z racji tego, ze siedze w wawie, nadrabiam filmowe zaleglosci we wszystkich
mniejszych i wiekszych kiszkach, ktore wlasnie wchodza na ekrany
monster in law
sredniawka - jedynym jasnym punktem jest jane fonda, no i uroda lopezowej
(ale do tego wszyscy zdazyli sie juz przyzwyczaic). momentami dosc zabawny,
dobra koncowka, ale ogolnie, jak mozna sie bylo spodziewac w okolicach
sredniej gatunku - czyli nic specjalnego, niestety...
batman begins
ooo... a to super, naprawde. moze to kwestia mojej slabosci do batmanow
wszystkich (no, moze pierwszych trzech) - bo pierwszy z jokerem to film
mojego dziecinstwa, ale chyba i bez tego wychodzi calkiem niezle. bardzo
dobra obsada (pomijajac wpadke z katie holmes - boze, jak ja nie znosze tej
baby...) - balam sie troche christiana bale'a, bo to jeden z moich ulubionych
aktorow, ale wypada swietnie (kamienna twarz, a w oczach lek, desperacja i
zdecydowanie jednoczesnie). akcja rozwija sie od samego poczatku, choc w
pierwszych 30 minutach filmu dosc spokojnie, pozniej jest coraz szybciej,
coraz lepiej. fajna atmosfera, dobra muzyka, nie jest oczywiscie komiksowo
jak w sin city, ale mimo wszystko scenografia pasuje jak ulal - gotham
przypomina raczej gotham z jokerem, niz schummacherowskiego batman forever
(te kolorki byly przytlaczajace - tutaj jest raczej szaro, przytlaczajaco,
mglisto, jak w prawdziwym siedlisku zbrodni

)