Dodaj do ulubionych

Kto byl wczoraj na koncercie Tori ?

20.06.07, 10:16
jak wrazenia ? Widzialam set liste, wyglada smakowicie smile
Obserwuj wątek
    • Gość: mia Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.07, 12:30
      niesamowicie energiczna, swietnie spiewa, jednoczesnie grajac dwoma rekami na
      fortepianie i pianinie

      eeech, jest boska, coz tu kryc smile
      • barbari Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? 20.06.07, 19:13
        Ech...
        Byłam... widziałam... i żałuję, że tak szybko minęło. Chociaż grała prawie dwie
        i pół godziny... Fantastyczny koncert, a właściwie śmiało można powiedzieć, że
        show. Jej energii starczyło mi jeszcze na cały dzisiejszy dzień...
        Pozdrawiam wszystkich, fanów. A tym, którzy się zastanawiali, czy pójść...i nie
        poszli? No cóż,zła decyzja.
    • tomko-tomko Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? 20.06.07, 20:33
      Koncert był rewelacyjny, magiczny, wyjątkowy! Znakomicie zaśpiewany i zagrany,
      mimo ze Tori miała jakąś kontuzję prawej dłoni. Wielka artystka, niesamowita
      kobieta, naprawdę jestem szczęśliwy że tam byłemsmile
      • Gość: Listek Kaczkowski i Tori IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.07, 21:47
        Mi sie Tori znudzila przez Pana Kaczkowskiego, ktory jakis czas temu tak sie nia
        zafascynowal ze nie ma audycji bez Tori. To sie robi nudne...
        • stryj.pepin Re: Kaczkowski i Tori 20.06.07, 22:22
          Ależ misiu.
          Mowa jest o koncercie w Kongresowej a nie o tym czy lubisz Tori. Paniał?
      • theagata Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? 20.06.07, 23:04
        bardzo dobry koncert, dużo żywiołowego grania, wspaniały zespół towarzyszący i
        jedynie moment gdy Tori śpiewała przy akompaniamencie samego fortepianiu był
        trochę nużący (widziałam ludzi którzy ziewali), ale to drobnostka przy całości
        tego wspaniałego spektaklu;
        polubiłam Tori bo jest koleżanką Maynarda wink teraz udowodniła, że jest
        wspaniałą artystką, a na scenie wyczynia wspaniałe sztuki grając jedną ręką na
        fortepianie a drugą jednocześnie na organach i trudno było wysiedzieć w tych
        okropnych czerwonych fotelikach bo nóżki same chodziły smile)
        • tomko-tomko Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? 21.06.07, 23:29
          theagata napisała:


          > polubiłam Tori bo jest koleżanką Maynarda wink teraz udowodniła, że jest
          > wspaniałą artystką...



          Tori udowodniła to conajmniej 15 lat temu...
          • theagata Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? 21.06.07, 23:44
            tomko-tomko napisał:

            > Tori udowodniła to conajmniej 15 lat temu...

            być może, ale wtedy mnie nie interesowała.
    • zbyszu Umarłem, czy mnie opętało? 22.06.07, 15:09
      Przez 3 dni umierałem...Od wtorku świat ciągle jest Muzyką a każda
      napotkana kobieta jest Nią. Nieważne czy Pip’e, Santą, Isabel, Clyde
      czy...Tori. Jest wszędzie. Omamia, zniewala, doprowadza do szaleństwa, a ja się
      temu z rozkoszą poddaję.
      Warszawa przywitała mnie deszczem. Wyglądała zwyczajnie. Ludzie gdzieś
      się śpieszyli, Złote Tarasy wabiły architekturą a Pałac Kultury stał gdzie miał
      stać. Tylko ten napis na nim wyglądał dziś nieco inaczej: „Kongresowa”.
      Czy już przed śmiercią pokonuje się wrota do raju? Ja je pokonałem tuż
      po 19.00-tej. Ludzie wyglądali raczej zwyczajnie, choć ich rozmowy już takie
      nie były. Głosy podniesione, wręcz podniecone. Przebiegła nawet taka malutka
      Tori Amos. Drobniutki rudzielec, uczesany i ubrani niemal identycznie jak Tori
      z okładki ostatniej płyty z kurą w ręku. Dziewczę kury nie miało (jak by
      przecież wyglądała z nią wśród publiczności???), ale i tak można było się
      prawie pomylić.
      „Kongresowa” jest śliczna. Niewygodne krzesła, były niczym dyby podczas
      koncertu. Czerwonawo-purpurowe obicia, loże i lożunie – miejsce idealne na
      kongres LPR-u. Ale nie to było ważne – wzrok i tak był wlepiony w scenę. Kiedyż
      ona wyjdzie?
      Wpierw wyszła nie Ona – ale pan Joshua. Wyszedł, zaśpiewał, zrobił
      zdjęcie publiczności i sobie poszedł. Taki prawie prawie Damien Rice wink
      Minęła 21.00 a ja nadal umierałem. Siedziałem wręcz zdrętwiały w swoim
      foteliku, gdy nagle scena zrobiła się czerwona. Perkusja nadała rytm dla serca.
      Po raz kolejny zamarłem i...wrzasnąłem. Wyszła energicznie, pewnie,
      zdecydowanie: Santa - śliczniutka blondyneczka. Ciekawe co sobie pomyślał ów
      rudzielec, który teraz siedział kilka rzędów przede mną.
      Zaczęła od „Body and Soul”. Sweet communion do pierwszych sekund. A ja
      nie klaskałem, nawet nie wiem w którym momencie porwała mnie dźwiękami „My
      Possie Can Do”. Do przytomności doprowadza mnie „Uhuuuuu!!!” – tak to
      będzie „God”. Znów wrzasnąłem, tym razem już klaskałem jak opętany. Obok jakiś
      facet spojrzał na mnie jak na wariata. Co tam – przecież mnie nie zna i
      prawdopodobnie już nigdy się nie spotkamy. Minęło dopiero z 15 minut koncertu a
      ja już cały zlany potem. Na szczęście teraz „Dragon” – więc opadam na fotel.
      Odpływam...nie na długo. „ Secret Spell” oraz „You Can Bring Your Dog” znów
      wyrywają wręcz z fotela. Tori szaleje między fortepianem na keyboardem. I ona
      ma zwichniętą rękę?
      Ale cóż to? Znika. Ale nie głos. Tenże towarzyszu muzykom i światłu,
      które teraz szaleje nie tylko po scenie. „Professional Widow” – „Kongresowa”
      faluje, mój sąsiad stał się jak ja wariatem. Klaszcze, podryguje, nawet
      gwiżdże wink
      Wraca Tori. Tak, tym razem już Tori. Znajomy Rudzielec. Rudzielec z
      widowni zaś wariacko podskakuje. „Big Wheel” porywa ludzi z miejsc. Zaraz
      później „Crucify”, ale wcześniej pada najważniejsze zdanie wieczoru: „I know
      where I am right now”. Tak może być tylko tutaj, w Polsce, w Warszawie.
      Jeszcze tylko „Caught A Lite Sneeze”, jeszcze tylko przedstawienie zespołu i
      wybrzmiewa chyba najsłynniejszy wstępniak fortepianowy. „Cornflake Girl” –
      publiczność już wściekle ryczy. Gdy Tori Tori gra solo na fortepianie – ryk
      wraca. Szaleństwo, po którym wręcz konieczne jest właśnie takie „Bells For
      Her”. Znów odpływam i znów nie na długo. Wreszcie wycieczka na płytę „Venus” –
      „Glory of the 80-s”. Może będzie też „1000 oceans”? Umarłbym, który to już raz
      dziś?
      Takie „umieranie” musi być cudowne. Na scenie coś miga, ludzie poginęli gdzieś
      w czerwonych fotelach. Widać tylko fortepian i Tori – słychać to samo.
      Kolejno „Winter”, „Baker Baker”; „Putting The Damage On” (jakie to piekne).
      Ludzie powiadają, ze w tej części koncertu ktoś ziewał. Jak można tak kłamać wink
      Razem z „Black-Dove” wraca zespół. To jeden z piękniejszych momentów koncertu.
      Tori raz delikatna, raz drapieżna, raz gdzieś ginie a zaraz pełno jej na
      scenie. Znów umieram. Potem jeszcze groźnie zagrane i mrocznie
      zaśpiewane „Code Red” z nowej płyty i Tori jak wbiegła 2 godziny temu tak też i
      wybiegła.
      Ludzie stoją, klaszczą, mają dziwne powykrzywiane twarze, mój sąsiad nawet
      podskakuje. Nie poznaję gościa, a taki było spokojny...Słychać wreszcie jakieś
      takty, tłum rozpoznaje w nich początek „Precious Things”. Tłum rusza pod scenę.
      Tłum wrzeszczy. Tłum pewnie wyniósł by Tori na rękach. Niepotrzebnie, bo za
      chwilę pojawia się sama. Znów jest pięknie.
      Też nie wytrzymałem w swoim foteliku. Podbiegłem bliżej, zafalowałem z ludźmi.
      Jest cudownie a za chwile jeszcze cudowniej. Oto „Bouncing off Clouds”. Jak
      nic, to musi być kolejny singiel z płyty. Jeśli wcześniej było pięknie, to ja
      jest teraz? Przepięknie? Przeprezepięknie???
      Chwilo trwaj!!! Tori wracaj!!! Wróciła z „ Pancake” i „Hey jupiter”, które
      chyba zawsze kończy jej koncert. Opadłem. Ciągle oklaski. Światło jaskrawe
      oświetla ludzi. Kończy się umieranie? Nie, dopiero się zaczyna.
      Minęły 3 dni umierania. Miałem wrócić do żywych. Na chwilę się udało. Udało się
      też skreślić tych klika słów. Jednak wspomnienia znów wracają. Znów umieram.
      Tak wygląda opętanie?
      • Gość: glebogryzarka Re: Umarłem, czy mnie opętało? IP: *.aster.pl 22.06.07, 17:00
        Jerzy Waldorff zmartwychwstał
      • theagata Re: Umarłem, czy mnie opętało? 26.06.07, 11:29
        zbyszu napisał:

        > Minęły 3 dni umierania. Miałem wrócić do żywych. Na chwilę się udało. Udało
        > się też skreślić tych klika słów. Jednak wspomnienia znów wracają. Znów
        > umieram.
        > Tak wygląda opętanie?

        moje umieranie zaczęło się gdy się dowiedziałam o koncercie The Mars Volta w
        Polsce i trwało kilka miesięcy przed 21. czerwca 2006 r. [czas oczekiwania] i
        wiele tygodni po tym misterium [czas przeżywania]; opętana jestem do dzisiaj i
        dobrze mi z tym.
        • theagata p.s. 26.06.07, 13:43
          oczywiście powinno być 2005 r.

          jak ten czas leci, juz 2 lata czekam na kolejny koncert TMV
      • Gość: Meloman Re: Umarłem, czy mnie opętało? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.07, 15:32
        A tak poza tym wszystko OK?
    • Gość: tora tora tora Re: Kto byl wczoraj na koncercie Tori ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.07, 08:30
      wink

      Byłem. Było przepieknie
      • gierapka byl magiczny!!! Czad....... 28.06.07, 14:32
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka