Dodaj do ulubionych

czego się słuchało.

25.11.09, 10:46
początki mojego bigbitowania miały miejsce pod koniec lat 50
ub.wieku.chyba pierwsze co słyszałem to była DIANA paula anki.
skazani byliśmy na radio pr.1. była rewia piosenek lucjna
kydryńskiego. czasem puszczał on jakieś kawałki tzw SZYBKIE. I chyba
u niego była ta DIANA.
gdzieś tam, między cajmerem, chórem czejanda,andrzejem boguckim i
ludowymi śląskiem i mazowszem czasem można było też usłyszec billa
haleya, tommy steel'a no i oczywiście KRÓLA ELVISA.chyba wtedy też
usłyszałem ricky nelsona- HALLLO MARY LOU.
jednak w miarę ŚWIADOMIE zacząłem słuchac na początku lat 60.

TWIST- no i chubby checker. let's twist again.
twista tańczyli WSZYSCY. pokaz tańczenie twista dał MARINO MARINI.u
niego można było zobaczyc GITARĘ ELEKTRYCZNĄ. grał niej chłopak o
ksywce VITO.czasem w piosnkach mariniego był nawet wypuszczany na
gitarowe solówki.

muyzyczka zaczęła docierac też przez RADIO LUKSEMBURG. trzeba było
się nieźle nagimnastykowac żeby złapac tę stację. i tu zaczęliśmy
sie orientowac CO JEST GRANE NA ŚWIECIE. w soboty nadawana była
lista przebojów TOP TWENTY. Nie pamiętam czy była to lista
sporządzana przez tę radiostację -czy też była to lista przeniesiona
z NEW MUSICAL EXPRESS.
wtedy na listach tych królowały brenda lee, hellen shapiro,
elvis presley,del shanonn i jeszcze paru których nazwiska giną w
mrokach niepamięci.
oczywiści wtedy też zabłysnął na firmamencie CLIFF RICHARD i jego
CIENIE. wtedy też wyświetlano w kinach film CHCEMY SIĘ BAWIC-właśnie
z ryśkiem i szedousami.i wtedy też zauważyliśmy że gitara jest
PODSTAWOWYM INSTRUMENTEM MUZYKI MŁODZIEŻOWEJ. APACHE,FBI, WONDERFULL
COUNTRY.
no i wtedy zaczął się szał BITELSÓW- I jak grzyby po deszczyku
zaczęły wyskakiwac zespoły,JAK WTEDY NAZYWANO- big beatowe.
również w polsce nastała era niebiesko i czerwono czarnych.no i
naturalnbie sporo grupek piwniczno-garażowych. na moim żoliborzu
chłopaki zrobili zespolik POGANIACZE KOTÓW. że to niby koty z
piwnicy przegonili.
w l.o. 22 na żeromskiego fukcjonowali BŁĘKITNI CHŁOPCY. grał z nimi
na klawiszach późniejszy KLANOWIEC maciek głuszkiewicz.
u mnie chłopaki z awf-u zrobili kapelę DEMONY. grali, na
własnoręcznie sporządzonych gitarkach, przedewszystkim repertuar
shadows. gitarzysta od nich - irek nowara-jest dziś prezesem
POLSKIEGO ZWIĄZKU GIMNASTYCZNEGO.przy nich i ja zacząłem łapac moje
pierwsze akordy.

ale ,jak wspomniałem ,zaczęłA się era THE BEATLES i THE ROLLING
STONES. i wtedy już POSZŁO.
Obserwuj wątek
    • pomer_anya Re: czego się słuchało. 25.11.09, 15:56
      O to się nazywa ŚWIADECTWO EPOKI. Ja to mniej więcej znam z filmu (też już
      starrego) "Yesterday".
      Napisz jeszcze coś więcej!

      Jak np. u nas przyjmowało się Hendriksa, czy Cream albo Yardbirds - czy w ogole
      takie coś było u nas znane? Albo np. Frank Zappa, czy Pink Floyd.

      Aha - a nie sluchałeś Radiostacji Harcerskiej (ktoś tu pisal o niej)?


      Pozdro. Ann
        • billy.the.kid Re: czego się słuchało. 25.11.09, 22:09
          do harcerskiej trudno było sie dostac. nadawali chyba na falach
          krótkich i jakoś odborniki w tym zakresie coś marnie funkcjonowały.
          podpieraliśmy się wprowadzonym chyba ok.1962=63 MŁODZI9EŻOWE STUDIO
          RYTM.początkowo nadawali w pr.1 25 minutowe audycje bodajże o
          ghopdz.16.20-i to już bvyło coś.
          później na całego zaczął nadawac NASZĄ MUZYKĘ pr.3pr.
          było tam dobrych muzycznie programów sporo.
          pod szafirową igłą
          przebój za przebojem
          muzyczna poczta ukf
          gwiazdy świecą wieczorem.

          i jeszcz inne których nazw moja starcza pamięc nie łapie.
          było dużo DOBREJ MUZYKI.
          wtedy przyszła eksplozja brytyjskich zespołów.
          pierwsze co od bitli to chyba było from me to you lub i want to hold
          your hand. nie ma to zresztą znaczenia. początek chyba 63 roczku.
          zaraz po nich usłyszeliśmy rolling stones. i te dwa ,konkurujące
          zespoły przez całe lata 60 były czołówką.
          bitle upozowani byli na GRZECZNYCH CHŁOPCÓW-garniturki,grzeczne
          fryzurki.
          stonsi-odrażający,brudni,źli.
          zrobili chłopaki KAWAŁ DOBREJ MUZYKI.
          Ale chyba wszyscy powoływali się na wpływ KRÓLA. ELVISA PRESLEYA.
          ON BYŁ NAJWIĘKSZY. mimo iż w latach 60 poszedł w komerchę, pamiętali
          wszyscy to co robił przed wojskiem. bo to chyba on jest GŁÓWNYM
          STWÓRCĄ ROCKA.

          czasem przyjeżdżały czołowe zespoły na 1-2koncerty w sali
          kongresowej. nie było zwyczaju robic takich imprez na stadionach.
          chyba z uwagi na problemy w onych czasach z nagłośnieniem, a zresztą
          władza ludowa zbyt łaskawym okiem nie patrzyła na owłosionych
          szarpidrutó. wszak były to czasy tow.wiesława dla którego szczytem
          awangardy były przeboje mieczysława fogga.

          pamiętam występ wspomnianego wcześniej paula anki w roku 63. nie
          byłem. ale słynny z tego że przerwał koncert w momencie informacji o
          smierci JFK.

          the rolling stones-niejednego bolał grzbiet
          nim usłyszał lady jane.
          nie byłem ,ale deczko wody z armatek popłynęło.

          the animals-wspaniali- jako wstęp grali POLANIE.

          W obawie przed zniszczeniami mało tych imprez robiono w sali
          kongresowej.
          sporo grano w hali gwardii.
          znakomita,choc trochę zapoznana grupa THE ARTWOODS.mocno bluesowi.
          głównym był ART WOOD- brat obecnego piątego stonesa rona wooda, no i
          na klawiszach IoN LORD.
          grała tam taka grupa jerry and the pacemakers-jak mówiliśmy dżery i
          pakamera.

          owszem-były i nasze grupy i wykonawcy.niebiesko czarni, czerwono
          czarni i sporo,sporo innych. dosyc przymitywny i naśladowczy był to
          rock,choc próbowali chłopcy robic swoją muzykę i jakiś postęp był.
          wtedy zacząlem się trochę skłaniac w kierunku bluesa. mało tego
          było. jednak pr.3 trochę tego nadawał,jednak w nawale brytyjskich
          zespołów nie było tego za wiele.
          ale wtedy poznałem trochę to co robił ray charles.jego HIT THE ROAD
          JACK- to PRAWDZIWY DIAMENT.zresztą ostatnio stwioerdziłem że to
          czysta moja historia- po rozstaniu z moją księżną-małżonką-wyszedłem
          z tego w jednych portkach.
          trochę zaczęlo byc słychac o muzyce tamla motown-choc nie był to
          blues -ale mocno murzyńska muzyka ,trochę ukierunkowana na źróło.
          w 68-sługując wojskowo załapałem się do zespołu w którym grało paru
          chłopaków którzy wiedzieli do czego służą GITARY.dziwne że szefostwo
          wojskowe nie sprzeciwiało się takiemu muzykowaniu.BOGDAN KRAJEWSKI-
          później grał w grupie koman band.towrzyszącej krysi prońko-to raczej
          nie był gapa. i on pokazał mi że blues jest wspaniały.
          • ilnyckyj Re: czego się słuchało. 25.11.09, 23:19
            Tak - to już ponad 40 lat!
            Kydryńskiego pamiętam jak przez mgłę, bo to głównie moje rodzeństwo starsze
            słuchało, no ale i mnie zaraziło. To jeszcze przed bitlesami. Tam slyszalem po
            raz pierwszy na pewno Helen Shapiro (Walking back to happiness, Paula Ankę
            (Dajana), Brendę Lee
            (dajnemajt), na pewno Elvisa , Hit the road Raya Charlesa,ale też dużo wlochow
            (Domenico MOdugno), oczywiście Edith Piaf (Je ne regrette rien Milord), Pat
            Boone, Neil Sedaka (Oh, Carol, Happy birthday sweet sixteen). A oprócz tego
            ostro rockujące babki Little Eva (Locomotion), Wanda Jackson (Fudżijama mama)
            itp.itp. mozna by wymieniać, choć nie jestem pewien czy to słyszałem u Śp.
            Lucjana czy może gdzie indziej.

            A gdzie indziej to poza radiem trafiały też płytki z za Żelaznej Kurtyny. No i
            na tzw. ciuchach (Skaryszewska) produkowało się "dźwiękowe pocztówki" gdzie
            masowo kopiowalo się zachodnie hity (no i takich cudaków jak ten od "zżółty
            jesienny lyść tyle my opofedział..." czyli Janusz Laskowski. Potem te
            pocztowki to nie tylko na prywatkach, ale też np. przez megafony na różnych
            ślizgawkach (ja chodziłem na Agrykolę pojeźdxić na sankach i na nartach, tam
            gdzie teraz sunie Łazienkowska był tor saneczkowy a obok ślizgawki, latem -
            korty) także sie na Agrykoli nasłuchałem tych Speedy gonzalesow, Twist againów,
            itp. bo to puszczali w kółko to samo. Np. na okrągło puszczali taki przebój Hey,
            Baby niezły r'nb' a śpiewak nazywał się Bruce Channel.

            Co do Radiotacji (Rozgłośni) Harcerskiej to słuchalemn namiętnie jako
            nastolatek, ale to troche później. To już był rok 1965. Wtedy ruszyła pierwsza w
            PRL lista przebojów RH i ja praktycznie słuchałem jej od początku (na falach
            krotkich). Kiedy namber łan to był Help i tuż zaraz po nim Satisfaction. Był też
            Dylan z "Like a rolling stone", Yardbirds Still I'm sad, Animals "don't let me
            be misunderstood", Sonny & Cher " I got you babe" aaa - no i fantastyczna
            "Gloria" (Them ,czyli Van Morrison). I jeszcze Kinks z "Tired of waiting for
            you" i Ike & Tina Turner. Elvis wtedy trochę już oddał pola brytyjskiej inwazji,
            ale też był z "Crying in the chapel". Ta lista najpierw miała chyba 10 pozycji,
            ale w następnych latach rozrosla sie do 20, a nawet 30 i były wszystkie hity
            (prawie) co na Zachodzie. Dołączały do nich z czasem i nasze gwiazdy typu
            Skaldowie, oczywiście CZerwone G., No to co, Czerwono - nieb iesko czarni. potem
            Polanie, Blackout, na szczęście bez żadnych Santorów, Kunickich i Villasów.
            Prowadzący niejaki Jacek Bromski wowczas studenciak, obecnie szycha w
            kinematografii, jak nie miał płyty to puszczał jakieś rzężące "przegrywki" z
            zachodnich rozglośni (nawet chyba Wolnej Europy).
            Poza tym ja np. zawsze słuchałem R. Luxemburg. Niedziela od 23-ciej leciało na
            falach średnich Top Twenty NME. No można by tak bylo snuć... te wspominki.

            Billy , a sluchałeś tak jak cały Naród Wolnej Europy? Bo tam też byl taki
            program rendez vous o szostej dziesięć, gdzie puszczali najnowsze kawałki z Top
            20 i Hot 100?

            Czuj Duch... Il Nicki
            • billy.the.kid Re: czego się słuchało. 26.11.09, 09:10
              to rwe nie nadawało się do słuchania-jeszcze przy tekstach
              trościanków,nowaków można było coś zrozumiec-ale muzyka zupełnie
              ginęła.

              pocztówki-bazar dawał przedewszystkim muzyczkę dla klienteli
              dojeżdżającej-tzn laskowski i s-ska. tam się kupowało JEANESY.
              później pekao sprzedawało jakieś włoskie super rifle-ale szpanem był
              wrangler i levi strauss.
              pocztówki przedewszystkim były z pawilonów króle3ska-swiętokrzyska.
              facio skądś miał kupę pocztówek z zsrr i do nich doklejał ścieżki.
              łokrutne pieniądze toto kosztowało-chyba 12 zł. grało się na
              szafirowej igle gramofonu BAMBINO.to był chyba podstawowy sprzęt
              odtwarzający.nikt nie pytał o PRAWA AUTORSKIE i inne bzdety.

              oryginalne płyty-to już była trudnośc nie do pokonania. ceny były
              bodajże od 500 do 1000 zł. raz tylko polskie nagrania sprzedwały w
              normalnej cenie LP elvisa REGRESA. gdzieś tam kuba kupiła licencję
              na tę płytę, i następnie-bezprawnie-sprzedała polakom. kosztowało to
              120zł.
              ogromnym szpanem było przejśc sie po ulicy z trzymanym pod pachą lp
              bitli.
              • johnny-kalesony No cóż - przaśne to były "60s by PRL" niestety ... 26.11.09, 15:23
                Polskie lata 60' w porównaniu z tymi z normalnego, wolnego świata były jak
                Syrena
                104
                postawiona obok
                Mustanga
                ...

                Takie czasy - gminnego kościelnego Gomułki, noszącego czerwony, moherowy beret i
                ćmiącego sporty (tak! były takie papierosy!) bez filtra w fifce ...

                www.youtube.com/watch?v=rw_XK4MJ1jc

                Ja jestem z "drugiego rzutu", z lat 80', z dekady Jarocina, jednak oglądając w
                kinie Yesterday Piwowarskiego (1986), czułem to coś, to wrażenie jedności,
                afirmacji.
                W czasach "drugiego rzutu" magicznym słowem były KASETY. Kupowane w peweksach za
                wyżebrane, wysupłane od rodziców dolarowe albo bonowe (państwowe ekwiwalenty
                dolarów) drobniaki ... Basf, TDK, Sony, dla szczególnie forsiastych - Maxell.
                Magiczne słowa mojego wieku nastoletniego.
                Na KASETY nagrywało się całe płyty, które już prezentowano wtedy w radio,
                również niespecjalnie przejmując się prawami autorskimi. Teraz właśnie, kiedy
                piszę ten tekst, przypomniał mi się program wz początku lat 80', kiedy to
                podekscytowany Tomasz Szachowski uruchamiał pierwszy w Polsce, studyjny
                odtwarzacz CD ...
                Audycją absolutnie kultową był wieczór płytowy w PR. II. Nazwiska Szachowski, a
                już szczególnie - Beksiński, brzmiały jak imiona wyroczni gustu. O ile dobrze
                pamiętam, najdłuższa była audycja niedzielna. Trwała dobrych kilka godzin, w
                trakcie których jedną po drugiej, prezentowano 5 do 7 płyt.
                Również trójka nadawała całe płyty, chociaż sygnał był w mono, dopiero pod
                koniec dekady (albo na początku lat 90'?) zastąpiony standardem stereo. Każdy z
                prezenterów specjalizował się w określonego rodzaju muzyce. Ja najczęściej
                słuchałem Marka Wiernika, dzięki któremu dowiedziałem się, kim są "Beatelsi
                podziemia" - Velvet Underground a później - Sonic Youth.


                Pozdrawiam
                Keep Rockin'
                --
                Sixties forever!
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=50173
                www.johnnykalesony.republika.pl
                God Save The Kinks!
                • dziwny_ten_swiat Re: No cóż - przaśne to były "60s by PRL" niestet 27.11.09, 11:00
                  Fakt.
                  To wszystko bardzo ciekawe relacje "z epoki". No może to nie tyle przaśne czasy,
                  co jakby "pionerskie" kiedy słuchanie zwykłego "popu" wymagało tyle wysiłku i
                  wyrzeczeń. Dzisiaj to wszystko sączy się, atakuje ze wszystkich możliwych mediów
                  iluś-tam kanałów muzycznych TV, dziesiątków radyj, odtwarzaczy mp-3, internetu,
                  że zwykły człowiek opędza się od tego szumu jak od stada os.

                  Wtedy fascynacja "zakazanym owocem" - dzisiaj mdłości od przejedzenia...wink
                  • billy.the.kid Re: No cóż - przaśne to były "60s by PRL" niestet 27.11.09, 17:10
                    może nie tak. jakoś ostatniemy czasy nie słucham radyja, ale
                    czasem....
                    taka jakaś stacja RMF FM NAJLEPSZA MUZYKA-łoboziuniu-co za
                    sieczkarnia.
                    jakieś radio Z, radio WA-WA. wszędzie tandetna muzyczka.nie wydaje
                    mi się że głoszę tekst starego dziada, młodzi ludzie z którymi mam
                    kontakt też widzą to tak jak ja.

                    i chyba mówimy o czasch gdy muzycy,szarpidruty,bigbitowcy
                    POSZUKIWALI. trochę późniejsze sbb- SZUKAJ BURZ BUDUJ.
                    o to chodziło chłopakom.
                    odbiorcom takoż.
                    • basilisque Re: No cóż - przaśne to były "60s by PRL" niestet 27.11.09, 20:27
                      W ramach uzupełnienia: 60-te to dla mnie za dawne czasy, ale znam z innych
                      źródeł i wiem, że z topowych rockowców to w Kongresówce gościli też The Hollies,
                      a także Lulu z The Luvvers. Tez już wspominani przez kogoś Shadowsi (bez Cliffa
                      Richarda). Lata 70-te chyba już nie były tak bogate w wizyty rockowych gwiazd
                      (chyba że za takie uznać The Rubbettes, Christie, czy BOney M. w Sopocie). Ale
                      za to rozkwitał Jazz Jamboree, przyjeżdżał Miles Davis, McLaughlin. Nie wydaje
                      się, żeby POlska wtedy była zadupiem Europy.

                      Od 1980 - u nas zaczyna się nowa epoka. Uwolnił się ten Dżin zakorkowany w
                      PRL-owskiej butelce i razem z Panną S. eksplodował nowy polski rock. Jeszcze
                      bardziej rozkwitał w stanie wojennym i chyba z wyraźnym przyzwoleniem generałów,
                      tak żeby za pomocą punkowo-abnegackiej muzyki odciągnąć młodziaków od
                      bojowo-patriotycznego podziemia. Bardzom nb. ciekaw, czy jacyś fachowi historycy
                      wzięli się poważnie za ten intrygujący rozdział w naszych Dziejach.

                      Nie zmienia to faktu, że działy się rzeczy nowe i rewelacyjne jak Perfect,
                      Republika, czy nawet podrabiający nieznośnie The Police, a jednocześnie na swój
                      sposób bardzo autentyczny i świetny muzycznie Lady Pank.

                      • billy.the.kid Re: No cóż - przaśne to były "60s by PRL" niestet 27.11.09, 21:54
                        cienie byli z ryśkiem.
                        lata 70 nie były aż tak ubogie. a to mayall,a to roberta flack,a to
                        laughlin z shakti. raczej nie polityka i ideologia decydowały a
                        względy finansowe. nawet w 67 czy 68 planowano występ henia w sopot.

                        zdarzają się dziś kabotyni twioerdzący że muzyczką walczyli z
                        mateńką-komuną- są po prost smieszni. jakiś taki kukiz czy
                        inni.gdzieś tam nieopatrznie rodowiczce wyrwało się kiedyś
                        kombatanctwo-ale szybko zbastowała.

                        bracia zielińscy-muzycy znakomici-ani deczka kombatanctwa.
                        zresztą dzisjejsze odczytywanie tamtych wydarzeń często polega na:
                        mateńka komuna nie pozwalała-wstrętna była
                        zezwalała-na pewno robiła to w jakichś niecnych celach.
                        • ilnyckyj Re: Bez przesa... - nie takie przaśne! 28.11.09, 17:29
                          A jeszcze był i to chyba nie raz (pamiętam na Jazz Jamboree) ówczesna gwiazda
                          "białego" bluesa-jazzu - Georgie Fame (znany głównie z "Bonnie and Clyde",

                          www.youtube.com/watch?v=enBCvL1zl6s
                          a też- np. "Sitting In The Park"

                          https://www.youtube.com/watch?v=_3nNB8D_A1k&feature=related

                          Poza tym: już nie bardzo moge sobie przypomnieć jak to się działo, że ja nie
                          wyjeżdzajacy wtedy w ogóle za żadną granicę, ale - nawiedzony fan wszystkiego co
                          nowe w pop-music - znałem wszystkie najnowsze hity z NME i Billboardu i
                          najnowszą awangardę jak np. Franka Zappę i Mothers of Invention, Pink Floyd,
                          Deep Purple, Traffic itp.itd. Oczywiście w tym zestawieniu nasze idole w typie
                          NOTOCO czy Czerwonych Gitar prezentowaly się blado i infantylnie, ale już
                          Breakout, czy Niemen, albo nawet Skaldowie - to już było coś i jakoś wtedy sobie
                          myślałem, że gdyby ktoś z wielkiego shołbiznesu z Anglii i Ameryki ich zobaczył
                          i uslyszał - to by się zdziwił!




                          nonkonformiści
                          • billy.the.kid Re: Bez przesa... - nie takie przaśne! 28.11.09, 20:37
                            czerwonych gitar nigdy za bardzo nie szanowałem. ale...
                            parę lat temu dziadkowie robili sporą trasę po polsce.
                            w sali kongresowej z progeniturą i księżną małżonka ogladałem. i co
                            powiecie???
                            bardzo mi się podopbało. świetne teksty, ciekawe pomysły muzyczne.
                            no sami szarpidruty nieźli technicznie.
                            • billy.the.kid Re: Bez przesa... - nie takie przaśne! 02.12.09, 14:44
                              ździebko o krajowej muzyczce.
                              w mgle niepamięci tłucze mi się nazwisko bogusław wyrobek.śpiewał
                              kawałki elvisa. chyba jeszcze z r.a b.-spoczywa na cmentarzu
                              powązkowskim w w-wie. zmarło mu się parę lat temu.
                              w tychże samych latach z cc chyba śpiewali marek tarnowski i
                              godlewski-pamiętam małą płytkę 45 z 4 kawałkami-na pewno było tam
                              hallo mary lou.później znikli- może wyparła ich INWAZJA z festiwalu
                              młodych talentów chyba w 62r. zabłysnęła DYNAMIT KARIN STANEK-
                              malowana lala, i jimmy joe i eksplozja na estradzie.
                              helena majdaniec-królowa twista,
                              czesio wydrzycki-przyjmowany raczej chłodno-podśpiewywał jakieś
                              latynoskie mazgajstwa.dopioero po przyjęciu się do nc zaczął się
                              podobac-wiem że nie wrócisz,czy mnie jeszcze pamiętasz.\, pod
                              papugami.pod papugami -to była perełka.
                              wojtek kędziora-korda
                              ada rusowicz.
                              przy okazji twista- z nc występowała tańcxząca twista danka szade-
                              znajoma jednego z kolesi-załatwiała nam wejście na koncerty-z reguły
                              grane wtedy w hali gwardii.

                              no i świetni-rozwijający się muzycy.może tylko same nazwiska-
                              bracia bernolaki,włodek wander, andrzej nebeski,klenczon, janusz
                              popławski-uważany za najlepszego gitarzystę ww polsce.

                              w rzeszowie pokazali się blackout z mirą kubasińską i stanisławem
                              guzkiem-no pewnie-to późniejszy STAN BORYS.zapamiętane- ANNA i
                              później oddawane w wojskowym zespoliku jako haracz dla politruków-TE
                              BOMBY LECĄ NA NASZ DOM-taki se socjalistyczny protest song przeciw
                              wojence w wietnamie.

                              w warszawie startowało sporo zespołów.w latach 65-66 w sali
                              kongresowej organizowane były GITARIADY.
                              dzikusy, chochoły,tajfuny, warszawskie kuranty- I przeurocza MARTA
                              MARTELIŃSKA.
                              ale 65-66 to już czas w którym kończyło się granie aby głośniej-bez
                              zwracania uwagi na jakośc. gusta młodej publiki ociupinkę się
                              wysublimowały. tutaj zaistnieli SKALDOWIE. początkowo przyjmowani z
                              pewną rezerwą. ale 26 marzenie powiedziało że TRZEBA ich uważac za
                              kapelę ROCKOWĄ. znakomity pastisz beach boysów-KRÓLICZEK.
                              i była to muzyka o której można było powiedziec że-mimo wzorów z
                              zachodu-była to muzyka POLSKA.zielińscy- na pewno liderzy dobrali
                              świetnych muzyków, którzy jednak podporządkowali się andrzejowi. a
                              ten już wiedział co robi.

                              coś też w tych latach rzucono hasło-polska młodzież śpiewa polskie
                              piosenki. czerpano z ludowej twórczości-mamo nasza mamo-chyba tu coś
                              czesio wydrzycki się wydzierał, hej bystra woda,ondraszek.

                              pokazali się czerwone gitary- z hasłem -gramy i śpiewany NAJGŁOŚNIEJ
                              W POLSCE. wtedy jednak ich granie dla mnie było poniżej poziomu-
                              doceniłem ich dopiero teraz.

                              po kilku latach milczenia pworócł tdazio nalepa-jednak jakże inne
                              granie. sprzęt przywieźli z zachodu- zaczęli graqc jako BREAKOUT-
                              niby niewielka zmiana brzmienia nazwy-ale brzmienie muzyki-
                              rewolucyjne. jeden z wspanialszych riffów basowych-GDYBYŚ KOCHAŁ-HEY.
                              michał-BAS, józek hajdasz-pauker, no i tadzio z fuzzem na białym
                              fenderze.

                              gdzieś mi tu zginęła przemiana wydrzyckiego w NIEMENA.a warto
                              wspomniec dziwny jest ten świat, i chyba najwspanialszy tekst jaki
                              można wydumac do śpiewania- WSPOMNIENIE.zresztą czytając wiersze
                              TUWIMA można chyba zauważyc że był to znakomity materiał dla
                              muzyków-chyba niewykorzystany.

                              jakieś notoco,jakieś trubadurzy- na to raczej nie zwracaliśmy uwagi.

                              ale zbliżamy się do lat 70-jeszce coś wspomnę o kńcówce lat 60 -ale
                              to w następnym liściku.
                                • billy.the.kid Re: Bez przesa... - nie takie przaśne! 09.12.09, 18:38
                                  to nie były zmagania-
                                  to była R A D O S C.

                                  końcówka,no powiedzmy druga połowa lat 60 to był już niesamowity
                                  skok. skok którego uwieńczenie przyszło w woodstock.
                                  olbrzymi skok umiejetności muzycznych ludków grających rocka.
                                  yardbirds-tu przewinęło się wkrótkim czasie paru WIELKICH.
                                  clapton,jeff beck,no i przyszła gwiazda jimi page. sporo tych
                                  chłopaków prtzechodziło przez szkołę bluesa w bluesbreakers.
                                  pierwsza SUPERGRUPA-CREAM-to był kosmos. chyba każdemy z wykonawców
                                  należy się oddzielny wątek, więc tylko krótko.
                                  kończący się bitle ale w 69 roczku zobaczyłem film YELLOW SUBMARINE-
                                  oszołomienie, hard days night , i później help-ot fajne filmiki z
                                  muzyczka, ale kudy im do tego z łódką.
                                  wspomniani creamowie późniejsze blind faith, i ogromna aktywnośc
                                  claptona-no deczko przerywana rozrywkowym trybem zycia.
                                  a to ten years after-najszybszy alvin lee
                                  a to powstający ten ociupinkę cięższy rock zepelinowie i parplowie.
                                  the who, poczatki rocka symfonicznego.pioerwsze co z tego doszło do
                                  mnie to aria na strunie G procol harum-chyba zimą 68.
                                  nie zwracałiśmy uwagi czy to w.bryt,czy usa. ale z usa to dwie
                                  gwiazdy do dziś pamietane,słuchane-wtedy uwielbiane-janis joplin i
                                  JIMI HENDRICKS.tO było oszołomienie. zachwyt że w doors grał rodak
                                  ray manzarek.
                                  docierały do nas echa festiwali-ale były dośc niepełne.
                                  woodstock można było docenic dopiero w latach 80-kiedy dotarło w
                                  postaci video.

                                  z moim bluesem były kłopoty-brak płyt, brak w radiu, czasem coś
                                  można było nasłuchac- ale zawsze był otias reding, ray
                                  charles,b.b.king, muddy waters. nie wiem co mnie w tym bluesie tak
                                  ruszało-może prostota tej bluenotes??? czasem teraz-gdy płytki i
                                  muzyczkę można z łątwością nabyc, słucham tego bluesa
                                  początkowego,prymitywnego z delty-leadbelly.
                                  i tego poczatkowego chicago-hooker, memphis slim, big bill broonzy,
                                  czy blind lemon jefferson.zresztą mieszali się chłopaki.
                                  i dziś ten radosny blues nawet bluesbrazersów.białi-a fajnie bawią
                                  się tym rytmem.no zaczynali z booker t and mg's
                                  ot to mi się zapamiętało z końcówki lat 60.
                                  • ilnyckyj Wielkość czy iluzja? 09.12.09, 21:16
                                    billy.the.kid napisał:

                                    > to nie były zmagania-
                                    > to była R A D O S C.
                                    >
                                    > końcówka,no powiedzmy druga połowa lat 60 to był już niesamowity
                                    > skok. skok którego uwieńczenie przyszło w woodstock.
                                    > olbrzymi skok umiejetności muzycznych ludków grających rocka.

                                    Tak. Mam podobne odczucia. Że wtedy działo się coś gigantycznego i
                                    wyjątkowego. Tylko właśnie czy to nie ocena z naaszej perspektywy ówczesnych
                                    młodziaków, podjaranych tym zachodnim stylem? I że teraz cały czas jakoś
                                    kultywujemy naszą młodość i w tym jest więcej sentymentu do naszych młodych lat
                                    niż rzeczywistej wartości tamtego rocka i całej tej popkulturowej otoczki.

                                    Ciekaw jestem co młodsi na ten temat mają do powiedzenia. Ktorzy nie pamiętają i
                                    znaja tylko z filmów i płyt. Aha, też spytam sie swoich dzieci...


                                    nonkonformiści
                                    • billy.the.kid Re: Wielkość czy iluzja? 09.12.09, 21:41
                                      nie jest to sentyment. raczej doszedłem do tego/ z wieku i urzędu/
                                      że potrafię na zimno ocenic tamte wydarzenia.
                                      kilka lat a od prymitywnego billa haleya, początkowego yeah,yeah
                                      bitli dochodzzimy do gwiaździstego sztandaru henia.do kartinek iz
                                      wystawki ELP.
                                      i cały czaS robią to muzycy ci sAmi bądź z TEGO SAMEGO ŹRÓDŁA.

                                      na pewno ociupinka zadumania nad młodością ale i docenienie klasy
                                      tych 'SZRPIDRUTÓW".
                                      • basilisque Re: Wielkość czy iluzja? 10.12.09, 19:23
                                        Jam też nie młodziak, ale późniejszy (pamiętam lata 70-te) i faktem jest, że
                                        legenda lat 60-tych na mnie działa. Przy czym nie tylko od strony czysto
                                        muzycznej, ale w ogóle kulturowej. W ciągu roku-dwóch zmieniło się tyle, co
                                        dawniej w dziesięciolecia. Poza tym sama muzyka, tych najlepszych co wtedy
                                        przebili się do masowej świadomości, nie zestarzała się.
                                        Przełomowy był rok 1965. To znaczy wtedy zaczął się przełom. Yardbirds i
                                        Animals. Byrds i początek psychodelii. Satisfaction Stonesów i nowe brzmienia
                                        Beatles już w LP Help, buntowniczość Dylana, rock garażowy. W 66 to już poszło
                                        na całego: odmienieni Beatles w Rubber Soul i Revolverze, Yardbirds i Shapes of
                                        things, Spencer Davis Group z fenomenalnym Stevem Winwoodem i w końcu The Cream,
                                        Jimi Hendrix itd.

                                        Myślę, że wystarczy zestawić samych Beatles z 64 i 66 roku by stwierdzić, że
                                        nastała nowa epoka w pop-music!
                                        • billy.the.kid Re: Wielkość czy iluzja? 10.12.09, 21:24
                                          fajne jest to że sporo dziadków z tamtych lat jest aktywna do dziś.
                                          nie tworzą raczej nic nowego/no bo ile można/,grają swoje stare
                                          kawałki,i są owacyjnie przyjmowani przez swoich równolatków-ale i
                                          przez ich wnuków.clapton,parplowie,stonsi zapełniają sale i stadiony.

                                          bity jest rekord w jednoczesnym graniu HEY JOE.
                                          u owsiaczka końcowym akordem bywa SWEET HOME CHICAGO.
                                          gdzieś tam beyonce w hołdzie dla TINY śpiewa PROUD MARY.

                                          może wynika to z faktu że w latach 60 muzyka byłą tworzona DLA
                                          MUZYKI-jeśli przychodziły do tego pieniąchy-na pewno chłopaki się
                                          cieszyli. ale samao granie dawało im RADOŚC. dziś...
                                          eee tam, zaczynam już jak stary dziad-ZA MOICH CZASÓW...
                                            • ilnyckyj Proud Mary 10.12.09, 22:13
                                              To ja pamiętam raczej z Creedence Clearwater Revival:

                                              www.youtube.com/watch?v=L-2Of9aznxg

                                              Z tym, że WTEDY to tylko ich słuchałem. Nawet nie wiedziałem jak wyglądają, hi, hi!
                                            • bartos29 Re: Wielkość czy iluzja? 11.12.09, 21:58
                                              Ja doceniam Bitlesów, Floydów, Zepelinów itp. ale z moich rówieśników to nie
                                              widzę wielu, co by się jarali tymi starociami. Myślę, że ci co lubią alternatywę
                                              - to na pewno, bo ona czerpie dużo z tamtych brzmień i pmysłów, ale chyba nie ma
                                              ich aż tak wielu.
                                              • johnny-kalesony Re: Wielkość czy iluzja? 12.12.09, 15:28
                                                To prawda. Gdyby Beatels'i zaczynali obecnie, byliby kapelą zaliczaną do grona
                                                indie-rocka, jak olbrzymia większość zespołów z lat 60'. To zdumiewające, ale te
                                                kapele i soliści, którzy w najlepszej z dekad osiągali szczyty list przebojów
                                                brzmią tak, jak dzisiejsi undergroundowcy.


                                                Pozdrawiam
                                                Keep Rockin'
                                                  • johnny-kalesony Re: Wielkość czy iluzja? 14.12.09, 21:33
                                                    Tutaj też się zgadzam. Oasis to baardzo średni zespół (tym bardziej - w
                                                    porównaniu z NIMI), a jego średniactwo jest odwrotnie proporcjonalne do reklamy,
                                                    którą się go nachalnie obdarza.
                                                    Niestety - kapela ta została właściwie symbolem, ikoną British Invasion-II z lat
                                                    90'. Dla mnie zdecydowanie lepszymi zespołami są Kula Shaker (to są prawdziwi
                                                    neo-Beatelsi!), Suede, Blur, Verve, Radiohead, Travis.
                                                    Wszystkie te kapele wręcz demonstracyjnie odwoływały się do najlepszej z dekad,
                                                    tak jak na przykład Blur, którzy sprezentowali sobie teledysk, będący wierną
                                                    kopią scen filmowych słynnego "Marienbadu" Alaina Resnaise'a z 1961. Sama
                                                    piosenka to czystej wody sixties - brzmienie, no i gościnny udział Francoise Hardy!


                                                    www.youtube.com/watch?v=yZFjaN0GXrc


                                                    Pozdrawiam
                                                    Keep Rockin'
                                                  • billy.the.kid Re: Wielkość czy iluzja? 20.12.09, 10:07
                                                    zaczynając ten wątek nie zdawałem sobie sprawy z ułomności ludzkiej
                                                    pamięci. chciałem napisac o WSZYSTKICH WAŻNYCH WYDARZENIACH od
                                                    końcówki lat 50 i całych 60. a tu widzę że brak sporo. i sporo mi
                                                    przypmnieli.scie-chociażby wspomniani powyżej KINKSI.teraz uzbieram
                                                    w pamięci końcówkę lat 60 W POLSCE.
                                                    na pewno będą brekauci. w roczku 70 oglądałem ich.co ciekawe-był to
                                                    krótki moment w którym grał z nimi na basie młodziutki JÓZEF SKRZEK.
                                                    DAWALI CZADU chłopaki. sporo kawałków cepelinów walili.
                                                  • billy.the.kid Re: A słuchało się np. Romuald i Roman i Osjan? 04.01.10, 18:09
                                                    w drugiej połowie lat 60 przyszło lekkie oszołomienie filmem
                                                    amerykańskim. wcześniejsze , z początku lat 60 filmy mzyczne były
                                                    raczej lekko tandetne.ot chocby cała kupa filmów z królem. raczej
                                                    nie docierały do nas-raz chyba 1966 w boże ciało pokazano pierwszy
                                                    film elvisa-love me tender.
                                                    trochę muzyki było w westernie-ot chocby rio bravo- z deanem
                                                    martinem i ricky nelsonem. my rifle,my pony and me i druga countrowa
                                                    cindy cindy. a rick był wtedy NA TOPIE.
                                                    były znakomite westerny muzycznie-ot 7 wspaniałych.
                                                    ale końcówka tych latek to był duzy skok.
                                                    wspomniane gdzieś tu powiększenie z yardbirdsami. ale ja nie o tym.

                                                    okazało się że szarpidruty robią znakomitą oprawę muzyczną do filmu.
                                                    absolwent- wspaniali myzycznie paul simon i art garfunkel.
                                                    pat garret i billy kid- bob dylan genialnie opisał film muzycznie- i
                                                    sukces obrazu to w sporej mierze jego zasługa.
                                                    nocny kowboj- z piosenką śpiewaną przez nillssona.
                                                    inna sprawa że filmy te były same w sobie ZNAKOMITE.
                                                    było sporo bez TEJ muzyki.
                                                    że wspomne tylko tytuły,bullit,klute, zbieg z alcatraz, zabójcy.
                                                    w tych dwóch ostatnich główną rolę grał brzydal LEE MARVIN. facio
                                                    który przeuroczo wymruczał pisenkę wondering star. też piosenka
                                                    filmowa z filmu paint your wagon.
                                                    w filmie zabójcy był też późniejszy prez. usa ronald reagan.
                                                  • basilisque Beatlesi i in. w filmach 05.01.10, 20:03
                                                    Wszystkie ich filmy były w PRL. "Help" widziałem w TV, "Yellow Submarine" w kinie.

                                                    Gdzieś ok. 81 r. dotarł do nas "Hair" Milosza Formana. To tak niby z
                                                    przymrużeniem oka, ale ludzie bili brawo w końcowej scenie ("Let the sunshine")

                                                    Cheers. Baz.

                                                  • billy.the.kid Re: Beatlesi i in. w filmach 06.01.10, 08:46
                                                    celowo nie wymieniłem filmów z bitlami-oba hard days.. i help
                                                    podciągnąłem jednak pod te TANDETNE. a vilmy zrobione wyłącznie w
                                                    celu pokazania smych chłopaków i paru fajnych piosenek.
                                                    no ŻÓLTA.. to już zupełnie inny rozdział.
                                                    no i chyyba pod te siedemdziesiąte można podciągnąc BLUSBRAZERSÓW.
                                                    zresztą nie rzecz w czasie wyprodukowania a raczej W DUCHU TAMTYCH
                                                    LAT.
                                                  • billy.the.kid Re: Beatlesi i in. w filmach 08.01.10, 21:52
                                                    patrzcie jak to pamięc jest zawodna.
                                                    wspomniałem w pierwszym liściku o KRÓLU.
                                                    ale szybko nad nim przemknąłem piszac o innych.
                                                    a tu dziś 75 rocznica JEGO URODZIN.
                                                    jak mogłom tak zapomniec.
                                                    a tu pierwsze co jego usłyszałem to było chyba ONLY YOU.a później
                                                    NAWAŁA MUZYKI ELVISA.
                                                    dla nas to była oczywistośc ale gdy czyta sie o REWOLUCJI W MUZYCE
                                                    jaką spodował,dreszcze przechodzą. połączenie muzyki BIAŁEJ I
                                                    CZARNEJ.i to na amerykańskim południu!!!!!!!!
                                                    dla nas to byłA oczywista oczywistośc- ale dla naszych zgredów JUŻ
                                                    NIE.
                                                  • ilnyckyj Król - przed Elvisem 28.01.10, 12:41
                                                    To oczywiście fenomenalny Nat King Cole. Co prawda nie rockowiec, ale pierwszy
                                                    czarny śpiewak taki bardziej "salonowy" a nie bluesowo-jazzowy. Też odszedł w
                                                    zaświaty młodo, jak Elvis...
      • ilnyckyj Re: czego się słuchało. 22.01.10, 22:27
        krol-czy-krolik napisał:

        > A Ty - osobiście - wolałeś Szczepanika, czy Franka Zappe?
        >
        > ?? smile

        A żebyś wiedzial, Krolik, że słuchałem Zappę i Mothers of Invention.

        Zapamiętałem szczególnie : MOTHER PEOPLE. Szczepanik - na prywatkach ok, jak podkład do przyklejania się do panienek, ale generalnie - ciepłe kluchy i ja nie lubiłem.

        Proszę bardzo oto wczesny Zappa, ktorego słuchałem:

        www.youtube.com/watch?v=HjOhJigFSzk
    • ilnyckyj Re: czego się słuchało. 13.01.10, 21:01
      A tak wracając do Marino Mariniego. Jego też pamiętam jak przez mgłę, był parę
      razy mówiło się, że tu miał dziewczynę dla ktorej ułożył swój przebój: "Amo to
      znaczy kocham, ti baczio całuje czebie, gdi jestem przi tobje dźewczino, dobrze
      mi jest jak njebje" itp. co w całości nazywało się : NIE PUACZ KJEDY ODJADEM"...

      Ale jak bylo naprawdę - nie wiem!
          • ilnyckyj UK & USA 15.01.10, 12:27
            Wiadomo, że to było centrum tego biznesu. Może wtedy jeszcze liczyli się
            Francuzi (Edith Piaf a potem Francoise Hardy, France Galle, Christophe,
            Salvatore Adamo), Włosi (wtedy do San Remo przyjeżdzaly największe sławy
            światowe). Ale generalnie najważniejsze rozgrywało się w strefie anglojęzycznej.
            Pamiętam, ze do mnie głównie docierały hity z NME (dzięki Radio L.) i to z USA
            co tam się nie dostało (np. Jefferson Airplane, czy Guess Who albo Steppenwolf)
            u nas wtedy też było mniej znane.
    • basilisque A co z TV? 17.01.10, 21:42
      Piszecie o tym, ze się słuchało. A TV? Ja pamiętam z lat 70-tych Sopot i tam
      różne gwiazdki i gwiazdy (Petula Clark i Boney M.), studio Gamma i pamiętam
      koncert Abby.
      60-tych - nie pamiętam.
      • billy.the.kid Re: A co z TV? 18.01.10, 10:14
        w tv muzyczka nasza kochana pojawiła się tak ok.66 roczku. chyba
        wtedy z okazji BOZEGO CIAŁA w godzinie procesji pokazanow tvp
        pierwszy film KRÓLA-LOVE ME TENDER.
        ociupinke było w różnych filmach ale chyba w 67 była jakaś lista
        przebojów w której raz w tygodniu grały różne polskie kapele.
        zapamietałem NC-chyba NA BETONIE KWIATY NIE ROSNĄ, ANDREA DORIA no
        i naturalnie triumf breakoutów z GDYBYŚ KOCHAŁ,HEY.

        dośc odważnie wszedł festiwal opolski-tu właśnie C. NIEMEN z
        DZIWNYM SWIATEM.
        sporo było SKALDÓW.
        z gitarowych grupek dośc często z okazji festiwali pokazywano
        trubadurzy, notoco, czergita-biały krzyż ,anna maria.

        co ciekawe- w 67 czy 68 planowany był wsytęp HENDrICKSA na
        fest.sopot.
    • ilnyckyj Re: czego się słuchało. 22.01.10, 22:05
      billy.the.kid napisał:

      > początki mojego bigbitowania miały miejsce pod koniec lat 50
      > ub.wieku.chyba pierwsze co słyszałem to była DIANA paula anki.
      > skazani byliśmy na radio pr.1. była rewia piosenek lucjna
      > kydryńskiego. czasem puszczał on jakieś kawałki tzw SZYBKIE. I chyba
      > u niego była ta DIANA.

      ____________________
      Tak "Dajanę" pamiętam z radia, ale z tych czasów to strasznie mi się podobał
      OH,CAROL. Myślgraałem że to też Anka, ale okazało się, że NEIL SEDAKA.
      "RIO BRAVO" - to kultowy werstern był u nas ok. 62 roku, ale wtedy w kinach to
      film nie schodził po miesiącu, ale grali latami, aż do zdarcia kopii i ja to
      widziałem później.

      > usłyszałem ricky nelsona- HALLLO MARY LOU.
      > jednak w miarę ŚWIADOMIE zacząłem słuchac na początku lat 60.
      >
      > TWIST- no i chubby checker. let's twist again.
      > twista tańczyli WSZYSCY.
      _________________
      A pamiętasz madisona? To taki taniec nastąpił po twiscie i ja coś pamiętam, też
      był tai przebój z madisonem

      > muyzyczka zaczęła docierac też przez RADIO LUKSEMBURG. trzeba było
      > się nieźle nagimnastykowac żeby złapac tę stację. i tu zaczęliśmy
      > sie orientowac CO JEST GRANE NA ŚWIECIE. w soboty nadawana była
      > lista przebojów TOP TWENTY. Nie pamiętam czy była to lista
      > sporządzana przez tę radiostację -czy też była to lista przeniesiona
      > z NEW MUSICAL EXPRESS.
      _____________
      Oczywiście to było TOP TWENTY z NME i grali zawsze w NIEDZIELĘ o 23 i ja w
      poniedziałek nigdy nie mogłem sie dobudzić...b
      > wtedy na listach tych królowały brenda lee, hellen shapiro,
      > elvis presley,del shanonn i jeszcze paru których nazwiska giną w
      > mrokach niepamięci.
      > oczywiści wtedy też zabłysnął na firmamencie CLIFF RICHARD i jego
      > CIENIE. wtedy też wyświetlano w kinach film CHCEMY SIĘ BAWIC-
      ___________
      Chyba tytuł inny : "Rock, rock, rock"

      > piwnicy przegonili.
      > w l.o. 22 na żeromskiego fukcjonowali BŁĘKITNI CHŁOPCY. grał z nimi
      > na klawiszach późniejszy KLANOWIEC maciek głuszkiewicz.
      > u mnie chłopaki z awf-u zrobili kapelę DEMONY. grali, na
      > własnoręcznie sporządzonych gitarkach, przedewszystkim repertuar
      > shadows. gitarzysta od nich - irek nowara-jest dziś prezesem
      > POLSKIEGO ZWIĄZKU GIMNASTYCZNEGO.przy nich i ja zacząłem łapac moje
      > pierwsze akordy.
      >
      > ale ,jak wspomniałem ,zaczęłA się era THE BEATLES i THE ROLLING
      > STONES. i wtedy już POSZŁO.
      ____
      Elektryczną gitarę (prod.polska) można było kupić w sklepie muzycznym za
      niebotyczne pieniądze, ale też za małe pieniądze kupowało się taką
      elektryczną przystawkę do zwykłej gitary akustycznej, ktorą się
      podłączało do radia (tam gdzie antenę) i... no trochę rzęziło... ale w sumie
      efekt był!
      • billy.the.kid Re: czego się słuchało. 23.01.10, 08:32
        wtyk przystawki w gniazdo GRAMOFONOWE.kosztowało to-jak dziś
        pamiętam-ok.120zł.

        tytuł zdecydowanie CHCEMY SIĘ BAWIC. samo hasło ROCK chyba wtedy nie
        funkcjonowało. był ROCK AND ROLL.
        był też ok.60 film W RYTMIE ROCKA AND ROLLA. z angielskim
        wykonawcą- nazywał się TOMMY STEELE.

        ZABAWA NA 102.pod takim tytułem chodziła składanka muzyczna w której
        HELLEN SHAPIRO zwiedza studio muzyczne w który nagrywją różni
        wykonawcy-zapamiętałem DEL SHANNON, mr. ACKER BILK-taki jazzujący
        klarnecista.

        madison był wynalazkiem JEDENGO SEZONU.coś tak ok.63/64.nie
        wykreował gwiazd na skalę checkera.

        zagadka- który z rock'n rollowych wykonawców zasłynął JODŁOWANIEM.???
        • basilisque Re: czego się słuchało. 23.01.10, 14:30
          A jeszcze byli EVERLY BROTHERS, o których (chyba nie bez podstaw) mówi się, że byli prekursorami Simona & Garfunkla. Tu mamy wideo ich jednego przeboju:
          ALL I HAVE TO DO IS DREAM

          POza tym grali wiele innych popularnych melodyjek jak "Crtying in the rain", "Let It Be Me", "Goodbye LOve" itd.
          • billy.the.kid Re: czego się słuchało. 24.01.10, 20:33
            coś z innej beczki.
            podstawowym spodzieniem młodzieży rock'n rollowej były JEANESY.
            Najwyższy poziom to był levis straus. nastepnie wrangler.
            kosztowało to na ciuchach okrutnie pieniądze. gdzieś tam pewex
            oferował włoskie majtki SUPER RIFLE- ale to juz nie było to.

            obuw- gdzioeś tam przy okazji szłu twista ŚLIWKA-szewc z
            marszałkowskiej zaczął produkowac butki nazwane TWISTERKI. przejęło
            to od niego szewstwo z ul.rutkowskiego/dziś chmielna/ dawniej też
            chmielna. badziewie to robione było to na podeszwach z jakiegoś
            tworzywa szt. a późnij na ten szał załapał się bazar różyckiego.
            zresztą bazar ten, choc z lat 50 GENIALNIE opisał leopold tyrmand
            w swoim ZŁYM.
            przypomniałem sobie z okazji obecnej zimy- śliskie toTO było
            cholerycznie.
            naturalnie koszulki polo-i na wierzchu nieodzowna MARYNARA. stąd to
            FRUWA TWOJA MARYNARA.
            • jo_ember Re: czego się słuchało. 24.01.10, 23:30

              billy.the.kid napisał:

              > coś z innej beczki.
              > podstawowym spodzieniem młodzieży rock'n rollowej były JEANESY.
              > Najwyższy poziom to był levis straus. nastepnie wrangler.
              > kosztowało to na ciuchach okrutnie pieniądze. gdzieś tam pewex
              > oferował włoskie majtki SUPER RIFLE- ale to juz nie było to.


              ****
              Było jeszcze chyba Lee (jeans) oraz słynne bitelsówy...
                • ilnyckyj Re: czego się słuchało. 27.01.10, 10:54
                  Może to trochę Off Topic, ale ciekawe co z tymi wszystkimi "prywaciarzami" z
                  PRL-u stało się w nowej rzeczywistości... On wtedy byli enklawą rynku i
                  kapitalizmu, ale enklawą mocno kontrolowaną i pod nadzorem różnych służb.
                  • billy.the.kid Re: czego się słuchało. 30.01.10, 20:43
                    te inne słuzby to tylko i wyłącznie był URZĄD SKARBOWY. zadne inne
                    sie za bardzoi tym nie interesowały.a z urzędem skarbowym jakoś tak
                    śmiesznie 98% prywaciarzy dogadywało si.ę bezproblemowo

                    zresztą dla tzw przywatnej inicjatywy o były ZŁOTE CZASY. co się
                    zrobiło-natychmiast się sprzedawało.

                    już po tym czasie w latach 90 zajmowałem sie produkcją z tworzyw
                    sztucznych. jeszcze do 97,kiedy ruski klient przyjeżdżał-dało się
                    życ. później ruski zniknął/też zasługa naszych ukochanych wybrańców/.
                    a resztę wykończyła produkcja z kraju ŚRODKA.
    • ilnyckyj Frank Ifield 06.02.10, 15:02
      Ten jodłujący artysta zaczynał karierę w Australii (jego ojciec był tam znanym
      konstruktorem, wynalazcą jakiejś pompy lotniczej czy czegoś tym rodzaju), a
      potem w UK - i , UWAGA, jednym z tych , którzy wyprzedzili Brytyjską Inwazję
      Bitelsów itd. bo już w 62 r. doszedł do 5 pozycji w Hot 100 Billboardu właśnie z
      wspomnianym "I remember you"

      A w roku 60 miał już przebój Lucky Devil w U.K.
      • billy.the.kid Re: Frank Ifield 06.02.10, 15:55
        gieniuś PITNEY. sporo nagrywał pioseneczek.
        a ja jakoś tak zapamietałem go z piosenek o historyjkach z filmów:
        rio bravo
        the man who shot liberty valance.

        oba filmy to były wspaniałe westerny.
          • billy.the.kid Re: Pitney 07.02.10, 05:02
            jakże mogłem nie wspomniec o innych wspaniałych muzykach.
            chuck berry-jemuż to przypisywany jest PIERWSZY KAWAŁEK rock ands
            rollowy MAYBELINNE.

            no i jerry lee levis.wspaniałe traktowanie klawiszy m.in. z BUTA.

            little richard-ciury fiury. inny jego kawałek lucille wykonywany
            przez naszego rodzimego michaja burano jako LUDŻIJA.

            dziś grają. chuck może mniej po licznych przygodach narkotykowych.
          • ilnyckyj Re: Pitney 08.02.10, 20:34
            Zgadza się, był po mamusi.

            Malo kto wie, że skomponował wiele melodyjek znanych z innych wykonań, min
            wspomnianą przez Billyego HELLO MARY LOU Ricka Nelsona.


            Tak się składa, że oba te chłopaki już nie żyją. Gene od 4 lat sad

            A Ricky od 25 (zginął w katastrofie lotniczej)
            • basilisque Bobby Darin 09.02.10, 20:42
              Nie wiem czy świadkowie epoki pamiętają takiego gościa. Ja widzialem o nim film
              biograficzny, bardzo dobry, z Kevinem Spacey w roli Darina. A w roku 60-tym też
              miał wielki hit. Znany do dziś:

              BEYOND THE SEA
    • trzcinka78 Re: czego się słuchało. 14.02.10, 23:19
      > lista przebojów TOP TWENTY. Nie pamiętam czy była to lista
      > sporządzana przez tę radiostację -czy też była to lista przeniesiona
      > z NEW MUSICAL EXPRESS.
      > wtedy na listach tych królowały brenda lee, hellen shapiro,
      > elvis presley,del shanonn i jeszcze paru których nazwiska giną w

      NME - to była Brytania. A w Ameryce królowała i dziś króluje HOT 100 BILLBOARD
        • basilisque Re: Booker T. & the MG's 19.02.10, 21:54
          billy.the.kid napisał:

          > było już tu pisane że z nich wyszli steve "colonel" cropper i
          > donald "duck" dunn.podpory późniejszych bluesbrazersów.
          > dunna spotykało sie w zestawach grających z claptonem.

          Prawda to, chociaż Booker T przetrwał te inne formacje i miał wiele słynnych
          utworów łącznie z TIME IS TIGHT znacznie później
    • ole-na Greenfields 23.02.10, 22:27
      Czy ten tytuł coś wam mówi?

      Ta piosenka często towarzyszyła mi w dzieciństwie, przy czym jak zwyjkle bywa w
      takich wypadkach nie wiedziałam ani kto ani tytułu. Okazuje się, że z roku 1960.
      No i mamy na Youtubie:
      GREENFIELDS - BROTHERS FOUR

      Przystojne chłopaki, co? Ale chyba poza tą pieśnią nic więcej nie wylansowali
    • natalia-ivanovna Moon River 05.04.10, 21:26
      Właśnie oglądam sobie uroczy film "Śniadanie u Tiffany'ego" z Audrey Hepburn i
      słyszę ten wiecznie młodą melodię: "Moon River". To też początek 60-tych lat a
      nikt o tym nie wspomniał!
        • ilnyckyj Re: Moon River 07.04.10, 21:54
          Widziałem dawno, czytałem książkę. I trudno sobie wyobrazić teraz Holly
          Golightly bez Audrey Hepburn.

          A "Moon river" śpiewało dwóch Williamsów, każdy z osobna, nie spokrewnieni ze
          sobą: jeden to Anglik Andy Williams, drugi yankes, ale teraz nie pomnę imienia.
          Oba znalazły się na listach hitowych!
          • basilisque Re: Moon River 09.04.10, 17:08
            ilnyckyj napisał:

            > A "Moon river" śpiewało dwóch Williamsów, każdy z osobna, nie spokrewnieni ze
            > sobą: jeden to Anglik Andy Williams, drugi yankes, ale teraz nie pomnę imienia.
            > Oba znalazły się na listach hitowych!
            >
            >
            To był Dany Williams. Jego interpretacja mi się bardziej podobała. Nie tak
            nadęta jak Andy'ego

            www.youtube.com/watch?v=PyX8JAxz-sM
    • ilnyckyj The Tokens 16.04.10, 22:38
      Też wykatapultowali ok 60 roczku. A mało kto wie, że ten motyw znany od dawna w
      tym w paru filmach i reklamach - to właśnie The Tokens (jako pierwsi, przed
      Beach Boys piali falsetami):

      THE LION SLEEPS TONIGHT
    • basilisque Herbie! 26.04.10, 21:46
      Tak, tak - Herbie Hancock też wystrzelił na pocz. 60-tych. Trcohę inna
      konkurencja, ale okazała się bliska rockowi później poprzez funk i jazz-fusion.

      WATERMELON MAN to teraz
      standard. Proto-funk.
      W tym materiale też trochę autobiografii Herbiego!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka