Dodaj do ulubionych

Radu Lupu, 27.04

28.04.08, 23:02
Zasiadł na krzesełku. Zwykłym takim, biurowym, żeby się mogł oprzeć
wygodnie. Wyglądał na bardzo zrelaksowanego, muszę powiedzieć. Jak
on grał po _takiemu_ ciemku to dla mnie w dalszym ciągu zagadka - no
ale ja bym tak nie umiała nawet w samo południe w pełnym słońcu. No
a jak on grał, to dla mnie misterium... „Dajcie mi jakiś fortepian,
usiądę sobie. Pogram... a może nawet pośpiewam... mogą być sonaty
Schuberta”.

Zaczać muszę od tego, że ja NIE CIERPIĘ Schuberta. Nie wiem, co mi
biedak był zrobił w moim poprzednim życiu, ale podpaść mi musiał
równo. Ale takiej gratki, jak dwie sonaty (nawet Schuberta)
przepuścić nie umiałam. Nie zawiodłam się. W Sonacie D-dur D.850, w
drugiej części przecudnie miękkie, zatopione piano. W trzeciej
częsci roztańczony, rozbrykany walc. Rzadko odnoszę wrażenie, że
forte nie jest wynikiem użycia TEŻ siły, ale przede wszystkim
spiętrzonych emocji. Druga część koncertu - Sonata B-dur D.960. I tu
mi sie słuchanie trrrochę zacięło. Rubato w pierwszej części
wyrubacone tak, że się dobrze zastanawiałam nad pulsem. Odchwycił
się (jakby powiedział Wańkowicz) w drugiej i trzeciej, w czwartej
były już wyraźnie nieczyste zahaczenia w akordach, ale podejrzewam,
że musiała to być sprawa zmęczenia.

Gdybym się chciała czepiać, to bym stwierdziła, że koncert nie był
perfekcyjny, właśnie przez te nieczyste tony. Ale się nie będę
czepiać, bo całość wywarła na mnie wrażenie nieprawdopodobne. Tam
nie było fajerwerków i grania dla publiki, to było zmysłowe
zaproszenie do świata, do którego przewrotnie nikt nie ma dostępu.

Pozdrawiam, B (Sztokholm)
Obserwuj wątek
    • onufry_z_oddali Re: Radu Lupu, 27.04 30.04.08, 19:58
      Zerknalem na forum, by sie dowiedziec co Brendel zagral na drugi
      bis, ale nie ma zadnej reakcji sad

      Tymczasem z zainteresowniem przeczytalem relacje z koncertu Lupu smile

      kite.designer napisała:

      > Zasiadł na krzesełku. Zwykłym takim, biurowym, żeby się mogł oprzeć
      > wygodnie.

      Wbrew pozorom, to na czym dany pianista siedzi moze byc bardzo istotne. Oto, co
      Wikipedia pisze na temat Goulda:

      "Na fortepianie grał siedząc od wczesnej młodości na krześle zrobionym mu przez
      ojca (nawet, kiedy już było prawie kompletnie zniszczone)."

      Niedawno w "Wiadomosciach kulturalnych z Europy" (Program 2. PR),
      pewien rozentuzjazmowany korespondent donosil z Wloch, ze oto
      swe kolejne tournee rozpoczal tam K. Zimerman. Stwierdzil, ze
      jakies prestizowe pismo muzyczne oglosilo "Zlota Trojce" najwiekszych
      zyjacych pianistow swiata: Pollini, Zimerman i wlasnie Lupu. Do takich
      klasyfikacji to ja mam stosunek obojetny (moj ulubiony
      pianista nie jest w tej trojce smile ), ale nazwisko Lupu padlo.
      To podobno czarodziej fortepianu. Malo znam jego nagran, no i na zywo go nigdy
      nie slyszalem. Ale to, co znam dowodzi ogromnej oryginalnosci tego rumunskiego
      pianisty.

      > Druga część koncertu - Sonata B-dur D.960. I tu
      > mi sie słuchanie trrrochę zacięło. Rubato w pierwszej części
      > wyrubacone tak, że się dobrze zastanawiałam nad pulsem. Odchwycił
      > się (jakby powiedział Wańkowicz) w drugiej i trzeciej, w czwartej
      > były już wyraźnie nieczyste zahaczenia w akordach, ale podejrzewam,
      > że musiała to być sprawa zmęczenia.

      Zabawne, ze tego samego dnia w dwoch roznych miejscach Europy
      (i byc moze o podobnym czasie ?!) dwaj wielcy pianisci z tej samej Sonaty B-Dur
      Schuberta uczynili druga czesc swego recitalu. Brendel gral w FN gladko: czulo
      sie atmosfere Wiednia: dobry smak, umiar, lekkie poczucie humoru i ... zadnych
      ekstremizmow smile

      Pozdrawiam,
      O.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka