Dodaj do ulubionych

Zapal świecę przeciwko wojnie w Iraku

IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 15.03.03, 19:47
Międzynarodowa obywatelska organizacja MoveOn z Kalifornii, która w zeszły
poniedziałek dostarczyła Radzie Bezpieczeństwa ONZ ponad milion podpisów
osób, sprzeciwiających się wojnie, przygotowuje kolejny globalny protest
antywojenny.
MoveOn namawia, aby ludzie sprzeciwiający się wojnie w Iraku, zapalili w
najbliższą niedzielę (16 marca) wieczorem świece. Ma być to w założeniu
wydarzenie ogólnoświatowe. Dotychczas MoveOn otrzymało sygnał od grup i
jednostek z 99 krajów, które zamierzają się przyłączyć do tego świetlnego
protestu.

Obserwuj wątek
    • Gość: pawel1235 Re: Zapal świecę przeciwko wojnie w Iraku IP: *.zgora.dialog.net.pl 16.03.03, 01:07
      Swieczkę to Sobie zapalę ale jak Saddama szlag trafi-mógłby sobie jeden głupek
      z drugim poczytać choćby dzisiejsza wyborczą jak ich kochany wujaszek gazował
      irackich kurdów.Najlepiej protestować przeciwko wojnie z ciepłych domków,w
      krajach,których jak władza podskoiczy to można się odwołać do sądu a potem
      pojść na zakupy do supermaketu.
    • Gość: Piotr Re: Zapal świecę przeciwko wojnie w Iraku IP: *.clntn201.mi.comcast.net 16.03.03, 05:41
      Organizatorami antywojennych protestow sa komunisci, socjalisci,antyglobalisci,
      antykapitalisci, feministki, homoseksualisci, gwiazdeczki filmowo -
      muzyczne,nawiedzeni i tzw.uzyteczni idioci. Laczy ich nienawisc do Stanow
      Zjednoczonych. Demonstracje sa skierowane przeciwko USA i osobiscie przeciwko
      prezydentowi Bushowi. To nie przypadek, ze "zapomniano" o Iraku i Saddamie
      Husajnie, ktory jest odpowiedzialny za rozpetanie 2 wojen, pogromy mniejszosci
      i smierc 1,5 mln osob.Tego samego typu "milosnicy pokoju" wielbili m.in. Jozefa
      Stalina. Mam nadzieje, ze zapalili swieczki z okazji 50 rocznicy smierci
      tyrana.Ja natomiast bede /juz niedlugo/ celebrowal dzien w ktorym "rzeznik z
      Bagdadu" spotka sie z tow. Stalinem. Niech swiatlo swiec oswieci naiwnych i
      otumanionych!
      • Gość: Ignacy Re: Zapal świecę przeciwko wojnie w Iraku IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 16.03.03, 15:29


        Serdecznie ubawiła mnie informacja o rejteradzie z Iraku "żywych tarcz". Kto
        nie słyszał: grupa nawiedzonych ogłosiła swego czasu wszem i wobec, że
        trzeba "coś zrobić" dla zapobieżenia wojnie, i że niniejszym pojadą oni do
        Iraku, aby własnymi ciałami zasłonić Saddama Husajna przed pociskami
        amerykańskich imperialistów. Ekipa przejechała całą Europę specjalnie
        oznakowanym autobusem, bez chwili przerwy otoczonym przez dziennikarzy z
        kamerami i mikrofonami, na każdym postoju udzielając wywiadów, pozując do
        zdjęć, wymachując flagami, przemawiając na rzecz pokoju i w ogóle bawiąc się
        znakomicie. Tak dotarli wreszcie do Bagdadu, by po krótkim czasie stwierdzić,
        że dalsze pozostawanie na gościnnej irackiej ziemi może być groźne dla
        zdrowia. Z przyczyn bowiem niepojętych dla organizatorów akcji ani
        gardłujących za nimi intelektualistów, USA w najmniejszym stopniu się
        peregrynacją wesołego autobusu nie przejęły i tylko patrzeć, jak co ma zostać
        na Bagdad odpalone, zostanie odpalone. Takiego obrotu rzeczy "żywe tarcze"
        nie przewidziały, jak facet ze starej anegdoty, który zapewniał, że gotów
        jest za ojczyznę oddać życie, ale zdrowie mu nie pozwala.


        To ciekawy przyczynek do rozprawy o postępującym dziecinnieniu cywilizacji
        europejskiej. Długowłosi bojownicy rozmaitych mniej lub bardziej szurniętych
        ruchów protestu bawią się w te swoje protesty w głębokim przekonaniu, że włos
        im z głowy spaść nie może. Przykuwają się, powiedzmy, do torów, po których
        jadą transporty wojskowe, bo wiedzą doskonale, że żaden maszynista się po
        nich przejechać nie odważy. Demolują miasta, w których obradują przywódcy
        wolnego świata, w błogiej pewności, że nikt im nawet porządnie nie przyłoi
        pałą, o strzelaniu, choćby gumowymi kulami, nie wspominając. Na listach
        kandydatów do tzw. nagrody Darwina, przyznawanej za najbardziej idiotyczną
        śmierć, sporo jest radykalnych "ekologów", którzy wypuszczali nocą z klatek w
        zoo dzikie zwierzęta, względnie zakradali się na wybieg, aby osobiście
        pokazać im swoje poparcie dla zwierzęcej sprawy - myśl, że kochany,
        prześladowany przez kapitalizm tygrys może swojemu obrońcy odgryźć łeb, była
        dla każdego z nich równie niepojęta jak to, że ktoś może się nie przejąć
        obecnością w Bagdadzie białych pacyfistów. Bo w świecie ludzi uznających
        dostatek za stan naturalny i oczywisty, ludzi wychowanych na lewackim
        bełkocie i telewizji MTV, nic nie jest na serio. Po zabawie wszyscy wrócą do
        domu, gdzie mamusia czeka z kolacją. Kto wie - bardzo możliwe, że histeryczne
        reakcje zachodnioeuropejskiej młodzieży na samo słowo "wojna" biorą się w
        znacznym stopniu z namiętnej niezgody na istnienie czegokolwiek rodzącego tak
        nieodwracalne skutki jak śmierć.
        Saddam Husajn, jak sądzę, pożegnał "żywe tarcze" bez żalu. Ma przecież pod
        ręką nieprzebrany tłum prawdziwych żywych tarcz, które - w przeciwieństwie do
        zblazowanych dzieciaków z bogatych krajów - nigdzie wyjechać nie mogą. I tu
        przestaje być wesoło. Zbrodnicze reżimy doskonale dostosowały się do
        starczego zdziecinnienia białego świata i grają w to, w co można wygrać.
        Zbrodnicze reżimy biorą dzisiaj na zakładników własnych poddanych i usiłują
        wymusić na Zachodzie, czego potrzebują, groźbą ich zagłodzenia albo posłania
        na bezsensowną rzeź. Zachód nie może już bowiem znieść nie tylko myśli o
        śmierci własnych żołnierzy. Zachód nie może również znieść myśli o śmierci
        żołnierzy przeciwnika. Jeśli już naprawdę trzeba gdzieś interweniować,
        najlepiej byłoby wyposażyć interweniujące oddziały w broń ogłuszającą albo
        usypiającą, albo taką, która zamieni w proszek armaty i wyrzutnie wrogiego
        reżimu, nie czyniąc szkody ich obsługom. Idę o zakład, że niebawem już armia
        amerykańska w taką właśnie broń zostanie wyposażona. Wtedy pacyfiści zaczną
        się zastanawiać, czy godzi się dla obalenia zbrodniczego reżimu pozbawiać
        wolne jednostki przytomności.
        Przyszłość cywilizacji rysowałaby się bardzo śmiesznie, gdyby nie fakt, że
        terroryści tego typu rozterek nie mają. Ich świat jest prostym światem
        dzikusa - ci, którzy nie są nami, zasługują na śmierć dlatego, że nie są
        nami. Pacyfiści i intelektualiści mogą ewentualnie liczyć na specjalny
        status "pożytecznych idiotów", co bynajmniej nie oznacza usunięcia ich z
        listy celów, a tylko przesunięcie na niej na dalsze miejsca. Sądzę, że
        prezydent Bush może spokojnie zignorować "antywojenne" hałasy. Nie musi on
        przekonywać Zachodu, że przeciwko zbrodniarzom trzeba używać siły - zrobi to
        skutecznie ben Laden lub któryś z jego następców.



        ziemkiewicz_polt@poczta.onet.pl, ziemkiewicz.fantastyka.art.pl


        trzeba "coś zrobić" dla zapobieżenia wojnie, i że niniejszym pojadą oni do
        Iraku, aby własnymi ciałami zasłonić Saddama Husajna przed pociskami
        amerykańskich imperialistów. Ekipa przejechała całą Europę specjalnie
        oznakowanym autobusem, bez chwili przerwy otoczonym przez dziennikarzy z
        kamerami i mikrofonami, na każdym postoju udzielając wywiadów, pozując do
        zdjęć, wymachując flagami, przemawiając na rzecz pokoju i w ogóle bawiąc się
        znakomicie. Tak dotarli wreszcie do Bagdadu, by po krótkim czasie stwierdzić,
        że dalsze pozostawanie na gościnnej irackiej ziemi może być groźne dla
        zdrowia. Z przyczyn bowiem niepojętych dla organizatorów akcji ani
        gardłujących za nimi intelektualistów, USA w najmniejszym stopniu się
        peregrynacją wesołego autobusu nie przejęły i tylko patrzeć, jak co ma zostać
        na Bagdad odpalone, zostanie odpalone. Takiego obrotu rzeczy "żywe tarcze"
        nie przewidziały, jak facet ze starej anegdoty, który zapewniał, że gotów
        jest za ojczyznę oddać życie, ale zdrowie mu nie pozwala.


        To ciekawy przyczynek do rozprawy o postępującym dziecinnieniu cywilizacji
        europejskiej. Długowłosi bojownicy rozmaitych mniej lub bardziej szurniętych
        ruchów protestu bawią się w te swoje protesty w głębokim przekonaniu, że włos
        im z głowy spaść nie może. Przykuwają się, powiedzmy, do torów, po których
        jadą transporty wojskowe, bo wiedzą doskonale, że żaden maszynista się po
        nich przejechać nie odważy. Demolują miasta, w których obradują przywódcy
        wolnego świata, w błogiej pewności, że nikt im nawet porządnie nie przyłoi
        pałą, o strzelaniu, choćby gumowymi kulami, nie wspominając. Na listach
        kandydatów do tzw. nagrody Darwina, przyznawanej za najbardziej idiotyczną
        śmierć, sporo jest radykalnych "ekologów", którzy wypuszczali nocą z klatek w
        zoo dzikie zwierzęta, względnie zakradali się na wybieg, aby osobiście
        pokazać im swoje poparcie dla zwierzęcej sprawy - myśl, że kochany,
        prześladowany przez kapitalizm tygrys może swojemu obrońcy odgryźć łeb, była
        dla każdego z nich równie niepojęta jak to, że ktoś może się nie przejąć
        obecnością w Bagdadzie białych pacyfistów. Bo w świecie ludzi uznających
        dostatek za stan naturalny i oczywisty, ludzi wychowanych na lewackim
        bełkocie i telewizji MTV, nic nie jest na serio. Po zabawie wszyscy wrócą do
        domu, gdzie mamusia czeka z kolacją. Kto wie - bardzo możliwe, że histeryczne
        reakcje zachodnioeuropejskiej młodzieży na samo słowo "wojna" biorą się w
        znacznym stopniu z namiętnej niezgody na istnienie czegokolwiek rodzącego tak
        nieodwracalne skutki jak śmierć.
        Saddam Husajn, jak sądzę, pożegnał "żywe tarcze" bez żalu. Ma przecież pod
        ręką nieprzebrany tłum prawdziwych żywych tarcz, które - w przeciwieństwie do
        zblazowanych dzieciaków z bogatych krajów - nigdzie wyjechać nie mogą. I tu
        przestaje być wesoło. Zbrodnicze reżimy doskonale dostosowały się do
        starczego zdziecinnienia białego świata i grają w to, w co można wygrać.
        Zbrodnicze reżimy biorą dzisiaj na zakładników własnych poddanych i usiłują
        wymusić na Zachodzie, czego potrzebują, groźbą ich zagłodzenia albo posłania
        na bezsensowną rzeź. Zachód nie może już bowiem znieść nie tylko myśli o
        śmierci własnych żołnierzy. Zachód nie może również znieść myśli o śmierci
        żołnierzy przeciwnika. Jeśli ju
        • Gość: Ignacy Re: Zapal świecę przeciwko wojnie w Iraku IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 16.03.03, 17:06
          Przepraszam za poprzedni post, który troszeczkę skopałem.



          Pochwała wojny



          Rafał A. Ziemkiewicz



          Bodaj nikt, w żadnym dzienniku ani gazecie, nie wyciągnął prawidłowego wniosku
          z informacji, iż Irak nagle "znalazł" u siebie demonstracyjnie zniszczył parę
          baniek gazu bojowego i wąglika. Mniej inteligentni, wzorem różnych autorytetów
          moralnych, pletli o dobrej woli irackiego dyktatora, bardziej przenikliwi
          zauważali, że to gra na zwłokę. A przecież najważniejsze jest w tej informacji
          to, że w kraju, który pan Blix przeszukuje od lat dwunastu w tę i we w tę,
          wspomniane bańki leżały sobie w najlepsze w jakimś magazynie i bystroocy
          wysłannicy ONZ jakoś nie wpadli na ich ślad. Innymi słowy - Irak sam dał światu
          dowód, że "inspekcja" jest śmiechu warta. Dodajmy: jak wszelka inna działalność
          ONZ.

          Zdaniem pacyfistów hałasujących po europejskich stolicach, wojna bez sankcji
          Rady Bezpieczeństwa ONZ ma być niemoralna. Trudno uchwycić jakąkolwiek logikę w
          ich poglądach. W Radzie Bezpieczeństwa zasiadają, z prawem weta, Chiny i Rosja.
          Te same Chiny, które od lat masakrują Tybet, i ta sama Rosja, która dokonuje
          ludobójstwa w Czeczenii. Dlaczego zgoda dwóch mocarstw prowadzących ewidentnie
          bandycką politykę miałaby uczynić wojnę bardziej uzasadnioną niż gdy wypowie ją
          samodzielnie Ameryka? Obrońcom pokoju nie przeszkadzają też takie śmiechu warte
          postępki strupieszałej i fasadowej ONZ, jak powierzenie przewodzenia Komisji
          Praw Człowieka Libii czy patronowanie spotkaniu afrykańskich satrapów w
          Durbanie. Przeszkadza im, że - co odkrywają jako wielką rewelację - USA mają
          interesy w Zatoce Perskiej i wojna, a po niej nowe urządzenie tamtejszego
          porządku, jest z tymi interesami zgodna. Ale nie przeszkadza, że interesy mają
          tam także Francja i Niemcy, i że to owe interesy, a nie żadne wartości etyczne,
          każą im bronić Husajna; kiedy inne interesy kazały mącić na Bałkanach i
          bombardować Belgrad, Paryż

          i Berlin jakoś umiały zatkać swym pacyfistom gęby.

          Cały ten absurd jest kosztem, jaki płacimy za tolerowanie w życiu publicznym
          powszechnej hipokryzji. Hipokryzji każącej szukać dla wojen uzasadnień
          etycznych i humanitarnych. Wojna jest kwestią polityki; zarówno w wypadku
          Kosowa, jak i Iraku, polityka USA jest tutaj korzystna i dla świata, i dla
          Europy, i dla samych narodów serbskiego i irackiego, co łatwo można wykazać.
          Polityka antywojenna jest zaś polityką złą. Zamiast brnąć w hipokryzję i
          nadymać sztucznie żałosny twór o nazwie ONZ, trzeba dziękować Bogu, że istnieje
          Ameryka, że prowadzenie pożytecznej dla świata polityki leży w jej interesie i
          że niebawem uderzy ona na Irak, ignorując zdanie w tej kwestii Paryża, Pekinu i
          Moskwy.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka