Dodaj do ulubionych

" lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL

17.08.05, 15:49
slynny " LOWCA SKOR " szuka naiwnych do wspolpracy w NOWEJ SOLI....
pod pozorem organizowania szkolen z " zakresu ratownictwa medycznego "

podobnie juz czynil zabiegi w LODZI i BYDGOSZCZY

radca
Obserwuj wątek
    • czarnyjanek Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL 17.08.05, 17:49
      czy możesz napisać coś wiecej w temacie
      • radca Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL 17.08.05, 21:10
        czarnyjanek napisał:

        > czy możesz napisać coś wiecej w temacie

        - taka informacje uzyskalem dzisiaj z wiarygodnego zrodla, na dzien dzisiejszy
        tylko tyle moge napisac, ale napewno wroce do tej sprawy ... i ukaze wiecej
        informacji

        narazie ukaze o Lodzi i Bydgoszczy

        miasta.gazeta.pl/lodz/1,35153,2865487.html


        " Kontrowersyjna fundacja chce współpracowqać z magistratem


        Adam Czerwiński 12-08-2005 , ostatnia aktualizacja 11-08-2005 17:52

        Fundacja założona przez bohaterów nekroafery w łódzkim pogotowiu chce dbać o
        bezpieczeństwo łodzian. - Nie jesteśmy zainteresowani pomocą wątpliwych
        pseudospołeczników - odpowiada Karol Chądzyński, wiceprezydent Łodzi.

        Od niedawna w UMŁ urzęduje dr Michał Żebrowski, nowy pełnomocnik prezydenta do
        spraw ratownictwa medycznego. Niedługo po tym jak objął stanowisko zgłosili się
        do niego przedstawiciele fundacji Na Ratunek. Przypomnijmy, że założycielem
        fundacji jest Tomasz S., jeden z głównych podejrzanych w łódzkiej nekroaferze.
        Oprócz niego działa tam kilku jego najbliższych współpracowników.

        By uprzedzić pytania i uśpić uwagę urzędnika, przedstawiciele Na Ratunek
        wspomnieli o tym, że ich organizacja budzi kontrowersje, ale jak tłumaczyli,
        zła opinia pogotowia i straży pożarnej to nic innego jak niechęć konkurencji.

        Goście dr Żebrowskiego chcieli, by ich organizacja została uwzględniona w
        planie ratowniczym dla miasta. Zadeklarowali również chęć współpracy we
        wszystkich programach poprawiających bezpieczeństwo mieszkańców. Gdyby
        skorzystano z ich oferty, oznaczałoby to, że w przypadku katastrof do ratowania
        łodzian wzywano by członków Na Ratunek.

        Na tym jednak nie poprzestali. Wkrótce przyszli do pełnomocnika kolejny raz i
        poprosili o wsparcie finansowe. Chcieli, aby urząd sfinansował im drogie
        ubrania, laptop, agregat prądotwórczy i specjalistyczną kamerę. Lista zakupów,
        o które wystąpili, to dla UMŁ wydatek niemal 80 tys. zł!

        Na szczęście urzędnik zorientował się, z kim ma do czynienia. - Wiele osób
        zgłaszało poważne zastrzeżenia do fundacji - mówi dr Żebrowski. - Dopóki sprawy
        nie zostaną wyjaśnione, o współpracy z Na Ratunek nie może być mowy.

        Co ciekawe, przedstawiciele fundacji dotarli również do odpowiadającego za
        służbę zdrowia wiceprezydenta Karola Chądzyńskiego. - Nie jestem nawet tym
        zdziwiony - mówi Chądzyński. - Bardzo często przychodzą do mnie wydrwigrosze z
        wielkim tupetem. Na szczęście potrafię się zorientować, z kim mam do czynienia.
        Ponieważ nie jesteśmy zainteresowani pomocą wątpliwych pseudospołeczników, nie
        będziemy z nimi współpracować.

        Wizyta w UMŁ nie była pierwszym karkołomnym przedsięwzięciem fundacji Na
        Ratunek. Już kilka razy o ich pomysłach było głośno w kraju, między innymi po
        tym, jak chcieli szkolić z ratownictwa medycznego łódzkich policjantów, czy
        organizować kursy dla nauczycieli.

        Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia: - Według naszej oceny ta fundacja
        nie ma ani jednego fachowca medycyny ratunkowej. A osoby, które ją tworzą, nie
        powinny zajmować się medycyną. "
        • radca Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL 17.08.05, 22:18
          Dombrowicz i "łowca skór"




          Adam Czerwiński, Anna Twardowska 12-08-2005 , ostatnia aktualizacja 12-08-2005
          20:42

          Fundacja założona przez bohatera nekroafery w łódzkim pogotowiu złożyła
          propozycję współpracy bydgoskiemu ratuszowi. Prezydent Konstanty Dombrowicz
          od "Gazety" dowiedział się, z kim ma do czynienia

          Chodzi o Fundację "Na Ratunek". Jej założycielem jest Tomasz S., jeden z
          głównych podejrzanych w sprawie "łowców skór". S. pracował w łódzkim pogotowiu
          jako sanitariusz i starszy dyspozytor, później odpowiadał za nadzór nad
          pracownikami i był rzecznikiem prasowym. Jak ujawniliśmy, to on zorganizował -
          jeszcze w 1991 roku - system brania pieniędzy od firm pogrzebowych. Prokuratura
          postawiła mu zarzut wzięcia od nich co najmniej 60 tys. zł. Bada też, czy S. -
          jako dyspozytor - nie opóźniał wyjazdów karetek do umierających pacjentów.
          Tomasz S. został aresztowany, ale po odwołaniu wyszedł na wolność.

          O pomysłach jego fundacji było już głośno w kraju. "Na Ratunek" chciała szkolić
          z ratownictwa medycznego łódzkich policjantów oraz organizować kursy dla
          nauczycieli. A ostatnio zaproponowała łódzkiemu magistratowi pomoc w ratowaniu
          mieszkańców.

          Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia: - U nas znają ich już policjanci,
          strażacy, urzędnicy. Nikt nie daje się nabrać na chwytliwe hasła, którymi
          szermuje fundacja. Dlatego jej członkowie gdzie indziej szukają ludzi, dla
          których są anonimowi. Co ciekawe ich pomoc nie jest bezinteresowna. Zawsze
          proszą o jakieś wsparcie lub proponują pomoc w kupnie drogiego sprzętu.

          Kiedy "Na Ratunek" oferowała pomoc łódzkiemu Urzędowi Miasta, prosiła o sprzęt
          warty około 80 tys. zł. - m.in. laptop, specjalistyczną kamerę, agregat
          prądotwórczy. - Według naszej oceny ta fundacja nie ma ani jednego fachowca
          medycyny ratunkowej - dodaje Tyka. - Osoby, które ją tworzą nie powinny
          zajmować się medycyną. Przy chorych mogą jedynie wykonywać takie czynności jak
          świadkowie wypadków drogowych. Ponieważ nie są pielęgniarkami, ani lekarzami,
          nie mają nawet prawa zrobić komukolwiek zastrzyku.

          Tymczasem 8 lipca doszło do pierwszego spotkania prezydenta Bydgoszczy z
          Fundacją "Na Ratunek". Uczestniczyli w nim również przedstawiciele pogotowia i
          wydziału zarządzania kryzysowego Urzędu Miasta. - To było tylko spotkanie
          robocze. Nie zapadły na nim żadne decyzje - twierdzi Robert Dobrosielski,
          zastępca dyrektora wydziału. - Czekamy do września. Wtedy Fundacja ma nam
          przedstawić raport dotyczący sprzętu, jakim dysponuje i fachowców, którzy dla
          niej pracują.

          Z pierwotnego założenia wynikało, że Fundacja miałaby pomagać bydgoskim służbom
          w akcjach ratunkowych w przypadku katastrof.

          Prezydent Dombrowicz, kiedy usłyszał od "Gazety", że w "Na Ratunek" działa
          Tomasz S., nie krył zdziwienia. - Dziękuję za informację, nie miałem o tym
          pojęcia. Wprawdzie nas interesował bydgoski oddział fundacji, ale w tej
          sytuacji musimy się zastanowić nad ewentualną współpracą - zapowiedział.

          Komentarz - s. 2

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka