Dodaj do ulubionych

prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-)

21.02.04, 19:35

W zasadzie pomysł na taki wątek podsunęła mi Pixie, która uświadomiła mi dość
istotną rzecz. Większość wykonawców, których słucham, charakteryzuje poczucie
humoru, objawiające się w nagraniach, wypowiedziach, okładkach płyt bądź przy
różnych innych okazjach. W zasadzie ciężko się słucha grup, które same siebie
traktują śmiertelnie poważnie i od początku do końca są dla siebie niczym
eksponat muzealny. Chodzi mi, oczywiście, o zespoły z kręgu hard rockowo-
progrockowego, bo wiadomo, że istnieją zespoły typu Czarno-Czarni,
specjalizujące się w wygłupach, które uważają za śmieszne, ja natomiast piszę
o grupach, które ex definitione nie powinny od razu kojarzyć się z wygłupami.

Moimi faworytami, jeśli chodzi o poczucie humoru, są:

Procol Harum – zespół, który zasłynął monumentalnymi kompozycjami, typu „A
Salty Dog” czy „A Whiter Shade Of Pale” w gruncie rzeczy na większości płyt
umieszcza nagrania w dość żartobliwej konwencji lub też z żartobliwymi
tekstami. „A Rum Tale” czy „Pandora’s Box” albo „Souvenir From Londyn” to
chyba dość dobre przykłady. Oczywiście, nie ujmuję dostojności i powagi
innym, pięknym utworom, ale humor PH, nieco tracący staroświeckością,
naprawdę robi na mnie wrażenie. Poza tym podczas koncertu Gary Brooker
udowodnił, że nie jest zapatrzoną w siebie legendą, tylko człowiekiem z krwi
i kości, który lubi pożartować ze wszystkiego i z siebie też.

Emerson Lake & Palmer – niektórych drażnią wstawki na różnych albumach ELP
(„Jeremy Bender” czy „The Sheriff”wink, ale uważam je za miłe urozmaicenie.
Teksty niektórych utworów (chociażby „Karn Evil”wink też świadczą o sporym
dystansie wykonawców do własnej twórczości, acz do dziś zastanawiam się, czy
zdjęcie na okładce „Love Beach” to humor zamierzony, czy też niekoniecznie…
szkoda, że w latach 90-tych nic z tego humoru w ELP nie pozostało.

Jethro Tull – dość swobodne teksty, często dwuznaczne lub absurdalnie
śmieszne, cała stylizacja zespołu, wypowiedzi Iana Andersena i w ogóle nazwa
grupy (pochodząca od imienia i nazwiska wynalazcy siewnika) na pewno świadczą
o tym, że Ian Anderson & co lubią się pośmiać. Niedowiarkom polecam
teledyski „Heavy Horses” i „Too Old To Rock And Roll”.

Black Sabbath – tu śmieszne są może nie tyle same nagrania, co cała
stylizacja zespołu na niby-okultyzm, który podchwycili fani, a który samych
muzyków nie interesował, no ale wydanie debiutanckiego albumu w piątek
trzynastego, umieszczanie na okładkach krzyży itp. można traktować wyłącznie
w kategoriach pastiszowo-promocyjnych. Moim faworytem jest okładka wcale nie
takiego zabawnego albumu z Dio, „Heaven And Hell”. Podobnie zabawna miała
być „Technical Ecstasy” (chociaż książeczka jest raczej głupawa). Inną, acz
istotną rolę w humorystycznym aspekcie BS pełni(ł) Ozzy Osbourne, którego
różne wypowiedzi i czyny w czasach bycia w BS i już po mogły doprowadzić do
kolki ze śmiechu (nie chodzi mi o córkę, bo to nie jest śmieszne).

Cream - supergrupa, działająca zaledwie dwa lata, pionierzy hardrockowo-
bluesowych riffów, zasłynęli wprawdzie monumentalnymi dziełami jak „White
Room” czy „Sunshine Of Your Love”, ale w ich dorobku można znaleźć rzeczy
również zabawne, np. stylizowane na Beach Boys „Strange Brew” (jak ktoś
widział w wersji video, to tym bardziej wie, o co chodzi) lub dziwaczne i
pisane chyba na odlocie „Swlabr” (co oznacza: She Was Like A Bearded Rainbow”wink

Budgie – poczucie humoru przejawiało się w tytułach utworów („You’re The
Biggest Thing Since Powdered Milk” czy „In The Grip Of A Tyrefitter’s Hand”wink.

Czy macie podobne odczucia, że wykonawców, reprezentujących gatunki na
pierwszy rzut oka poważne i zasadnicze słucha się lepiej, gdy ukazują swe
mniej „pomnikowe” oblicze? Jeśli jak, to którzy to są i dlaczego? Zaznaczam,
że nie chodzi mi o zespoły nowe, tylko o wykonawców starszych, z kręgu
art/hard.
Obserwuj wątek
    • Gość: Szmatan Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) IP: *.chello.pl 21.02.04, 19:47
      Zabrakło zespołu, który niepoważny był wyjątkowo i to do tego absolutnie
      programowo - Gongu w wydaniu Daevida Allena (1970 - 74).
      Bardzo wesołe są historyjki o planecie Gong, którą zamieszkują Pot Head Pixies i
      różne inne towarzystwo. Na planecie nadaje za pomocą telepatii piracka
      rozgłośnia Radio Gnome Invisible. Członkowie zespołu mieli dosyć dziwaczne
      pseudonimy (Bert Cammembert, Submarine Captain, Good Count Bloomdido Bad de
      Grasse, Chankti Yoni itd.). Teksty są oczywiście absurdalne i idiotyczne, a
      muzyka jazzowo - psychodeliczna i kosmiczna, zgodnie z programem ogólnym (space
      rock). Gong miał właśnie taki pomysł na art-rock, aby był on niepoważny i
      śmieszny, co nie znaczy, że muzyka na tym cierpiała. Wygłupy wygłupami, ale to
      bardzo solidny zespół.
      • cze67 Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 20:10
        Jakoś mnie ciągnie do Gonga. Pole jakąś płytę na początek.
        • Gość: Szmatan Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) IP: *.chello.pl 21.02.04, 20:35
          Gong miał różne okresy i w zasadzie bardzo się między sobą różniły. Pierwszy
          Gong pod wodzą Daevida Allena to lata 1970-74. Koronnym dokonaniem jest Radio
          Gnome Trilogy ("Flying Teapot", "Angel's Egg", "You"). Z tych płyt moim zdaniem
          najlepsza jest część druga - "Angel's Egg", choć cała trylogia jest świetna.
          Następny okres Gongu to lata 1974-78 kiedy pod wodzą Pierre'a Moerlena grali
          bardzo miły funkujący jazz i porzucili historyjki o planecie Gong. Z tych czasów
          pochodzą świetne "Gazeuse!" i "Expresso II".
          Potem (1979-81) nastąpiła zapaść i zespół grał coś podobnego do Oldfielda z
          tego okresu i nawet z nim nagrywał. Następnie w zasadzie się rozpadli.
          Ostatnio reaktywowali się w pierwotnym składzie czyli z Daevidem Allenem i
          powrócili do planety Gong. W 2000 roku nagrali "Zero To Infinity" i jest to
          zaskakująco dobra płyta.
          • pytajnick gong 22.02.04, 21:27
            >W 2000 roku nagrali "Zero To Infinity" i jest to
            >zaskakująco dobra płyta.

            A po "Zero To Infinity" wydali koncertówkę "Live to Infinitea" - obie płyty
            bardzo jazzrockowo-awangardowe. Nie ma mowy o łagodnym późno-Moerlenowym
            plumkaniu ("Time is the Key"), raczej szybkie, psychodeliczne jazdy
            porozdzielane nieco mniej szalonymi, całkiem ładnymi piosenkami, i te już ze
            sporą dawką humoru.

            Na tych dwóch płytach i ostatniej trasie (zdaje sie ponad 100 koncertów), do
            zespołu doszedł saksofonista/flacista i kompozytor Theo Travis - jeden z moich
            ulubionych współcześnie muzyków wogóle - od jazzu (wczesne płyty solowe,
            ostatnia w 2001 ale już nadchodzi kolejna), jazzrocka i awangardy (Gong),
            niesamowitego ambientu (duet Cipher - mój ulubiony zespół w tym gatunku),
            ambiento-jazzu (nie ambient-jazzu, bo to robią skandynawowie wink, czyli ostatnie
            płyty "Slow Life" i "For the Love of Open Spaces" (ta ze Steve'm Dawsonem), po
            liczne kontakty z rockiem, jak choćby wielokrotne udzielanie sie na płytach
            Porcupine Tree i no-man.

            pozdrawiam
            exodus (wracający do stanu czuwania)

            n.p. plastikman - sheet one
        • pixie Link dla Cze 21.02.04, 21:44
          classicrock.w.interia.pl/artykuly/gong.htm
          Bardzo ciekawy artykuł pt. "Gong - kosmiczny kabaret z przesłaniem"
          o różnych etapach jego działalności, płytach i innych ciekawostkach. Też
          jeszcze nie znam Gongu, ale mam do nich słabość, bo śpiewają o Pixies smile
    • czabik2 Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 20:42
      U nas: IRA, TSA i Dżem. Prócz wybitnych tekstowo piosenek (Dżem: Sen o
      Victorii, Modlitwa, Jak malowany ptak; IRA: Nadzieja, Znamię, Wiara; TSA: 51)
      mają też klasyczne piosenki-żarty. IRA: Sex, Bierz mnie; Dżem: Cegła (moim
      zdaniem tak!), TSA: Ona to libu, Jeszcze
    • Gość: Maciek Makowski Zappa IP: *.acn.waw.pl 21.02.04, 21:03
      Frank Zappa oczywiście. Humorem przesiąknięte jest niemal wszystko, co robił.
      Polecam świetne video "Does Humor Belong In Music".
      • pixie Re: Zappa 21.02.04, 22:44
        A ja polecam autobiografię Zappy "Takiego mnie nie znacie". Zwłaszcza relacje z
        dzieciństwa i z początków kariery smile Mam też teledysk do "Mother People", w
        którym wygłupia się również zespół The Mothers of Invention. Ich występy na
        scenie przeszły do legendy - zwłaszcza żyrafa srająca bitą śmietaną smile

    • ugugunana Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 21:10
      Vul:
      > Moim faworytem jest okładka wcale nie
      > takiego zabawnego albumu z Dio, „Heaven And Hell”. Podobnie zabawna
      > miała być „Technical Ecstasy” (chociaż książeczka jest raczej głupawa).

      Z okładek BS największym sentymentem darzę "facetów w rajtuzach" - wyjątkowo
      pasująca do mrocznej otoczki zespołu... Pewnie wypowiem sie obszerniej w tym
      wątku ale raczej nie dzisiaj...*-)
    • czabik2 Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 21:25
      Cały wizerunek The Darkness.
      • vulture yyy 21.02.04, 21:36
        czabik2 napisał:

        > Cały wizerunek The Darkness.

        Ekhm, no tak, ale tam chyba nie ma czego brać na poważnie poza ilością
        pieniędzy, zarobioną dzięki płycie "Permission To Land" przez wytwórnię.
    • pixie Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 21:35
      I co, mam teraz pisać o większości moich ulubionych zespołów?! smile)) Bo mam tak
      samo, jak Vul, po prostu nie trawię sztywniactwa w muzyce, chociaż poczucie
      humoru czy dowcip traktuję dość umownie. Najważniejsza dla mnie jest sama
      radość grania i tworzenia muzyki - to się po prostu czuje. Uważam, że Brahms
      miał spore poczucie humoru - a znam tylko kowery jego utworów wink
      Nie trzymam się tak do końca klasyfikacji prog/hard, ale jak tu pominąć The
      Beatles? smile
      The Beatles
      Uwielbiam ich wygłupy, absurdalne gry słowne, autoironię. Gdyby Beatlesi nie
      mieli poczucia humoru, po całym uwielbieniu i podziwie, z jakim się spotykali,
      bardzo szybko zamieniliby się w nadętych pyszałków. W Stonesów wink
      Jethro Tull
      Vul już napisał - przezabawni. A stroje mieli absolutnie rewelacyjne, jakby je
      pożyczali od swoich pradziadków, szkoda, że teraz już tak nie szaleją. Ian
      Anderson to wcielenie humoru, czasem nieco uszczypliwego, no i bardzo
      zakręconego. Na jednym koncercie prosi o szklankę wody, po czym podają mu tę
      szklankę, która wygląda jak butelka białego wina, Anderson robi przerwę na
      reklamę i wychyla pół butelki - taki przykład jego wygłupów. Jeden z
      najzabawniejszych zespołów (na pewno progowych) świata, zważywszy, że ich
      muzyki nie da się potraktować w kategorii dowcipu. Cała płyta „Thick as a
      Brick” jest jednym wielkim żartem - z Geraldem Bostockiem na czele smile
      A przy okazji - Blodwyn Pig
      Zespół Micka Abrahamsa, gitarzysty na „This Was”. Mało wydali płyt, ale wiele
      ich piosenek brzmi raczej zabawnie. Polecam płytę „Getting to This” z takimi
      żarcikami, jak „Toys”, „Variations on Nainos” czy „To Rassman”.
      Rush (czytaj: Geddy Lee)
      Z takim wyglądem i głosem nikt by nie przeżył bez poczucia humoru wink
      Sympatycznie się uśmiecha. No i wziął udział w nagraniu piosenki „Take Off”
      kanadyjskiego duetu komików, Boba i Douga McKenzie, gdzie wygłasza taką kwestię:
      - Thanks for coming down to do our hit. Did our lawyer call you?
      - Yeah. You know, ten bucks is ten bucks.
      c.d.n.
      Korzystając z okazji, zaprezentuję nurtujący mnie problem na szerszym niż
      Vulture forum: Czy King Crimson wykazuje chociażby minimalne oznaki poczucia
      humoru? Bardzo mnie to interesuje.
      • vulture karmazynowy król sikający ze śmiechu 21.02.04, 21:44
        pixie napisała:

        > Korzystając z okazji, zaprezentuję nurtujący mnie problem na szerszym niż
        > Vulture forum: Czy King Crimson wykazuje chociażby minimalne oznaki poczucia
        > humoru? Bardzo mnie to interesuje.

        Wydaje mi się, że w pewnych momentach tak. Dziwne, ale na pewno jakieś tam
        poczucie humoru zespół zaprezentował na okładce ostatniej płyty. W każdym razie
        uśmiecham się, gdy na nią patrzę, bo lubię tego typu twórczość. Poza tym nie
        wiem, czy utwór "Ladies Of The Road" z albumu "Islands" na przykład nie będzie
        przykładem poczucia humoru KC. Chodzi mi o te beatlesowskie, ułożone harmonie
        wokalne w zwrotkach i refrenie, a do nich dorzucone kakofoniczne solo saksofonu
        (ten pan ma na nazwisko Collins, a tak ładnie gra). Na pewno zabawne jest na
        swój sposób "Cat Food" z drugiej płyty z ciekawą, a jednocześnie humorystyczną
        partią pianina Keitha Tippetta, o wokalu Lake'a już nie wspomnę.

        Co do King Crimson, acz nie tylko, mam wrażenie, że większość zespołów z latami
        80-tymi i 90-tymi stała się poważna. Procol Harum utracili swój humor na dwóch
        ostatnich albumach studyjnych, również muzyka King Crimson (poza wspomnianą
        okładką, ale to co innego) jest bardzo sztywna i skupiona.

        Dorzucam jeszcze zespół Yes, a w zasadzie Ricka Wakemana. Chodzi mi nie tylko o
        kompozycje, które czasem są humorystyczne mniej, czasem bardziej, a czasem
        wcale, ale o całą osobę RW, który pięknie daje przykłady swego humoru w
        książce "Say Yes" (polecam) oraz przy okazji wywiadów lub na kasecie
        wideo "Greatest Video Hits" (chodzi mi o darcie i rzucanie za siebie kartek,
        kto widział, wie o co chodzi).
        • argus1 Re: karmazynowy król sikający ze śmiechu 21.02.04, 22:02
          King Crimson i poczucie humoru nie wyklucza się nawzajem.
          Jakiś upierdliwy dziennikarz zapytał Frippa (w latach 70-tych) - "Po co
          zostałeś muzykiem?" a Robert odpowiedział:
          "No jak to po co? - Po to, żeby rwać panny!"
          Na koniec bardzo pięknej i poważnej płyty "Islands" słychać odgłosy strojenia
          instrumentów - bardzo fajne fałsze.
          "Larks Tongues in Aspic" - ta nazwa płyty także świadczy o poczuciu humoru...
          Ten zazwyczaj posępny król - uśmiecha się nie raz. Sikać - pewnie też sika -
          ale z potrzeby fizjologicznej, a nie ze śmiechu wink
        • pixie Re: karmazynowy król sikający ze śmiechu 21.02.04, 23:33
          vulture napisał:

          > Dorzucam jeszcze zespół Yes, a w zasadzie Ricka Wakemana. Chodzi mi nie tylko
          > o kompozycje, które czasem są humorystyczne mniej, czasem bardziej

          Co do Wakemana, to bardzo mnie rozśmiesza muzyka z „No Earthly Connection” -
          chyba nie do końca zgodnie z intencjami autora smile
          • vulture Ryk Łejkmen 21.02.04, 23:35
            pixie napisała:

            > vulture napisał:
            >
            > > Dorzucam jeszcze zespół Yes, a w zasadzie Ricka Wakemana. Chodzi mi nie ty
            > lko
            > > o kompozycje, które czasem są humorystyczne mniej, czasem bardziej

            A Rick nagrał parę takich płyt. O udziale Bonnie Tyler na jednej z nich nie
            wspominając.

            > Co do Wakemana, to bardzo mnie rozśmiesza muzyka z „No Earthly Connection
            > ” -
            > chyba nie do końca zgodnie z intencjami autora smile
      • joseph80 Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 22:09
        No to ja dorzucę jeszcze Yes. Może nie na płytach studyjnych. Ale koncerty to
        wspaniały humor Jona Andersona. Jego zapowiedzi kolejnych utworów to często
        króciutkie, zmyślone, zabawne historyjki. Co z tego, że tekstów tych pewnie
        używa przy okazji wszystkich koncertów danej trasysmile. Wspaniały przykład tego
        jak Jon bawi publiczność to Yessymphonic DVD, równocześnie potrafi wyworzyć
        jakiś magiczny klimat. Dlatego pewnie do moich najlepszych koncertów na jakich
        byłem należą koncerty Yes.

        Genesis. Zawsze mnie rozwala to co wyczynia Phil podczas wykonywania utworu 'I
        Know What I Like'. Te jego popisy z tamburynem wywołują u mnie uśmiech.

        > Korzystając z okazji, zaprezentuję nurtujący mnie problem na szerszym niż
        > Vulture forum: Czy King Crimson wykazuje chociażby minimalne oznaki poczucia
        > humoru? Bardzo mnie to interesuje.

        Tu może trochę dziwna sytuacja, ale ją opiszę. Wiadomo KC był zespołem bardzo
        dużo improwizującym. Pewnego razu podczas grania utworu 'Easy Money', Robert
        zagrał tak niesamowity, przeciągniety, dziwnie brzmiący riff, że Wetton z
        ledwością dokończył wers tekstu powstrzymując się od śmiechu. A chwilę później
        słyszymy się go śmiejącego. Jest to uwiecznione na 'Great Deceiver'.
        Jeśli jeszcze ktoś posądza pan Frippa o brak jakiegokolwiek humoru to polecam
        jego płytę nagraną rzem z braćmi Giles. Płyta nazywa się The Cheerful Insanity
        Of Giles, Giles & Fripp. Już okładka daje do zrozumienia jakie to będzie
        dziełowink. To trzeba usłyszećsmile Historię pomiędzy poszczególnymi utworami czyta
        sam mistrz-Fripp. To trzeba usłyszećsmile

        pzdr
        Jos
    • czabik2 Re: prog rock i hard rock z przymrużeniem oka ;-) 21.02.04, 22:15
      Guns N'Roses. Zarówno w wielu piosenkach jak i w ich życiu sporo "wesołości"
      znaleźć można.
      • vulture Guns And Tulips 21.02.04, 22:19
        czabik2 napisał:

        > Guns N'Roses. Zarówno w wielu piosenkach jak i w ich życiu sporo "wesołości"
        > znaleźć można.

        A mogę nieśmiało poprosić o jakieś rozwinięcie tej wypowiedzi? Nie znam się aż
        tak bardzo na Guns'n'Roses, chociaż wiele kompozycji istotnie zawiera dozę
        humoru. Ale może coś więcej?
        • czabik2 Re: Guns And Tulips 21.02.04, 22:55
          Mr.Brownstone. W tej piosence alkohol ten jest przedstawiony jako postać,
          człowiek - Mr.Brownstone.
          Albo różne rymowanki podczas koncertów i przemów Axla, nie zawsze cenzuralne
          Wypowiedzi o alkoholu (pochwalne oczywiście) i życiu
          pogarda dla własnych piosenek
          Jak coś ciekawego mi się jeszcze przypomni to napiszę!
          • vulture Guns And Carnations 21.02.04, 22:59
            Mnie rozbawiło nagranie "Madagascar" z nowej, niewydanej jeszcze płyty - ale
            mam jakieś takie głupie wrażenie, że to nie był efekt przewidziany przez
            autorów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka