vulture
20.01.03, 00:35
Są wykonawcy (nie mówię tu o bojsendach i brytnejach), którzy mimo wielkiej
pracy włożonej w powstanie płyt i mimo całego szacunku jakim powinno
się/można (niepotrzebne skreślić) ich darzyć za dorbek artystyczny, mają
jeden wielki, poważny problem: nie umieją śpiewać na żywo. Zdarzają im się
nie tylko okazyjne kiksy, ale czasem rozkładają utwór od początku do końca.
Na pewno macie takich swoich ulubieńców- moje typy to:
Bernard Sumner (New Order)
Cyndi Lauper
Robert Plant
P.S.Zabawne wpadki zdarzają się też na niektórych płytach koncertowych, n.p.
Deep Purple. Sinead O'Connor też cieniutko...