miecio4
25.01.04, 18:33
Miałem w swoim życiu trzech idoli: Fisha , Roberta Smitha i Grega Dulli.
Dwóch pierwszych już "zaliczyłem" wizualnie, więc jak tylko dowiedziałem się
że Twilight Singers koncertuje w Hamburgu, niezwłocznie postanowiłem zamknąć
historię oglądnięcia moich idoli z bliska.
Koncert odbywał się wczoraj w małym pubie z niewielką sceną do którego
zawitało tego wieczora z dwieście osób- dzięki czemu udało mi się zająć
miejsce półtora metra od Grega. Juz pierwszy utwór "Esta Noche" pokazał że
nie ma co oczekiwac sentymentalnych kawałków tego wieczora. I faktycznie:
zespół zagrał większość utworów z drugiej i kilka z pierwszej płyty ale
wszystkie one były przearanżowane na potrzeby klubowego koncertu. Prosze
sobie wyobrazić np. "Twilite Kid" albo "Annie Mae" z jazgoczącą gitarą. W
sumie widac było że Dulli pojechał w trasę z chęcią zabawy, nie tylko
muzycznej. Zresztą Greg, ta "jednostka szaleńczo opętana" (jak to opisuje
pewna śmieszna pani recenzentka) był w doskonałym humorze tego wieczora-
popijając whisky i paląc Malboro za Malboro miał świetny kontakt z
publicznością. Z ciekawostek mogliśmy usłyszec "Laylę" Claptona i "Hej Ya"(!)
Outkasta, natomiast wykonanie dwóch utworów przekonało mnie że warto było
jechac te kilkaset kilometrów (duzo bliżej niż do Wawy!): wykopany w kosmos i
niewątpliwie najpiękniejszy tego wieczoru "Black Is the Color of My True
Love's Hair" i kończący koncert "Faded" Afghan Whigs.
To tyle w krótkiej notce dla zorientowanych.
Na koniec tylko dodam że z satysfakcją zobaczyłem Grega strasznie
spasionego, ze zwisającym śmietnikiem, co potwierdza regułę że wszyscy moi
idole to grubasy. Idę zjeść jakąś goloneczkę.