Wstaliśmy raniutko, zapakowaliśmy leżaki, parasol, torbę-lodówkę i w drogę, nad wodę.
Odwiedziliśmy trzy kąpieliska w pobliżu Wrocławia. Pomimo wczesnej pory, nie udało nam się znaleźć miejsca do leżenia, a auto musielibyśmy postawić na ostrym słońcu, bo pod drzewami wszystkie zajęte.
Kiedyś były to dzikie stawy, teraz ogrodzone i pobierają opłaty. Szkoda, że nikt nie zadbał o warunki higieniczne. Brak wc, kosze stoją, lecz na maxa przepełnione. Każdy sobie grilluje, więc nie muszę pisać jaki swąd panuje. Zamiast opalania-wędzarnia.
W wodzie dużo odważnych, kąpiacych w tym dzieci. A dlaczego odważnych? Tafla jakaś tłusta i kąpiel z psami, a po drugiej stronie stawu do wody weszły brudne krowy?!! To nawet nie podlega dyskusji, poprostu w tył zwrot i powrót do miasta!
Sam Wrocław ma wiele kąpielisk, ale na głucho zamkniętych, a te które działają, to ludzie jak "stłamszone śledzie". Jedyny aqapark, też przeludniony.
Pozostało tylko szukać ochłody przy licznych fontannach i własna łazienka.