Dodaj do ulubionych

sezon 2009/2010

29.09.09, 23:41
Sezon ropoczął się dobrze, w sobotę rano szedłem Nowym Światem i na rogu
Chmielnej trzech panów w tradycyjnym składzie grało śpiewając

Och Franka Franka,
powiedzże Frania
co z nami będzie
względem kochania?

które to pytanie spiewająca Warszawa zadaje sobie już od paru pokoleń, i jest
ono co najmniej za dwa złote.

Wieczorem studio S2:
Jerzy Fryderyk Haendel, Chandos Anthem nr 2, Chandos Anthem nr 3, Gloria in
excelsis Deo, Chandos Anthem nr 6
Christina Landshamer sopran, Colin Balzer tenor, Collegium Vocale Gent,
Freiburger Barockorchester, Marcus Creed

Creed ogromnie mi się spodobał w Brockes Passion Haendla (z CV Gent i Akademie
fur Alte Musik, są duże kawałki na youtubie z transmisji w TV2) którą pięknie
poprowadził w FN tej wiosny. Teraz to się zmienia w nabożny stosunek, albowiem
potwierdził klasę. Orkiestra (w skromnym składzie) grała i delikatnie, i
dynamicznie, idealny akompaniament dla śpiewaków, począwszy od BC po panią
oboistkę.

Pani Landshamer ubrana tak sobie, tą swoją filigranowatość spowiła w ciężką
taftę koloru morskiego, sznur brylantów Swarovskiego na szyi, takiż motyl
wpięty w kok, spięta bidulka, i nie bez powodu. Technicznie niby dobra, ale
głos niezbyt mocny, sporo niepotrzebnego w Handlu wibrata. Ale nie będziemy
narzekać nad potrzebę, pierwsza część koncertu była jak trzeba, pan Balzer
naprawdę dobrze. Po przerwie odnaleziona w 2001 (jakim cudem?) Gloria zrobiła
na mnie ogromne wrażenie swą eksplozją radości, porównywalną z kantatą BVW 51
"Jauchzet Gott" Bacha, koszmarnie trudną, i zaśpiewaną bez wpadki przez panią
Landshamer z wypiekami emocji na twarzy i na resztkach oddechu w końcówkach
fraz. No i tu wszyscy zrozumieli powody jej zdenerwowania, i rozprężenia w
koncowym hymnie.
O klasie Collegium nie ma co pisać, członkowie chóru na poziomie solistów, co
było do okazania i w Pasji na wiosnę, i w sobotę gdy sopranistka i tenor z
Collegium świetnie wypadli w duecie.
A po koncercie przypomniał mi się Minkowski stwierdzający że woli Haendla od
Bacha, coś w tym jest.
Obserwuj wątek
    • arana Oficjalnie, choć krotochwilnie 30.09.09, 15:12
      Kanarek napisał:

      Sezon ropoczął się dobrze, w sobotę rano szedłem Nowym Światem i na rogu
      Chmielnej trzech panów w tradycyjnym składzie grało śpiewając

      Och Franka Franka,
      powiedzże Frania
      co z nami będzie
      względem kochania?

      które to pytanie spiewająca Warszawa zadaje sobie już od paru pokoleń, i jest
      ono co najmniej za dwa złote.




      A nazajutrz wystarczyło trochę dopłacić, by za 10 zł (wejściówka!) poznać dalszy ciąg Frankopiei. (sic!)

      Względem kochania było skomplikowanie: Franek w nawałnicy, Zosia w niepewności.

      Zosia
      Lecz któż biedna oświeci, kto wiadomość da,
      Gdzie się Franek obraca?


      Katarzyna Trylnik wyśpiewała z uczuciem swój niepokój. Spojrzałam na Franka, który siedział obok niej, w nadziei, że ciepły tenor Rafała Bartmińskiego wnet pocieszy biedaczkę.
      Ale zasady suspensu operowego są nieubłagane. sad Z krzesła wstał Artur Ruciński i pięknym barytonem zaświadczył, że ani myśli rezygnować z Zosi.
      Tak mi się spodobał, że już się miałam z nim zgodzić i namówić też Zosię, gdy do akcji włączył się bas Piotra Nowackiego i tenor Rafała B.
      No i już sama nie wiedziałam, co robić!
      Ale Katarzyna Trylnik wiedziała i z wdziękiem zwróciła się do tenora..
      Inni jej przyklasnęli skończyło się wszystko po holyłódzku, choć nad Wisłą.
      Chór pięknie komentował.
      A dyrygent walnie przyczynił się do triumfu Uczucia nad Wyrachowaniem.
      Słuchacze oklaskami zaświadczyli, że uwierzyli w operową miłość.
      Ja również!
      Uśmiechnięta i radosna wracałam do domu.
      Rozpoczęłam nowy sezon. smile


      27. 09. 2009 (niedziela) godz. 19.00
      Polska Orkiestra Radiowa
      Program 2 Polskiego Radia
      Inauguracja sezonu koncertowego 2009/2010
      Polskiej Orkiestry Radiowej

      w programie:
      Ignacy Feliks DOBRZYŃSKI – II Symfonia
      „Charakterystyczna” c-moll op. 15
      Stanisław MONIUSZKO – „Flis” opera w 1 akcie
      (wykonanie koncertowe)
      obsada:
      Katarzyna Trylnik sopran (Zosia)
      Daniel Borowski bas (Antoni)
      Rafał Bartmiński tenor (Franek)
      Artur Ruciński baryton (Jakub)
      Piotr Nowacki bas (Szóstak)
      Krzysztof Szmyt tenor (Feliks)
      Anna Marchwińska przygotowanie muzyczne solistów
      Włodzimierz Siedlik przygotowanie chóru
      Chór Polskiego Radia
      • kanarek2 Re: Oficjalnie, choć krotochwilnie 30.09.09, 22:21
        No popatrz, też tam byłem! tyle że ze znajomymi, no tośmy się nie spotkali.
        Otwarcie sezonu przez Borowicza bardzo polskie, we Flisie rola fryzjera świetna
        (i Bogusławski ją pisał "pod" świetnego komika), bo i zagrać to było można, co
        pan Ruciński wykorzystał odpowiednio.

        Mile mnie zaskoczyła symfonia Dobrzyńskiego, i jak to często bywa nie jest jasne
        dlaczego nie gra się tego częściej.

        Z innej beczki: znajomi opowiadali o Kongresie Kultury. Na sesji o muzyce
        podobno jedyny przytomny głos to Wit, tyle że mówił jedynie 5 minut. Może ktoś z
        forumowiczów tam był? że spytam.

    • viva_muzyka Re: sezon 2009/2010 02.10.09, 17:44
      kanarek2 napisała:

      > A po koncercie przypomniał mi się Minkowski stwierdzający że woli Haendla od
      > Bacha, coś w tym jest.


      Młody człowieku, nieważne jakiej płci wink
      Ja, stara pani profesor czytam na stare lata Czechowa
      (kto dziś czyta Czechowa ?!)

      I znalazłam u Czechowa takie zdanie:

      "Nowego kłamstwa słucha się chętniej aniżeli starej prawdy."

      To zdanie pasuje jak ulał do dywagacji Minkowskiego na temat
      Bacha i Haendla. smile
      • kanarek2 Re: sezon 2009/2010 02.10.09, 21:47
        Szanowna Pani Profesor,

        trochę grochu z kapustą.

        1. To był po trosze żart, nawiązujący do wymiany zdań na temat Minkowskiego na
        tym forum.

        2. Artyści.... tacy oni są, cośtam powiedzą, potem inne coś, czy będziemy
        przywiązywać się do tego?

        3. "Nowego kłamstwa słucha się chętniej aniżeli starej prawdy" powiada artysta
        Czechow, ale czy aby na pewno o Haendlu i Bachu?

        4. Minkowski to człowiek opery. A którą z oper Bacha, ach którą, polecić mu możemy?

        5. No i jak to jest: czy naprawdę nie można woleć sobie Szymanowskiego od
        Sibeliusa, przy całym szacunku dla obu? czy B od H? X od Y? Albo pan X ma nam
        coś do powiedzenia albo nie, a odbiór jest już sprawą bardzo osobistą.

        Pozdrawiam,
        k.
        • zamek Re: sezon 2009/2010 04.10.09, 14:58
          kanarek2 napisała:

          > 2. Artyści.... tacy oni są, cośtam powiedzą, potem inne coś,
          I summa summarum wychodzi z tego "coś tam, coś tam" ;P
          • kanarek2 technikalia 04.10.09, 21:47
            Zamku (albo Jeriomino, albo... - pytanie jest do wszystkich wiedzących):
            Frieburgerczycy trzymali smyczki nie za koniec, lecz tak z 15-20 cm od konca. Co
            to daje? Czy to powszechna praktyka wsród zespołów "dawnych"?

            k.
            ps. "I summa summarum wychodzi z tego "coś tam, coś tam" ;P"
            Z pewnością, tyle że między summami bywają spore różnicesmile
            • mooh Re: technikalia 04.10.09, 22:34
              I nie wiolonczele nie miały nóżek.
              • mooh Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać 04.10.09, 22:36
                Z jakiegoś powodu strasznie mnie ten wątek rozbawił, choć
                rozbawienie to graniczy nieco z irytacją. Pozwolę sobie dać upust
                tym uczuciom w taki oto sposób:



                Wyznał raz Minkowski Marc
                Że od weiss woli schwarz
                I że Haendla ponad Bacha bardziej preferuje
                Bo operą znacznie zgrabniej mu się dyryguje

                Tu pojawia się Kanarek, płci dowolnej jest niebożę
                Bo choć o się pisze „byłem”, klawisz źle przycisnął może
                Koncert pięknie zreferował, atmosfery czar roztoczył
                Lecz niestety Minkowskiego niepotrzebnie tu przytoczył

                Zaraz dostał w łeb cytatem, żółte pierze wokół lata
                Ciężki ciosu był kaliber, bo z Czechowa to cytata
                Lecz nie przejmuj się Kanarku, pierze sprowadź do porządku
                Bo ogólnie, mimo guza, wieść przepiękna płynie z wątku

                Choć ukryta, choć subtelna, nie wprost wyrażona
                Musi zostać wydobyta i stosownie doceniona
                Wieść to cudna, wieść wspaniała, wieść to znakomita
                Że warszawska profesura książki nadal czyta
            • zamek Re: technikalia 04.10.09, 23:38
              Tak, w zespołach "dawnych" to normalka, Kanarku. Kwestia innego wyważenia
              smyczka (w którym, notabene, żabka - czyli to, za co się trzyma - jest znacznie
              mniejsza i lżejsza), a ponadto kciukiem reguluje się napięcie włosia, we
              współczesnym smyczku naciąganego śrubką.
              @Mooh, wiolonczele bez nóżek - jak wyżej, typowa praktyka w wykonaniach
              historycznych. Zaś wierszyk dał mi asumpt do pomyślenia, że jesteśmy na blogu
              pani Doroty S. Tam chętnie wierszykują wink
              • mooh Re: technikalia 04.10.09, 23:40
                A i owszem, jesteśmy smile Widzisz, czasem człowiekowi to już się tylko
                rymy na usta cisną :0
              • arana Re: technikalia 05.10.09, 13:35
                A wygładzanie smyczka, i to po zewnętrznej, tzn. nie od strony włosia, czemu ma
                służyć?
                Tak czynił od czasu do czasu kontrabasista Polskiej Orkiestry Radiowej na
                wspomnianym wyżej koncercie. Nagradzał smyczek za udane partie? smile
              • kanarek2 Re: technikalia 05.10.09, 23:00
                Zamku, dzieki za wyjasnienie, jakos przypuszczalem ze to powinno też zmieniac
                kontrolę nacisku smyczka.

                @mooh:
                "Tu pojawia się Kanarek, płci dowolnej jest niebożę
                Bo choć o się pisze „byłem”, klawisz źle przycisnął może."

                Tak, Mooh'o miła, arcysłusznie prawisz!
                Płeć poznasz po tem, jak kto trafia w klawisz.
    • kanarek2 Haydn, Trio Eisenstadt, Studio PR 27.10.09, 23:48
      Trio Eisenstadt: Kosik / Stourzh /Gradwohl
      Joseph HAYDN - Trio e-moll Hob XV/12, Trio Es-dur Hob. XV/30
      William BOLCOM - Rondo Haydn go seek
      Franz SCHUBERT - Trio fortepianowe Es-dur op. 100 D 929

      Dobry koncert zaczyna się od dobrze ułożonego programu. Owszem, różne niedoskonałości, ale muzyka przebiła się przez nie bez kłopotu. Tria Haydna były bardzo ładne, po nich żart pana Bolcoma, w sam raz na zakonczenie pierwszej części.

      Trio Schuberta na żywo to wielka przyjemność, ale z tych trudnych do opisania, więc się powstrzymam. W każdym razie dzięki niemu wieczór poświęcony Haydnowi był aż tak udany. Przyjęcie TE miało dobre, na bis zagrali wolną część z tria Haydna nr 20, w której Haydn (jak to wyjaśniał pan Kosik), ceniący Bacha, pisze kawałek całkowicie bachowski, z początkiem na fortepian solo trudno rozróżnialnym od np partity swego mistrza. Zresztą był to jedyny kawałek zagrany przez pianistę ładnym dzwiękiem, ku naszej nieoczekiwanej radości.

      Wychodząc zastanawialiśmy się, dlaczego Haydn nie wzrusza, a Schubert jak najbardziej? Potoczystość muzyki czy inwencja i tu i tu, ale nie znam żadnego utworu Haydna który mógłbym cenić za coś więcej. A S. od razu z tymi swoimi przekazami egzystencjalnymi.

      k.
      ps. Pani skrzypaczka ładnie ubrana i na czarno jak cały zespół, na głowie mycka ściubiona szydełkiem, zachęcająca by o niej tu wspomnieć, na niej cekiny, zgrabnie komponująca się z ażurem rękawów.
    • kanarek2 21.11. FN, Volodin, Wit 23.11.09, 00:17
      ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII NARODOWEJ
      Antoni WIT - dyrygent
      Alexei VOLODIN - fortepian
      Siergiej RACHMANINOW - II i III Koncert fortepianowy

      Bardzo udany koncert, i okazja posluchania obu koncertow jeden po drugim nieczęsta.

      W II, po wprowadzeniu Wit przykrył pianistę dominująco, zaznaczając swój teren
      zapewne, ale trwało to szczęśliwie krótko, i reszta ubiegła pod wzajemnym
      zrozumieniem, solista romantyczny jak trzeba, technicznie bez cienia problemów,
      sliczne tryle i w ogóle czytelnie bardzo, orkiestra zdyscyplinowana; odnotujmy
      może jedynie drobne kłopoty fletu (nie widziałem kto gra bo fortepian zasłaniał,
      chyba ktoś nowy?)

      III po przerwie nieco mniej mi się podobał, jakby Volodin nie dorósł jeszcze do
      formatu dzieła z bardzo głębokimi momentami których nie można zagrać bardzo
      dobrze technicznie jedynie, może był już nieco zmęczony. Z jednej strony koncowa
      repryza w pierwszej części, zagrana cicho, wypadła świetnie, wejście walca w
      drugiej (ogromnie ten fragment lubię) też płynne i taneczne, ale z drugiej
      strony np w walcu nieco bria zabrakło już. Taka brakująca szczypta czegośtam od
      czasu do czasu.

      Wielka (może ciut za wielka) owacja publiczności, całkiem zasłużona w moim
      odczuciu, bo i Volodin i Wit i filharmonicy świetnie.
      • sammler Re: 21.11. FN, Volodin, Wit 23.11.09, 01:02
        Ja to "przykrycie" Volodina odebrałem nieco inaczej... Może to kwestia miejsca,
        jakie zajmowałem (choć byłem w I strefie), ale miałem wrażenie, że przez dwie
        części II koncertu Wit z orkiestrą całkowicie zagłuszał partię fortepianu...

        Z opinią na temat III koncertu mogę się zgodzić... Owacje na stojąco moim
        zdaniem jednak nie do końca zasłużone (piję głównie do Wita)...

        S.
        • sammler Re: 21.11. FN, Volodin, Wit 23.11.09, 01:11
          sammler napisał:

          [...] dwie
          > części II koncertu Wit z orkiestrą całkowicie zagłuszał partię fortepianu...

          Miałem oczywiście na myśli pierwszą część... Późno już wink

          S.
        • 60jerzy Re: 21.11. FN, Volodin, Wit 23.11.09, 01:18
          Ja słówek parę z troszeczkę innego podwórka koncertowego:

          W człowieku potrzeba pokazania się z najlepszej strony jest niemal
          instynktowna (nawet gdy jedyne co ma się do okazania to nicość,
          małość lub w najlepszym razie nudna nijakość). Potrzeba zwana
          próżnością, megalomanią, czasem - umową o pracę. Dotyka - jak
          zaraza - równo, wszystkie stany. I, podobnie jak z zarazą, można
          zaszczepić się, czasem trzeba. By uratować... pytanie: co? Pytanie
          szczególnie zasadne, ba - egzystencjalne - w przypadku pewnej
          szczególnej kategorii nieszczęśników, zwanych przez lud pospolity:
          artystami (wszelkiej maści i spod różnej gwiazdy). Gdyż to, co
          pozaartystowski plebs zaledwie poruszy, tych - jako się rzekło -
          nieszczęśników zabić może, spopielić lub... zmusić do działania.
          Gdy pewnego dnia powszechnie już znany i uznany LvB dostał
          propozycję oddania swego rodzaju hołdu nijakości muzycznej (za to
          podszytej biznesowym konkretem), rzecz skwitował krótko, ze
          znawstwem i dosadnie. Czy pan (nomen omen) Diabelli miał wówczas
          przeczucie, jakich to zdarzeń i emocji stanie się przyczyną? Może...
          Nie od dzisiaj wiadomo, że nadepnięcie EGO na odcisk musi skończyć
          się czymś więcej niż wrzaskiem lub wzgardliwym milczeniem. Nie
          inaczej stało się i w tym przypadku - rzecz skończyła się po paru
          latach fantastycznym cyklem 33 Wariacji nt. nijakości...
          przepraszam - nt. Walca Diabellego. Powstało iście czarcie dzieło,
          skrojone z myślą jedną: dopiec, upiec i spopielić adresata. A przy
          okazji dać popalić konkurencji - tej żyjącej i w następnych
          pokoleniach. Udało się. Co jakiś czas kolejne grające EGO wyzywa na
          swego rodzaju pojedynek - Beethovena (na pewno nie p. Diabellego,
          któremu jednakowoż chwała się należy za tę swiadomą lub
          nieświadomomą prowokację), wyzywa na pojedynek swoje umiejętności
          i... słuchaczy wytrzymałość. I EGO - jako ten paw - dumnie
          demonstruje swój ogon z jego 33 piórami.
          Po koncercie (16.XI.) Piotra Anderszewskiego w
          wiedeńskim Konzerthausie powiedziałem, że PA z 33 wariacji wykonał
          około 40. Ale w tym stwierdzeniu kryła się jednak tylko pewna gra
          słów. Gdyż wrażliwość moja dostała solidną strawę tak naprawdę w 4
          ostatnich wariacjach. Znamy jego świetne nagranie sprzed 9 lat. I
          ono, plus chęć zobaczenia jaki jest w tym dziele PA dzisiaj,
          zachęciło mnie do eskapady. A, jeszcze jedno - próbuję zrozumieć i
          zobaczyć dokąd zmierza ten artysta. Mogę powiedzieć jedno: nie
          ułatwia mi zadania. W piewszej części tego recitalu (znanej mi już
          częściowo z Łodzi) - z Schumannowskimi Gesänge der Frühe op.
          133 oraz V Suitą angielską (ale również i w drugiej) -
          odczuwałem w jego grze brak emocji. Albo inaczej - potrzebę takiego
          ich powściągania, że w końcu ostała się już tylko okiełznana forma.
          Pięć miniatur Schumanna, ów cykl pieśni bez słów, jest wielkim
          wyzwaniem (zastanawiam się, czy ten opus w ogóle jest na estradę).
          Ładunek emocji w nich zawarty nie da się zbyć samą tylko potrzebą
          wniknięcia weń. Tutaj chcieć to za mało, Tu trzeba rozchwianej
          osobości kompozytora przeciwstawić niesłychanie silną osobowość
          pianisty. Tu klucz debussy`owski za cholerę nie pasuje. A miałem
          takie wrażenie (i teraz i w Łodzi), że tym wytrychem (i taką swego
          rodzaju wszechnokturnowością) próbował Anderszewski ten niezdobyty
          zamek pokonać. Piszę niezdobyty, bo nie słyszałem jeszcze takiej
          interpretacji, która wyjaśniłaby ten gąszcz emocji, a przede
          wszystkim zbliżyła się do tajemnicy.
          W V suicie angielskiej (podobnie jak w wykonywanej w czerwcu
          Łodzi VI Particie) miałem nieodparte wrażenie, że potrzeba
          znalezienia jej drugiego dna przesłania pewną oczywistość - że jest
          to zbiór tańców. I tej właśnie taneczności oraz zwykłej pogody,
          ciepła zabrakło mi w nich. Dopiero w Sarabandzie pojąłem
          koncept PA i wówczas dałem się uwieść tej grze. Ale głowy dla nie
          nie straciłem. No a co z jego wariacjami - jego, czyli Pana Piotra.
          Odszedł od tego co znamy z płyty - tam była z jednej strony
          nieokiełznana żywiołość, a z dugiej widoczne już podejście
          analityczne. Teraz mamy przede wszystkim spekulatywne rozbieranie
          tych wariacji - nie powiem, że na czynniki pierwsze, ale chwilami do
          gaci i owszem. A gdy wszyscy w gaciach, to mamy do czynienia ze
          swego rodzaju zredukowaniem. A w przypadku cyklu wariacyjnego
          redukcja to nieszczęście. Ja, Broń Boże, nie chcę powiedzieć, że
          słuchanie PA było nieszczęściem - wręcz przeciwnie. Zawsze
          przyjemnością jest spotkanie z artystą myślącym. A że jego myśl
          idzie chwilami inną drogą niż moje wyobrażenie - to tylko wzbogaca
          mnie i moją wrażliwość. I choćby za to należą się mu słowa uznania.
          A przede wszystkim za ostatnie cztery wariacje - w nich hipnotyzował
          już zupełnie, zaś kończący menuet to była prawdziwa perełka.
          Podobnie, jak wykonana na bis beethovenowska pierwsza Bagatela
          z opusu 126.
          Tydzień zacząłem panami B. (Bachem i Beethovenem), a skończyłem
          również panem B. (Brahmsen) w Łodzi (20.XI.), gdzie II koncert B-
          dur
          grał Arcadij Wołodos - swój komentarz wrzuciłem w
          osobnym, temu właśnie koncertowi poświęconym wątku.
          Pozdrawiam
          • kanarek2 Re: 21.11. FN, Volodin, Wit 24.11.09, 23:47
            Jerzy,

            dzięki za post! Twoje wrażenia i przemyślenia mają też dla mnie i aspekt towarzyski: znajomi z Wiednia (on - zawodowy pianista) mieli nienajlepsze komentarze do tego koncertu, i rzecz jak widać się wyjaśnia (nieco).

            Pozdrowienia,
            k.
            • 60jerzy Re: 21.11. FN, Volodin, Wit 25.11.09, 01:21
              A to ciekawe. Nasze odczucia naszymi odczuciami, a krytyk "Der
              Standard" po koncercie i tak napisał o "genialnej grze w niemal
              każdym momencie recitalu".
              Pozdrówka i z góry obiecuję przynajmniej jedno zdanie z recitalu
              Sokołowa we Wiedniu 15 grudnia.
              Pozdrawiam j.
    • kanarek2 Polska Orkiestra Radiowa, 29.11 01.12.09, 22:55
      PROKOFIEW – Sinfonia concertante na wiolonczelę i orkiestrę op. 125, Piotr
      CZAJKOWSKI – III Symfonia
      Marcin Zdunik wiolonczela, Polska Orkiestra Radiowa, Łukasz Borowicz

      To być może ostatnie dni POR, powody finansowe, o czym zapewne już wiadomo. No i
      szkoda byłaby ogromna gdyby do tego doszło, Łukasz Borowicz jest bardzo zdolny,
      i powinien mieć orkiestrę, a to co gra z POR bardzo mi się podoba, począwszy od
      jego 'premierowego' Falstaffa o którym pisałem tu jakiś czas temu.

      Ten koncert w pełni IMHO potwierdził klasę maestra i orkiestry, a Sinfonia -
      lekka, barwna, i ślicznie napisana - bardzo leżała koloryście Łukaszowi.

      Osobną, i równie - acz na innej płaszczyźnie - ważną sprawą jest ogromny talent
      i dojrzałość Zdunika, słyszałem go po raz pierwszy, i chyba na wszystkich
      (sądząc z gorącej reakcji publiczności) zrobił świetne wrażenie. Technicznie
      utwór stwarza pewne problemy, głównie polegające na tym że normalnemu
      człowiekowi odpadłyby palce, których to problemów Zdunik jakby nie zauważał.
      Sinfonieta w wykonaniu obu panów wypadła nad podziw.

      Równie osobną sprawą była możliwość spotkania się z Araną. Z oficjalnego
      komunikatu po spotkaniu wynika, że przebiegło ono w atmosferze wzajemnego
      zrozumienia i przyjaźni. Spotkani dostrzegli potrzebę szerszego spotkania
      forumowego bo go dawno nie było.

      k.
      • arana Re: Polska Orkiestra Radiowa, 29.11 02.12.09, 17:53
        Widzę, Kanarku, że również według Ciebie tamten wieczór należał do Prokofiewa, Borowicza i Zdunika. Czajkowski tym razem jakoś nie przebił się do mojej wyobraźni.

        Oczywiście z przyjemnością potwierdzam treść pokoncertowego komunikatu specjalnego własnoklawiaturowym podpisem
        A.

    • kanarek2 11 grudnia 2009, Tetzlaff 13.01.10, 23:41
      Filharmonicy Warszawscy, Marek PIJAROWSKI - dyrygent
      Christian TETZLAFF - skrzypce
      Zygmunt NOSKOWSKI - III Symfonia F-dur Od wiosny do wiosny
      Johannes BRAHMS - Koncert skrzypcowy D-dur op. 77

      To było jeszcze w zeszłym roku, ale jednak sumiennie odnotować trzeba bo koncert
      wspaniale się udał, Tetzlaff zagrał świetnie, dynamiczny i pełen wigoru (aż mi
      się przypomniał Jakowicz senior sprzed paru lat, jakoś inaczej to wtedy
      wypadłosmile), technicznie doskonały, "naturalny wirtuoz" zgrabnie budujący i
      rozwiązujący napięcia, szczęśliwie bez pozerstwa i maniery.

      W dodatku i instrument piękny, i orkiestra dobrze zagrała. Ciekaw jestem czy
      Zamek się wybrał, miło by było przeczytać coś profesjonalnego na ten temat. Na
      bis po jedna część z BWV 1000cośtam, o ile pamiętam 1003, w sumie wielka frajda.

      Na szczęście pan Tetzlaff gra gestykulując całym sobą, więc i muzycy w
      kluczowych momentach patrzeli raczej na niego niż na pana Pijarowskiego, co sam
      widziałem siedząc blisko. Albowiem dyrygowania tak bez pomyślunku jak to miało
      miejsce w pierwszej części (Noskowski) to dawno w FN nie widziałem. W koncercie
      na szczęście ograniczył się do minimum.
      • sammler Re: 11 grudnia 2009, Tetzlaff 14.01.10, 09:33
        kanarek2 napisała:

        > [..] Tetzlaff zagrał świetnie, dynamiczny i pełen wigoru (aż mi
        > się przypomniał Jakowicz senior sprzed paru lat, jakoś inaczej to wtedy
        > wypadłosmile), technicznie doskonały, "naturalny wirtuoz" zgrabnie budujący i
        > rozwiązujący napięcia, szczęśliwie bez pozerstwa i maniery. [...]

        Potwierdzam... Skrzypiec też nie oszczędzał smile Brawa w pełni zasłużone (miałem
        wrażenie, że był nimi nieco zaskoczony)...

        S.
      • zamek Re: 11 grudnia 2009, Tetzlaff 14.01.10, 14:22
        kanarek2 napisała:

        > Ciekaw jestem czy Zamek się wybrał
        Zamek się nie wybrał, gdyż i obecnie, i w bliżej nie dającej się określić
        przyszłości będzie pracował w każdy piątek do 20.30. Ale winszuje udanego
        koncertu i pozdrawia smile
        • kanarek2 Re: 11 grudnia 2009, Tetzlaff 14.01.10, 22:40
          Kanarek in-forumuje Zamka iż koncerty piątkowe są także koncertami sobotnimi o
          18, taka pętla czasowa jak u Lema.
          Oczywiscie licząc na spotkanie w którąś z sobót.
          I kreśli się przyjaźnie,
          k.
          • zamek Re: 11 grudnia 2009, Tetzlaff 15.01.10, 01:45
            Zamek wie, ale o 18 w sobotę Zamkowie ostatnio często przewijają. Ewentualnie
            przebierają, dokarmiają, kolebią lub zabawiają. A z pętlami czasowymi trza
            uważać, bo może przyjść Niedzielny, wyjeść czekoladę i dać w łeb nie wiadomo
            komu, a potem Ten z Przyszłego Roku zostaje przewodniczącym zebrania.
            Aczkolwiek być może w jakąś sobotę... Uściski smile
    • sammler 15/16 stycznia, Lars Vogt, Mirosław Błaszczyk 17.01.10, 12:55
      ROK CHOPINOWSKI W FILHARMONII NARODOWEJ

      200. rocznica urodzin Roberta Schumanna

      Panowie - czapki z głów!

      ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII NARODOWEJ
      Mirosław J. BŁASZCZYK - dyrygent
      Lars VOGT - fortepian

      Robert SCHUMANN
      - Uwertura, Scherzo i Finale e-moll op. 52,
      - Koncert fortepianowy a-moll op. 54
      Fryderyk CHOPIN - Koncert fortepianowy e-moll op. 11

      Schumann bardzo dobrze zagrany, choć mogło być lepiej. Zwłaszcza mój ulubiony Koncert fortepianowy - zagrany z werwą przez Larsa Vogta (drobne błędy nie miały większego znaczenia). Próbował on porwać orkiestrę, co mu się niestety - nic dziwnego w jej przypadku - nie udało... Żadnego dialogu między nim a zespołem. Szkoda... Członkom orkiestry było chyba bez różnicy, czy grają koncert Schumanna czy Chopina... Grali tak samo... Mimo starań dyrygenta (też próbował, co widziałem dość dobrze)...

      Koncert grano mniej więcej w tym tempie: www.youtube.com/watch?v=TOKcktvmk5o, jak dla mnie - optymalnym.

      Chopina słuchałem mniej uważnie, ale zdaje się, że został zagrany dobrze...

      Był ktoś?

      S.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka