Opowieść o primadonnie stulecia rozpoczynam od Bogusława Kaczyńskiego,
który z podobnym zabarwieniem uczuciowym wypowiadał się o dwóch
paniach. Były to ADA SARI i MARIA CALLAS. Obydwie boskie, ale ja postaram
się dowiedzieć jak najwięcej o Marii.
Bogusław Kaczyński poznał
boską w roku 1973 podczas uroczystego
otwarcia Teatro Regio w Turynie, kiedy to na inaugurację działalności (odbudowanego
po wojennych zgliszczach) powierzono jej reżyserię "Nieszporów Sycylijskich"
Verdiego.
Galę uświetnili: prezydent i premier Włoch, dostojnicy Rzymu i Watykanu,
arystokraci krwi i pieniądza oraz niemal cały korpus dyplomatyczny. Była również
Liz Taylor (600 karatów brylantów) oczywiście w towarzystwie Richarda Burtona.
Autor wymienia także panią Kennedy, Onassisa, księcia Monaco i jego żonę
Grace Kelly (w szynszylowej pelerynie).
Po premierze (której poświęcę specjalny post) rozpoczął się bankiet dla gości
honorowych. Przy wejściu paniom wręczano pudła francuskich perfum
i bukieciki orchidei, panom albumy o dziejach teatru.
W gronie tych honorowych gości był Bogusław Kaczyński:
Do dziś zadaję
sobie pytanie, jak wyglądałem na tle tego bajecznego towarzystwa, przyodziany
w garnitur z MHD i buty z Radoskóru. Po oficjalnym powitaniu rozpoczęła
się prezentacja gości..
Spotkało go jednak szczęście, że podała mu dłoń, którą on uścisnął i powiedział:
[Nazywam się Bogusław Kaczyński - przyjechałem z Polski.
Callas niezbyt dokładnie usłyszała słowo POLONIA i zapytała:"PAN z BOLONII?"
On zaprzeczył i wyjaśnił, że z Polski, z Warszawy.
'Nigdy tam nie byłam. Proszę przekazać pana rodakom moje życzenia" -
powiedziała Callas.
Następnego dnia udzieliła mu prawie godzinnego wywiadu. podczas tej
rozmowy dostał dwa autografy, album płyt i wizytówkę z paryskim adresem
(avenue Georges Mandel) oraz pozwolenie na opublikowanie rozmowy.