vulture
31.05.03, 01:07
40 x 40 to koncert, podczas którego zaprezentowane zostały utwory z
poprzednich 39 festiwali, wybrane w głosowaniu przez publiczność festiwalową.
Piosenki zaprezentowano w różnych wersjach. Aby oddać choć częściowo ogrom
całego przedsięwzięcia, opiszmy, co po kolei dotarło do uszu i oczu
publiczności, zgromadzonej w Amfiteatrze i przed telewizorami:
1. KASIA KLICH „W siną dal”/”Trzynastego”/”Nie bądź taki szybki
Bill”/”Trzynastego”. Zamordować cztery utwory w trzy minuty to pewnego
rodzaju osiągnięcie. Kasia Klich zaprezentowała wygląd i styl aranżacyjny a
la Danuta Błażejczyk, co z pewnością spowoduje popularność artystki w klubach
polonijnych na Ukrainie i Białorusi.
2. JANUSZ RADEK „Dziwny jest ten świat”. Laureat Festiwalu Piosenki
Aktorskiej, odziany jak pacholę z czworaków, udowodnił, że tego utworu nikt
inny poza Czesławem Niemenem wykonywać nie powinien. Nie było to specjalnie
konieczne, ale się stało...
3. TADEUSZ WOŹNIAK „Zegarmistrz światła”. Artysta, wyjęty z nieco innej
rzeczywistości (dla fanów Blue Cafe i Kasi Klich jego występ musiał być
szokiem) zaprezentował przebój na szczęście nie wzbogacając go o żadne
usprawnienia aranżacyjne.
4. BRACIA CUGOWSCY „Takie ładne oczy”/”Anna Maria”/Biały krzyż”. Gdyby
kazano pijanym muzykom Uriah Heep nagrać przeróbkę hitu Czerwonych Gitar,
pewnie brzmiałaby podobnie. Ponieważ muzycy Uriah Heep byli widocznie
niedopici, bracia Cugowscy odwalili robotę za nich. I to trzy w jednym!
Zdolne chłopaki, tatuś będzie dumny.
5. HALINA FRĄCKOWIAK „Radość o poranku”/”Kwiat jednej nocy”/”Serca
gwiazd”. Koncert obfitował w mniej lub bardziej zabawne wiązanki kilku
piosenek, ciekawie zinterpretowane przez różnych wykonawców. Pani Halina
Frąckowiak stanęła na wysokości zadania i z właściwą sobie gracją zamordowała
aż trzy utwory z tekstami Jonasza Kofty.
6. MICHAŁ BAJOR „Wakacje z blondynką”/”Song o ciszy”/”Jej portret”.
Spora konkurencja dla Haliny Frąckowiak. Artysta, trzęsącym się i łamiącym
głosem (może mikrofon był za ciężki) dokonał zamachu na kolejne trzy piosenki
z tekstami Jonasza Kofty. To, że artystom towarzyszył chórek z programu „Jaka
to melodia” przestało być zabawnym przypadkiem.
7. MICHAŁ BAJOR „Ogrzej mnie”/”Nie chcę więcej”. Artysta odebrał z rąk
prezydenta Opola nagrodę za 30-lecie pracy twórczej, w związku z czym
pozwolono mu wykonać jeszcze jedną wiązankę przebojów, ale tym razem nie
masakrował cudzych utworów, tylko własne. Jeśli to w ogóle może być jakimś
usprawiedliwieniem.
8. LESZCZE „Jesteśmy na wczasach”/”Gdzie się podziały tamte
prywatki”/”Bo z dziewczynami”/”Nie liczę godzin i lat”. Zespół Leszcze zrobił
najmądrzejszą rzecz na świecie i nie potraktował starych opolskich szlagierów
jak klasyki hard rocka, tylko wykonał je w wersji na tzw. jajo, co pozwoliło
w pewien sposób określić sens występu tej formacji. Zakładając, że jakiś był.
9. EDYTA GÓRNIAK „Walc Embarras”/”Powrócisz tu”. Nasza narodowa
specjalistka od interpretacji pieśni tradycyjnych wystękała i wyspazmowała
wiązankę dwóch przebojów Ireny Santor, wyjątkowo nie płacząc na koniec
występu.
10. K.A.S.A. „Najwięcej witaminy”. W zasadzie wersja nowa niewiele
różniła się od wersji starej... z tym że występ Andrzeja Rosiewicza sprzed
dwudziestu lat był zamierzenie zabawny.
11. MONIKA AMBROZIAK „Gdzie ci mężczyźni”. Chyba po raz pierwszy w
historii festiwalu dobrano wykonawczynię klasyki stosownie do gabarytów
wykonawczyni oryginału. Tylko Danuta Rinn nie wyglądała jak kosmita, który
przypadkowo zabłądził do obiektu pełnego ludzi.
12. CZARNO-CZARNI „Żegnaj lato na rok”/”Zakazany owoc”/”Daj mi tę noc”.
Biedna Zdzisława Sośnicka pewnie pomyślała, że Czarno-Czarni na poważnie
składają jej hołd. Krzysztof Antkowiak i Bolter chyba nie mają takich
złudzeń...
13. BAJM „Piechotą do lata”. Beata Kozidrak jak zwykle urzekła wszystkich
oryginalnym wizerunkiem scenicznym – tym razem przebrała się za pielęgniarkę
ze „Szpitala na peryferiach”... Aaaaa!!!
14. IZABELA TROJANOWSKA „Tyle samo prawd ile kłamstw”/”Wszystko czego
dziś chcę”. Gwiazda „Klanu” zaprezentowała na scenie opolskiego amfiteatru
ciekawy szlafrok z korridy oraz taki sam warsztat wokalny, jak dwadzieścia
lat temu. Pogratulować konsekwencji.
15. EDYTA GEPPERT „Jaka róża taki cierń”. Sztandarowa płaczka festiwalu
(godna następczyni Anny German pod tym względem) w swoim pierwszym przeboju.
Powróciły wszystkie traumy z dzieciństwa.
16. MAŁGORZATA OSTROWSKA „Szklana pogoda”. Artystki w Opolu chyba
przebierały się w dużym pośpiechu - poza przebojem Lombardu, Małgorzata
Ostrowska zaprezentowała na sobie spodnie, które kilkanaście minut wcześniej
nosiła Beata Kozidrak. Panie chyba stoczyły ciężką bitwę o strój, gdyż
nogawki wyglądały, jakby zostały poszarpane przez wściekłego niedźwiedzia.
17. KOMBI II „Słodkiego miłego życia”. Reaktywowana w 2/3 (albo w ½,
zależnie na który skład się spojrzy) legenda polskiej kaszany, skaszaniła
własny hit sprzed 19 lat. Może rozwiązanie O.N.A. wcale nie było takim dobrym
pomysłem, jak się wydawało. Gdyby tylko można było przewidzieć konsekwencje...
18. RYSZARD RYNKOWSKI „Wypimy za błędy”. Przed występem artysta odebrał
Platynową Płytę z rąk prezesa Pomaton EMI. Na szczęście taktownie
przemilczano fakt, że dzisiaj taką nagrodę dostaje się za bardzo niewielką
ilość sprzedanych egzemplarzy. Wypijmy za błędy, bo co innego pozostało...
19. BUDKA SUFLERA „Bal wszystkich świętych”/”Takie tango”/”Jeden raz”.
Zespół odebrał także nagrodę TV Polonia za tytuł najpopularniejszego artysty
polskiego za granicą. W zasadzie możemy się zrzec Budki i oddać ją w
prezencie temu krajowi, który na nią tak zawzięcie głosował (miejmy nadzieje,
że to Chiny albo Australia).
20. BRATHANKI „W kinie w Lublinie”. Ostatnio moda na góralszczyznę
przeminęła, a więc i artystom, popularnym dwa lata temu, gorzej się wiedzie,
co można było wydedukować z zabiedzonego wyglądu Halinki Mlynek, która chyba
nie mogła sobie pozwolić na fryzjera, bo wyglądała, jak człowiek zwykle
wygląda, budząc się rano po całonocnej imprezie.
21. WILKI „Baśka”. Już było, ale wiadomo, że dobre kawałki nie mogą się
znudzić.
22. MARYLA RODOWICZ „Kolorowe jarmarki”/”Mówiły mu”/”Jadą wozy
kolorowe”/”Niech żyje bal”/”Ale to już było”. Nasze dobro narodowe w ciążowym
dresie otrzymało Grand Prix festiwalu – nagrodę, którą kiedyś otrzymywało się
za nowy przebój, zaprezentowany w bieżącej edycji imprezy. Ponieważ nowy
przebój Maryli Rodowicz nie za bardzo nadaje się do prezentacji publicznej,
artystka odebrała z rąk Sławomira Zielińskiego nagrodę za stare przeboje.
Nagroda za tzw. całokształt poszła do osoby, której całego kształtu nie da
się nie zauważyć, a więc wszystko jest w porządku...
I tak dobiegł końca pierwszy z dwóch dni tegorocznego festiwalu w Opolu.
Życzymy miłych snów oraz kolejnych udanych rocznic, jak na każdym festiwalu
opolskim...