Dodaj do ulubionych

Beyond Twilight 'Section X'

15.11.05, 16:40
Historia jest dosc zlozona, ale zasadniczo opowiada o czlowieku, ktory
stworzyl mape ludzkiego umyslu, a takze nauczyl sie, jak przenosic do niego
mysli, wizje i sny. Ludzie uzywaja tylko jednej trzeciej swojego mozgu, jemu
tymczasem udaje sie uaktywnic jego pozostala czesc. Pierwsza rzecza, jaka
zrobi, jest stworzenie wlasnego klona ktorego wyposaza w mozg Einsteina. Ma
nad nim absolutna wladze, poniewaz caly czas podaje mu pewnien narkotyk, bez
ktorego klon po prostu nie mogl by zyc. W zwiazku z tym jest on calkowicie
zalezny od swojego pana. Pozniej tworzy maszyne, przy pomocy ktorej moze
przeniesc wszystkie mysli i sny klona do wlasnego umyslu. Z czasem zdaje
sobie sprawe, ze przy jej pomocy moze przeksztalcic sie w kazdego:
najlepszego pilkarza, polityka, muzyka, a jego obsesja staje sie wladza. Wraz
z rozwojem jego mocy wzrasta rowniez moc ona. W pewnym momencie staje sie tak
potezny, ze moze kontrolowac ludzi niczym kukielki, przejac kontrole nad ich
cialami, widziec ich oczami i slyszec ich uszami. Moze przejac calkowita
kontrole nad ich cialami. Z czasem przejmuje wladze nad cialami kobiet, co
jest dla niego niezwyklym doswiadczeniem, poniewaz dzieki temu odkrywa swoja
druga strone seksualnosci. Na koncu, pod postacia kobiety uwodzi swojego
klona, ktory stanowi dla niego zbyt duze zagrozenie, i zabija go. Dopiero
wtedy zdaje sobie sprawe, ze zabijajac go zabil wlasna dusze, bez ktorej nie
mozna zyc, wiec ostatecznie umiera w wielkich mekach.

"Section X" to juz drugi album Norweskiej formacji, pierwszy uznany za
rewelacyjny nie wybil zespolu na szczyt poniewaz owczesny wokalista zespolu
niejaki wczesdobylski Jorn Lande jako jeden z najbardziej topowych wokalistow
ostatnich czasow pomimo wydania rewelacyjnej plyty olal najzupelniej zespol
zajmujac sie swoimi pobocznymi bardziej dochodowymi projektami jak Masterplan
i Nevermore. Olewajac juz zaplanowane trasy z takimi zespolami jak Slayer czy
Annihilator zespol zniknal na kolejne 2-3 lata.
Jak to w przypadku Norwegow bywa zespoly ktore nie graja blackowego shitu z
ktorego slynie ten kraj wydajac dobra plyte w innej stylistyce muzycznej nie
staja sie tylko znani w ojczyznie ale zostaja odrazu gwiazda swiatowego
formatu i tak chyba stanie sie teraz.

"Section X" nie znika z mojego odtwarzacza chyba juz od 1,5 miesiaca a plytka
trwa jedyne 40 min. Trudno okreslic stylistyke plyty ale chcac przyblizyc
musialbym powiedziec ze jest to ostro progresywny metal jednakze daleki od
tych klimatow znanych np. z pierwszego Ark gdzie nagle przez ta progresje
wszystko sie tak rozmywa ze juz traci sens a utwory staja sie tak pogmatwane
ze trudno je zapamietac w calosci. Tutaj polaczono same dobre cechy a budowa
utworow jest bardziej hard rockowa choc pozbawiona prymitywizmu w stylu
zwrotka-refren-chor-zwrotka-refren.
Momentami stylistycznie w wolniejszych partiach przypomina to dokonania z
pierwszych plyt Kate Bush (tych progresywno-psychodelicznych) a takich zmian
tempa i odjazdow jest sporo. Czesto sa ona przybarwione solem na fortepianie
ale zadne popisowki rodem tych z Liquid Tension Experyment tylko buduja one
nalezycie klimat a sa na tyle dobre ze potem je sie nuci np w autobusie. Sa
tlem dla wejsc gitary ktora w momentach bardziej metalowych wznioslych az
porywa.
Beyound ma nowego wokaliste Amerykanina nie znanego mi z zadnego projektu,
facet porywa mnie juz od pierwszego kawalka gdzie jego wysoki i brudny glos
(jednakze daleki od stylistyki operowcow power metalowych) podczas juz
pierwszego refrenu powoduje ze przechodza mi ciarki po plecach. Slychac ze
nie odwala buractwa w jednej stylistyce przez cala plyte i naprawde ma
mozliwosci techniczne co dobrze wykorzystuje zarowno w wolnych tempach jak i
kawalkach bardzo ostrych.
Plyte wyprodukowano jak to progressujace prohjekty w formie bardzo
przejzystego i klarownego dzwieku (cos jak czarna plyta tfuuuu Metalliki) ale
nie przegieto z ta progresja i nie wyszla ona niczym slodziutka plytka przy
ktorej mogly by powzdychac maloletnie fankie blond wokalisty.
Nigdzie nie gubi sie sens ale jesli ktos chce posluchac tej plyty jako tla do
pracy to niech zapomni bo sie nie da tego zrobic bez zmeczenia poniewaz
trzeba jedynie usiasc i sluchac plyty nie robiac niczego innego poniewaz jest
ona na tyle skomplikowana i dzieje sie na niej tak duzo ze chcac czy nie
chcac odciaga ona bardzo uwage od innych czynnosci a inaczej sie jej
zrozumiec nie da. Plyta jest bardzo techniczna jednakze nie w stylistyce a'la
pan Vai gdzie wszystko jest dobione zeby ktos sie podniecil jakim to trzeba
byc mistrzem lecz umiejetnosci muzykow sluza jedynie jako dobre srodki wyrazu
tego co zostalo wczesniej rozpisane na partuturach.
Nie jest to plyta dla typowych fanow metalu czy innych ciezkich gatunkow ale
dla tych ktorzy kochaja niekomercyjna muzyke z dobrym glosem niekoniecznie ta
ktora moze wleciec jednym uchem a wyleciec drugim a i tak zostac zapamietana
i zrozumiana. SPodoba sie napewno dojrzalym fanom metalu, fanom rocka i jazzu
czy tez ludziom lubiacynm kabaretowe klimaty (plyta trzyma sie tych kanonow
mocno) niczym The Cure, Kate Bush albo Queen.
Polecam !!!
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka