W oczekiwaniu na rankingi Achtung Baby sporządzone przez forumowiczów którzy
sprytnie udają że ich nie ma żeby tylko ich nie pisać pewnie

przejdźmy
dalej. Po Achtung Baby jak wiemy jest Zooropa. Dość kontrowersyjna płyta,
uwielbiana i nie lubiana (Panno Anno, jak możesz...

). Ale do rzeczy:
1. Lemon - Coś więcej? W sumie można by sobie darować, ale dobrze.
Kwintesencja U2 tamtych lat. Bono śpiewa falsetem, potem wykrzykuje głosem
MacPhisto, bardzo elektroniczne, Zooropowe brzmienie, super (ja nie żartuję
Panno Anno ;D). Ten efekt od drugiej sekundy (nie wiem co to...), pianino,
chórek w refrenach. Ten moment napięcia kiedy kończy się refren, taki wręcz
dość przygnębiający. A potem... aj, Lemon , po prostu

))
"a man makes a picture, a moving picture..."
2. The First Time - Nie jest to wcale najlepszy utwór na tej płycie, ani
drugi najlepszy. To taka ładna spokojna ballada. Zupełnie inna niż reszta.
Niby takie nic szczególnego, a jednak najczęściej do tego wracam. Bo jest
piękna, powoli się nakręca, na końcu jest bardzo ładne pianino i ma świetny
tekst. Właściwie nie ma żadnych cech absolutu jak najlepsze utwory z
poprzednich moich rankingów ale... ale jest na 2 i już

"but i left by the backdoor, and i threw away the key, yeah i threw the key!"
"and for the first time, i feel love"
(nie mogłem się zdecydować na cytat

)
3. Stay (Faraway, So Close!) - Kiedyś mi się nie podobał. Ale kiedyś nie
podobało mi się wiele rzeczy. Poranek w trochę zadymionym przydrożnym barze,
szarość, przedmieścia dużego miasta, pokój, włączony telewizor. Tak mi się
kojarzy. Ta szara, wpadająca w mrok strona Zooropy. Za pięknymi sloganami,
bogactwem, telewizją, kapitalizmem szare życie zwykłych ludzi. Muzycznie, też
nic takiego niby, a jednak coś

"with satelite television, you can go anywhere..."
4. Zooropa - Ok., witamy w Zooropie. Świetny początek, świetny wstęp do
płyty. Do TEJ płyty. Co więcej? Jesteś w Zooropie, bądź wszystkim czym możesz
być, wolno Ci ! Taka nowoczesna wizja utopijnego społeczeństwa, bardzo
ciekawie przedstawiona. Połowa teksu to slogany reklamowe popularnych w 93
roku produktów. Tandetne, kiczowate. Ale takie było społeczeństwo. Nadal jest
w sumie... Tak, dwuwarstwowość tego tekstu - jednocześnie coś pięknego,
idealnego, a z drugiej pokazanie naiwności wiary w coś takiego. Albo kolejna
piosenka o wolności

Ale to już do działu analizy tekstów temat. W każdym
razie Dream Out Loud ! Muzycznie: intro, wspaniałe intro, zupełnie nie
Jutowskie takie. Tajemnicza atmosfera, dość mroczna, a potem te dźwięki na
gitarze. Mistrzostwo świata, Edge albo doznał olśnienia albo zalał się w
trupa i porozkręcał efekty gitarowe
"she's gonna dram of the world she wants to live in, she's gonna dream out
loud!"
5. Dirty Day - Tak, taki prawdziwy dirty day, leniwie się ciągnie, powoli
płynie z głośników. Gęste brzmienie, trochę zmęczone. Potem ostre w refrenie,
niby spokojne a jednak ostre. No, to w końcu Edge - geniusz

Ale bohaterem
w sumie jest tu Adam, to ta prosta (jak zwykle) linia basu buduje utwór i
klimat tegoż. Bardzo fajny klimat. Często do tego wracam

"days days days, runaway, like horses over the hills!"
6. The Wanderer - Ktoś śmie twierdzić że ten utwór go śmieszy

Niestety,
nie poznała się ten Ktoś na geniuszu tegoż

Ten bas, ten Johnny Cash, to
wszystko na ten temat. "yeah I went with nothing, nothing but i thought of
you..."
7. Numb - The Edge. Więcej nie trzeba pisać.
„to much is not enough...”
8. Some Day Are Better Tha Others - Dobry utwór na środek płyty. Dobry
utwór. Taki dość lekki, taki z tych po-prostu-fajnych. Bas jest fajny. Te
dziwne odgłosy są fajne. Perkusja jest bardzo fajna. I jak pod sam koniec
drugiej minuty się zaczyna refren, to jest fajne. Fajne to takie.
„some days are better than others...” Też po prostu
9. Babyface - Przesłodzone? E tam. Fajne

Tak sobie leci taka muzyczka z
pozytywki, a potem w refrenie wchodzi ostra gitara. To „pa-pa-pa-pa-pa-pa” w
trzecim refrenie. Fajny szczegół. No i w ogóle.
„how could beauty be so kind, to an ordinary guy?:
10. Daddy’s Gonna Paid For Your Crashed Car - Dlaczego zawsze coś musi być
ostatnie? Wcale nie jest najgorszy. Ale coś musiało być ostatnie. Intro
rozwala

Potem to takie... co to do cholery jest?! No właśnie, cholera wie,
ale jest bardzo fajne.
„sunday, monday, tuesday, wednesday...”
A teraz czekamy na ranking Panny Anny, która upiera się że Zooropa to jej
ulubiona płyta i z tej okazji napisze ranking, chociaż nigdy tego nie
robiła


Aha, no i wszystkich innych tez