cze67
08.08.03, 17:56
Byłem wczoraj na koncercie Nigela Kennedyego w sopockiej Operze Leśnej. O
Nigelu czytałem i słyszałem, ale jego muzyki nigdy. Ciekawił mnie jako muzyk
i jako człowiek łamiący stereotyp pana ze skrzypkami. Myślałem jednak, że
więcej w tym szumu medialnego i autokreacji niż muzyki.
Od wczoraj wiem, że Kennedy to wielki muzyk i szalenie sympatyczny człowiek.
Na początek zagrał solo Partitę E-Dur JS Bacha (nie bijcie mnie, jeżeli był
to inny tytuł, nie jestem w poważnej dobry). Udowodnił, że Bach wielkim
kompozytorem był a Nigel wielkim skrzypkiem jest. Wydawało mi się, że Opera
Leśna nie jest dobrym miejscem dla skrzypka solo. Pomyliłem się, wielki muzyk
może wszędzie zaczarować. Tak właśnie było wczoraj. Na widowni (w czasie
grania utworu) cisza jak makiem zasiał. Po wykonaniu - burza oklasków. Grał
jak sam szatan, szczególnie dwie ostatnie części owej partity to było
mistrzostwo świata. Nieprzypadkowe są porównania jego gry na skrzypcach do
gry na gitarze Hendrixa. Podobny geniusz.
Jeszcze lepiej pokazał to w drugiej części koncertu, w którym zagrał z grupą
The Kroke Band - drugie skrzypce, akordeon, kontrabas i perkusja. Utwory
nawiązujące do różnych światów muzycznych i tych rzeczywistych: muzyka
żydowsla, bałkańska, ludowa polska. Wszystko to wspaniale przemieszane,
zagrane z takim czadem (utwory dynamiczniejsze) lub/i uczuciem (te bardziej
stonowane), że zapierało dech w piersiach. W pewnym momencie wydawało mi się,
że słyszę King Crimson z okresu współpracy z Davidem Crossem, z tym, że
gitarę Frippa zastępowały skrzypce Nigela. Podobny czad, podobne podejście do
muzyki. Kontrabas zabijał, muzyka grała na pograniczu pęknięcia bębenków, nie
mogłem uwierzyć, że zespół, w którym nie ma gitary, może zagrać coś tak
niezwykle energetycznego (i, to może większe zaskoczenie, tak
monumentalnego). Dawno nie uczestniczyłem w tak dobrym koncercie.
Poza tym, Kennedy to przesympatyczny człowiek, rzekłbym rockandrollowiec. Na
scenie przeklina (co nie każdemu musi się podobać, mnie nie przeszkadzało),
pije piwo (to samo), opowiada dowcipy.
Nie można też nie wspomnieć o muzykach Kroke Band, którzy warszatem nie
ustępowali mistrzowi - znakomici, wszechstronni muzycy, czuć, że wspaniale im
się wspólnie gra. Jest w tym zespole porozumienie, magia, czad, wszystko
czego można oczekiwać od dobrego bandu. Jest naprawdę znakomity.
Nigel - jesteś naprawdę wielki!!! Dzięki za wspaniały wieczór! Długo bolały
mnie dłonie od oklasków...
KRO-KE!!!-GRO-CHOT (perkusista gościnnie występujący w grupie)!!!-SO-POT!!!
Tak się Nigel żegnał z publicznością.