REFUGEE
Było sobie trzech panów – Patrick Moraz, Brian Davison, Lee Jackson. Wspólnie
nagrali w 1974 roku jeden album. Niesamowity album. Nie tylko dlatego, że i
czasy dla muzyki rockowej były wtedy niesamowite. Pięć utworów. Dwa – te
które robią największe wrażenie („Credo” i „Grand Canyon”

trwają po
kilkanaście minut. Głównym kompozytorem i szefem zespołu był Patrick Moraz.
Prawdziwy wirtuoz instrumentów klawiszowych. Taki, który chyba został
spłodzony (a może nawet poczęty) na fortepianie. Jego gra cechuje się swobodą
i delikatnością o której wielu może pomarzyć. Dwaj pozostali muzycy znani
choćby z zespołu The Nice też są klasą samą dla siebie i w sobie.
Jaka jest muzyka na tej płycie? Jeżeli o jakiejś muzyce w ogóle można
powiedzieć, że jest magiczna – to na pewno o tej. Jak każda magia – i ta nie
jest oderwana od rzeczywistości, lecz z tej rzeczywistości wyrasta i opisuje
ją może jakimiś niedostrzegalnymi w codziennej pogoni barwami. Barwami
którym trzeba dać się porwać, a na pewno zaprowadzą nas w jakieś ciekawe
miejsca. Jest to muzyka bardzo malarska – dużo w niej przestrzeni – lecz nie
tej czarnej przestrzeni kosmosu – którą tak często można odnaleźć na
pierwszych płytach King Crimson. Ta przestrzeń jest innego rodzaju. To
przestrzeń człowieka, który rzuca się niczym orzeł z wielkiego kanionu
(„Grand Canyon”

i leci spokojnie i dumnie nad rzeką. Ktoś powie –
„bajeczki...”. Ktoś inny powie – „marzę o tym całe życie...”
W innym miejscu narrator wyznaje smutnym głosem swoje kredo życiowe
(„Credo”

, że ciągle wierzy w miłość – tak jak dziecko wierzy w świętego
Mikołaja. To nic, że ciężko tą miłość w świecie zauważyć – najważniejsze by
nosić ją w swoim sercu. I znów ktoś powie – „naiwne”. Inny wtedy nic nie
powie – tylko uśmiechnie się porozumiewawczo, bo ważne i mądre wiadomości
muszą podawane być szeptem lub milczeniem w dzisiejszym świecie.
Jeżeli w ogóle muzyka może onieśmielić – to na pewno ta muzyka. Pełna
nastrojów przy których można się wyciszyć i odpocząć. I uwierzyć (jeżeli ktoś
jeszcze w to nie wierzy), że muzykę można kochać.
Sięgnijcie po tą płytę. To nie chodzi nawet o to, że ta płyta jest dla fanów
muzyki art-rockowej. Ta płyta jest dla wszystkich.