Całą historię muzyki pop/rock w tych latach w dużym skrócie widzę następująco:
I.
Lata 60- 63(pocz.) – króluje konfekcja, prościutkie melodyjki wykonywane
konwencjonalnie, wszystkie podobne do siebie; generalny zastój i regres po
pierwszym boomie rock’n’rolla po 55 (Bill Haley, Elvis Presley, Little
Richard, Brenda Lee, Paul Anka i In.)
II
63 (II poł.) – 65 – „brytyjska inwazja” z Beatles na czele – to (cyt.) ” jak
wybicie okna w długo nie wietrzonym pokoju”, wnosi nowe, oryginalne brzmienia
nowy – świezy i dynamiczny styl, skierowany wyraźnie do nowego pokolenia,
dojrzewającego w latach 60-tych bunt przeciw konwencjonalnym brzmieniom lat
ubiegłych, a jeszcze bardziej – apoteoza młodości, swobody, wyzwanie rzucone
pokoleniu rodziców, mieszczańskim ideałom;
III
66-69 – rozkwit „nowego popu” wnoszącego nowe brzmienia („psychodelic”

tu
The Beatles ujawniają swój prawdziwy geniusz; nowe treści; rewolucja
mentalna i obyczajowa, z której narodził się ruch hipisowski, jako wyzwanie
dla systemu kapitalistycznego; łączenie gatunków rock-blues-country z
elementami muzyki klasycznej-symfonicznej; wreszcie związana z tymi zjawiskami
rewolucja technologiczna, inwazja elektroniki analogowej, otwierającej nowe
możliwości brzmieniowe –
hard rock, progressive rock heavy metal.
REASUMUJĄC:
Wystarczy zestawić np. Eleanor Rigby czy jakikolwiek kawalek z REVOLVERA (rok
1966) z hitami z pocz. Lat 60-tych, czyli 4-6 lat wcześniej, by zobaczyć że te
utwory w sensie muzycznym i artystycznym dzielą lata świetlne!
To tak bardzo w skrócie o tym co się działo w czasie 60-tych.
Co do 70-tych – to już osobny rozdział. Ale: jeśli za symbol 60-tych uznać
BEATLES, to symbolem 70-tych będzie ABBA. I choć Abbę uważam za b. dobry,
profesjonalny produkt show businessu to jednak różnica jakościowa jest aż za
bardzo widoczna…