Dodaj do ulubionych

"Amadeusz" Formana...

27.03.05, 20:06
...zaraz się zacznie w TV Puls! Zaparzyłam dzban herbaty, przygotowałam talerz
mazurków i sposobię się do oglądania. Tona chusteczek też czeka - to na scenę
pisania Requiem. Widziałam ten film tysiąc razy a zawsze w tym miejscu ryczę.
I nie obchodzi mnie że to licentia poetica!
Obserwuj wątek
    • bwv1004 Re: "Amadeusz" Formana... 27.03.05, 21:04
      A ja kiedyś popełniłem akt piractwa, sciągnąłem ładną (1.4 GB) wersję z kaazy,
      trzymam cały czas na kompie i zaglądam nierzadko dla pocieszenia. Najczęściej -
      do sceny pisania Requiem, oczywiście smile
    • jdrk Re: "Amadeusz" Formana... 27.03.05, 23:16
      Też uwielbiam ten film. Oprócz sceny z Requiem, to lubię wszystkie momenty, w
      których ukazany jest proces tworzenia muzyki - kiedy Mozart przenosi się w świat
      muzyki, a świat rzeczywisty znika sobie gdzieś daleko smile
      • quasthoff Re: "Amadeusz" Formana... 28.03.05, 00:02
        Tak, to są najpiękniejsze fragmenty tego filmu. Pokazać proces tworzenia muzyki
        w sposób fascynujący, chwytający za serce to też mistrzostwo w operowaniu
        obrazem i dźwiękiem. Nigdy nie zapomnę też "Bolera" Ravela. Jak niezwykle
        plastycznie i energetycznie została zobrazowana ta muzyka, jak każdy instrument
        był częścią wielkiego spektaklu. W ogóle uwielbiam filmy gdzie muzyka jest
        głównym bohaterem, gdzie instrumenty pokazane są jako żywe istoty i tak jak
        człowiek cieszą się, płaczą, radują i cierpią.
        • forresty Re: "Amadeusz" Formana... 28.03.05, 08:31
          Zachwyt nad filmem podzielam (choć nie do końca). NAd talerzem mazurków,
          swiatecznych bab itp zdecydowanie nie! Schaeztzen - ja rozkaz tobie daję; 10
          okrążeń miasta w którym mieszkasz wykonać rowerkiem. Bezwzględnie. ja wczoraj
          zrobiłem wycieczkę na przetarcie kości w wszelkie smutki i ciała przypadłosci
          precz poszły.
          A co do filmu. Piekny to prawda - szkoda tylko że dzieki niemu zdolny skądinąd
          fachmen Salieri dorobił się paragrafu umyślnego zabójstwa. A wszystkim
          interesującym sie Mozartem choć trochę, znane są pewnie najnowsze ustalenia w
          sprawie casusu morti tego kompozytora. Otóż jakiś lekarza zainteresował się
          listami Mozarta do żony oraz lekarskimi obdukcjami chorego i doszedł do wniosku
          iż przyczyną smierci geniusza nie był zabójczy koncept rywala z muzycznej sceny
          a ... wieprzowy kotlet z mięsa skażonego włośniem. Wiadomą jest rzeczą iż czegos
          takiego jak opieka weterynaryjna nad spożywanym miesiwem jeszcze do poł XX w nie
          było, a i dziś w chłopskich zagrodach "comber pierwej dobrze obgotować". Sam
          gdzieś czytałem list Mozarta w którym zachwalał a jednoceśnie narzekał na jakość
          praskich befsztyków. Mozart lubił krwiste, niedopieczone i w Pradze pisał że
          musiał się specjalnie starać aby zrobili taki jaki trzeba. No i się doprosił.
          Film też trochę koloryzuje postać Konstancji - która jak wierzyć przekazom
          prowadziła się nader swobodnie pod nieobecności meża który słał jej tęskne
          listy. Zresztą po jego śmierci niezbyt długo rozpaczała nad Amadeo.
          Poza tym sam jestem ciekaw jak Mozart potrafił pracować z Pontem - znanym
          birbantem i obieżyświatem który utrzymywał bliskie kontakty z Cassanovą. A i
          obiło mi się o uszy że i Mozart gdzieś znał owego gwiazdora
          Przekładając to na dzisiejsze realia to była to trupa w iście hollywodzkim stylu.
          • schaetzchen Re: "Amadeusz" Formana... 28.03.05, 09:27
            Pewnie że wszystkie dyrdymały o podtruwaniu Mozarta to między bajki włożyć
            trzeba, ale... ja uwielbiam ten film za to, jakim jest pysznym studium głupoty,
            zawiści i przeciętniactwa (końcowa scena, kiedy Salieri namaszcza się na
            "patrona wszystkich miernot"). Albo ten moment gdy Konstancja przynosi mu nuty
            Mozarta (i obżera się capezzoli di Venere - ciekawe ile potem zrobiła rundek na
            rowerze smile))) I podziw, zachwyt - i bezradność - Salieriego (i moja) wobec
            Geniusza... Smuci mnie tylko, że dużo, dużo bliżej mi do Salieriego niż do
            Mozarta sad

            Jeszcze co do samego Salieriego - pozwoliłam sobie parę dni temu zakpić z
            dopisków do Mszy c-moll Mozarta pióra pana Levina i napisałam, że one co
            najwyżej mogą robić za utwory Salieriego. Żeby było jasne: swoją opinię na temat
            muzyki pana Antonia opieram nie na podstawie filmu ("Grazie Signore!" - też
            rewelacja), ale na podstawie płyty jaką nagrała niejaka Cecilia Bartolli. Mimo
            całego uwielbienia dla kunsztu wokalnego tej pani radziłabym jej jednak
            rozważniejszy dobór repertuaru. Choć oczywiście może być tak, że płyty słuchałam
            "przez pryzmat" filmu...

            A zarazić się włośniem... bleeeee... Wegetarianie górą!
            • bwv1004 Re: "Amadeusz" Formana... 28.03.05, 13:06
              >A zarazić się włośniem... bleeeee... Wegetarianie górą!

              No nie, nie ma jak przepiękny soczysty befsztyczek... W końcu po to
              stowrzyliśmy weterynarię, by w spokoju ducha porzucać jaroszostwo gdy nas
              najdzie chęć na mięsiwo. I oczywiście powracać do uroczych warzywnych
              subtelności, gdy najdzie nas na to ochota. Ale dość off-topicu smile)))

              Ciekaw jestem opinii Waszej na temat wydanej niedawno tzw. wersji reżyserskiej -
              o ile ktoś widział (ja nie!). Podobno np. rozbudowane są tam stosunki między
              Konstancją a Antonio, o ile pamiętam com gdzieś czytał, próbuje on czynów
              lubieżnych w sposób bardziej zdecydowany i nachalny niż częstowanie wiadomo
              czym i łechtanie po paluszkach. Podobno wtedy nader zimne potraktowanie przez
              już_niemal_wdowę spadającego z łóżka Salieriego (to spojrzenie po "Because,
              madam, I was at hand") robi się bardziej uzasadnione.
              • crannmer Re: "Amadeusz" Formana... 28.03.05, 13:40
                bwv1004 napisał:

                >
                > Ciekaw jestem opinii Waszej na temat wydanej niedawno tzw. wersji reżyserskiej
                > -
                > o ile ktoś widział (ja nie!).

                Ze wstydem musze przyznac, ze od ponad pol roku Director's Cut lezy w naszym
                regale obok starego wydania. I jeszcze nie obejzany uncertain
                Tak to juz jest, ze DVD kupuje sie po to, zeby nie musiec ogladac filmow, jak
                leca w telewizji.

                Ale Twoje zapytanie bedzie mi dopingiem i postaram sie nadrobic to opoznienie.

                BTW nowa wersja ma tez jedna zasadnicza wade. Nie mozna jej puscic gosciom z
                Polski (jeden z motywow ustawiania projektora i puszczania filmow, ktore sie zna
                na pamiec), bo obecne na starym wdaniu polskie podpisy w nowej wersji zostaly
                skreslone. Sa natomiast finskie i islandzkie uncertain

                BTW II ten film wole wyjatkowo w dubingowanje wersji niemieckiej, bo
                roznicowanie austiackich dialektow (i tych plebejskich, i tych wielmozych)
                zncznie lepiej slychac.

                MfG

                C.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka