Dodaj do ulubionych

THE MOODY BLUES "December" - recenzja

13.12.03, 16:06

Nie byli dla mnie nigdy zespołem pierwszoligowym. Nie byli ani wirtuozami,
ani nie stworzyli wielu rewolucyjnych albumów, porównując chociażby do Pink
Floyd, King Crimson czy Deep Purple. Jednak w ich nagraniach zawsze była
obecna swoista magia, dzięki której uważam The Moody Blues za jeden z
najbardziej sympatycznych zespołów, powstałych w latach sześćdziesiątych.
Najbardziej cenię ich, oczywiście, za dzieła „progresywne”, takie jak „Days
Of Future Passed” czy „To Our Children’s Children’s Children”, ale lubię też
ich popowe przeboje z lat osiemdziesiątych, jak „Your Wildest Dreams” czy „I
Know You’re Out There Somewhere”.

Od kilkunastu lat The Moody Blues nie są już popularnym zespołem. Wydają, w
coraz to mniej licznym składzie, kolejne albumy, które nie wzbudzają
niczyjego zainteresowania. Działają także solo, z czego najlepiej radzi sobie
Justin Hayward. Ostatnie ich plyty rażą jednak szablonowością i
najzwyczajniej w świecie brakiem pomysłów.

Niestety, nie inaczej jest z nowym, pierwszym od czterech lat, studyjnym
albumem „December”. Typowo „świąteczny” album, zawierający trochę standardów
i nieco nagrań nowych, który nie wiadomo za bardzo, po co został nagrany. Co
do opracowań bożonarodzeniowej klasyki, panowie się – delikatnie mówiąc – nie
wysilili. Sztampowe, „kotletowe” opracowania takich kompozycji jak „White
Christmas”, When A Child Is Born” czy „Happy Xmas (War Is Over)” nadają sie
na składanki, sprzedawane w supermarketach. Nowe utwory też raczej nie
powalają – wyróżnia się nieco na plus otwierające płytę „Don’t Need A
Reindeer”, reszta jest nie tylko nudna, pozbawiona ładnych melodii
(przypominam, że to album świąteczny), ale i aranżacja była chyba robiona na
kolanie. Nie ma na tej płycie niczego, co świadczyłoby o wyjątkowości świąt,
niczego, co przykułoby uwagę magiczną aurą, charakterystyczną dla tego
okresu. Płyta The Moody Blues to dziwne nieporozumienie, po które nie sięgną
ani nowi słuchacze, ani starzy fani zespołu. Przykre…
Obserwuj wątek
    • Gość: moody Re: THE MOODY BLUES "December" - recenzja IP: *.dowco.com 16.12.03, 00:24
      Kilka miesiecy temu bylem na ich koncercie, niestety juz tylko w trojke. Oprocz
      John'a Lodge panowie wygladaja na bardzo zmeczonych i bez emocji traktujacych to
      co robia. Juz "Strange times" bylo albumem nieco innym i jak dla mnie slabszym
      niz poprzednie. Christams songs w wykonaniu MB - tego sie nie spodziewalem. Mimo
      to "december" bedzie mi towarzyszyl podczas zblizajacych sie swiat, pozdrawiam
      • vulture tak swoją drogą 16.12.03, 20:06
        To mają prawo być zmęczeni... czterdzieści lat na scenie już są.
        • Gość: moody Re: tak swoją drogą IP: *.dowco.com 16.12.03, 23:03
          Zgadzam sie z piatki zrobila sie czworka , teraz juz koncertuja jedynie w
          trojke. Mam nadzieje ze jeszcze nie powiedzieli ostatniego slowa - zwlaszcza tym
          christmasowym CD
          • vulture fucktycznie 17.12.03, 05:13
            Zazdroszczę, że byłeś na koncercie, bo do Polski chyba już nie dojadą (zresztą,
            kto by na nich poszedł). Też chciałbym, żeby nagrali jeszcze regularną płytę,
            ale obawiam się - sądząc po ostatnich produkcjach - że będzie równie pozbawiona
            braku pomysłów co aranżacje na płycie świątecznej.

