Dodaj do ulubionych

technika czy ekspresja?

01.03.03, 23:17
W tym wypadku od razu nasuwa mi się oczywiste porównanie: Wynton czy Branford
Marsalis?
W tej chwili słucham Wyntona grającego Haydna, Mozarta i Hummela i - mimo
różnych ocen, co do jego sposobu grania - baardzo mi się ta muzyka podoba.
Ale ponieważ niewiele osób spośród was słucha tych panów, pytanie pozostawiam
otwarte...
Obserwuj wątek
    • otto_1 Re: technika czy ekspresja? 02.03.03, 12:29
      A dlaczego albo-albo ? Ekspresja - czyli wyrazanie czegoś. A nie można nic
      wyrazić nie dysponując odpowiednimi środkami, czyli techniką.

      A co do braci M., to nie mam zdania, raczej nie słucham, choć szanuję.
    • Gość: esde Re: technika czy ekspresja? IP: *.lubin.dialog.net.pl 02.03.03, 12:44
      rozmumiem ze wynton to technika a branford ekspresja tak?jesli nawet na odwrót
      to i tak obstawiam branforda - jest bardziej zróżnicowany stylistycznie, bierze
      udział równiez w "popowych" rzeczach no i ogólnie jest "bardziej ludzki" hehe :-
      ))
      • srootootoo Re: Branford!!!! 02.03.03, 13:11
        Branford!!! Wynton robi to bez duszy a to dusza jest najwazniejsza w
        muzie.Nawet Miles nie lubił Wyntona.Cenię W. ale Branford jest o niebo
        lepszy !!!!!! Czuć u niego pasję i energię w tym co robi.Polecam go z Buckshot
        Lafanque.
        • _gar_ Re: Branford!!!! 02.03.03, 15:55
          "Nawet Miles nie lubił Wyntona"
          ..Miles lubil tylko siebie wink)
          • astir Re: no tak... 02.03.03, 18:08
            _gar_ napisał:

            > ..Miles lubil tylko siebie wink)
            wink)))))

            Tak naprawdę to nie chciałam dyskusji o Marsalisach - nasunęli mi się jako
            skrajny przykład tego wątku. Natomiast analizowanie sposobów grania obu braci
            nic nie da - to tylko takie odbijanie piłeczki (dosadniej: bicie piany). Każdy
            z nas słucha tego, co w danej chwili bardziej pasuje do nastroju, pogody,
            okoliczności. A szczerze - też wolę Branforda, choć cenię czystość dźwięku i
            wirtuozerię gry Wyntona.
            Natomiast nie zgodzę się z opinią, że bez techniki muzyk nie potrafi stworzyć
            (lub odtworzyć) wspaniałej muzyki. A czy każdy wokalista musi dysponować
            sześciooktawową skalą, by mieć grono oddanych słuchaczy?
            • otto_1 Re: no tak... 02.03.03, 18:49
              astir napisała:

              >
              > Tak naprawdę to nie chciałam dyskusji o Marsalisach - nasunęli mi się jako
              > skrajny przykład tego wątku. Natomiast analizowanie sposobów grania obu braci
              > nic nie da - to tylko takie odbijanie piłeczki (dosadniej: bicie piany).
              Każdy
              > z nas słucha tego, co w danej chwili bardziej pasuje do nastroju, pogody,
              > okoliczności. A szczerze - też wolę Branforda, choć cenię czystość dźwięku i
              > wirtuozerię gry Wyntona.
              > Natomiast nie zgodzę się z opinią, że bez techniki muzyk nie potrafi stworzyć
              > (lub odtworzyć) wspaniałej muzyki. A czy każdy wokalista musi dysponować
              > sześciooktawową skalą, by mieć grono oddanych słuchaczy?

              Oczywiście, że nie każdy. Tylko ten, któremu 6 oktaw potrzebne jest do
              wyrażenia tego, co chce i jak chce. Jeżeli ktoś ma zachrypnięty bluesowy głos,
              to w porządku, ale też musi umieć nim operować. Technika to nie tylko szybkość,
              skala i mozliwości dynamiczne. To, że tak się wyrażę, całokształt tego, co
              instrumentalista lub wokalista potrafi zrobic ze swoim instrumentem/głosem.

              A wracając na chwilę do braci M. - jeżeli postawimy ich na przeciwnych
              biegunach, tzn. Wynton = technika, Branford = ekspresja, czy oznacza to, że
              Branford jest warsztatowo słabszym muzykiem od Wyntona ? No sorry...
              • astir Re: diabeł ? 02.03.03, 20:32
                otto_1 napisał:

                Technika to nie tylko szybkość,
                > skala i mozliwości dynamiczne. To, że tak się wyrażę, całokształt tego, co
                > instrumentalista lub wokalista potrafi zrobic ze swoim instrumentem/głosem.
                Ponieważ jestem bardzo zgodną osobą, bezdyskusynie przyznaję ci rację.

                > A wracając na chwilę do braci M. - jeżeli postawimy ich na przeciwnych
                > biegunach, tzn. Wynton = technika, Branford = ekspresja, czy oznacza to, że
                > Branford jest warsztatowo słabszym muzykiem od Wyntona ? No sorry...
                Ty ich nie stawiaj na biegunach!
                Postaw ich obok siebie i każ zagrać kilka gam i pasaży, to sam się przekonasz,
                do czego jest zdolny Winton. A Branford może i gra cieplej, ekspresyjniej i
                umie improwizować, ale czy jest to jakimś ewenementem w świecie muzyki?
                Marsalisowie mieli pecha, bo są braćmi i zajmują się tym samym. Dopóki będą
                grać - publiczność będzie ich porównywać, sugerując Wintonowi ograniczenie się
                do repertuaru klasycznego.
                Chodziło mi o coś innego: czy ostatnim muzykiem, który potrafił łączyć te dwa
                elementy w całość jest Paganini?
                I nawet jeśli wierzyć, że podczas komponowania otrzymywał on wsparcie
                diabelskie wink czy współczesnych nie stać na taką grę? - a może o nikim takim po
                prostu nie słyszałam.
                • astir Re: a jednak... 02.03.03, 20:45
                  słyszałam:
                  Coltrane i Hendrix, chociaż w obu przypadkach miałabym jakieś ale..
                • otto_1 Re: diabeł ? 02.03.03, 20:59
                  astir napisała:

                  > otto_1 napisał:
                  >
                  > Technika to nie tylko szybkość,
                  > > skala i mozliwości dynamiczne. To, że tak się wyrażę, całokształt tego, co
                  >
                  > > instrumentalista lub wokalista potrafi zrobic ze swoim instrumentem/głosem
                  > .
                  > Ponieważ jestem bardzo zgodną osobą, bezdyskusynie przyznaję ci rację.

                  Miło mi, a przy okazji dzięki za ciekawy wątek.
                  >
                  > > A wracając na chwilę do braci M. - jeżeli postawimy ich na przeciwnych
                  > > biegunach, tzn. Wynton = technika, Branford = ekspresja, czy oznacza to, ż
                  > e
                  > > Branford jest warsztatowo słabszym muzykiem od Wyntona ? No sorry...
                  > Ty ich nie stawiaj na biegunach!

                  To chyba ty ich tam postawiłaś !

                  > Postaw ich obok siebie i każ zagrać kilka gam i pasaży, to sam się
                  przekonasz,
                  > do czego jest zdolny Winton.

                  Obawiam się, że to moze być trudne. Czy może któryś z nich nagrał płytę
                  pt. 'Romantic scales and arppeggios' ? Przyznam, że absolutnie nie interesuje
                  mnie, jak jeden i drugi grają gamy i pasaże. Podejrzewam, że dość sprawnie, ale
                  ważniejsze, jak to wykorzystują w muzyce.

                  A Branford może i gra cieplej, ekspresyjniej i
                  > umie improwizować, ale czy jest to jakimś ewenementem w świecie muzyki?

                  Oczywiście, że nie. A czy Wynton jest ewenementem ? Obaj są dobrymi,
                  wykształconymi i sprawnymi muzykami.

                  > Marsalisowie mieli pecha, bo są braćmi i zajmują się tym samym. Dopóki będą
                  > grać - publiczność będzie ich porównywać, sugerując Wintonowi ograniczenie
                  się
                  > do repertuaru klasycznego.

                  Przykro mi,ale nie rozumiem. Wprawdzie nie jestem znawcą ich twórczości, ale
                  nie wydaje mie się, aby publicznosć gremialnie sugerowała Wyntonowi
                  ograniczenie się do repertuaru klasycznego.

                  > Chodziło mi o coś innego: czy ostatnim muzykiem, który potrafił łączyć te dwa
                  > elementy w całość jest Paganini?

                  Każdy dobry muzyk potrafi łączyć te dwa elementy w całość. Inaczej nie
                  zasługiwalby na to miano.

                  > I nawet jeśli wierzyć, że podczas komponowania otrzymywał on wsparcie
                  > diabelskie wink czy współczesnych nie stać na taką grę? - a może o nikim takim
                  po
                  >
                  > prostu nie słyszałam.

                  Na temat gry Paganiniego również nie mam zdania, bo nie słyszałem. Nie zostawił
                  po sobie żadnych nagrań, więc jeżeli twierdzisz, że od jego czasów nikt tak
                  dobrze nie grał, to musisz być bardzo wiekową osobą.
                  • astir Re: i po co mi były te Marsalisy? 02.03.03, 22:43
                    otto_1 napisał:

                    a przy okazji dzięki za ciekawy wątek.
                    Ciekawy? Obecnie tylko dzięki temu, że się odezwałeś, nie spadł on w
                    zapomnienie.
                    >
                    > To chyba ty ich tam postawiłaś !
                    Jako pierwsze, mimowolne skojarzenie i do tego nie na biegunach! Cały czas
                    chodzi mi o to, że te dwa elementy można zjednoczyć, natomiast (poczytaj forum -
                    ludzie najchętniej rozdrobniliby wszystko na kawałki 'najlepszy
                    gitarzysta', 'najwspanialszy perkusista', 'najważniejszy zespół'itd. Mnie to
                    wkurza, bo albo granie/śpiewanie/pop/h-h/disco.... jest dobre i wykonawca swoją
                    robotę wykonuje na najwyższym poziomie, albo jest to kolejny chłam pod
                    publiczkę.
                    >
                    > > Postaw ich obok siebie i każ zagrać kilka gam i pasaży, to sam się
                    > przekonasz,
                    > > do czego jest zdolny Winton.
                    > Obawiam się, że to moze być trudne. Czy może któryś z nich nagrał płytę
                    > pt. 'Romantic scales and arppeggios' ? Przyznam, że absolutnie nie interesuje
                    > mnie, jak jeden i drugi grają gamy i pasaże. Podejrzewam, że dość sprawnie,
                    ale
                    > ważniejsze, jak to wykorzystują w muzyce.
                    Chyba znowu masz rację.
                    >
                    > A Branford może i gra cieplej, ekspresyjniej i
                    > > umie improwizować, ale czy jest to jakimś ewenementem w świecie muzyki?
                    > Oczywiście, że nie. A czy Wynton jest ewenementem ? Obaj są dobrymi,
                    > wykształconymi i sprawnymi muzykami.
                    No to po co ta dyskusja o Marsalisach???
                    A mieli być tylko przykładem, ech...
                    >

                    > nie wydaje mie się, aby publicznosć gremialnie sugerowała Wyntonowi
                    > ograniczenie się do repertuaru klasycznego.
                    Gremialnie może nie, ale te kilka procent, które zostaje przy Wintonie jazzowym
                    chyba nie powinno stanowić powodu do dumy. Reszta docenia jego umiejętności
                    techniczne, baardzo sceptycznie odnosząc się do umiejętności czucia duszy
                    jazzu. I to nie jest mój wymysł - krytycy (głównie jazzowi) oraz publiczność
                    rzeczywiście sugerują mu odejście od wszelkich form improwizacji.

                    > > Chodziło mi o coś innego: czy ostatnim muzykiem, który potrafił łączyć te
                    > dwa
                    > > elementy w całość jest Paganini?
                    >
                    > Każdy dobry muzyk potrafi łączyć te dwa elementy w całość. Inaczej nie
                    > zasługiwalby na to miano.
                    O właśnie! Każdy? A do którego momentu? Tych, których ja znam (pewnie za mało)
                    prędzej czy później zaczynają robić się gwiazdami, zatracając się nie tyle w
                    muzyce, co w robieniu otoczki 'artysty' lub pieniędzy. Żeby było jasne - nie
                    mam im tego za złe, ale czegoś mi po prostu żal...szczególnie, gdy w
                    początkowej fazie nagrywania/występów widać tę pasję i żarliwość (nawet
                    nieczyste technicznie) w przekazywaniu innym swych myśli/emocji. Gdzie ona
                    ucieka?

                    > Na temat gry Paganiniego również nie mam zdania, bo nie słyszałem. Nie
                    zostawił
                    > po sobie żadnych nagrań, więc jeżeli twierdzisz, że od jego czasów nikt tak
                    > dobrze nie grał, to musisz być bardzo wiekową osobą.
                    Pewnie nie będzie ci się chciało, ale zostało trochę wspomnień i pamiętników
                    osób, które go słyszały
                    Jestem osobą bardzo wiekową - dzisiaj doszłam do wariacji goldbergowskich Bacha
                    i mam zamiar systematycznie się cofać.
                    • otto_1 Re: i po co mi były te Marsalisy? 02.03.03, 23:57
                      astir napisała:

                      > > To chyba ty ich tam postawiłaś !
                      > Jako pierwsze, mimowolne skojarzenie i do tego nie na biegunach! Cały czas
                      > chodzi mi o to, że te dwa elementy można zjednoczyć,

                      Pełna zgoda, i moim zdaniem taki wypadek zachodzi zawsze, kiedy mamy do
                      czynienia z dobrą, dobrze graną muzyką. Oczywiście ludzie muszą różnić się w
                      kwestii co nią jest, a co nie jest. Ale jeżeli koncert lub płyta mnie (lub
                      Ciebie) porusza, to najprawdopodobniej zarówno z techniką, jak i z ekspresją
                      muzyka wszystko jest w porządku.
                      natomiast (poczytaj forum
                      > -
                      > ludzie najchętniej rozdrobniliby wszystko na kawałki 'najlepszy
                      > gitarzysta', 'najwspanialszy perkusista', 'najważniejszy zespół'itd. Mnie to
                      > wkurza, bo albo granie/śpiewanie/pop/h-h/disco.... jest dobre i wykonawca
                      swoją
                      >
                      > robotę wykonuje na najwyższym poziomie, albo jest to kolejny chłam pod
                      > publiczkę.

                      Zgoda. Mnie też nie pasjonują takie wątki i raczej ich nie czytam. Ale jakiś
                      czas temu przeczytałem prawie cały wątek 'najlepszy gitarzysta' i mało tam było
                      roztrząsania kwestii technicznych. Ludzie po prostu typowali swoich ulubionych
                      gitarzystów -tych, których lubią słuchać. Np. bardzo wielu wymieniało
                      Knopflera, którego trudno uznać za superszybkiego wymiatacza, natomiast jest on
                      muzykiem o własnym, niepowtarzalnym stylu i brzmieniu (dzięki m. in.
                      specyficznej technice gry), które trudno podrobić.
                      > >
                      > > > Postaw ich obok siebie i każ zagrać kilka gam i pasaży, to sam się
                      > > przekonasz,
                      > > > do czego jest zdolny Winton.
                      > > Obawiam się, że to moze być trudne. Czy może któryś z nich nagrał płytę
                      > > pt. 'Romantic scales and arppeggios' ? Przyznam, że absolutnie nie interes
                      > uje
                      > > mnie, jak jeden i drugi grają gamy i pasaże. Podejrzewam, że dość sprawnie
                      > ,
                      > ale
                      > > ważniejsze, jak to wykorzystują w muzyce.
                      > Chyba znowu masz rację.
                      > >
                      > > A Branford może i gra cieplej, ekspresyjniej i
                      > > > umie improwizować, ale czy jest to jakimś ewenementem w świecie muzyk
                      > i?
                      > > Oczywiście, że nie. A czy Wynton jest ewenementem ? Obaj są dobrymi,
                      > > wykształconymi i sprawnymi muzykami.
                      > No to po co ta dyskusja o Marsalisach???
                      > A mieli być tylko przykładem, ech...
                      > >
                      >
                      > > nie wydaje mie się, aby publicznosć gremialnie sugerowała Wyntonowi
                      > > ograniczenie się do repertuaru klasycznego.
                      > Gremialnie może nie, ale te kilka procent, które zostaje przy Wintonie
                      jazzowym
                      >
                      > chyba nie powinno stanowić powodu do dumy. Reszta docenia jego umiejętności
                      > techniczne, baardzo sceptycznie odnosząc się do umiejętności czucia duszy
                      > jazzu. I to nie jest mój wymysł - krytycy (głównie jazzowi) oraz publiczność
                      > rzeczywiście sugerują mu odejście od wszelkich form improwizacji.

                      OK, chyba masz rację.
                      >
                      > > > Chodziło mi o coś innego: czy ostatnim muzykiem, który potrafił łączy
                      > ć te
                      > > dwa
                      > > > elementy w całość jest Paganini?
                      > >
                      > > Każdy dobry muzyk potrafi łączyć te dwa elementy w całość. Inaczej nie
                      > > zasługiwalby na to miano.
                      > O właśnie! Każdy? A do którego momentu? Tych, których ja znam (pewnie za
                      mało)
                      > prędzej czy później zaczynają robić się gwiazdami, zatracając się nie tyle w
                      > muzyce, co w robieniu otoczki 'artysty' lub pieniędzy. Żeby było jasne - nie
                      > mam im tego za złe, ale czegoś mi po prostu żal...szczególnie, gdy w
                      > początkowej fazie nagrywania/występów widać tę pasję i żarliwość (nawet
                      > nieczyste technicznie) w przekazywaniu innym swych myśli/emocji. Gdzie ona
                      > ucieka?

                      Hm, coś jest na rzeczy w tym, co piszesz, ale bez przesady. Ten opis zapewne
                      pasuje do wielu muzyków, ale czy naprawdę do wszystkich ? (poza Paganinim wink
                      Ja nie jestem aż takim pesymistą, poza tym wiele tu zależy od subiektywnego
                      odbioru. Dla jednych Metheny to wielki artysta, dla innych twórca komercyjnego
                      szajsu.
                      >
                      > > Na temat gry Paganiniego również nie mam zdania, bo nie słyszałem. Nie
                      > zostawił
                      > > po sobie żadnych nagrań, więc jeżeli twierdzisz, że od jego czasów nikt ta
                      > k
                      > > dobrze nie grał, to musisz być bardzo wiekową osobą.
                      > Pewnie nie będzie ci się chciało, ale zostało trochę wspomnień i pamiętników
                      > osób, które go słyszały

                      Dzięki czemu sporo wiemy na temat odbioru jego gry i jego osoby, natomiast
                      nadal niewiele o samej grze. I raczej już nigdy nie dowiemy się, czy był
                      lepszym skrzypkiem niż np. Bartłomiej Nizioł czu Itzhaak Perlman.

                      > Jestem osobą bardzo wiekową - dzisiaj doszłam do wariacji goldbergowskich
                      Bacha
                      >
                      > i mam zamiar systematycznie się cofać.

                      Zyczę przyjemnego cofania się (choć przy Bachu warto zatrzymać się dłużej).
                      Pozdrawiam
    • _gar_ Re: technika czy ekspresja? 02.03.03, 15:53
      ..Wynton przede-wszystkim jest muzykiem bardzo inteligentnym ;nie tylko w
      sposobe grania ale i w doborze repertuaru czy nawet skladu muzycznege
      ...jezeli wziasc pod uwage np jego dorobek muzyczny bazujacy na gruncie klasyki
      to jest on naprawde "wysokich lotow"
      ..zawsze jest bardzo komunikatywny aranzujac i eksperymentujac nie tylko na
      gruncie trad-jazz (z ktorym jest silnie zwiazany)ale i w zupelnie nowych
      odniesieniach muzycznych(zawsze z rozwaga i bez tandetnego efekciarstwa)

      ..Branforda lubie rownie bardzo ale sa to wybrane plytki(wydaje mi sie ze
      czasem trafial z swoimi aranzacjami niczym przyslowiowa kula w plot)

      .. w muzyce obu panow mozna sie doszukac ogromnego zasobu ekspresji zawartej
      nie tylko w sposobie grania ale i w konsekfencji artystycznej.
      _ _
      gar
      • srootootoo Re: technika czy ekspresja? 02.03.03, 16:14
        _gar_ napisał:

        > ..Wynton przede-wszystkim jest muzykiem bardzo inteligentnym ;nie tylko w
        > sposobe grania ale i w doborze repertuaru czy nawet skladu muzycznege
        > ...jezeli wziasc pod uwage np jego dorobek muzyczny bazujacy na gruncie
        klasyki
        >
        > to jest on naprawde "wysokich lotow"
        > ..zawsze jest bardzo komunikatywny aranzujac i eksperymentujac nie tylko na
        > gruncie trad-jazz (z ktorym jest silnie zwiazany)ale i w zupelnie nowych
        > odniesieniach muzycznych(zawsze z rozwaga i bez tandetnego efekciarstwa)
        >
        > ..Branforda lubie rownie bardzo ale sa to wybrane plytki(wydaje mi sie ze
        > czasem trafial z swoimi aranzacjami niczym przyslowiowa kula w plot)
        >
        > .. w muzyce obu panow mozna sie doszukac ogromnego zasobu ekspresji zawartej
        > nie tylko w sposobie grania ale i w konsekfencji artystycznej.
        > _ _
        > gar

        No nie jestem do końca przekonany co do tych aranżacji Wyntona...są nieraz
        takie "matematyczne" i łatwe do przewidzenia....a obok Milesa to on nawet nie
        stał...oj przepraszam raz stanął to go Miles wygonił...
        • _gar_ Re: technika czy ekspresja? 02.03.03, 16:43
          .....nie grzechem jest tworzyc z matematyczna dokladnoscia ale mierzyc ja w ten
          sposob
          • srootootoo Re: technika czy ekspresja? 02.03.03, 16:49
            _gar_ napisał:

            > .....nie grzechem jest tworzyc z matematyczna dokladnoscia ale mierzyc ja w
            ten
            >
            > sposob
            >

            Święte słowa ...święte słowa i Milesowi nikt nie podskoczy.O!
    • Gość: esde Re: technika czy ekspresja? IP: *.lubin.dialog.net.pl 02.03.03, 17:59
      miles milesem, ale nie robmy z niego jakiegos ze sie tak niezrecznie
      wyraże "probierza"; wynton w sumie obraca sie w glownym nurcie i klasyce,a
      branford tez na roznych obrzezach;mozna by jeszcze dorzucic imie delfayo, czyli
      tez marsalis a grajacy na puzonie, ale malo znany jakos nie?
    • aric To ja zmienie temat 03.03.03, 11:40
      Bo chyba nie o to chodziło w tym wszystkim.
      Najbardziej odpowiednim byłoby, aby technika połączona z temperamentem muzyków
      dawała niesamowity efekt. Czyli aby ich ekspresja porywała tłumy, ale nie była
      jedynie ekspresją wypływającą z tego czym są wykonawcy, lecz była podszyta
      dobra techniką.
      Jednak to czego słucham nie zawsze pokazuje, że tak jest. Ale ja jestem
      zwolennikiem zdecydowanie ekspresji niż techniki. Czasem się dzieje tak, że
      muzycy bardzo dobrzy technicznie łączą się ze sobą, aby cos stworzyć i wychodzi
      z tego takie sobie nic z popisami, bez duszy. Natomiast czasem zdarza się tak,
      że kilku muzyków o wątpliwej technice potrafi stworzyc kawał dobrej muzyki,
      porywajacej, prostej, ale posiadającej w sobie cos czego nie da sie okreslić.
      Dla mnie takim zespołem zawsze bedzie Rolling Stones. Ja stawiam na ekspresję.
      • srootootoo Re: To ja zmienie temat 03.03.03, 20:24
        Jestem za!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka