i stało się.... awaria kaloryfera, pod kaloryferem w wiklinowym koszyku rozpoczęte prace.... każda (a jakże!!) ładnie nawinięta na tutkę papierową (czyjś pomysł z tego forum, ale nie pamiętam czyj), do tego zawinięta w wydrukowany na drukarce atramentowej wzór graficzny....
Reszty możecie się domyśleć. Wszystkie prace pobrudzone zostały tuszem z drukarki, dodatkowo rozpłynęły się kolory niemarkowej, kupionej gdzieś w necie muliny.
Prace haftowane muliną DMC i Ariadną zostały uratowane, kolory nie puściły a z kanw tusz z drukarki sprał się niemal bez śladu - w niektórych miejscach zostały lekko żółte ślady, ale to będzie zahaftowane. Niestety praca robiona jakąś muliną nieoznaczoną stanowi obraz nędzy i rozpaczy. Nie do uratowania.
Jeżeli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, czy warto kupować tanią, niemarkową mulinę, to jestem żywym przykładem, że nie warto.