vulture
14.02.04, 23:05
WUTHERING HEIGHTS - Far From The Madding Crowd
Nie, nie, nic ani o Kate Bush (nie ten gatunek), ani o siostrach Bronte (nie
to forum) – tak wdzięcznie nazwała się duńska formacja, uprawiająca coś w
rodzaju power metalu zaprawionego folkiem. Coś w stylu Rhapsody, ale przy tym
Rhapsody brzmi tak poważnie, jak dzieła Krzysztofa Pendereckiego. Wuthering
Heights udało się przekroczyć granice autoparodii, charakterystyczne dla tego
gatunku muzycznego.
To, co na wielu płytach power metalowych jest tonowane przez muzyków, o ile
są świadomi patosu, na albumie „Far From The Madding Crowd” jest wręcz
wyeksponowane. Wszelkie wieśniackie zagrywki na gitarach, wokalizy, które
będą świetną pożywką dla The Darkness, i nawet same tytuły utworów spowodować
mogą popuszczenie zwieraczy u co bardziej wrażliwych melomanów. Może na
początek przytoczę tytuły:
01 Gather Ye Wild
02 The Road Goes Ever On
03 Tree
04 Longing For The Woods Pt.1
05 Highland Winds
06 Longing For The Woods Pt.2
07 The Bollard
08 Bad Hobbits Die Hard
09 Longing For The Woods Pt.3
10 Land Of Olden Glory
11Lament For Lórien
Jak widać, epicka opowieść z podróżą i przygodami w wersji audio. Tradycyjne
powermetalowe galopady perkusji i gitar (oby szybciej i bardziej
wirtuozersko) są tu przyozdobione przyśpiewkami w stylu trubadurów (nie tych
z Krawczykiem, przynajmniej nie w założeniu), ale nagle w przyśpiewkę,
całkiem zgrabną, wchodzi wieśniacka solówka na gitarze w stylu Yngwie
Malmsteena albo podczas galopujących solówek ktoś zaczyna śpiewać jak bard
szkocki sprzed wieków… Efekt jest tak groteskowy, jak gdyby wziąć Meat Loafa
i kazać mu zatańczyć „Jezioro łabędzie”. W konsternację wprowadził mnie już
drugi utwór (pierwszy to półtoraminutowe intro), a potem było coraz lepiej.
Przy „Highland Winds”, które brzmi, jakby w utwór AC/DC wstawić refren z
piosenki Smokie, myślałem, że żołądek wysiądzie mi ze śmiechu. Chyba jedynym
w miarę normalnym utworem jest ballada „The Bollard”, bo tam niczego nie
mieszano. Taka w stylu ostatnich dokonań Uriah Heep czy nawet rzeczonego
Smokie właśnie, a więc od metalu daleko. Inne utwory już do końca płyty nie
rozczarowują, jeśli ktoś ma pragnienie sprawdzić wytrzymałość swojej
przepony. „Land Of Olden Glory” to ciekawe połączenie Metalliki z Tadeuszem
Woźniakiem, a trzecia część „Longing For The Woods” to coś w rodzaju
mieszanki Dio i Bonnie Tyler. Ostatnie, „Lament For Lorien”, jest faktycznie
lamentujące, ale to raczej lament słuchacza nad przyswojonym z trudem
materiałem.
Gdyby nie kwestia promocji i długość utworów, wykosiliby The Darkness jak
nic…