Dodaj do ulubionych

Niebezpieczne stawy w Mściwojowie i Wałbrzychu

10.08.09, 06:59
To nie stawy są niebezpieczne tylko ludzka głupota.
Obserwuj wątek
    • divak2 Niebezpieczne stawy w Mściwojowie i Wałbrzychu 10.08.09, 08:09
      Och, to straszne! Stawy wychodzą z brzegów i pożerają ludzi i samochody!
    • membrum_virile Niebezpieczne stawy w Mściwojowie i Wałbrzychu 10.08.09, 08:55
      Ćwierć wieku mieszkałem blisko jeziora, w którym każdego roku topiła
      się osoba jedna, czasem zaś kilka. Przyczyną każdorazowo był
      alkohol, który w nadmiarze spożyty, rozum i siły pływakom odbierał.
      Razu pewnego, pamiątam jak dziś, bo lat wtedy miałem już ze
      siedemnaście, ujrzeliśmy leżące na brzego odzienie wierzchnie, tafla
      jeziora zaś, jak okiem sięgnąć, toń spokojną miała, niczym
      niezmąconą.
      Zrobiliśmy zatem coś ohydnego. "Strzeliliśmy Roentgena", czyli
      przeczesaliśmy kieszenie znalezionych spodni i koszuli w
      poszukiwaniu gotówki i innych przedmiotów wartościowych. Bez
      sukcesu, niestety. Niepocieszeni rozeszlismy się do swoich domostw.

      Rankiem dnia nastepnego znów pojawiłem się nad jeziorem, by popływać
      dla podtrzymania formy, ale powstrzymały mnie jednostki strażnicze,
      przygotowujące się do wydobycia topielca. Tak, chodziło o
      właściciela pozostawionej odzieży, który na noc nie wrócił, więc
      żona jego z dziatkami policję zaalarmowała (Bogu dziękując, że ta
      moczymorda wreszcie sczezła...).

      Nurek technikę poszukiwawczą miał taką, że sznur długi przywiązywał
      do dwóch położonych na przeciwległych krańcach jeziora, wbitych w
      ziemię kołków. Nastepnie wzdłuż napręzonej liny płynąc, dno
      przeczesywał (silnie zamulone było, więc i widoczność kiepska,
      zwłaszcza po kilkukrotnym przepłynięciu, gdy osad płetw machnięciami
      dziarskimi silnie wzbudzony już został).

      Jako że miejscowość, w której mieszkałem, wypoczynkową była, z
      polami namiotowymi, kempingowymi i domkami wczasowymi, to i
      ludzisków się naschodziło, tak letników jak i miejscowych. Gawiedź
      widowisko miała. Jeden sobie zapalił, drugi piwem się zaciagnął,
      ktoś tam ziewnął przeciągle, inny pierdnął dyskretnie, ale
      niewystarczająco widocznie, bo najbliższe otoczenie, dosłyszawszy,
      zaśmiało się rubasznie (musieli to zatem być miejscowi, w
      powierzchowności swej bardziej od letników nieokrzesani).

      Po godzinie mniej więcej oczekiwania w tej sielankowej, leniwej
      atmosferze, wdarło się w nią pewne orzywienie, bo oto nurek wynurzył
      się, podniósł rekę, dając znak, że odnalazł zwłoki.
      Zgromadzeni zaczęli bić brawa, potakiwać głowami, uśmiechać się,
      gratulować dobrze wykonanej roboty. Bardzo miło wspominam te chwile.

      Inny przypadek utonięcia to ojciec mej koleżanki klasowej z
      podstawówki. Gosia była miłą, ubogą dziewczyną, mieszkającą w chacie
      za wsią, otoczoną lasem bardziej jeszcze niż moja. Zawsze miała
      dziwnie szorstką skórę. Dzisiaj balsamować by się mogła, ale wtedy,
      w głębokim komuniźmie kosmetyków było jak na lekarstwo, więc musiała
      chodzić taka chropawa i sucha.
      Ojciec jej, niestety, za kołnierz nie wylewał, zwłaszcza po
      wypłacie. Tak było i w dniu jego śmierci. Upojony, zamroczony,
      widziany był raz ostatni w okolicach jeziora, gdzie trop się urywał
      niespodziewanie.
      Odnaleziono go po kilku miesiącach, kiedy ciało tylną swą częścią
      pojawiło się pod powierzchnią lodu skuwającego powierzchnię
      zbiornika. Lodu topniejącego już, bo wiosna zbliżała się wielkimi
      krokami. Strażacy (ech, ci dzielni strażacy! - zakrzyknąć mógłby
      jakiś niezdrowo podniecony sodomita...) rozkuli lud i wyciągnęli
      ciało na brzeg. Oglądałem z ciekawością wielką nagryzione przez ryby
      ręce, twarz zmienioną długotrwałym przebywaniem pod wodą, nabrzmiały
      od gazów brzuch, grożący pęknięciem. Nikt wtedy nie troszczył się o
      zdrowie psychiczne dzieci, o ciała przykrycie, odgrodzenie taśmą
      miejsca tragedii.
      I jeszcze wiele innych histrii mi się przypomina, ale o tym może
      przy następnej okazji. Pojawi się taka zapewne niebawem, bo utonięć
      przecież każdego roku bez liku...
    • Gość: mściwoj Re: Niebezpieczne stawy w Mściwojowie i Wałbrzych IP: *.media4.pl 10.08.09, 19:39
      Niebezpieczne drzewa zabijają kierowców, a niebezpieczne stawy
      pływaków. A może to wina ludzi, nie przyrody?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka