Właśnie udało mi się dorwać w swoje łapska płytkę "Relationship Of Command"
tego słabo znanego mi wcześniej teksaskiego zespołu. Słyszałem wcześniej w
odniesieniu do muzyki tej grupy hasła takie jak: "post-punk", "emo
core", "noise", "Fugazi", "Jane's Addiction", "Sunshine" (ATD-I nagrali z
nimi splita, który niebawem również znajdzie się w moim posiadaniu

, "MC5"
i jeszcze parę innych. Ot takie typowe "drogowskazy", mające mniej lub więcej
wspólnego z rzeczywistością...a ta okazała się nad wyraz
piękna. "Relationship Of Command" to porcja wspaniałego gitarowego jazgotu na
najwyższym światowym poziomie. Panowie z ATD-I budują na tej płytce wprost
niesamowitą ścianę dźwięku (choć zdarzają się też spokojniejsze fragmenty jak
choćby w "Invalid Litter Dept."), a zawartej tu naturalnej energii
starczyłoby na wszystkie wydane dotychczas krążki udających ciężkie granie
Linkin Parków, Offspringów czy Limp Bizkitów. Absolutny "a-must-have" dla
tych, co to myślą, że rock umarł, a także dla tych, którzy nie chcą w to
wierzyć.