            P.S. Niedługo zostanie tylko duet Hayward-Lodge, bo w części utworów za Graema
            Edge'a gra chyba automat perkusyjny (nie po raz pierwszy, zresztą).
            • vulture masło maślane 17.12.03, 05:17
              vulture napisał:

              będzie równie pozbawiona
              >
              > braku pomysłów

              Przepraszam, jeszcze jestem bez kawy big_grin
              • Gość: moody Re: masło maślane IP: *.dowco.com 18.12.03, 00:41
                Na koncercie Edga wspieral mlody chlopak na perkusji, ale sam Edge dawal sobie
                rade calkiem niezle. Opowiadal tez anegdoty do publicznosci. Nie wiem jak w
                Polsce ale W USA i Kanadzie MB nadal sprzedaja cale sale, publicznosci dobrze
                pod 50-tke. Mnie na koncercie zagadna facet czy przypadkiem cos mi sie nie
                pomylilo bo tu ponizej 40 lat nie wpuszczaja smile Koncert o tyle mi sie podobal ze
                spodziewalem sie sztandarowych hitow, a ku mojemu zaskoczeniu grali nietypowy
                repertuar np. The Other Side of Live. Po koncercie udalo mi sie poprosic J.
                Lodge o autograf - okladka Long Distance Voyager z jego podpisem dumnie wisi na
                scianie!
                • Gość: moody Re: masło maślane IP: *.dowco.com 19.12.03, 21:35
                  Po kilkakrotnym przesluchaniu najbardziej podoba mi sie 7 utwor
                • vulture MB live 22.12.03, 08:31
                  Gość portalu: moody napisał(a):

                  > Nie wiem jak w
                  > Polsce ale W USA i Kanadzie MB nadal sprzedaja cale sale, publicznosci dobrze
                  > pod 50-tke.

                  Nie przypominam sobie, żeby The Moody Blues byli w Polsce, ale sądzę, że -
                  podobnie jak Yes -zebraliby sporo publiczności wielopokoleniowej, oczywiście z
                  naciskiem na ludzi w wieku muzyków. Gdyby w Warszawie był koncert, to bym
                  poszedł.

                  Nie wiem, jak teraz wygląda repertuar koncertowy MB, ale mam bootleg sprzed 10
                  lat (koncertowe "Hall Of Fame" z 2000/2001 jest tylko skromnym wycinkiem całego
                  show) i pozytywnie zaskoczył mnie wybór nie tylko samych przebojów, ale i
                  utworów mniej znanch, np. lubianego przeze mnie "New Horizons". Oczywiście, po
                  macoszemu traktowany jest repertuar z nowych płyt, ale to nie dla niego
                  publiczność przychodzi na koncerty MB.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: zrzęda geniusz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.03, 13:49
                    bez jaj, ale te Twoje recenzje sa naprawde dobre.
                    wez stratuj z nimi do jakiejs gazety.
                    ja pitole.
                    cudo.
                  • Gość: Jacek Re: MB live IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.12.03, 19:55
                    vulture napisał:

                    > Nie wiem, jak teraz wygląda repertuar koncertowy MB, ale mam bootleg sprzed
                    10 lat (koncertowe "Hall Of Fame" z 2000/2001 jest tylko skromnym wycinkiem
                    całego show)<

                    Witam !
                    Polecam DVD Hall Of Fame - wspaniały dźwięk i obraz, a wykonanie Isn't life
                    strange czy Nights in white satin wyciska wręcz łzy.
                    Pzdr.


    • joseph80 Moody Blues - Red Rocks live 2CD 27.12.03, 21:16
      Od dzisiejszego dnia zasłuchuję się w tym pięknym albumie. Koncert ten odbył
      się w 1992r., i był już wcześniej wydany w okrojonej wersji 1CD, ale dopiero
      niedawno swiatło dzienne ujrzała pełna wersja ze wszystkimi piosenkami.
      Repertuar świetnie dobrany. Aż 4 utwory z mojej ulubionej płyty MB 'Seventh
      Sojourn'. Słuchając tej płyty, mam wrażenie, że zespół się powoli rozkręcał, na
      początku niektóre utwory wypadają trochę słabo, np. 'Emily`s Song', ale w miarę
      czasu jest coraz lepiej. Zapomniałem napisać, że koncert ten odbył się wraz z
      pełną orkiestrą sumfoniczną.
      Niestety, słychać niemiłosiernie uciekające lata w głosach panów z MB.
      najgorzej wypadają harmonie wokalne, które zawsze były znakiem rozpoznawczym
      tego zespołu. Niejednokrotnie te chórki się strasznie rozjeżdżają, i czasami
      panowie lekko zafałszują. Mi to jednak nie przeszkadza, przynajmniej słychać,
      że mamy doczynienia z prawdziwym koncertem bez jakichkolwiek dogrywek. Moim
      faworytem tej płyty jest 'Legend Of a Mind', ze wspaniałymi popisami Ray`a
      Thomasa na flecie, które powodują, że utwór trwa niemal 9 minut.
      Bardzo ubolewam nad faktem, że Ray Thomas odszedł od MB. Bardzo lubię jego
      głos. Zresztą MB w trójkę wyglądają jakoś dziwnie, patrz:
      www.moodyblues.co.uk
      pzdr
      • vulture Re: Moody Blues - Red Rocks live 2CD 28.12.03, 16:03
        Popieram, ta płyta - niestety, nie posaiadam, ale kilka razy słuchałem - ma
        rację bytu przede wszystkim w wydaniu 2CD z powodu nie tylko zwiększonej
        ilości, ale i doboru utworów. "New Horizons" rządzi. Pełne, orkiestrowe
        brzmienie i klawisze jakoś dyskretnie zepchnięte na bok (na szczęście).

        Nie jestem tylko zwolennikiem koncertowych wykonań "Ride My See-Saw", które
        brzmią, jakby panowie spieszyli się na ostatni autobus do domu.
        • joseph80 Hayward-Lodge 'Blue Jays' 29.12.03, 13:00
          Klejna płyta, jaką dostałem na urodzinysmile

          Przesłuchałem ją dopiero kilka razy, ale już teraz mogę stwierdzić, że jest
          piękna. Panowie byli na bardzo wysokim poziomie twórczym. Właściwie płytę tę
          można śmiało postawić obok najlepszych dokonań Moody Blues. Zamiast
          zwyczajowych głębokich mellotronowych partii Pindera, mamy tu wspaniałe
          orkiestracje.

          pzdr

          • vulture prawie MB 29.12.03, 18:55
            Chyba nieprzypadkowo utwór z tej płyty, "Blue Guitar", wytwórnia umieściła na
            zestawie największych przebojów grupy. Bo gdybym nie wiedział, że to nie MB,
            pewnie bym pomyślał, że to oni.

            To samo dotyczy solowego nagrania Haywarda "Forever Autumn" z "Wojny światów".
            Jak The Moody Blues, bez różnicy. I też jest na składance z hitami MB.
            • joseph80 Re: prawie MB 29.12.03, 23:27
              Czy jakieś inne solowe dzieło, któregokolwiek z członków MB, Było na podobnym
              poziomie co 'Blue Jays'?. Bo ten album jest przepiekny, za każdym
              przesłuchaniem coraz bardziej mnie pochłaniasmile

              pzdr
              • vulture Dżastin Hejłord 29.12.03, 23:32
                Mam jeszcze dwie solowe płyty Justina Haywarda, "Songwriter" z l977 roku
                i "View From The Hill" z 1999 (kupiłem na kasecie za 1 zł chyba). Mimo pewnego
                uroku niektórych kompozycji, żadna z tych pozycji nie zbliża się nawet do
                poziomu dobrych płyt The Moody Blues. Raczej nudzą niż zachwycają.
                • joseph80 Re: Dżastin Hejłord 29.12.03, 23:49
                  vulture napisał:


                  >"View From The Hill" z 1999 (kupiłem na kasecie za 1 zł chyba).

                  Za zeta, też bym kupiłsmile
                  • vulture Re: Dżastin Hejłord 29.12.03, 23:50
                    joseph80 napisał:

                    > Za zeta, też bym kupiłsmile

                    Wspaniałe lekarstwo na bezsenność. Za zeta.
                    • vulture Dżastin łan mor tajm 30.12.03, 00:40
                      Dżastin świetnie - moim zdaniem - pasuje do utworu "Still Waters Run Deep" na
                      albumie "Return To The Centre Of The Earth" Ricka Wakemana. Wakeman zrobił
                      Haywardowi lepsze opracowanie orkiestrowe niż sam Hayward sobie na ostatniej
                      płycie wink
                      • joseph80 Re: Dżastin łan mor tajm I Ricki Ticki;) 30.12.03, 22:15
                        vulture napisał:

                        > Dżastin świetnie - moim zdaniem - pasuje do utworu "Still Waters Run Deep" na
                        > albumie "Return To The Centre Of The Earth" Ricka Wakemana. Wakeman zrobił
                        > Haywardowi lepsze opracowanie orkiestrowe niż sam Hayward sobie na ostatniej
                        > płycie wink


                        Trzeba przyznać, że ten album udał się Rickowi. Chyba przejrzał na oczy, czy
                        też uszy, i wywalił większość syntezatorów o barwie średniego Casio, a powrócił
                        do oryginalnego analogowego mooga i prawdziwego fortepianu co tylko wyszło na
                        dobre.

                        pzdr
                        • vulture yyyyyz der eeeeenybady deeeeeeeeeer 05.01.04, 23:56
                          Ten album EMI wydała w serii EMI CLASSICS, w której zwykle ukazywała się muzyka
                          poważna, szkoda tylko że nie sprzedał się, jak mógłby się sprzedać, gdyby go
                          odpowiednio nagłośnić...Bonnie by na wódkę miała...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka