Dodaj do ulubionych

Nuda w jazzie

19.05.07, 08:04
Straszno jest,kiedy jazz grzeszy nudą i nijakością...
Wczoraj byłem we wspaniałym miejscu ( szkoda tylko,że nie serwują tam piwa,
miałem wczoraj ogromną ochotę na małego browara, a tam można dostać tylko
herbatkę i słodkie bułeczki), na niesamowicie nudnym koncercie.
Miejsce: podziemia kościoła na terenie bielańskiego Uniwersytetu,
bohaterowie : kwartet Janusza Muniaka.
Cały koncert przebiegał według tego samego, nieznośnego jak ból zęba,
scenariusza: najpierw solówka Muniaka, potem pięć minut dla gitarzysty,
następnie jeszcze krótsze pięć minut basisty, chwila dialogu całego kwartetu
i finał znowu dla Muniaka. Gdyby ten koncert trwał piętnaście minut to nie
miałbym powodów do narzekań,bo muzykami ci czterej kolesie nie są złymi,ale
po kilkudziesięciu minutch trudno było oprzeć się atakowi ziewania.Wszystko
grali na jedno kopyto.
I chociaż kwartet grał prawie jak band Joe Hendersona z cudownej płyty "So
Near, So Far", to jednak to "prawie" wznosi kolosalną różnicę.
This is jazz...Too...
Obserwuj wątek
    • pharoah Re: Nuda w jazzie 19.05.07, 11:26
      Moze po paru piwach byłoby ciekawiejsmile)))....
      • nnnbbb Re: Nuda w jazzie 22.05.07, 09:41
        A może byłoby ciekawiej, gdybyś słyszał, co GRA Muniak?
        • jasiek_natolin Re: Nuda w jazzie 24.05.07, 00:10
          No tak, niektórzy po paru piwach patrzą na świat przychylniejszym okiem...
          Ale nie ja...Czyli piwo niewiele by pomogło.
          Sądzę,że słyszałem,co GRA Muniak...Ale w końcu nie można wykluczyć
          możliwości,że jestem głuchy jak pień i tylko mi sie wydawało,że słyszę...Co
          innego słuchać,a co innego słyszeć, he he.
          Ten koncert to dowód na to,że wysoki poziom muzyków nie jest jeszcze gwarancją
          dobrego koncertu.
    • fnoll tia, Muniak to taki "jazz do kotleta" 24.05.07, 23:50
      ponoć kiedyś był młody i zdolny, ale osobiście jak go pierwszy raz usłyszałem
      jakieś dwanaście lat temu to mnie zmierził z miejsca - gra jak typowy popowy
      artysta, bez inwencji, bez feelingu, i bez groovu, tylko może w nieco bardziej
      złożony sposób niż taka mandaryna na przykład - fuj!

      podobnie w moim odczuciu gra np. możdżer, z małymi wyjątkami - ostatnio
      przesłuchałem jego płytę nagraną z całkiem żywym skądinąd jaskułke, o nazwie
      "melisa" - fuj! fuj! - istotnie usypiająca nuda, takie typowe ECM sprzed ćwierć
      wieku zagrane totalnie bez werwy, jakby np. jarrett i garbarek grali na
      potrójnej dawce środków uspokajających zapitych eterem

      skąd się bierze muzykom taka faza???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka