Dodaj do ulubionych

The Moody Blues...

26.05.04, 20:56
Dobrywieczorex ewribadi...

Chyba niewiele jest zespołów równie trącących myszką na początku nowego
stulecia... No może Procol Harum... *-) Lubię od czasu do czasu posłuchać
sobie jednak tych staroci... "To Our..." (moja ulubiona), "Every Good
Boy...", "In Search...", "Seventh Sojourn" - nienachalny konceptualizm,
bajkowe dźwięki, muzyczne opowieści... Wspaniałe antidotum na otaczający
mnie, coraz bardziej zwariowany świat... Przy słuchaniu którejkolwiek z
wymienionych płyt czuję, że robię się bardziej ludzki, lepszy, coś we mnie
pęka...*-) Wyciszenie, dystans, refleksja, inna rzeczywistość... Czy komuś
jeszcze zdarza się zapodać sobie twórczość owej ikony muzycznego
archaizmu? "Eyes Of a Child", "Out and In", "The Story in Your
Eyes", "Ohm", "My Song", "Gypsy"... Cóż - po prostu inna bajka, choć dla
wielu zapewne tylko zwykłe muzyczne łajno z gejowskimi zaśpiewami...*-)

P.S. Przepraszam bardzo za moc wielokropków... *-)

Apap...
Obserwuj wątek
    • vulture Re: The Moody Blues... 26.05.04, 20:59

      Lubię kawałki przede wszystkim z okresu, gdy w zespole grał jeszcze Mike Pinder
      (do "Octave"). Potem było już różnie i choć zespół w latach osiemdziesiątych
      miał jeszcze kilka sporych hitów ("Wildest dreams", "I Know You're Out There
      Somewhere"), brakowało w nich magii i tajemniczości, charakterystycznej dla
      wcześniejszych nagrań. Płyta Hayward & Lodge też jest niezła, zresztą pisano tu
      o niej jakiś czas temu.

      Generalnie bardzo lubię, chociaż - przyznaję - najchętniej w niewielkich
      dawkach.

      P.S. Ugu, zapomniałeś skrytykować St. Anger smile
      • ugugunana Re: The Moody Blues... 26.05.04, 21:29
        > Generalnie bardzo lubię, chociaż - przyznaję - najchętniej w niewielkich
        > dawkach.

        Nie wyobrażam sobie słuchania, którejkolwiek z wczesnych płyt TMB wyrywkowo...
        Przecież stanowią one nierozerwalne CAŁOŚCI... Trzeba, po prostu znależć sobie
        dłuższą chwilę... Słuchanie ich wybiórczo to w mojej opinii szczyt muzycznego
        barbarzyństwa <żeby nie użyć słowa na i>... smile To tak jakby babcia opowiedziała
        wnuczkowi Czerwonego Kapturka do połowy, po której nastąpiłby druzgocący dla
        psychiki młokosa wielokropek niedopowiedzenia... Wolę bajki opowiedziane od
        deski do deski... Z puentą... Może z mentalnego wygodnictwa... smile Z drugiej
        strony ...Blues pozostawiają spory margines do refleksji słuchaczowi...
        Zresztą, nieważne... Napijmy się!

        P.S. Stefka już wyrzuciłem z mej pamięci... Aż mi siebie jest żal...
        • vulture Dawn is a feeling 26.05.04, 21:35
          ugugunana napisał:

          > Nie wyobrażam sobie słuchania, którejkolwiek z wczesnych płyt TMB
          wyrywkowo...

          Wczesnych nie, oczywiście. Chodziło mi o to, że nie jest to zespół, którego
          płyt potrafię słuchać na okrągło przez cały dzień. Chociaż do pewnych utworów,
          owszem, wracam częściej, a do innych rzadziej, to chyba całkiem ludzkie wink

          >Słuchanie ich wybiórczo to w mojej opinii szczyt muzycznego
          > barbarzyństwa

          Inna sprawa, że jak się po raz 4095723405 słucha "Days Of Future Passed", można
          sobie na taki luksus pozwolić i to bez "i".
          • ugugunana Re: Dawn is a feeling 26.05.04, 21:45
            vulture napisał:

            > Inna sprawa, że jak się po raz 4095723405 słucha "Days Of Future Passed...

            W dwóch słowach: Zajechałeś płytę!!!, złamawszy pierwsze przykazanie
            (niedopowiedzianego jeszcze) dekalogu melomana... Zmieniam zatem kwalifikację
            Twojego czynu - z barbarzyństwa na świętokradztwo! Sam jesteś sobie winien... smile

            Jako pokuta: 666 przesłuchań St. Angera! <stuk, puk>
            • vulture Wildest Dreams 26.05.04, 21:50
              ugugunana napisał:

              > vulture napisał:
              >
              > > Inna sprawa, że jak się po raz 4095723405 słucha "Days Of Future Passed...
              >
              > W dwóch słowach: Zajechałeś płytę!!!,

              Nie, jeszcze gra.

              złamawszy pierwsze przykazanie
              > (niedopowiedzianego jeszcze) dekalogu melomana...

              Tu już ktoś wcześniej ustalał zestaw zasad, niektóre były nawet zabawne, ale o
              tym nie było mowy.

              >
              > Jako pokuta: 666 przesłuchań St. Angera! <stuk, puk>
              O, już 667 raz dzisiaj, fajnie.
              • ugugunana Re: Wildest Dreams 26.05.04, 21:57
                vulture napisał:

                > Tu już ktoś wcześniej ustalał zestaw zasad, niektóre były nawet zabawne, ale
                > tym nie było mowy.

                Ależ było, było... Za dużo cholesterolu! Zaraz podbiję...


                --------

                -Wnusiu... Jak się nazywa ten Niemiec co mi ciągle chowa okulary?
                -Alzheimer dziadku...
                • vulture Re: Wildest Dreams 26.05.04, 22:29
                  ugugunana napisał:
                  >
                  > Ależ było, było... Za dużo cholesterolu! Zaraz podbiję...

                  Było, było, ale nie o tym, że sobie nie mogę wybrać utworów do słuchania.
                  Niewolnictwo nie jest wskazane, zwłaszcza w XXI wieku.
    • pixie Re: The Moody Blues... 26.05.04, 21:34
      Ale trafiłeś - bo ja się w tym miesiącu zasłuchuję w "On the Threshold of a
      Dream". Cudo! Żałuję, że nie od tej płyty zaczęłam znajomość z The Moody Blues,
      bo może inaczej by się potoczyła wink Znam jeszcze trzy płyty tego zespołu, ale
      lubię z nich tylko "Every Good Boy...", przynajmniej jak na razie. I nie
      rozumiem, o co Ci chodzi z tym "trąceniem myszką" i "archaizmem"?... wink
      • vulture Re: The Moody Blues... 26.05.04, 21:38
        pixie napisała:

        > Żałuję, że nie od tej płyty zaczęłam znajomość z The Moody Blues,
        >
        > bo może inaczej by się potoczyła wink

        A co, zaczęłaś od "December"? big_grin
        • pixie Re: The Moody Blues... 26.05.04, 21:49
          vulture napisał:

          > A co, zaczęłaś od "December"? big_grin

          A idź! Wyłącznie lata 60 i wczesne 70. A co, znaczy, że "December" mam nie
          słuchać? smile
          • vulture Blue Guitar 26.05.04, 21:51
            pixie napisała:

            > vulture napisał:
            >
            > > A co, zaczęłaś od "December"? big_grin
            >
            > A idź! Wyłącznie lata 60 i wczesne 70.

            Phi, tak dawno, pewnie nic nie zapamiętałaś tongue_out

            A co, znaczy, że "December" mam nie
            > słuchać? smile
      • ugugunana Re: The Moody Blues... 26.05.04, 21:53
        pixie napisała:

        > I nie rozumiem, o co Ci chodzi z tym "trąceniem myszką" i "archaizmem"?... wink

        He,he... Wiem, że wiesz co miałem na myśli...smile Polecam moją ulubioną płytę
        TMB... Może podejdzie? Tylko nie zapomnij ułożyć się wygodnie i zamknąć oczu...
        Aha - i nie za często! Miłych doznań...
        • joseph80 Re: The Moody Blues... 27.05.04, 13:17
          Fajnie, że wreszcie pojawił się wątek o jakimś ciekawym zespole. The Moody
          Blues to klasyka, zespół który ma u mnie bardzo wysokie notowania. Mało jest
          zespołów które potrafiły tworzyć tak urokliwe, piękne utwory. Mimo, że muzycy
          nie mają jakichś niesamowitych umiejętności technicznych to wszystko na ich
          płytach wypadało perfekcyjnie. Dla mnie jazda obowiązkowa to siedem płyt.
          Począwszy od "Days Of Future Passed" do "Seventh Sojourn". Później już niestety
          nie było tak wspaniałych albumów. Muszę napisać, że do płyt z lat 80 prawie w
          ogóle nie wracam. No może jeszcze czasem zapuszcze sobie "Long Distance
          Voyager". Tym bardziej dla mnie smutny to fakt, że w nagrywaniu tych słabszych
          płyt brał jeden z moich ulubionych klawiszowców, Patrick Moraz. A wracając do
          tych pierwszych płyt, charakteryzują się one niesamowitym, dosłownie
          NIESAMOWITYM brzmieniem mellotronów, na których grał Mike Pinder. Jeden ze
          znaków rozpoznawczych TMB, tak jak wspaniałe, perfekcyjne harmonie wokalne,
          niemal tak dobre jak w Yessmile. Moim ulubionym albumem TMB jest Seventh Sojourn.
          Pisząc o zespole nie można zapomnieć o płycie Haywarda i Lodge`a "Blue Jays".
          Która na całej linii przypomina najlepsze dokonania TMB.

          pzdr
          Jos
          • vulture Re: The Moody Blues... 27.05.04, 20:40
            joseph80 napisał:

            > Muszę napisać, że do płyt z lat 80 prawie w
            > ogóle nie wracam. No może jeszcze czasem zapuszcze sobie "Long Distance
            > Voyager". Tym bardziej dla mnie smutny to fakt, że w nagrywaniu tych
            słabszych
            > płyt brał jeden z moich ulubionych klawiszowców, Patrick Moraz.

            Ja czasem znajomym puszczam najpierw wstęp do utworu "Gemini Dream", a potem
            informuję, kto go nagrał big_grin
            • argus1 Re: The Moody Blues... 28.05.04, 12:08
              Od "Days of future passed" po "Seventh Sojourn" - każda z siedmiu płyt jest
              wartościowa. Najpiękniejsze moim zdaniem utwory to te skomponowane i zaśpiewane
              przez Pindera - wypełnione brzmieniem mellotronów, a do tego jego melancholijny
              głos (zresztą zespół rozwiązał się na początku lat 70-tych właśnie z powodu
              Pindera, który czuł się wyczerpany i wypalony psychicznie i twórczo,- zapadł w
              głęboką depresję) . A prym wiedzie - wiadomo -"My song" - jedna z pieśni nad
              pieśniami.
              • vulture Re: The Moody Blues... 28.05.04, 15:24
                Ja wolę głos Haywarda, chociaż na starość trochę pieje (jak McCartney).
    • martolka Re: The Moody Blues... 28.05.04, 16:11
      też troszkę słuchałam MB, po czym usłyszałam "Moody Blues dla Ubogich" (Poor
      Man's MB) Barkley James Harvest i całkowicie przerzuciłam się na ten zespół.
      Jestem uboga - zgadza się smile
      • vulture Re: The Moody Blues... 28.05.04, 16:13
        E tam. The Moody Blues teraz też na wódkę nie mają, może dlatego tylko trzech
        do podziału flaszki zostało tongue_out
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka