iwa_ja
05.07.06, 23:40
Właśnie wróciłam. Jestem zachwycona, po prostu zachwycona! Co roku mam ten
sam zestaw obowiązkowy, do którego oczywiście wchodzi Don Giovanni, ale dawno
nie widziałam tak dobrego przedstawienia (będę używać imion, nie dlatego,
żeby protekcjonalnie, ale ciągle się mylę z paroma nazwiskami, więc łatwiej).
Więc przedstawienie trzymały przede wszystkim trzy osoby: Olga (genialna,
cudowna, zachwycająca i w ogóle!!!!), Leszek (chociaż parę razy
niebezpiecznie brał koguty prawie, ale jego Il mio tesoro mniodek!) oraz
odkrycie! odkrycie! odkrycie! czyli Anna. Ta ostatnia może mieć problemy ze
swoją posturą, bo kiedy się kleiła do Don Giovanniego (AK), a jest o jakieś
pół głowy wyższa, to wyglądało to trochę śmiesznie. No, ale jak widać, miłość
nie wybiera...
Niestety, AK był dzisiaj w słabszej formie głosowej (nie aktorskiej!).
Ta Anna to wielki talent, lubię taki ciemny sopran, jeżeli to tak można
nazwać. I w tym wszystkim nawet mi specjalnie nie przeszkadzały niektóre
cukierkowe gadzety, ale w Don Giovannim na ogół jest ich mniej niż w innych
przedstawieniach, nie?
Byłam z młodszą zagraniczną koleżanką, która siedziała cały czas osłupiała z
zachwytu (zna się na tych, że tak to ujmę, klockach). Dodatkowo ujęło ją,
osobę po studiach we Włoszech), że jest to tekst oryginalny. Wspaniały
pomysł, chociaż ... ciut naduzywany, np. śpiewak woła "La mia testa!" i łapie
sie...no, nie za głowę.
PS. Przepisowo całą przerwę stałam z nią przy szlabanie. Quast się nie
zgłosił.