i uciekania przed wojskiem / załatwiania papierków do ZUS,
        należy kształcić specjalistów. Zarówno murarzy, jak i fizyków jądrowych.
      • 1410_tenrok słabo znasz życie! 01.07.09, 12:20
        PRL nie różnił sie pod tym wzgledem i nie będę mówił jaka różnica istniała
        pomiędzy zarobkami frezera a dyrektora generalnego paru firm, w których
        pracowałem. Niedobrze by ci sie od tego zrobiło. Swietnie pokazywali swego czasu
        tzw. "Fachowcy" na starej trójce radiowej, jaki był status inżynierów i innych
        specjalistów w perelowski ojczyznie tokarkowego.
        Panstwo musi płacic każdemu chetnego za studia, ponieważ w ten sposób produkuje
        specjalistów dla gospodarki. Taka jest zasada w wiekszosci panstw świata. Mozna
        oczywiscie robić, jak w USA, ale tam specjalistów sciąaga sie w ramach "brain
        drain" z innych krajów. Nie student motorem gospodarki, a specjalista - dobre
        sobie. Lepszego dowcipu nie słyszałem. Co to jest specjalista, a co to jest
        student? Weżmy pod uwagę miasta uniwersyteckie. Taki Wrocek - 100.000 studentów.
        I jak oni, z ich siłą nabywczą nie są motorem gospodarki...... Zarty sobie
        stroisz???? A specjalista??? Jakiego rodzaju: spawacz, frezer??? Ktos musi
        wymyśleć i zaprojektoiwać, aby ten spwacz i frezer miał robotę i miał na czym
        robić! A kto to robi???? Portier, sprzątacz??? Robi to inżynier!!!! A kto cie
        leczy???? Pani Fredka z sąsiedztwa po zawodówce, czy lekarz??? A kto to jest
        lekarz????
        Za dużo w Was kochani socjalistycznego myslenia. Niestety.
        • tbernard Re: słabo znasz życie! 01.07.09, 15:07
          > Ktos musi
          > wymyśleć i zaprojektoiwać, aby ten spwacz i frezer miał robotę i miał na czym
          > robić! A kto to robi???? Portier, sprzątacz??? Robi to inżynier!!!

          Masz na myśli takich inżynierów, którzy ledwo po uzyskaniu dyplomu nie potrafią
          zadań maturalnych z matmy ruszyć?
          • 1410_tenrok jeżeli takie są fakty, to znów nie jest to 01.07.09, 16:41
            wina gimnazjum, ale 10 semestrów spedzonych na uczelni, która nie egzekwowała
            takich rzeczy. Ale trudno mi to przyjąc na poważnie, aby inzynier nie był w
            stanie rozwiązać zadania. Oczywiscie, że są zadania, który nie jest w stanie
            rozwiązać też wyższy pracownik naukowy, ale inżynier uczy sie tego, aby być w
            stanie policzyć, czy to belkę, czy naprężenie czy co innego w zakresie swojego
            fachu. No, bez żartów.
        • singollo Re: słabo znasz życie! 01.07.09, 15:16
          Jest takie powiedzenie: "Jak sobie pomyślę, jakim jestem inżynierem, to strach
          pójść do lekarza"

          Magister to stopień NAUKOWY, czyli oznaczający NAUKOWCA. U nas się zdewaluował -
          np, mój kumpel - mgr informatyki - sprzedaje laptopy. Może mi ktoś wyjaśnić, po
          cholerę mu do tego studia? Za 5 lat zapomni wszystko, czego się nauczył...
          Takich magistrów - sprzedawców jest na pęczki...

          BTW, o ile wiem, spawanie to nie jest czynność banalna, wymaga sporej
          (praktycznej) wiedzy i jeszcze większego (praktycznego) doświadczenia.
          • valana Re: słabo znasz życie! 01.07.09, 15:25
            singollo napisał:


            > Magister to stopień NAUKOWY, czyli oznaczający NAUKOWCA. U nas się zdewaluował

            Jeśli chodzi o ścisłość, to stopniami naukowymi są dopiero stopnie: doktora oraz
            doktora habilitowanego. Magister, niestety, nie.
            To tytuł zawodowy. Tytułem naukowym zaś jest profesor.
            • singollo Re: słabo znasz życie! 01.07.09, 16:23
              Teraz już tak...
            • Gość: kaczo i ponuro Re: słabo znasz życie... IP: 132.170.59.* 01.07.09, 19:08
              W krajach anglosaskich prawie 90% studentow konczy studia na
              pierwszym poziomie ("undergraduate"), a tylko ok. 10% zostaje
              przyjetych pozniej na studia typu "graduate" ("master" lub "Ph.D.")!
              • rikol Re: słabo znasz życie... 01.07.09, 20:52
                A o czym to swiadczy? Kraje anglosaske importuja specjalistow, z Indii oraz
                innych krajow anglojezycznych. W Indiach jest ponad miliard ludzi. Chocby
                wszyscy Anglicy i Amerykanie konczyli swoja edukacje na podstawowce, i tak beda
                mieli skad brac naukowcow. Skad bedzie importowac Polska, jesli nie ma drugiego
                kraju polskojezycznego.
                • tbernard Re: słabo znasz życie... 02.07.09, 08:33
                  Ale tych genialnych z najwyższej półki w klasie noblistów, to podejrzewam, że
                  mają więcej swoich niż z importu. A wykształcenie armii specjalistów trochę
                  niższego szczebla jest za drogie jak na tak biedne kraje anglosaskie i wychodzi
                  taniej zaimportować z krajów typu Polska, Indie, które to są tak zamożne, że
                  stać je na taki sponsoring.
        • nikodem_73 Re: słabo znasz życie! 01.07.09, 16:15
          Skoro ważna jest ilość ludzi z wyższym wykształceniem, a nie jakość ich
          kształcenia to może na zakończenie liceum rozdajmy wszystkim dyplomy z napisem
          "mgr" i to dopiero będzie fajnie. I jaki będzie wysoki stopień scholaryzacji!

          Wykształcenie nie piwo - nie musi być pełne. Oprócz samych "mgrów spraw
          nieistotnych i mało ważnych" potrzebni są także i spawacze i frezerzy.

          > I jak oni, z ich siłą nabywczą nie są motorem gospodarki...... Zarty sobie
          > stroisz???

          Wybacz, ale jaką "siłę nabywczą" mają studenci? Że niby co - każdy z nich
          dostanie dobrze płatną pracę? I kto tu sobie stroi żarty. Im będzie więcej
          studentów tym większy odsetek z nich nie będzie pracował w zawodzie. To proste -
          do pewnego momentu rynek będzie wchłaniał (a studenci będą dostawać dobre płace
          i prace), potem się nasyci i nadwyżka będzie musiała pracować w innej branży, a
          i pensje w pracy "w kierunku" spadną. Prosta zasada popytu i podaży.

          > robić! A kto to robi???? Portier, sprzątacz??? Robi to inżynier!!!! A kto cie

          Tyle, że tych co myślą potrzeba znacznie mniej niż tych co robią. No
          sorki - nawet brygada inżynierów może wyspawać mniej niż jeden koleś bez mgra, a
          za to umiejący spawać.

          > Za dużo w Was kochani socjalistycznego myslenia. Niestety.

          Płacenie przez państwo (a skąd państwo ma pieniądze?) na studia każdemu chętnemu
          jest właśnie socjalizmem :>
          • 1410_tenrok nikodem_73, dobra rada 01.07.09, 16:44
            przeczytaj moj post i swoj i sie głęboko nad sensem swojego postu zastanów.

            Jeżeli ktos myśli, że po studiach dostanie pracę w swoich zawodzie wyuczonym, to
            sie bardzo myli! Tak nie na całym swiecie. (to tak miedzy nami)
            • nikodem_73 Re: nikodem_73, dobra rada 01.07.09, 16:46
              Przeczytałem, zastanowiłem się i nadal nie widzę powodu aby tylu ludzi
              studiowało (nie mówiąc już o "każdym").
            • lesew Re: nikodem_73, dobra rada 02.07.09, 00:01
              1410_tenrok napisał:

              > przeczytaj moj post i swoj i sie głęboko nad sensem swojego postu zastanów. ...<

              A może Ty sam się zastanów, bo dochodzę do wniosku że trollujesz...
              • 1410_tenrok wujek dobra rada 02.07.09, 15:30
                cały ból w tym kraju polega na tam, że ludność chce wszystko i wszystkich w
                czambuł krytykować............ 95% postów temu właśnie służy. A pan powyższy
                poszedł jeszcze dalej - odrzuca oficjalne statystyki, ponieważ nie pasują mu do
                koncepcji.
                A ja zalecam wiecej zdrowego rozsądku i próbę zrozumienia głębszego sensu tego
                zamierzenia.
                Cóż to jest więc trollowanie?
        • guru133 Tenrok, czy możesz mi powiedzieć komu potrzebni są 01.07.09, 18:46
          i po co absolwenci Wyższych Uczelni Gotowania na Niskim Gazie, które
          już dominują w naszym szkolnictwie wyższym i dlaczego państwo ma z
          moich podatków płacić za możliwość studiowania na nich nieudacznikom
          z którymi potem nie wiadomo co robić? A być może że dobry fach w
          ręku byłby dla nich lepszą przepustką w samodzielne życie niż dyplom
          wątpliwej jakości "uczelni"? Tacy studenci mogą być conajwyżej
          motorem niekontrolowanego przyrostu naturalnego dokonywanego "w
          stanie wskazującym na..."
      • makova_panenka Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 17:35
        Absolwent nawet dobry nigdy nie będzie specjalistą jeśli spotka się z tępiącym
        go na każdym kroku buractwem, które za punkt honoru stawia sobie zgnojenie go i
        zapłacenie głodowych pieniędzy.
      • Gość: jess1611 Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 01.07.09, 23:02
        Mieszkam na poludniu Anglii i szukajac pracy zauwazylam ze tutaj nie
        licza sie tak bardzo dyplomy jak motywacja , doswiadczenie i
        talent . Wiele osob , w tym Polakow , nie majac studiow awansuje na
        wyzsze stanowiska . Dla Anglikow liczy sie tylko to czy dobrze
        pracujesz . Studia sa mniej wazne .
      • burkaj Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 09.07.09, 11:37
        wiem, że to nie na temat, ale ja też nie mam c z kreską-dlaczego?
    • switonemsi Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 10:26
      Wreszcie ktoś to powiedział na głos!

      Świetny pomysł!
      • Gość: Zuzia Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.adsl.inetia.pl 01.07.09, 11:21
        Reforma szkolnictwa została zrobiona tak aby kształcić dilerów. Mają znać towar
        i umieć go sprzedać. Towar zaprojektują i wyprodukują gdzie indziej. Kto inny
        zgarnie zyski, a w Polsce trzeba dilerów.
        • Gość: JoannaP. Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.07.09, 11:33
          Trafiłaś w sedno. Mistrzowski komentarz, szkoda, ze tak wiele w nim prawdy.
      • makova_panenka Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 17:35
        Tego pana nikt nie zna. Pewnie też dostał dyplom za masło.
    • milet72 Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 10:53
      Każdy nauczyciel tezom profesora może tylko przyklasnąć. Po
      gimnazjum do liceum ogólnokształcącego trafiają dzieci, które nie
      potrafią kompletnie nic... Ani pisać, ani liczyć, z wiedzą też jest
      kiepsko. Np. w licuem profilowanym mieliśmy ucznia, który po
      gimnazjum nie potrafił czytać (sic!).
      A czemu tak jest? Bo w gimnazjum nie uczy się, tylko toczy
      nieustającą walkę o dyscyplinę na lekcji. Ucznia z gimnazjum nie
      wolno wyrzucić, choćby nie wiem co zrobił - dzieci dobrze wiedzą o
      swojej bezkarności i pozwalają sobie na wszystko.

      Oczywiście profesora nikt nie posłucha, bo żadna władza nie uznaje
      głosu naukowców. A tutaj jeszcze trzeba by się przyznać do błędu -
      to już na pewno nie przejdzie.
      • andk12 Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 14:29
        > Ani pisać, ani liczyć, z wiedzą też jest
        > kiepsko. Np. w licuem profilowanym mieliśmy ucznia, który po
        > gimnazjum nie potrafił czytać

        Wielu ma też kłopoty z mówieniem
    • jwojcie Gimnazja to był od początku chory pomysł 01.07.09, 10:59
      przynajmniej jeśli chodzi o chłopców, ośmioklasowe podstawówki były lepsze.
      Powód był bardzo prosty, w 8 klasie chłopcy gwałtownie zaczynali dorastać, ale
      to były jeszcze dzieci, potem taki narybek szedł do liceum/technikum i nie
      rozrabiał tak bardzo bo był tzw. KOTEM. Po prostu miał respekt przed starszymi
      kolegami. Pomysł z gimnazjami był pozornie mądry. Pomysłodawcy chcieli
      wyciągnąć dzieciarnię w najtrudniejszym wieku do gimnazjum zapewne po to aby
      dostosować model wychowania do wieku. W swej bucie myśleli, że nauczyciele
      sobie z tym poradzą. I to był błąd, bo nauczyciele sobie często jednak nie
      radzą. I to nie chodzi nawet o to czy zarabiają za mało. Chodzi o to, że tak
      naprawdę w szkole poza nauczycielami co najmniej w tym samym stopniu liczy się
      środowisko, również starsi uczniowie. Ich w gimnazjum brakło... Tak naprawdę
      dla młodego chłopaka rzadko kiedy wzorem jest nauczyciel. Zazwyczaj większy
      respekt budzą najstarsi chłopcy wygrywający jakiś turniej międzyszkolny...
      • Gość: JoannaP. Gimnazja to był od początku chory pomysł IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.07.09, 11:10
        Nie od dziś wiadomo,że okres życia pomiędzy 13 a 16 rokiem życia,to czas
        szczególnie trudny ze względu na zmiany, jakie zachodzą w ciele i umyśle
        ludzkim. W tym czasie uczniowie są wyjątkowo ,,trudni".W dawnej podstawówce,
        uczniowie w tym wieku stanowili jedynie część całej populacji szkolnej, byli
        zżyci z nauczycielami, dobrze przez nich poznani, ponadto, byli ,,na wylocie",
        starali się walczyć o dobre cenzurki, czuli się wzorem dla ,,maluchów" (często
        ważniejszym niż nauczyciele,jak ktoś tu słusznie zauważył). W gimnazjum mamy
        grupę średnio 500 uczniów w najtrudniejszym wieku, na dodatek są tam tylko ,,na
        chwilę", nie tworzą prawie żadnych więzi ani z nauczycielami ani z kolegami. To
        kreuje poważne problemy z dyscypliną. Dlatego nie uważam gimnazjów za najlepszy
        pomysł.
        • Gość: konrad.ludwik02 Re: Gimnazja to był od początku chory pomysł IP: *.bielsko.dialog.net.pl 01.07.09, 16:51
          Zgoda, zgoda! Przez przejście młodych do nowej szkoły
          w "najtrudniejszym" okresie życia, następuje ich alienacja,
          oderwanie od środowiska w którym ich osobowości były znane, a oni z
          kolei znali swych belfrów od 1-szej klasy i czuli się jakoś
          zobowiązani do ich słuchania i ogólnej dyscypliny.
          Rządowi premiera Buzka (tego który dopiero co awansował do PE!) nie
          chodziło wcale o podniesienie poziomu nauczania w starszych klasach
          podstawówki, tego przecież w Polsce na drodze gimnazjalnej nie dało
          się uczynić, lecz o stworzenie pretekstu do podniesienia wynagrodzeń
          dla wybranej gromady nauczycieli, przez stworzenie synekur
          dyrektorskich.
          Analgicznie jak przy stworzeniu powiatów: synekur dla starostów i
          tłumu ich totumfackich.
          Koszty poniosło społeczeństwo i ponosić będzie do chwili likwidacji
          tych szkodliwych nowotworów. Może zatem i dobrze, że p. Buzek będąc
          w Brukseli nie może już szkodzić na miejscu w Polsce.
          • Gość: zi No tak powiaty tez do likwidacji IP: *.chello.pl 01.07.09, 19:06
            Podział na województwa i gminy w zupełnosci by wystarczył, zwłaszcza że nasze
            województwa takie maciupkie jakieś. Tez podejrzewam, że powiaty urodził nie
            zdrowy rozsądek ale polityka.
        • Gość: Alina Re: Gimnazja to był od początku chory pomysł IP: *.net.upc.cz 01.07.09, 20:40
          Mądre słowa ...
          Co więcej.. w podstawówkach 8klasowych wykształcały się w klasach grupy,
          osobniki dominujące oraz te słabsze znajdowały swoje miejsce w szeregu ..
          generalnie ucierał się powoli pewien układ sił który każdy łatwo akceptował...
          tymczasem teraz w 6 klasie, w najtrudniejszym wieku dzieciaki wrzucane są do
          nowej grupy rówieśników... powstają tarcia, walka o przywództwo (coś co w wieku
          licealnym już mniej jest intensywne) - stąd ta agresja, problemy z opanowaniem
          klas gimnazjalnych, nieustanne popisywanie się, brutalność dzieciaków.
    • Gość: Aleksander Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.static.tvk.wroc.pl 01.07.09, 11:05
      Faktycznie. Gimnazja należy zlikwidować. Przywrócić dawny system, z
      zawodówkami i technikami włącznie. To że ktoś jest po zawodówce nie
      oznacza, że jest gląb. On może być lepszy z literatury np. niż
      niejeden tzw. humanista. Wystarczy jak bedzie studiowało 30%
      populacji, ale na kierunkach potrzebnych gospodarce. Reszta ma być
      płatna. Państwo zamawia iluś absolwentow i daje pieniądze na nich.
      Reszta płaci sama. Tych za których płaci państwo wybieramy na
      podstawieśredniej ocen. Masz złąsrednią wylatujesz z puli, masz
      lepsza wchodzisz do puli. Proste i skuteczne.
      • Gość: urszula. Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.adsl.inetia.pl 01.07.09, 17:10
        Wystarczy jak bedzie studiowało 30%
        > populacji, ale na kierunkach potrzebnych gospodarce. Reszta ma być
        > płatna. Państwo zamawia iluś absolwentow i daje pieniądze na nich.

        Ja zamawiam filologów klasycznych. Reszty hołoty nie chcę widzieć.
        • tbernard Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 02.07.09, 08:50
          Gość portalu: urszula. napisał(a):

          > Wystarczy jak bedzie studiowało 30%
          > > populacji, ale na kierunkach potrzebnych gospodarce. Reszta ma być
          > > płatna. Państwo zamawia iluś absolwentow i daje pieniądze na nich.
          >
          > Ja zamawiam filologów klasycznych. Reszty hołoty nie chcę widzieć.

          Zapłać więc za ich wykształcenie. Nie widzę problemu.
        • gulcia77 Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 02.07.09, 08:54
          Widzisz, w każdym społeczeństwie potrzebna jest również pewna ilość
          filologów klasycznych, antropologów kultury, socjologów i innych
          tego typu naukowców. Tylko, że nie mogą to być studia dla
          pretensjonalnych panienek, które nie wiedzą co chcą ze sobą zrobić,
          a chcą się pochwalić "tytułem".
          W tej chwili kierunki humanistyczne są największą przechowalnią dla
          ludzi, którzy kompletnie się nie nadają na studia, ale przecież
          każdy musi "studiować".
          A tak w ogóle, to zdewaluowało się samo pojęcie "studiowania". W
          swoim najgłębszym sensie, nie ma ono nic wspólnego z tym, czym stały
          się w Polsce studia :(
          • Gość: urszula. Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.adsl.inetia.pl 04.07.09, 16:23
            Zapłać więc za ich wykształcenie. Nie widzę problemu.


            No przecież płacę. Co miesiąc.

            W tej chwili kierunki humanistyczne są największą przechowalnią dla
            > ludzi, którzy kompletnie się nie nadają na studia, ale przecież
            > każdy musi "studiować".

            Wiesz, co to jest filologia klasyczna?
    • Gość: semafor gimnazja to największa porażka oświatowa 20-lecia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.07.09, 11:06
      Zlikwidować natychmiast! Na drugim miejscu tzw. "nowa matura".

      Pełny szacunek dla nauczycieli uczących w gimnazjach.
      Podziwiam Was.
    • cancro Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 11:15
      Ja także uważam, że dla dobra polskiej oświaty powinniśmy wrócić do systemu
      "8+4". Wszystko za tym przemawia:
      1.Dzieciom odpada jeden okres adaptacyjny przy przejściu z podstawówki do gimnazjum;
      2. Liceum znowu będzie trwało 4 lata - mimo skrócenia ogólniaka do 3 lat program
      nauczania pozostał taki, jakby dalej nauka w tej szkole trwała 4 lata;
      3. Gimnazja to przechowalnia dla nieuków. Mniej niż miesiąc temu byłem świadkiem
      zdarzenia, gdzie odpytywana pierwszoklasistka LO nie znała składu chemicznego
      powietrza. O ile wiem, taką wiedzę wynosi się ze Szkoły podstawowej. Jak
      przebrnęła przez gimnazjum?
      4. Gimnazjum to szkoła, której nie chce nikt: ani rodzice, ani nauczyciele, ani
      sami uczniowie.Chciał jej jedynie minister Handke, którego koronnym argumentem
      za obecnym systemem oświaty było to, że "tak było przed wojną" innych argumentów
      nie podał - słyszałem i widziałem na własne uszy i oczy!
      Już dziś niemal wszyscy narzekają na gimnazja, a szykuje nam się nowa "reforma",
      w myśl której liceum nie będzie powtórzeniem lecz kontynuacją gimnazjum. To
      znaczy, że program przerabiany w gimnazjach nie będzie pogłębiany w liceach, np.
      jeśli edukację z historii zakończy się (wg programu) na Kazimierzu Wielkim, to w
      liceum naukę historii uczniowie rozpoczną od Jagiellonów. Mając dotychczasowe
      doświadczenia z absolwentami gimnazjów już się boję tej "reformy".
      • rikol Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 20:58
        Jesli dobrze pamietam, to przed wojna szkola podstawowa miala 7 klas, a potem
        bylo gimnazjum. To 2 stopnie, a nie trzy.
        • cancro Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 02.07.09, 09:10
          ?
      • Gość: Ireneusz Tadeusz Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: 85.222.87.* 04.07.09, 18:14
        Oczywiscie ! 8+4 było to najlepsze rozwiazanie ! wiekszośc juz o
        tym wie ! ale czy znajdzie sie człowiek który powie dosyc !!!
        tak samo jak światła cały rok ! wszyscy wiedza ze światła nie
        poprawły bezpieczenstwa ! ze jak miało byc o 20 % mniej wypadków to
        jest wiecej ! bo TO NIE od świateł !!!! a od stanu dróg ! alkoholu
        i nadmiernej szybkosci ! SA TE WYPADKI ale dalej politycy będą
        udawac ze deszcz pada !! miernoty ! gołodupce łase na łapówki ! to
        obraz dzisiejszego polityka ! [ w zdecydowanej wiekszosci
        żydowskiego pochodzenia !!! ]
        ŻYDZI ! światła powine byc tylko !
        1. noc !
        2. deszcz !
        3. mgła !!
        reszta to wasz tenteges gites interes na społeczenstwie !!!! ale
        żydzi brną dalej ! a ludzie już wam powiedzieli 7 czerwca 75.43 %
        zagłosowało nogami i powiedziało wam ! żydzi AUT ! AUT ! AUT !
    • trzy.14 Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 11:36
      System edukacji nastawiony jest na minimalizację społecznego wykluczenia, a to
      prowadzi do "upośledzenia elit", a którym pisze Marcinkiewicz. Główny problem
      jednak w tym, że jak niedawno stwierdził prof Bachmann, wszystkim *opłaca się*
      (finansowo!) produkować/przepychać durniów, którzy dobrze wypadają tylko na
      testach, przy czym tutaj "dobrze" = "30 procent", czyli za moich czasów nawet
      nie na dwóję, a jedynkę. A czy ktoś odważyłby się porównać poziom dzisiejszych
      matur z egzaminami wstępnymi sprzed lat 20? Mogłoby się okazać, ze dzisiejsze
      30% to ówczesne 10%.

      Uczelnie od kilku lat
      biorą absolutnie wszystkich, zaniżają poziom, by nie zwalniać kadry.
      Uczelnia, która poziom sprowadza do wartości ujemnej (jak SKP na PWr)
      automatycznie psuje rynek edukacyjny w całym regionie i z tego robi się lawina
      nie do opanowania.

      Zdolnej młodzieży nawet gimnazja nie są w stanie zepsuć, ale ona rozpływa się w
      masie studentów nadających się raczej do
      obsługi koparki czy plucia pod budką z piwem niż do studiowania.
      Jak wejdziesz miedzy takie wrony, nawet jako wykładowca zaczniesz krakać jak i one.
    • jabiru Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 11:42
      Nie rozumiem logiki pana Marcinkowskiego. Narzeka, ze zbyt duży odsetek
      młodzieży studiuje, następnie stwierdza, że "gimnazjum to trzy stracone lata",
      sugerując że należałoby z gimnazjów zrezygnować. Może raczej należałoby
      zaostrzyć kryteria przyjęć na studia, nie organizować jakiś lipnych studiów
      zaocznych, podyplomowych, wprowadzić przepisy, które wymuszałyby utrzymanie
      przyzwoitego poziomu w uczelniach prywatnych?

      Zgadzam się, że 50% młodzieży na studiach wyższych to jakiś absurd. Rozkład
      inteligencji w populacji (co pewnie jest dobrym przybliżeniem zdolności do
      studiowania) ma postać krzywej Gaussa. Naprawdę bystrych ludzi jest mało; jeżeli
      przyjmujemy na uczelnie tych przeciętnych, to musi to doprowadzić do obniżenia
      poziomu studiów.

      Sprawa gimnazjów to osobna kwestia. Mam wrażenie, że plusy przeważają i gimnazja
      podnoszą ogólny poziom wykształcenia społeczeństwa. Problem polega na tym, że
      reforma szkolnictwa (skrócenie podstawówki i wprowadzenie gimnazjów) została źle
      przeprowadzona. Tak naprawdę w większości przypadków gimnazja nie są osobnymi
      szkołami, tylko kontynuacją podstawówki, częściowo nawet z tymi samymi
      nauczycielami, i w tych samych budynkach. Mało jest gimnazjów funkcjonujących
      "osobno", na zasadzie liceów. Na razie też (jeszcze) nie wykształcił się zdrowy
      snobizm na naukę w "elitarnych" gimnazjach, które oferowałyby wyższy poziom
      nauczania.

      Kolejny problem to kształcenie nauczycieli: to uczelnie wyższe wypuszczają
      kiepskich nauczycieli, którzy potem uczą młodzież w podstawówkach i gimnazjach.
      Koronnym przykładem chybionego pomysłu jest kształcenie nauczycieli (do
      gimnazjów) w dwóch specjalnościach (matematyka z fizyką, biologia z chemią itp).
      Efekty są FATALNE. Mam zajęcia ze studentami z "jednolitych" i "podwójnych"
      kierunków, i niestety, ta druga grupa to druga liga. Decyzje o powoływaniu
      takich studiów podejmowało ministerstwo, a rady wydziałów grzecznie "przyklepywały".
      • Gość: ak Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.spray.net.pl 01.07.09, 19:16
        Pracuję w takim zespole szkół - podstawówka + gimnazjum w Warszawie.
        W porównaniu do okolicznych gimnazjów mamy o 90% mniej problemów
        wychowawczych. Nasi uczniowie idąc do muzeum, teatru czy na
        wycieczce są zbulwersowani zachowaniem ich rówiesników. Jedna z grup
        na zielonej szkole była wychwalana przez przebywających tam
        wczasowiczów, kierowcę i właściciela hotelu.
        Zlikwidować gimnazja jak najprędzej. To wylegarnia patologii,
        starata czasu marnotrawionego na walkę z uczniami o jako takie
        zachowanie na lekcji, wymuszanie choć minimum zainteresowania nauką.
        Na koniec zaś każdy chciał czy nie dostanie ten dopuszczający bo
        bezsensem jest zostawianie go na nastepny rok.
    • kadykianus Studia nie muszą być dla wszystkich 01.07.09, 11:43
      Ktoś, kiedyś wpadł na absurdalny pomysł, że wszyscy muszą mieć wyższe wykształcenie. Totalny absurd. Większość ludzi może z powodzeniem skończyć edukację na poziomie liceum, tak jak się należy. Zlikwidowano zawodówki. Nie ma frezerów. Ostatni żyjący są na emeryturze. Można by mnożyć przykłady. A ci z politechniki? Mój ojciec ma to na co dzień. Tokarka za 500 tyś EURO. On nie da jej obsługiwać absolwentowi po polibudzie bo on nie umie nawet obsłużyć starej, zwykłej itp.

      Nie ma dobrych kelnerów. Jacyś studenci dorabiający sobie a efekt tragiczny. A kelner to wymagający zawód. Nie ma murarzy, tynkarzy, spawaczy. A to są zawody konieczne w każdej gospodarce.
      Za to mamy absolwentów od zarządzania i marketingu po prywatnych uczelniach łapu capu z dyplomami Myszki Miki.

      Moja koleżanka uczy w szkole prywatnej dla kosmetyczek. Od razu wam mówię! Uważajcie do jakiej kosmetyczki idziecie! 80% uczennic w tej policealnej szkole to analfabetki. Dziewuchy, które nie nadają się do studiowania niczego. Niektóre z nich są niedorozwinięte umysłowo. Oczywiście ich poziom wiedzy z czegokolwiek jest zerowy. A na zajęciach trzeba ich uczyć o gronkowcu złocistym, czemu trzeba myć ręce i czym się różni alkohol od kwasu i czemu to takie ważne.

      Młodzież jest głupia i niestety bardziej bezczelna niż kiedyś. A największy dramat to ich rodzice. Kiedyś słowo nauczyciela było święte. Dzisiaj, matka ma pretensje, że nauczyciel stawia dwóję jej córeczce bo przecież Elwirka jest taka zdolna. A to, że Elwirka jest patentowaną kretynką to matka tego do wiadomości nie przyjmuje. Bo sama jest. Ale czego można oczekiwać po rodzicach, którzy w wolnym czasie idą z dziećmi do McDonalda i uczą je niewłaściwych nawyków żywieniowych (mówiąc inaczej: jeść gó..no)?
      A później Elwirka jest gruba, jeansy na niej dobrze nie leżą bo to biodrówki a gej-projektant nie przewidział, że dziewucha będzie miała tłuszcz tam, gdzie nie powinna mieć. Ta tusza i badziewny wygląd sprawia, że Elwirka ma doła i nie chodzi na zajęcia. I ma dwóję.
      Nie jest dobrze w życiu Elwirki.

      Ale, skoro to płatna szkoła, Elwirka dostanie dyplom Myszki Miki i będzie kosmetyczką. O zgrozo!
      • Gość: Adela Studia nie muszą być dla wszystkich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 16:54
        Zgadzam się z opinią, że nie wszyscy powinni studiować. Dobrze by było powrócić
        do dawnych dobrych zawodówek, gdzie naprawdę młodzież nauczyła się zawodu (nie
        tych byle jakich trzymających analfabetów, ale dobrych), do dobrych techników.
        Gimnazja mogły być, ale nie dla wszystkich. Przez trzy lata wielu uczniów
        marnuje czas swój i kolegów, bo albo nie ma chęci sie uczyć, albo zwyczajnie nie
        może podołać. Większość nie uczy się, bo zrozumiała, że to nauczyciele są
        rozliczani za wyniki, a ponadto w dobrym tonie jest pokazać, gdzie ma sie naukę.
        Pracowici uczniowie są szykanowani, a w małych miejscowościach gimnazjaliści
        twierdzą, że nie muszą się wysilać, miejscowe szkoły średnie przyjmą ich z
        pocałowaniem ręki(jak słusznie zauważył Pan Profesor- kogoś trzeba uczyć, więc
        przyjmuje się kto sę) nawinie). Reformy nie powinno zaczynać się od szkoły
        podstawowej, ale od studiów- żadne! nie przygotowują do pracy w szkole.
        Nauczyciele sami metodą prób i błędów się uczą. Nawet nie dziwię się, bo żeby
        nauczyć się np. zawodu polonisty, trzeba pracować z dziećmi w przeciętnej
        szkole, mając wszystkie obowiązki nauczyciela i wychowawcy. Nie potrzeba w
        szkole historii pedagogiki, ale terapii pedagogicznej, zajęć z komunikacji,
        ćwiczeń w recenzowaniu zadań uczniowskich, oceniania itp. Każdy z nauczycieli
        katedry pedagogiki powinien choć na rok przejąć normalne obowiązki w szkole
        choćby dlatego, ze nie mieści mu sie w głowie, że na 25 uczniów w klasie
        gimnazjum trzech ma orzeczenie, że nie rozumie norm społecznych, co w normalnym
        języku oznacza, że w czasie lekcji będą puszcza bąki lub bekać, chodzić po
        klasie, dokuczać kolegom i co tam jeszcze im przyjdzie do głowy, i żadna siła
        nie zmusi rodziców do chodzenia na terapię, bo takie jest u nas prawo, że Polak
        nie musi umieć żyć w społeczeństwie. Jak do tego doda jeszcze dziecko
        upośledzone, które też może chodzić do normalnej szkoły, jeśli rodzice nie chcą
        go wysłać do specjalnej, to na pewno poprawi się stan przygotowania do zawodu
        nauczycielskiego. Współczuję normalnym uczniom gimnazjum, czyli takim, którzy
        chcą się uczyć, bo często marnują czas ( nie zawsze)i swoje szanse życiowe.
        • rikol Re: Studia nie muszą być dla wszystkich 01.07.09, 21:05
          Licea probuja sobie radzic z tym problemem, segregujac uczniow, np. klasa A to
          najlepsi uczniowie, klasa D- najgorsi. Jest to jakies rozwiazanie, ale Wyborcza
          strasznie protestuje przeciwko temu. No a niestety analfabety nie nauczy sie calek.
    • Gość: skomax Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: 195.60.182.* 01.07.09, 12:25
      Kto jest zdolny to poradzi sobie na studiach nawet po kiepskim gimnazjum, liceum. To zupełnie inny system nauczania. Wystarczą solidne podstawy podstawy. Po profilu humanistycznym ukończyłam AiR na Polibudzie z wynikiem dobry. Z wiedzy zdobytej w liceum korzystałam (poza matematyką) sporadycznie. Generalnei to nauczanie w gimnazjum i liceum jest wogóle nie dostosowany do studiowania. Fakultety to jakieś nieporozumienie bo materiał różni się minimalnie.

      Zgadzam się, że gimnazjum to był kiepski pomysł o czym się mówiło już w momencie gdy je tworzono, zwłaszcza w srodowiskach nauczycielskich. Całe życie pomagałam słabszym uczniom z matematyki i fizyki czy to w formie korepetycji czy pomocy kolezeńskiej. Różnica między uczniami sprzed 10-15 lat a teraz jest kolosalna. W liceum dziciaki nei wiedzą jak dodawać ułamki, że już o nieco trudneijszych rzeczach nie wspomnę!!!

      Brutalna prawda jest taka, że nie każdy nadaje się na studia czy nawet do liceum. lepiej żeby takie osoby miały fach w ręku po zawodówce niż byli po studiach a nic nie potrafili.

      Dużo by dało zlikwidowanie (lub drastyczne ograniczenie)Wyższych Szkół Hodowli Owiec i Wypasania Wielorybów które wypluwają setki absolwentów z rewelacyjną średnią ale o żenujacym poziomie.
      Historia prawdziwa: z jednej z takich szkół przychodzi do mojej współlokatorki studentka kierunku GEOGRAFIA i prosi o napisanie pracy zaliczeniowej z jakiegoś przedmiotu, temat JAPONIA. To strasznie trudny temat i sama nei może sobei poradzić :|

      Akredytacje to jakaś ściema i dostaje ją każda byle jaka szkółka.
      Niech ktoś tego przypilnuje to się okaże że trzeba zamknąć 80% szkół prywatnych i prawie wszystkei filie szkół państwowych. Filia Wałbrzyska PWr z pierwszej ręki wiem jak wyglądają tam zaliczenia i poziom (znajomy wykładowca). PORAŻKA !!
    • klinikka Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 12:58
      1410_tenrok napisał:

      > i to jest oczywiscie wina gimnazjów? PaNIE mARCINKOWSKI, JAJA SOBIE PAN
      > ROBISZ??? 15% może studiować? widzę w tym jakieś remanenty komuny, na
      > szczeście wówwczas dopuszczano 7%, a reszczie kazano spawać i frezować.
      > Dziwni ludzi dostają tytuły profesorskie w tym kraju.


      gdyby poziom egzaminów wstępnych na studnia choć zbliżył się do tego, jaki był
      wymagany powiedzmy w latach osiemdziesiątych, 80% kandydatów nigdy nie dostałoby
      się na uczelnie wyższe. Ten nadęty procent studiujących dzisiaj jest możliwy
      jedynie dzięki zaniżonym kryteriom selekcji.
    • Gość: a Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 13:15
      Chciałbym jeszcze zauważyć, że również licea trwają teraz 3 lata. A próbuje się w nich upchać program 4-letni. O, przepraszam, trwają 2 lata - w trzeciej klasie wszyscy olewają ogólnokształcące przedmioty, bo muszą się uczyć do matury. Nikt, totalnie nikt nie jest w stanie zdobyć programowe ogólnego wykształcenia w liceum. 3 lata, przecież to jest chore. I gimnazjum i aktualne liceum to totalne dno. Albo system 8+4, jak dawniej albo jak już nie chcecie likwidować gimnazjów 4+4+4. Minimum 4 lata w jednej szkole, bo inaczej jest tragedia.
      • Gość: matka gimnazjalist Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: 80.50.81.* 01.07.09, 13:58
        Moje dziecko skończyło właśnie pierwszą klasę gimnazjum. Pozbyłam się wszelkich
        złudzeń - ten rok i dwa następne to czas stracony bez dwóch zdań!!!! co z tego
        że wybraliśmy najlepsze gimnazjum w okolicy i tak jest beznadziejnie. Miała być
        klasa profilowana - nie jest. Miała być selekcja uczniów (po to chyba były te
        egzaminy szóstoklasistów ?! liczenie średniej itp) - nie ma - dzieciaki spoza
        obwodu z wysoką punktacją i możliwościami intelektualnymi, wymieszane z "obwodem".
        Równanie wszystkich do dołu pod hasłem "równanie szans" - to jest w gimnazjum.
        Elity ? Może w gimnazjach prywatnych ?!
      • trzy.14 Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! 01.07.09, 15:04
        Błąd: w gimnazjum nauka trwa nie 2 lata, a 1 rok.
        Pierwsza klasa to wyrównywanie poziomów ze szkoły podstawowej (różne szkoły maja
        inne programy). 3 klasa to egzamin. Do nauki zostaje 2. klasa.
    • osmiol A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne 01.07.09, 14:03
      rozwiązania.
      Przypomina mi to charakterem pomysły na zmiany w służbie zdrowia.
      Ale do rzeczy.
      Większość gimnazjów funkcjonuje w dawnych podstawówkach. Ta sama
      kadra uczy takie same dzieci w tych samych grupach społecznych.
      Jedynie pomnożono kadry administracyjne.
      Program nauczania w klasie 7 dawnej podstawówki czy 1 gimnazjum? Toż
      to kwestia nazwy, a nie jego treści. Jak jest dobry, to przynosi
      efekty, jak do niczego , to żadna nomenklatura tego nie zmieni.
      Kiepski matemtyk w klasie 8 tak samo szkodził jak ten sam w 2 klasie
      gimnazjum. "Zmiana" miejsca jego pracy jedynie poprawia mu
      samopoczucie.
      Czy więc powrócimy do "wspaniałych" podstawówek , czy zostaniemy
      przy gimnazjach nie ma większego znaczenia dla efektu końcowego.

      Czemu Pan Profesor tak załamuje głowę nad niskim poziomem uczniów i
      studentów? Ano , bo ma więcej ich, stąd i wiecej głąbów. Normalna
      statystyczna prawidłowość. Tylko, czy to napewno źle?

      Dziś rynek wymaga od panienki na stanowisku sekretarki wyższego
      wykształcenia, choć wykonuje pracę dla średnio przygotowanego
      absolwenta liceum.Więc co ma dziewucha zrobić? Jeśli nie chce być
      sprzedawczynią w supermarkecie idzie na jakiekolwiek studia, w
      międzyczasie uczy sie trochę jezyka, dba o urodę i w wieku 24/25 lat
      z tytułem magistra idzie do czystej roboty w biurze. Takie jest
      wymaganie rynku i ona zachowuje sie racjonalnie. I co z tego, że jej
      wiedza z geografii czy chemii jest marna? Jeśli studiowała
      kulturoznawstwo i teraz zajmuje się np. kontaktowaniem firmy z
      klientami wystarczy, że coś tam mówi po angielsku czy niemiecku,
      jest miła w obyciu, sumienna i wie dokładnie czym zajmuje się jej
      firma.
      Przesadą jest też popłakiwanie o niby perspektywie źle operowanych
      serc, budowanych dróg itd. W takich sprawach nie ma "masowej
      produkcji" fachowców , więc problemu nie będzie. A, że najlepsi
      wyjeżdżają? Toż to normalne - zawsze tak było i będzie , że szuka
      sie lepszego życia, pieniędzy itd. A skoro to jest gdzieś indziej...

      A czemu porównałem to do reformy opieki zdrowotnej? Kiedyś
      uniwersalnym hasłem była "likwidacja kas chorych". No i co? Uzyskano
      coś?

      Tak sie niestety w życiu dzieje, że do prawdziwych zmian potrzeba
      wiele czasu, żmudnej pracy, wizji i uporu. Prostackie remedia na
      wszelkie niedostatki złożonych problemów mają jedynie siłę medialną.
      Niczego niestety nie załatwiają.
      • nikodem_73 Re: A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne 01.07.09, 14:43
        Mylisz skutek z przyczyną. Wyższe wykształcenie jest wymagane ponieważ
        jest w cholerę mgrów i jeśli pracodawca może wybierać pomiędzy mgrem i niemgrem
        za tą samą cenę to wybierze mgra. Proste.

        Ograniczenie "podaży" ludzi z wyższym wykształceniem nie oznacza, że ludzie
        przestaną mieć "lepszą" pracę. Po prostu wrócimy do stanu względnie normalnego,
        gdy do przekładania papierków nie jest wymagany mgr. Bo jest proste pytanie - po
        kiego grzyba "pani w biurze" ma mieć dyplom z np. geografii? Dzięki temu będzie
        lepiej przekładać papiery?

        > Jeśli studiowała
        > kulturoznawstwo i teraz zajmuje się np. kontaktowaniem firmy z
        > klientami wystarczy, że coś tam mówi po angielsku czy niemiecku,
        > jest miła w obyciu, sumienna i wie dokładnie czym zajmuje się jej
        > firma.

        Ba. Wystarczy, że mówi po angielsku, czy niemiecku, jest miła, sumienna i wie
        czym się zajmuje firma. Nie musi nawet kulturoznawstwa studiować. Archeologii
        podwodnej też nie.
        • easz Re: A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne 01.07.09, 22:07
          nikodem_73 napisał:

          > Ograniczenie "podaży" ludzi z wyższym wykształceniem nie oznacza,
          > że ludzie przestaną mieć "lepszą" pracę. Po prostu wrócimy do
          > stanu względnie normalnego, gdy do przekładania papierków nie jest
          > wymagany mgr. Bo jest proste pytanie - po kiego grzyba "pani w
          > biurze" ma mieć dyplom z np. geografii? Dzięki temu będzie
          > lepiej przekładać papiery?

          To nie takie proste. Nawet nie wiadomo kiedy zrobiło się tak jak
          jest - wymóg mgra od recepcjonistki np. (po kiego, skoro jest ich
          tyle, mgrów? jakieś to mało logiczne). Proces odwrotny (?)
          będzie/byłby bolesny i długotrwały.
          • nikodem_73 Re: A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne 01.07.09, 23:29
            Tak się porobiło pod koniec lat 90tych. Po prostu bezrobocie na tyle wzrosło, że
            pracodawcy mogli przebierać w kandydatach jak w ulęgałkach, a jednym z pomysłów
            aby ograniczać zalew CVek (ktoś to przecież musiał przeglądąć!) było śrubowanie
            wymagań. Gdybyś się kiedyś natknęła na np. dodatki "praca" z GW z końca lat
            90tych to byś zobaczyła jak niekiedy kuriozalne one były (w stylu "max. 24 lata,
            mgr, 5 lat praktyki w zawodzie" /jeśli przegiąłem to nie za mocno/)

            W pewnym momencie doszło do takiej paranoi, że na kasę w jednym z hipermarketów
            we Wrocławiu w wymaganiach wpisywali "wykształcenie średnie". Wiadomo - bez
            Gombrowicza na kasie ani rusz. :)

            A proces odwrotny byłby równie "długotrwały" (max 10 lat). Do pewnego stopnia
            dał się on zaobserwować w latach 2006-2008, gdy oprócz wzrostu płac dał się
            zaobserwować pewien spadek wymagań. No przynajmniej pracodawcy przestali
            wpisywać totalne bzdury.
            • easz Re: A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne 02.07.09, 20:16
              nikodem_73 napisał:

              > Gdybyś się
              > kiedyś natknęła na np. dodatki "praca" z GW z końca lat 90tych to
              > byś zobaczyła jak niekiedy kuriozalne one były (w stylu "max. 24
              > lata, mgr, 5 lat praktyki w zawodzie" /jeśli przegiąłem to nie za
              > mocno/)

              Och, i na trochę tak zostało, pamiętam, pamiętam.
              Ale teraz mamy niby kryzys - to chyba zatoczymy koło? Pi jest Pi;)

              > A proces odwrotny byłby równie "długotrwały" (max 10 lat). Do
              > pewnego stopnia dał się on zaobserwować w latach 2006-2008, gdy
              > oprócz wzrostu płac dał się zaobserwować pewien spadek wymagań. No
              > przynajmniej pracodawcy przestali wpisywać totalne bzdury.

              Nie jestem pewna. Przez ostatnich kilka lat rynek pracy wykreował
              nam trochę odpływ ludzi na wyspy. Ale w małym mieście, wierz mi,
              stosunku przeciętnego pracodawcy do przeciętnego pracownika lub
              potencjalnego pracownika na plus to nie zmieniło.
              Teraz kryzys - nawet u nas pojawiły się problemy, choć o ile wiem
              niczego większego w okolicy jeszcze nie upadli.

              A że maksymalnie 10 lat może zająć odwrót - też bym nie była
              optymistką. Jeśli przyjąć, że do dobrego ludzie lgną i szybko się
              przyzwyczajają plus że raz zdobytego łatwo nie oddadzą, to lepiej
              uzbroić się w cierpliwość.
              Fetysz. Będzie bolało.
              • nikodem_73 Re: A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne 04.07.09, 20:46
                > Och, i na trochę tak zostało, pamiętam, pamiętam.
                > Ale teraz mamy niby kryzys - to chyba zatoczymy koło? Pi jest Pi;)

                Jeśli się nie zmniejszy podaży mgrów to tak - historia się powtórzy.

                > Nie jestem pewna. Przez ostatnich kilka lat rynek pracy wykreował
                > nam trochę odpływ ludzi na wyspy.

                No. I tu mechanizm jest identyczny. Tylko magistrzy nie jadą na zmywak do
                Londynu. Podaż-popyt.

                > Ale w małym mieście, wierz mi,
                > stosunku przeciętnego pracodawcy do przeciętnego pracownika lub
                > potencjalnego pracownika na plus to nie zmieniło.

                Bo odpływ pracowników był zbyt mały i trwał zbyt krótko.

                > Teraz kryzys - nawet u nas pojawiły się problemy, choć o ile wiem
                > niczego większego w okolicy jeszcze nie upadli.

                Kryzys to takie fajne słowo, które pozwala ciąć pensje i przelewać publiczne
                pieniądze w niepubliczne kieszenie :>

                > A że maksymalnie 10 lat może zająć odwrót - też bym nie była
                > optymistką. Jeśli przyjąć, że do dobrego ludzie lgną i szybko się
                > przyzwyczajają plus że raz zdobytego łatwo nie oddadzą, to lepiej
                > uzbroić się w cierpliwość.
                > Fetysz. Będzie bolało.

                Będzie. I naprawdę sądzę, że 10 lat by wystarczyło - po prostu 2 pełne "cykle
                wydawnicze" mgrów. Za 10 lat byłoby ich już na tyle niewielu, że nikt nie
                chciałby marnować wykształconego człowieka do zadań, gdzie on tej swojej
                wiedzy nie ma szansy wykorzystać.
        • osmiol Nie zgadzam się 01.07.09, 23:50
          Absolutnie niczego nie mylę.
          To, że pewne zjawiska nienormalne stały się normą niczego nie
          zmienia. Też chciałbym, żeby dziś dzieci więcej grały w piłkę czy na
          wakacje jeździły w góry zamiast grać na komputerze i pierniczyć
          bzdury przez telefon. No i co z tego, że długim elaboratem
          udowodnię, że to byłoby dla wszystkich lepsze?
          Cechę inteligencji jest umiejętność przystosowania do zastanych
          warunków i szukanie w nich dla siebie jak najlepszego miejsca. Walka
          z rzeczywistością jest raczej objawem niedojrzałosci emocjonalnej.
          Zwłaszcza gdy dotyczy pomysłów cofania jakichś procesów.
          Podałeś słuszne fakty - wybiera się człowieka z "papierem", po co
          pani w biurze z magisterium z geografii,wystarczy ,że zna
          angielski...itd itp. No i pytam się grzecznie - co z tego wynika?
          Zamierzasz wydać ustawowy nakaz zatrudniania tych gorzej
          wykształconych? Albo zakaz pracy na stanowisku niższym niż
          wykształcenie?
          To niepoważne. Nawet babcię klozetową wybiorą z wyższym
          wykształceniem, jak bedzie konkurencja! No taki jest ten świat i nic
          się nie da z tym zrobić.
          Tyle tylko,że przystosowujemy się do jego wymagań zdobywając
          oczekiwane wykształcenie. Jest marne,bo marne są uczelnie i nie ma
          wystarczających kryterów oceny jakości wykształcenia.Musi
          weryfikować je rynek. I robi to!
          A tak na dobrą sprawę to uważam,że każda kobitkapowinna bawić sie w
          studiowanie. Poważnie! Dlaczego? Bo pozna trochę życia, nie wpakuje
          się w dzieci w wieku 20 lat, choć trochę nauczy się zachowywać,
          ubierać i rozmawiać. Znajdzie więc sensowniejszego partnera i będzie
          szczęśliwsza. A do pracy za pieniądze iść nie musi. Niech ją
          utrzymuje mąż. Jak go na taki luksus nie stać, to niech sobie weźmie
          za żonę "partnerke". Będzie miał po 10 latach małżeństwa zmęczoną
          życiem, niezadowoloną z niczego, przedwcześnie postarzałą babę,ktora
          jeszcze będzie mu dogadywać,że zarabia lepiej niż on i że jej
          zmarnował życie. Eeee rozgadałem się i obudził się we mnie
          szowinista.
          No ale na to nie poradzę.
          • nikodem_73 Re: Nie zgadzam się 02.07.09, 00:15
            > Absolutnie niczego nie mylę.

            Zachowam zdanie oddzielne.

            > Zamierzasz wydać ustawowy nakaz zatrudniania tych gorzej
            > wykształconych? Albo zakaz pracy na stanowisku niższym niż
            > wykształcenie?

            Ależ skąd. Postuluję jedynie aby zmniejszyć ilość studentów. Wtedy nikt nie
            będzie nawet myślał o zatrudnieniu mgra na stanowisku recepcjonistki. Nie będzie
            mu się to po prostu opłacać.

            > To niepoważne. Nawet babcię klozetową wybiorą z wyższym
            > wykształceniem, jak bedzie konkurencja! No taki jest ten świat i nic
            > się nie da z tym zrobić.

            A ja tam sądzę, że wybiorą tańszą spełniającą rzeczywiste wymagania. I pewnie -
            jeśli będą 200 kandydatek - jedna z mgr, a reszta bez to wybiorą pewne tą z
            tytułem. Tyle tylko, że zapewnienie wszystkim mgra nie sprawi, że zostaną
            zatrudnione wszystkie.

            Problem jest "jedynie" w tym, że na owe dyplomowane kandydatki na babcie
            klozetowe wydano X pieniędzy bez sensu. A dlatego bez sensu ponieważ
            mogłyby one robić dokładnie to samo i bez studiów.

            W wypadku gdyby studia były płatne (każdy zainteresowany płaciłby za siebie) to
            nie miałbym kompletnie i całkowicie nic przeciwko temu aby każdy chętny
            robił i po 10 fakultetów. Serio. W końcu ludzie miewają głupsze hobby niż
            samokształcenie.

            Lecz tak, jak jest obecnie to jest to marnotrawienie czasu studentów (bo i tak
            nie wykorzystają tego czego się uczą), czasu wykładowców (bo nauczają ludzi,
            którzy i tak nie wykorzystają tego czego są nauczani) i publicznych (czyli
            naszych) pieniędzy. Dodatkowo efektem ubocznym jest obniżenie poziomu nauczania.
            Poziom musi być obniżany wraz ze wzrostem skali. Jeśli jest jeden świetny
            profesor-dydaktyk (bo nie każdy, kto coś umie potrafi tę wiedzę przekazać!) to
            ilu studentów jest on w stanie "ogarnąć" na raz? 30? 100? 200? W pewnym momencie
            po prostu nie będzie w stanie podołać i wtedy albo przestanie być taki świetny,
            albo część studentów trafi do nieco gorszego profesora. Lecz on także jest tylko
            człowiekiem, więc znów nadmiar trafi do kolejnego jeszcze gorszego. itd. itd.
            itd. Na końcu tej kolejeczki jest gość, który jest "w temacie" na dwa wykłady
            przed ludźmi których naucza.
            • tbernard Re: Nie zgadzam się 02.07.09, 10:10
              > A ja tam sądzę, że wybiorą tańszą spełniającą rzeczywiste wymagania. I pewnie -
              > jeśli będą 200 kandydatek - jedna z mgr, a reszta bez to wybiorą pewne tą z
              > tytułem. Tyle tylko, że zapewnienie wszystkim mgra nie sprawi, że zostaną
              > zatrudnione wszystkie.

              Prawdopodobieństwo (oczywiście to takie przybliżone rozważania):
              - w grupie jest tylko jedna kandydatka z mgr, to reszta z Pr=1 zostanie
              odstrzelona, a ta z tytułem z Pr=1 zostanie wybrana
              - w grupie jest n kandydatów z mgr, to prawdopodobieństwo odstrzału jest równe
              1-1/n co niewątpliwie jest mniejsze od 1.

              Sporo więc studiuje aby nie znaleźć się w grupie odstrzelonych z Pr=1

              Tak na prawdę, to wystarczyło by aby gdziekolwiek ktoś kandyduje (czy na kolejny
              szczebel edukacji, czy na stanowisko pracy) robiono coś w rodzaju
              egzaminu/konkursu oraz aby organizował to ten który rekrutację przeprowadza.
              Wtedy mniejsze znaczenie by miało posiadanie takiego czy innego papieru lecz
              konkretna wiedza i predyspozycje. Oczywiście jest szansa, że ktoś lepszy się
              zestresuje podczas egzaminu i przepuszczony zostanie gorszy lecz znacznie
              większa jest obecnie szansa, że ktoś z lipnym dyplomem/świadectwem (lecz ze
              świetnymi ocenami) wykosi kogoś kto mam papier słabszy lecz w rzeczywistości
              prezentuje wyższy poziom.
              Wtedy nagle mogło by się okazać, że zainteresowanie papierem spada i część kadry
              nauczycielskiej z Wyższych Szkół Tego i Owego musiała by pójść uczyć w starych
              dobrych zawodówkach i technikach. Tylko czego oni mogli by tam nauczyć?
      • Gość: ja32zaw A mnie śmieszą takie "genialnie" uniwersalne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 23:21
        Uważam, że oprócz ogólnych spostrzeżeń, które znalazły się w
        dyskusji, jest jeszcze jedna niezmiernie ważna sprawa. Jakoś nikt
        nie dostrzega, że kolejne reformy programowe w gimnazjach
        doprowadzają do obniżenia ilości godzin przeznaczonych na przedmioty
        przyrodnicze- jest tego po 45 minut w tygodniu na każdy z
        przedmiotów- chemii, fizyki, geografii i biologii. Natomiast
        zwiększa się po cichu ilość godzin przedmiotów humanistycznych-
        ostatnio dołożono po dwie godziny lekcyjne drugiego języka obcego w
        sytuacji, gdzie większość nie jest w stanie opanować jednego.
        Zważywszy na praktykę szkolną, gdzie lekcje przepadają z uwagi na
        apele, uroczystości,wycieczki, ale też różne święta w tygodniu
        praktyka jest taka, że przez miesiąc uczeń może nie mieć żadnej
        lekcji fizyki. Miejmy zatem pretensje do nauczycieli- życzę
        powodzenia. Wiem o tym dość dobrze, bo żona jest nauczycielką mającą
        mimo wszystko liczne sukcesy w nauczaniu, ale totalny brak czasu
        (próbuje sprawę nadrabiać kosztem własnego czasu) i satysfakcji, bo
        efekty są niewspółmierne do poniesionego wysiłku.
    • Gość: tyle w temacie Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.09, 14:10
      A co prawda w oczy kole?? Jak czegoś się nie zrobi to za pare lat
      dyplom studiów będzie wart tyle co świadectwo skończenia szkoły
      podstawowej. A winni są Ci co takich osłów przepuszczają dalej, bo
      przecież teraz każdy analfabeta musi mieć maturę bo inaczej nie
      będzie się mógł przez 5 lat na studiach obijać.
      • Gość: olek Dlaczego nie dawać magistra od razu ze świadectwem IP: *.tpnet.pl 01.07.09, 22:45
        urodzenia? Po co te fikcyjne, dzisiejsze "studia".
    • Gość: Krzysztof Re: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja! IP: 212.106.191.* 01.07.09, 15:18
      To nie jest wprost wina gimnazjów. Ale gimnazja sa tylko i wyłącznie
      po to aby było więcej stanowisk dyrektorskich. Ich rola edukacyjna
      jest żadna. A co do przydatności do studiów wyższych to jest 100%
      racja. Dzisiaj spora część uczelni tzw. wyżsych jest przechowalnią
      młodzieży bo przecież nie placówka oświatową. Teraz to jak komuś nie
      chce sie wysilić to rodzice załatwiają świadectwo lekarskie o
      jakiejś dys- np. dyskalkuli czyli o wrodzonej niemożliwości
      (niechęci czy lensistwa) do naulki matematyki. Powiedzmy uczciwie,
      że wszyscy w wieku do 20 lat muszą chodzić do szkoły ci
      niekoniecznie oznacza naukę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka